Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2019-10-21 23:27:18

Arbalester
Łoś Przewodnik
WindowsChrome 77.0.3865.120

2019

Oto rozpoczynamy pierwszy w historii Depeszy

Writember 2019!

carl-shedd-ps-writersblock-03.jpg?1540172533

W tym wątku dodawajcie swoje prace. Na samym początku, centralnie wpisujcie hasło tygodnia, na temat którego piszecie. My później stworzymy odnośniki we wstępie przy każdym haśle do waszych postów.
Zachęcamy do uczestnictwa i zabawy!


LISTOPAD 2019:

Tydzień 1 (1-3.11):

Tydzień 2 (4-10.11):

  • duch

  • bezmiar

  • świt

Tydzień 3 (11-17.11):

  • front (Arbi)

  • mit

  • pożądanie

Tydzień 4 (18-24.11):

  • pieśń

  • guzik (Arbi)

  • ogień

Tydzień 5 (25-30.11):

  • cmentarz

  • burza

  • pismo

Ostatnio edytowany przez Arbalester (2019-11-24 00:26:31)


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#2 2019-10-30 15:12:43

Arbalester
Łoś Przewodnik
WindowsChrome 78.0.3904.70

Odp: 2019

jack-knight-qishi1.jpg?1571725670

FRONT

Słowem wstępu

Historia jest opowiadana przez Rakshara, duszę maga, która została przeklęta i od wieków podróżuje pomiędzy cudzymi ciałami jako naczyniami, nie mogąc odejść. Farid pochodzi z tego samego kraju - Tyfri i teraz to on posiada w sobie duszę maga ognia.

KLujbIH.png- Rakshahr - odezwała się niespodziewanie Sidrif - ile lat temu żyłeś?
KLujbIH.pngFarid wyprostował się, natychmiast odczuwając dotkliwie mróz, jaki ich otaczał w jaskini. Choć ognisko płonęło mocno i intensywnie, lodowate powietrze Północy zdawało się je kąsać, tamując żar, jakby zwarły się w swej prywatnej walce. Al’Jafar nie lubił, kiedy mag posługiwał się jego głosem - mniejszy problem miał z ciałem, dopóki było to pożyteczne - ale powtarzanie myśli Rakshahra nie wchodziło w rachubę. Nic nie nużyło go bardziej, niż wykonywanie za kogoś roboty, chociaż sam swoją uwielbiał oddelegowywać. Spojrzał więc tylko nieco z wyrzutem na kobietę, że zadawała niewygodne pytania, a potem wzdrygnął się i jego czarne oczy wpatrzyły się tępo w płomienie. Nie zaszły mgłą, lecz zdawały się nic nie widzieć. Niski głos, przywodzący na myśl trzaskające w ogniu polano, wydobył się z ust Farida:
KLujbIH.png- Służyłem Cesarzowi, kiedy jeszcze Dolina Złota należała do Tyfri. Nawet o nią walczyłem.
KLujbIH.pngTrójka Śródziemnych ludzi spojrzała na niego z zaskoczeniem, ale i zaciekawieniem.
KLujbIH.png- Straszne pieśni powstały o tej wojnie - powiedział cicho Coen.
KLujbIH.png- Jak tam było? - zapytała szeptem Siyo.
KLujbIH.pngTwarz Farida wykrzywił bolesny grymas, choć wzrok pozostał równie niewidzący, co przed chwilą. Ogień buchnął znienacka, zmuszając pozostałych do przysłonięcia twarzy w obawie przed iskrami. Sidrif z kwaśną miną cofnęła się jeszcze dalej od źródła ciepła. Niemal się sparzyła.
KLujbIH.png- Pieśni nigdy nie oddadzą tego, co tam się działo. - Farid wsunął dłoń w płomienie, ale te polizały ją pieszczotliwie. - Wszystko zostało zniszczone tego dnia. Lasy obróciły się w pył, który do dziś pokrywa tamte tereny, a złoto przykrywają spopielone szczątki. - Zabrał rękę, a ogień splunął jaskrawymi iskrami. - Mieliśmy wygrać tę bitwę. Obronić się i zagarnąć więcej. Do ostatniej chwili przekonani byliśmy o swoim powodzeniu.
KLujbIH.pngCałe Śródziemie słyszało o armii Cesarza i wielu wybitnych magach ognia, jakimi się otaczał. Tym, co trzymano w ścisłej tajemnicy, była rzeczywista ilość wojskowych magów i szkolenia nowych, rozpoczęte na potężną skalę. Każdego, kto potrafił posługiwać się jakąkolwiek magią, zaciągano do armii. Nie liczyło się, że nie umieli się obronić czy nawet dobrze zaatakować - dopóki potrafili zakładać miny, dało się zrobić z nich użytek.
KLujbIH.pngNiewielu protestowało. Cesarz utkał przed ludem tę wspaniałą wizję niezmierzonego bogactwa, obiecał dostatek, o jakim większości nawet się nie śniło. Każdy w armii widział już torbę złota w swoich rękach. Nie mogli pozwolić sobie na utratę tego obszaru.
KLujbIH.pngZaczęło się od min. Przez szeroki zakres umiejętności naszych... ciężko nazwać ich magami, ale przy tym pozostańmy... posiadały one różne siły rażenia. Niektóre tylko urywały nogę, a inne nie zostawiały nic oprócz nogi, wystrzelonej dziesiątki metrów dalej. Choć stałem daleko od nich, panika, jaka w nich wybuchła, udzieliła się i mnie. Stałem ukryty na wysokości, patrząc, jak pomimo rozkazów, by zamarli, biegną we wszystkie strony, pchając towarzyszy na niewidoczne pułapki i czułem, jak moje serce ściska się z irracjonalnego strachu, a mięśnie nóg napinają, jakby chciały pogonić mnie daleko stamtąd. Niektórzy śmiali się. Z daleka istotnie przypominało to ucieczkę małych robaczków, zdehumanizowanych, pozbawionych duszy. Piekło dopiero na nie czekało.
KLujbIH.pngDepcząc po szczątkach swej armii, żołnierze Ascadu nie mieli innego wyjścia, jak zbiec do wąwozu. Obrazy nie były najgorsze. Kiedy my, stojąc na krawędzi przepaści, sprowadziliśmy na nich lawinę ognia, wszystko po prostu płonęło. Ludzie, ziemia, rośliny, korzenie, nawet samo powietrze. Płomienie strzelały do nieba, jak gdyby to była szczelina prowadząca wprost do zaświatów. W dole nie dało się rozróżnić postaci, żadnych kształtów. Spomiędzy trzasków i głośnego szumu przedzierały się potworne krzyki, wręcz nieludzkie, ogłuszające. Nie trwały długo, ale gdy tylko ucichły, w nozdrza uderzył nas smród zwęglonych ciał, tak intensywny i szarpiący trzewia, że wielu wokół zwymiotowało. Czarna smuga dymu unosiła się nad wąwozem, gdzie my osłanialiśmy twarze przed jej zapachem i oczy, by powstrzymać łzawienie. - Urwał na moment, obracając dłonie wnętrzem do góry, jakby próbował z nich coś wyczytać. - Nasze ciała oblepiła czerń, kiedy prochy porwał wiatr. Och, tak, wielu starało się utrzymać pozory, jakoby to ich nie ruszało... Jakby to była zwykła sadza... Widziało się desperację w ich oczach, przezierających spomiędzy dłoni. Bezpieczni, nienaruszeni, bez zadrapań, jedynie z drobnymi poparzeniami, obserwowaliśmy gasnące języki ognia i czarno-srebrne szczątki na dnie, roztopione w niejasną masę. Magia była potężną bronią, lecz jej zatrważająca śmiercionośność dotarła do nas dopiero wtedy, gdy bez szwanku staliśmy nad czymś, co nie przypominało ludzi w żadnym stopniu. Najcięższa w tym wszystkim okazała się ostateczna porażka.
KLujbIH.png- Jak to wyglądało?
KLujbIH.png- Jakim cudem przegraliście? - zapytała Sidrif w tym samym czasie, co Noraoi.
KLujbIH.png- Armia Lecheoye. Kochali złoto żarliwiej od swych matek. Zawsze marzyli o zyskach z Doliny. Doszły wcześniej nas słuchy, jakoby próbowali zawrzeć pakt z Ascadem. Pomoc w zamian za udziały, ale za mało im obiecano i z dumą odeszli. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało. Czekali jedynie na dogodny moment, by warunki rozpatrzyć ponownie.
KLujbIH.png- Teleportacja - mruknął Coean, na co twarz Farida wykrzywił gorzki uśmiech.
KLujbIH.png- Największa wszechczasów, nie byle zwierciadło. Sztuka teleportacji jest bardzo finezyjna. Przeciętny mag nie przeniesie się dalej, niż ulicę dalej, a na lustra łatwo rzucić przekleństwa. Pozostałe przedmioty potrafią zawieść. Musieli poczynić przygotowania dużo wcześniej, zebranie takiej mocy nie mogło odbyć się z dnia na dzień. Zapewne spodziewali się tego, co usłyszą u króla Nacji Zjednoczonych. Ten mag... - Rakshahr zamilknął na moment, przekręcając głowę w stronę wejścia jaskini. Na zewnątrz zawodził wiatr i sypało wielkimi płatami śniegu. Urwał jednak swą myśl. - Na wzgórzu rozbłysły dziesiątki olbrzymich, lśniących talerzy, przypominających tarcze słońca. Obezwładnił nas szok, powoli zamieniając się w trwogę, gdy na tle światła pojawiły się czarne sylwetki. Rzeczywistość przebiła się przez umysły, owładnięte już myślą zwycięstwa i złota. Tymczasem setki jeźdźców na wspaniałych, barwnych koniach, mknęło w naszą stronę, szybkich jak wiatr. Za nimi biegła piechota, ciągnąc za sobą charakterystyczny wrzask, dzikie nawoływanie paraliżujące członki.
KLujbIH.pngTrzymali kamienne tarcze; niewielu Tyfrian znało zaklęcia pochodne ognia, by przebić się przez nie lawą - nie potrafili się bronić, ani tym bardziej rozbić tak mocnej ochrony. Tony ziemi uderzały w kolejnych żołnierzy, grzebiąc ich żywcem. Armia cesarska nie zostałaby tak zdziesiątkowana, gdyby nie wsparcie magów, wyszkolonych w zaklęciach światła, obronnych i wzmacniających. Przygotowali się na atak doskonale i role się odwróciły. Z drapieżcy staliśmy się zwierzyną, choć nie uciekaliśmy. Nic tak nie rozpala serc jak złoto. Walczyliśmy tak, jakbyśmy chcieli wystraszyć samą śmierć. W tym bitewnym szale widziałem, jak padają wokół mnie kolejni sojusznicy. W powietrzu wrzało od ognia i pary, gdy dwa przeciwne żywioły zwierały się ze sobą, kolejne wichry i głazy rzucały ciałami. Chaos nastał niewyobrażalny. Przestałem odróżniać ataki wroga od niecelnych zaklęć sojuszników. Starałem się zdystansować od epicentrum, znaleźć słaby punkt i w końcu mi się udało.
KLujbIH.pngOtoczony przez jeźdźców zastęp magów w białych szatach, tak mocno kontrastujących z ich ciałami, stał w kręgu, trzymając się za ręce i inkantując zaklęcia. Ich pieśń niosła się ponad bitwą, wzmacniając jednych, a drugich osłabiając. Piękna melodia wdzierała się w nasze uszy i ogłupiała, wabiła umysły, by same rzuciły się na ostrza cudzych mieczy. Przeplatali magię białą z klątwami i zarzucali tą siatkę nad pole bitwy.
KLujbIH.pngNim jednak zdołałem do nich dotrzeć, rozległa się melodia rogu. W jednej chwili dziesiątki dźwięków zbiły się w jedno, głośne pęknięcie, gdy nasza armia łamała swe talizmany teleportacji. Zwlekałem ze swoim. Nie każdy otrzymał ten przywilej, niektóre zawiodły. Przyglądałem się temu potwornemu pobojowisku, dobijaniem rannych, posyłając w tłum wrogów ostatnie tchnienia odwetu, aż nie mogłem dłużej zwlekać. Największa porażka Tyfri zapisała się krwawymi literami w historii Śródziemia. Lecheoye zawsze miało zatarg z Tyfri. Ich uradowane wrzaski jeszcze długo dudniły mi w uszach, kiedy stamtąd zniknąłem.
KLujbIH.png- Mocno cię sponiewierali?
KLujbIH.png- Powiedzmy, że nie chcielibyście mnie wtedy widzieć. - Rakshahr roześmiał się ponuro, a potem zacisnął mocno powieki, wzdrygnął się i spojrzenie Farida stało się na powrót przytomne i do tego zdegustowane. - Wystarczy tych wesołych opowiastek. - Skrzywił się boleśnie, pocierając głowę.

Ostatnio edytowany przez Arbalester (2019-11-24 18:59:10)


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#3 2019-11-02 16:46:41

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 77.0.3865.120

Odp: 2019

Podoba mi się sposób, w jaki pokazałaś chaos bitwy :D Cytując klasyk, pokazałaś nam to, a nie tylko opisałaś! Super w ogóle, że temat do Writembera stał się okazją do rozwinięcia świata jednego z naszych opowiadań <3
Ach i na koniec - już miało mi się robić smutno, a tu nagle takie podsumowanie w wydaniu Farida XD (Mówiłam już, że go lubię? B) ) Noż normalnie w ryj dostałam tym tekstem, dzięki!


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#4 2019-11-04 23:58:24

Arbalester
Łoś Przewodnik
WindowsChrome 78.0.3904.70

Odp: 2019

grafit-studio-imgpsh-fullsize-7.jpg?1499336437

OGRÓD

Słowem wstępu

Tym razem opowiadanie umieściłam w FaPie, na wyspie Laquia, choć nie jest konieczna stamtąd żadna wiedza do opowiadania - poza tym, że to fantasy.

KLujbIH.png- Jak się dziś czujesz? - zapytała ciepło.
KLujbIH.png- Marznę.
KLujbIH.pngPulchna, niska kobieta imieniem Nevalyth zacmokała ze współczuciem. Miała na sobie barwną, szeroką suknię, spływającą aż do kostek i nieco poszarpaną na brzegach. Na wyciągniętych nogach, opartych piętami o ziemię, nosiła botki, mocno zabłocone i znoszone, zaś ramiona pomimo długich rękawów sukienki okryła plecionym paltem. Długie, siwe włosy opadały jej luźnym warkoczem na pierś, ale samą głowę schowała pod kolorową chustą. Poprawiła ją sobie teraz, by zakryła nieco pomarszczonej szyi.
KLujbIH.png- Tak, tak... Ciągnie od tego kamienia... Nie mam czym cię okryć. A jeszcze te ostatnie wichry... Haa’uun do nas przyleciał. Baby szeptają ostrzeżenia o nadchodzącej wizycie Raa’th.
KLujbIH.png- Przeniósłbym się do środka.
KLujbIH.pngNeva westchnęła przeciągle, a jej pierś zadrżała, przez co palto zsunęło się jej z ramienia. Bardzo chciała pomóc swojemu bratu, ale nie miała jak.
KLujbIH.png- Niestety musisz zostać tutaj. Złapać słońca, ostatnio jesteś taki markotny...
KLujbIH.pngOdwróciła od niego wzrok i rozejrzała się po ogrodzie. Ostatnie dni w Laquii były wyjątkowo chłodne i dało się to natychmiast dostrzec po roślinach. Większość kwiatów osunęła się smutno, niektórym wręcz przedwcześnie opadły płatki, zaś drzewa szumiały głośno, niezadowolone z twardej gleby. Wszystko pociemniało i nieco straciło barwy. Kobieta zawsze często spacerowała tutejszymi ścieżkami, doglądając życia, pielęgnując je i zwyczajnie podziwiając, ale tak smętnego widoku jeszcze nie zastała. Nie podnosiło to na duchu, zwłaszcza teraz.
KLujbIH.png- Nie chcę się przeziębić.
KLujbIH.pngNeva spojrzała znów na brata z niemal matczynym uśmiechem, jednocześnie rozbawionym i współczującym.
KLujbIH.png- Nie możesz się przeziębić - przypomniała mu miękkim głosem, a między nimi znów na dłuższą chwilę zapadła cisza, wypełniana jedynie dźwiękami ogrodu - szelestem, trzaskami i pojedynczymi melodiami ptaków. Gdzieś nieopodal w ziemi grzebał gryzoń, chowając swoje zapasy. - Miałam przyjść do ciebie ze świeżą wodą ze strumienia, ale Virys powiedziała, że już mnie uprzedziła. Ponoć przypłaciła to kąpielą, bo akurat przepływały tamtędy najady i pociągnęły ją za włosy...
KLujbIH.pngZachichotała krótko, a nieco wymuszony uśmiech rozciągnął głębokie zmarszczki na jej twarzy. Brat milczał, wyraźnie nierozbawiony, co ją dołowało, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. W końcu przychodziła tu tylko po to, by dotrzymać mu towarzystwa i podnieść na duchu. Tyle tylko mogła zrobić...
KLujbIH.png- Chciałbym odejść.
KLujbIH.pngNevalyth nerwowo poprawiła chustę, a potem palto i przekrzywiła głowę w pytającym geście. Zaśmiała się nieswojo, machnąwszy lekceważąco dłonią.
KLujbIH.png- Nie ma tam co zwiedzać, zapewniam cię. Niebezpiecznie się robi i lepiej zostać tutaj...
KLujbIH.png- Proszę.
KLujbIH.pngSpojrzała na niego zrozpaczona, a ból w żelaznym uścisku trzymał serce w jej piersi. Dostała lekkiej zadyszki, jakby się ono skurczyło i zaraz miało zamienić w pył. Każda zrośnięta kość, każda zasklepiona rana, każdy zwichnięty staw, wszystko to rozogniło się w jednej chwili, waląc w ciało starością jak kowal młotem. Poznaczone czasem dłonie drżały, nie wiedzieć, czy to od cierpienia czy strachu. Jedną zacisnęła w pięść, a drugą otarła cisnące się do bladych oczu łzy.
KLujbIH.png- Babciu!
KLujbIH.pngOd domu szła ku nim jej wnuczka, Virys. Burza ciemnych loków podskakiwała agresywnie przy każdym jej raźnym kroku, a jasne oczy ciskały piorunami, gdy zatrzymała się przy ławce, patrząc na babcię karcąco.
KLujbIH.png- Mama mówiła, żebyś tu nie przychodziła, babciu. Ja się wujkiem zajmuję.
KLujbIH.png- Ale jemu tak smutno... - próbowała bronić się słabym głosem starsza kobieta.
KLujbIH.png- Myślę, że tobie też by było na jego miejscu - westchnęła Virys, mimowolnie jednak puszczając wzdłuż boków skrzyżowane dotąd ręce. - Mama jest zdania...
KLujbIH.pngRysy Nevy natychmiast stwardniały, a wzrok nabrał surowości, kiedy przeniosła go na wnuczkę.
KLujbIH.png- Wiem, co myśli twoja matka, ale decyzja jest moja i tylko i wyłącznie moja.
KLujbIH.pngVirys otworzyła usta, chcąc kontynuować dyskusję, ale wyraźnie się poddała, bo wydęła tylko usta. Zerknęła na wujka, przypartego do muru, tkwiącego tam już tyle lat i przez moment wyglądało, jakby i jej oczy zaszkliły się na moment. Jednakże gdy wyciągnęła do babci ramię, na jej twarzy gościł delikatny uśmiech wyrozumiałości. Nevalyth podciągnęła się na nogi z pomocą wnuczki, lecz nim poszła z nią do domu, odwróciła się jeszcze do brata i musnęła jego cienkie listki opuszkami palców, a te zwinęły się w odpowiedzi do wewnątrz.
KLujbIH.png- Chodźmy.

Ostatnio edytowany przez Arbalester (2019-11-24 19:05:45)


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#5 2019-11-05 00:31:28

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 77.0.3865.120

Odp: 2019

O kurczę, ale to... smutne. :o Aż mam mieszane uczucia na koniec. Jeśli o to ci chodziło, to gratki, udało się :'D Na początku myślałam, że rozmawia z duchem i nie może się pogodzić z jego śmiercią - aż do tego momentu z listkami i tym, że wnuczka się nim zajmuje. Rozumiem, że ten brat został zaklęty w roślinę? :c Nie wiem czemu, skojarzyło mi się to z eutanazją.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#6 2019-11-05 17:07:18

Dolores
Kucyponek Jednorogi
WindowsChrome 78.0.3904.87

Odp: 2019

KSIĄŻKA

Stoi na witrynie, twarzą do przechodniów. Spowita rubinowym pąsem, uśmiecha się zachęcająco złotymi literami. Jeszcze młoda, nieskalana zmarszczkami czasu, niesplamiona kawą pitą w pośpiechu. Nie przesiąkła zapachem dymu z papierosów palonych przy oknie w kuchni. Na błyszczącej opasce wielki napis: Nominowana do Literackiej Nagrody NIKE
Stoję po drugiej stronie szyby, przyglądam jej się. Trzymam ręce w kieszeniach, bo o tej porze roku robi się już trochę zimno, a ja nadal nie wyrobiłam nawyku noszenia rękawiczek. Obok przechodzą ludzie nieświadomi sytuacji, jaka właśnie się rozgrywa na ich oczach, a mi serce chyba zaraz wyskoczy z piersi. Z każdym jego uderzeniem słyszę dźwięk pracujących pras drukarskich. Kroki przechodniów są jak punkciki nadrukowywane na papier. Z czasem powstają z nich litery, które układają się w słowa. One natomiast tworzą zdania, wersy, akapity, rozdziały.
Ktoś mnie trąca ramieniem. Patrzę na niego spode łba, ale nic nie mówię. Już zniknął w tłumie, nie warto za nim wołać. Zamiast tego wchodzę. W księgarni wita mnie podmuch ciepłego powietrza i dobrze znany zapach papieru oraz świeżego tuszu. Przywieźli nową partię, czuję rosnącą ekscytację, staram się nie dać tego po sobie poznać. Przechadzam się powoli między regałami, leniwie odwijam szalik i rozpinam skórzaną kurtkę. Czasem przejeżdżam opuszkami palców po grzbietach książek. Kilka z nich biorę do ręki, kartkuję, wdycham ich zapach. Rozglądam się uważnie, jakbym robiła coś nieprzyzwoitego, ale nikt nie zwraca na mnie uwagi. Odkładam książkę, idę dalej.
Po kilkunastu minutach błąkania się bez celu, w końcu docieram do mojej „ziemi obiecanej”, Kanaan. Do półki czerwonych grzbietów opatrzonych małymi szyldzikami ze złotymi literami układającymi się w nazwisko i nieco większy tytuł pod nim. Na chwilę wstrzymuję oddech, gdy moje palce stykają się z egzemplarzem. Zaciskam je i wysuwam książkę z rzędu takich samych tomów. W kącikach ust czai się uśmiech, gdy idę z nią do kasy.
– Dzień dobry – młoda księgarka uśmiecha się wesoło. – Doskonały wybór. Mogę jeszcze zaproponować do lektury czekoladki w promocyjnej cenie…
– Dziękuję. – Macham głową przecząco i wyciągam rękę z kartą płatniczą.
Na moment nasze spojrzenia spotykają się. W oczach dziewczyny widać jakiś przebłysk, chyba chce coś jeszcze powiedzieć ale przerywa jej piknięcie terminala. Zabieram książkę.
– Miłego dnia.
Drogę do domu pokonuję w wyjątkowo szybkim tempie. Nie zwracam uwagi na światła wieczornego miasta, trawniki przykryte dywanem żółtych liści ani psa ujadającego w parku koło bloku.
Wchodzę do mieszkania. Już w progu wita mnie merdający ogonem labrador o złotej sierści. Nie mogę nawet spokojnie zdjąć kurtki. Idziemy razem do kuchni, gdzie nalewam sobie kieliszek czerwonego wina. To część mojego małego rytuału. Dalej przechodzę do salonu, zapalam zapachowe świece, rozkładam się wygodnie na kanapie z książką na kolanach i odpalam papierosa. Staram się nie robić tego za często, ale tym razem mogę sobie na to pozwolić. Przejeżdżam palcami po wklęsłościach złotych liter na okładce. Przez chwilę napawam się tym widokiem. Czuję się trochę jak wtedy, gdy byłam dzieckiem i w końcu wydałam długo zbierane kieszonkowe na upragnioną powieść. Ale już dawno dzieckiem nie jestem i zdecydowanie nie musiałam odkładać, by kupić tę książkę. Niemniej, cieszy tak samo.
Delikatnie, niemal z namaszczeniem odchylam okładkę. Szeptem odczytuję tytuł i przewracam kartę przedtytułową, po czym zatrzymuję się. Na jej odwrocie znajduje się fotografia, z której uśmiecha się twarz w odcieniach szarości, okolona pasmami jasnych włosów. Patrzę na nią przez chwilę i uśmiecham się szeroko, tak samo jak w dniu, kiedy zrobiono mi to zdjęcie.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#7 2019-11-05 23:00:33

Arbalester
Łoś Przewodnik
WindowsChrome 78.0.3904.70

Odp: 2019

Ale to pięknie opisałaś <3  aż mam ochotę też walnąć teraz opisówkę xD  mega zgrabnie i lekko ci to wyszło c: spodziewałam się, że to zmierza do takiego finału :D
Btw, nie potrzebuję nawet nagrody, taka by była moja reakcja gdybym tylko wydała po prostu książkę XD


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#8 2019-11-07 17:18:51

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 78.0.3904.87

Odp: 2019

Halloween

        Wieczór był ciepły. Wiatr niósł ulicami zapach świec i słodyczy, kiedy dzieci krążyły od drzwi do drzwi, zbierając łakocie do Halloweenowych sakiewek. Głośno się śmiały, licząc kto ile miał, wymieniając się ze sobą ulubionymi i porównując przebrania. Z wielu domów można było usłyszeć głośną, imprezową muzykę. Każdy świętował na swój sposób, a grupa przyjaciół wybrała dość niecodzienny.
    - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – tylko Alice wyraźnie sprzeciwiała się wejściu do wesołego miasteczka, nawet jeśli w ramach Halloween dostali kluczyk. Jej znajomi się tym strasznie ekscytowali, jakby wygrali na loterii, a dziewczynie wydawało się to naprawdę dziwne. Dlaczego ktoś miałby wpuszczać ich tam zupełnie za darmo? Miała złe przeczucia, ale nikt jej nie słuchał. Każdy był zaślepiony możliwością zabawy bez stania w kolejkach, więc chciała mieć na nich oko. Rozweselona i trochę już podpita młodzież nigdy nie myślała zbyt racjonalnie. Niemniej wejście na teren parku rozrywki było dla niej ciężkie. O zmroku, w dodatku w Halloween, wszystko wydawało jej się jeszcze bardziej przerażające. Głowa wilka z otwartą paszczą, w którą wjeżdżała ciuchcia wydawała się łypać na nich spod oka. Ogromna podobizna maskotki parku, pajaca Kopera, w mroku nocy, wcale nie wydawała się uśmiechać przyjaźnie. Przysłonięte ciemną mgłą koło młyńskie aż krzyczało ostrzeżenie o niebezpieczeństwie, a namiot cyrkowy wyglądał jak paszcza lwa.
    - Oj, nie przesadzaj – uśmiechnięta Eleanor wyprzedziła grupę niemal w podskokach, od razu kierując się na rollercoaster. Alice niechętnie podążyła za przyjaciółmi, panicznie rozglądając się dookoła. Z jakiegoś powodu zrobiło jej się nagle zimno, a gęsia skórka zjeżyła włosy na rękach. Zatrzymali się po drodze tylko dlatego, żeby Cornel wykradł z jednego ze stoisk pudełko. Puścił oczko znajomym i podszedł z nim do wyraźnie przestraszonej dziewczyny.
    - Potrzymasz mi chwilę? – zapytał z szerokim uśmiechem. Alice nie odmówiła, ale kiedy dostała pudełko w swoje ręce, chłopak wcisnął czerwony guzik i wyskoczył z niego żółty klaun z czerwonym nosem. Zaskoczona nastolatka krzyknęła przerażona, wypuszczając zabawkę z rąk i wściekła spojrzała na młodzieńca.
    - Jesteś idiotą! – wrzasnęła i szybkim krokiem oddaliła się od grupy obrażona. Nie pomyślała o tym, że zostanie samemu wcale nie było najlepszym wyjściem. Zadziałała impulsywnie, jakby zapominając gdzie i w jakiej sytuacji się znajdowała.
    - Powinniśmy za nią iść – zwrócił uwagę James, ale wszyscy zbyli to machnięciem ręki, zostawiając przyjaciółkę samą. Alice nie zamierzała do nich wrócić, chciała po prostu iść już do domu, ale coś ją ciągnęło do gabinetu luster. Zawsze chciała się przejść tym labiryntem i pooglądać samą w siebie w idiotycznych wersjach, a teraz miała taką okazję. Weszła do środka i zrobiło jej się jakoś lżej. Z uśmiechem przeglądała się w kolejnych lustrach, dopóki coś nie zwróciło jej uwagi. Gdzieś na uboczu, pod ścianą stało jeszcze jedno, ale przysłonięte starą, zakurzoną płachtą. Instynktownie powinna wyczuć, że coś było z tym nie tak, ale ciągnęło ją w tamtą stronę bardziej niż do innych. Nie mogła się oprzeć tej pokusie i niepewnie złapała za szorstki, nieprzyjemny materiał. Ściągając materiał kichnęła trzykrotnie, zaatakowana kurzem i zerknęła w powierzchnię. Już sama rama była piękna, zdobiona ręcznie robionymi, przeplatającymi się ze sobą wzorami. Wyglądały trochę jak winorośl, która wiła się wokół jakiegoś słupa. Oczarowana Alice zaczęła błądzić po nich dłonią, jednocześnie zerkając w swoje odbicie. Nawet szkło w środku wyglądało jak arcydzieło, zupełnie inaczej od wszystkich innych. Z jakiegoś powodu zapragnęła dotknąć tej powierzchni i ostrożnie przyłożyła na niej swoje palce. Co ją zdziwiło? Zjeżdżając po niej w dół wcale nie czuła chłodu, który zawsze się pojawiał przy zahaczeniu o lustro, wręcz przeciwnie. Poczuła ciepło, jakby bijące od ciała drugiego człowieka. Zaintrygowana nachyliła się bardziej do przodu i z piskiem odskoczyła, mając wrażenie, że jej odbicie się poruszyło.
    - Nie, nie... To pewnie twoja wyobraźnia – pokręciła głową, śmiejąc się z własnej naiwności. Odbicie było odbiciem, nieważne czy w dzień, czy w trakcie nocy duchów. Odwróciła się na pięcie i w już lepszym nastroju zaczęła zmierzać w stronę wyjścia. Zrozumiała jak irracjonalny był jej strach i zdecydowała się przeprosić za to kolegów, jednak mijając kolejne lustra, coś w jej odbiciu ją niepokoiło. Przecież ona miała blond włosy…
    Zatrzymała się. Przełknęła ślinę. Cofnęła…
I wszystko było w porządku. Nawet zatrzymała się, żeby mieć pewność, ale widziała tylko samą siebie. Odetchnęła z ulgą i gotowa spokojnie odejść jeszcze spojrzała, czy nie musiała poprawiać włosów. Lekko się nachyliła i nagle poczuła czyjeś ręce na swojej szyi. Długie, kościste palce jej własnego odbicia zaczęły się zaciskać. Mocno złapała za nadgarstek i spróbowała oderwać od siebie ten morderczy uścisk. Za pierwszym razem nie dała rady, ale kolejna próba zadziałała. Wyrwała się, chociaż bardziej miała wrażenie, że dziewczyna ją puściła. Szarawą twarz wykrzywił diabelski uśmiech, a kościste palce Złapały za ramę lustra…
        OD STRONY ALICE!
        Ciszę gabinetu luster przerwał jej wrzask, kiedy puściła się biegiem w stronę wyjścia. Słyszała trzask obcych, przeskakujących kości, kiedy starała się uciec od goniącej ją kobiety. Przebierała nogami najszybciej jak umiała, ale nie dała rady. Kobieta pojawiała się w kolejnych lustrach, jakby były jej drogą i za każdym razem wyglądała coraz gorzej, coraz mroczniej. Kiedy nastolatka została złapana, już nie wyrwała się z tego uścisku. Poczuła tylko jak coś ją ciągnie do tyłu i nagle uderzyła głową o podłogę. Na chwilę ją zamroczyło, ale pamiętała o swoich przyjaciołach. Ta myśl dała jej siłę do zerwania się na nogi. Chciała ich ostrzec, ale z przerażeniem zauważyła, że już nie była w gabinecie luster. A przynajmniej nie w tym, który znała. Znalazła się w ciemnym pomieszczeniu, wypełnionym bardzo starymi lustrami i już nie była w stanie podziwiać ich piękna, wiedząc co się za nimi kryło. Próbowała wrócić tą samą drogą, którą tutaj przeszła, ale zobaczyła tylko uśmiechniętą twarz potwora. Nie musiała nic mówić, żeby Alice się zorientowała, że znalazła się w pułapce. Naparła na szkło, waląc w nie z całych sił, ale nie mogła się przedostać. Wrzeszczała, kopała i płakała. Nic to nie dawało. Mogła tylko patrzeć jak kobieta kieruje się w stronę wyjścia. Wiedziała, że jej zamiary nie były przyjazne i nie mogła przestać myśleć o Eleanor, Cornelu i Jamesie, którzy byli w poważnym niebezpieczeństwie. Z resztą ona sama też nie była w dobrej sytuacji… Kiedy się w końcu uspokoiła, wpadając w rozpacz, nagle zorientowała się, że wcale nie była sama. Cichy trzask, jakby łamanych kości nagle wypełnił pomieszczenie… Nastolatka znieruchomiała, czując zimne poty. Przełykając ślinę i bardzo ostrożnie odwróciła głowę w stronę źródła paskudnego dźwięku. Naprzeciwko lustra, przez które wpadła była duża tarcza, a przed nią krzesło. Na krześle siedziała dziewczyna ubrana w krótką sukienkę z kolorowymi, pionowymi paskami. Była boso, rude włosy miała związane w dwa warkocze, a głowę… oczami w dół. W jej oczach czaiło się szaleństwo, a usta wykrzywiał przerażający uśmiech. Krzyk zamarł na ustach Alice…

Offline

#9 2019-11-09 15:29:56

Arbalester
Łoś Przewodnik
WindowsChrome 78.0.3904.97

Odp: 2019

Nigdy nie lubiłam horrorów i mi szybko przypomniałaś, dlaczego XD wolę się śmiać lub płakać, nie lubię się bać. Natomiast lustra mnie przerażały praktycznie odkąd obejrzałam "The Ring", więc... Cóż, kijowych miała znajomych i dziwię się w sumie, że chciała po nich wrócić po tym, jak się na nią wypięli xD  Ja bym ich zostawiła w pizdu XD (a też jestem Alice :B)
Zdecydowanie bardziej rozstrajający był dla mnie moment, kiedy się przy tym lustrze czaiła i coś niby mignęło, niby obraz trochę inny... Późniejsza pogoń przeskoczyła w horrorowy absurd, więc już się nie bałam xDD w sumie końcówka mnie bardziej smuciła, że ma być uwięziona za tym lustrem... Jedynie nie rozumiem celowości tej dziewczynki na końcu, nie wiem czy to jakieś może nawiązanie do jakiegoś filmu i stąd powinno być straszne? No, ale generalnie podobało mi się :D I przez imię bohaterki kojarzy mi się z Alicją w Krainie Czarów, te lustra i uwięzienie mi jakoś się z tym kleją xD

Tu ci wypisałam jakie błędy wyłapałam, ekspertem nie jestem, ale na pewno ci się to przyda
Raika napisał/a:

- Oj, nie przesadzaj – uśmiechnięta Eleanor wyprzedziła grupę niemal w podskokach, od razu kierując się na rollercoaster. Alice niechętnie podążyła za przyjaciółmi, panicznie rozglądając się dookoła.

Tutaj masz podstawowy błąd zapisu dialogów. Zajrzałam na pierwszą stronę, która o tym pisze i przy okazji uświadomiłam sobie jakie sama robię błędy xDD

"4. Dialog zamyka się kropką wtedy, gdy narracja nie odnosi się do wypowiedzi bohatera. W przykładzie do poprzedniego punktu narracja (czyli odpowiedział Adam) odnosiła się do wypowiedzi. Kropki po wypowiedzi zatem nie było.

Przykład z kropką zamykającą wypowiedź:
– Dobranoc. – Otworzył drzwi i wyszedł."

No i kolejna ważna rzecz:
"9. Wypowiedź dialogową jednej osoby wraz z narracją należy składać w ciągu. Nie ma znaczenia jej długość. Jednak gdy pojawia się przerywająca wypowiedź narracja, która odnosi się do zachowania innej osoby niż mówiąca, to każdy z elementów, czyli narrację i dalszą wypowiedź, należy składać od nowego akapitu.

Trochę to skomplikowane w teorii, więc rozjaśni to przykład:
– Dowiedziałam się, jaki tak naprawdę jesteś.
Adam nie wiedział, co powiedzieć.
– Wydaje ci się – kontynuowała – że pozjadałeś wszystkie rozumy.
"

Sama niestety ten błąd często popełniam ._.
Link: Jak pisać dialogi

Raika napisał/a:

Nie pomyślała o tym, że zostanie samemu wcale nie było najlepszym wyjściem.

To łatwy przykład jak można uniknąć "być":  Nie pomyślała o tym, że zostanie samemu to wcale nienajlepsze wyjście.

Raika napisał/a:

Instynktownie powinna wyczuć, że coś było z tym nie tak, ale ciągnęło ją w tamtą stronę bardziej niż do innych.

Wydaje mi się, że tu na końcu powinno być "innych zwierciadeł", bo podmiot zdania był 3 zdania wcześniej i trochę się tu już zgubił.

Raika napisał/a:

Nie mogła oprzeć się tej pokusie i niepewnie złapała za szorstki, nieprzyjemny materiał. Ściągając materiał kichnęła trzykrotnie, zaatakowana kurzem i zerknęła w powierzchnię.

Tu masz powtórzenie "materiał", w drugim zdanie spokojnie możesz zastąpić słowo "go" i powinien być po tym przecinek. Natomiast na końcu po "powierzchni" powinno być za to "lustra", "zwierciadła" albo inne słowo wskazujące, o czym mowa, bo jest to jakby w domyśle, a nie wynika ze zdań c: Np.:
Nie mogła się oprzeć tej pokusie i niepewnie złapała za szorstki, nieprzyjemny materiał. Ściągając go, kichnęła trzykrotnie, zaatakowana kurzem i zerknęła w srebrną taflę.

Raika napisał/a:

[...] ostrożnie przyłożyła na niej swoje palce.

Przyłożyć "do" lub "położyć" na. c:

Raika napisał/a:

Słyszała trzask obcych, przeskakujących kości, kiedy starała się uciec od goniącej ją kobiety.

Tego nie rozumiem, że słyszy swoje przeskakujące w biegu kości (tak się da w ogóle)? Czy od tamtego potwora dochodzi ten dźwięk? I w zasadzie jak brzmi przeskakująca kość? Bo jedyne co mi przychodzi na myśl, to jak trafia po wybiciu na miejsce... Ale to chyba nie ma powiązania?

Raika napisał/a:

Próbowała wrócić tą samą drogą, którą tutaj przeszła, ale zobaczyła tylko uśmiechniętą twarz potwora.

"Przyszła" drogą lub przeszła "drogę".

Raika napisał/a:

Z resztą ona sama też nie była w dobrej sytuacji…

"Zresztą" piszemy łącznie. Chyba że mówimy o reszcie np. drużyny. Wtedy to jak zamiennik "z pozostałymi".

Raika napisał/a:

Kiedy się w końcu uspokoiła, wpadając w rozpacz, nagle zorientowała się, że wcale nie była sama.

Uspokoiła się, wpadając w rozpacz? Masz tutaj zaprzeczenie. A jeśli wpadła w rozpacz po tym, jak się uspokoiła, to powinno wyglądać mniej więcej tak:
Kiedy w końcu się uspokoiła, nagle zorientowała się, że wcale nie była sama i wpadła znów w rozpacz.
albo:
Kiedy w końcu się uspokoiła, wpadła znów w rozpacz, zorientowawszy się nagle, że wcale nie była sama.
czy coś takiego.

Raika napisał/a:

Przełykając ślinę i bardzo ostrożnie odwróciła głowę w stronę źródła paskudnego dźwięku.

Tutaj masz błąd, chyba widać jaki c: pewnie ci się wkradł po zmianie konstrukcji zdania?

Raika napisał/a:

Naprzeciwko lustra, przez które wpadła była duża tarcza, a przed nią krzesło. [...] Była boso, rude włosy miała związane w dwa warkocze, a głowę… oczami w dół. W jej oczach czaiło się szaleństwo, a usta wykrzywiał przerażający uśmiech.

1) Naprzeciwko lustra, przez które wpadła była duża tarcza, a przed nią krzesło. -> Naprzeciwko lustra(opcjonalny przecinek jeśli się nie mylę) przez które wpadła, była duża tarcza, a przed nią krzesło.
Nie wiadomo, o jaką tarczę chodzi - strzelniczą, rycerską czy może jeszcze inną? No i użyłaś "była" (brzydki czasownik, warto go nie używać) - nie wyjaśnia to, czy wisiała, stała oparta o ścianę czy co innego się z nią działo.

2) Była boso, rude włosy miała związane w dwa warkocze, a głowę… oczami w dół.
"Brakowało jej butów na stopach", "Bose stopy dyndały w powietrzu", masz wiele różnych opcji zastąpienia powtórzenia "być", które jednocześnie opisują lepiej, co się dzieje :D
Natomiast nie do końca rozumiem to z tą głową... Oczami w dół? Chodzi o to, że spuszczoną? Nigdy nie spotkałam się z takim określeniem na pozycję głowy, ale jeśli to o to chodzi, to:

3) W jej oczach czaiło się szaleństwo, a usta wykrzywiał przerażający uśmiech.
Mając spuszczoną głowę, a oczy w dół, jak Alice dostrzegła, co się w tych ślepiach kryło?


A na koniec tylko powiem:
JUSTOWANIE! Bardzo plis :D
I robisz to, co ja też bardzo często i co dopiero niedawno sobie uświadomiłam, zawsze podkreślała mi polonistka, a ja nie wiedziałam, o co jej biega. Chodzi o przerzucanie zbędne "się" przed czasownik, a czasami jeszcze kawał wcześniej w zdaniu - jak to potem się czyta, to brzmi często dziwnie, ale po swoim przypadku wiem, że ciężko nad tym zapanować XD niemniej, warto mieć na uwadze :D


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#10 2019-11-24 00:25:43

Arbalester
Łoś Przewodnik
WindowsChrome 78.0.3904.108

Odp: 2019

louis-stelfox-untitled-1.jpg?1558466747

GUZIK

KLujbIH.pngSiedziała na ławce. Nie rozglądała się dookoła, wzrok utkwiła w swoich zgrabiałych z zimna dłoniach, obracających wciąż ciemnobrązowy guzik. Im więcej czasu mijało, tym wolniej nim poruszała, bo palce sztywniały coraz bardziej. Drobny, nieco zadarty nos zaczerwienił jej się jak lampa alarmowa. Pociągała nim raz po raz. Kolejne kosmyki blond włosów uciekały spod dzierganej przez nią samą czapki, szarpane ostrym, przenikliwym wiatrem. Powiewały w jednym rytmie z frędzlami grubego, beżowego szala. Czarny, wełniany płaszcz dobrze się  sprawdzał w tak niskich temperaturach, ale wichura przenikała i przez niego.
KLujbIH.pngMożliwe, że siedziałaby tam aż do zmierzchu i dopiero rozjaśniające się lampy uliczne sprowadziłyby ją na ziemię, gdyby nie ten chłopak. Zerkała od czasu do czasu na niego, kiedy wychodził od krawca do pasmanterii, otulony jedynie własnymi ramionami, i wracał z naręczem paczek i torebek. Przy którejś takiej podróży zawahał się w drzwiach, patrząc w jej stronę, aż wreszcie ośmielił się i zagadnął do niej.
KLujbIH.png- Urwał się pani guzik? Możemy go bez problemu przyszyć.
KLujbIH.pngMiał ciepły głos. Nie niski, ale miękki i melodyjny. Z przyjemnością posłuchałaby go dłużej, ale gdy podniosła głowę, by na niego spojrzeć, jego duże, zielone oczy okalane rzęsami jasnymi jak słońce onieśmieliły ją. Zaniemówiła, patrząc na rumieńce i nieco zakłopotany uśmiech chłopca.
KLujbIH.png- Muszę pójść do pasmanterii, ale proszę śmiało wchodzić, tam mamy zakład... - Obrócił się bokiem, by wskazać palcem szyld - „Pracownia krawiecka - Maciej Malinowski”.
KLujbIH.pngAniela wstała ostrożnie, obolała po tylu godzinach tkwienia na zimnie i wietrze. Chłopak, zachęcony jej ruchem, kiwnął głową i pobiegł z powrotem na drugą stronę ulicy. Wodziła za nim wzrokiem, kiedy się oddalał, a gdy zniknął za drzwiami pasmanterii, odeszła niespiesznie.

KLujbIH.pngWróciła następnego dnia i weszła prosto do krawca. Dzwonek nad drzwiami rozbrzmiał wesoło, obwieszczając jej przybycie. Był ładny, spokojny, słoneczny poranek, zdecydowanie cieplejszy niż wczorajszy. Złote promienie wpadały przez szybę i rzucały kręte cienie krat na podłogę i ściany. W pomieszczeniu unosił się przyjemny zapach starych mebli i pozostałości perfum, zapewne po jakiejś damie. Uśmiechnęła się lekko na tę myśl, wspominając swoją mamę w naszyjniku z pereł.
KLujbIH.png- Dzień dobry. Widzę, że jednak zdecydowała się pani do nas zawitać.
KLujbIH.pngZorientowawszy się, że wciąż stała przed drzwiami, rozglądając się, skupiła swą uwagę na chłopcu za ladą - stał tam sam, oparty nonszalancko o blat. Założył tego dnia sweter w barwach ziemi, w którym rozpoznała ręczną robotę. Blond włosy sterczały mu nieco niesfornie, jak gdyby rano nie zdążył ich ułożyć, a twarz wciąż rozpromieniał mu uprzejmy, ciepły uśmiech. Aniela odwzajemniła go i zbliżyła się do niego z paczką.
KLujbIH.png- Bartek!
KLujbIH.pngZza czarnej kotary za plecami chłopca wyłoniła się brodata głowa, nieco łysawa na czubku, a zaraz po niej cała sylwetka smukłej, ciemnowłosej kobiety. Położyła dłoń na ramieniu chłopca - Bartka - i skinęła w stronę kotary oraz głowy.
KLujbIH.png- Chodź, pomożesz mi. Dzień dobry pani - zwróciła się niespodziewanie do Anieli głowa.
KLujbIH.pngNim zdążyła odpowiedzieć, znikła w mrocznych czeluściach. Bartek wzruszył ramionami i wstąpił tam za nią, tymczasem smukła kobieta zwróciła się do Anieli:
KLujbIH.png- Witam, żona Macieja. Czym mogę pomóc?

KLujbIH.png- Och, no nie mogę. Znów się urwał?
KLujbIH.pngAniela patrzyła na zmarszczki gęstniejące na czole Bartka, gdy z nachmurzoną miną wpatrywał się w oderwany guzik. Obejrzał go pod światło, jakby spodziewał się zobaczyć tam malutkiego gnoma, odcinającego nitki, a potem z zakłopotaniem podrapał się po karku.
KLujbIH.png- Nie wiem, czy w takim wypadku powinienem panią cokolwiek liczyć. Musiałem coś źle przyszyć.
KLujbIH.png- Och, ależ absolutnie - zaprzeczyła gorąco Aniela, a napotkawszy spojrzenie zielonych oczu chłopca, spłonęła rumieńcem. - Często noszę ten sweter, a jestem okropną niezdarą.
KLujbIH.pngBartek roześmiał się, na co jej zrobiło się jeszcze goręcej ze wstydu.
KLujbIH.png- Przepraszam, ciężko mi w to uwierzyć. Widziałem z jaką gracją pani stąpa, nawet moja mama się zachwycała. „W tych czasach mało kto tak chodzi”, tak powiedziała.
KLujbIH.pngPrzywołała na twarz uśmiech, czując, jak krew z niej odpływa. Poprawiła machinalnie jasne włosy; ostatnio dużo ich jej wypadło i teraz, kiedy odrastały, ich nierówne długości wymykały się z ciasnego warkocza, jakiego często sobie plotła. Położyła znów na stół nieco wyciągnięty  już sweter z brakującym guzikiem, zapowiadając, że przyjdzie po niego jutro.
KLujbIH.png- Jest pani pewna? To zajmie chwilę.
KLujbIH.png- Tak, przepraszam. Bardzo się spieszę.
KLujbIH.png- Ależ to żaden problem...

KLujbIH.pngStała na mostku, szarpiąc za guzik, który nie chciał się oderwać. Drżące dłonie pokryte ciemnymi plamami nie potrafiły już sobie z nim poradzić. Rzeka szumiała irytująco głośno, a Aniela coraz bardziej się frustrowała. Jak machnęła wściekle ręką, tak guzik wyleciał w powietrze i nawet plusk nie dobiegł uszu kobiety, kiedy wpadł w nurt. Na moment wszystkie dźwięki ucichły i w tej ciszy usłyszała jedno:
KLujbIH.png„Ależ skąd to zdziwienie? Musimy umieć robić takie podstawowe rzeczy”.
KLujbIH.pngJęknęła boleśnie, chwytając się bariery mostu jak ostatniej deski ratunku, gdy nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Szloch wstrząsnął jej słabą piersią, a łzy zamieniały się w kryształki na śnieżnym mrozie. Spod przekrzywionego beretu wydostały się siwe, cienkie włosy, rękawy płaszcza i rękawiczki mokły, oblepione śniegiem, ale w głowie Anieli kołatały się tylko te słowa, wypowiedziane miękkim głosem przez zielonookiego młodzieńca.
KLujbIH.png- Pani Anielu! Co się stało?
KLujbIH.pngPodbiegł do niej. Wyższy i tęższy niż kiedyś, z jasnym zarostem pokrywającym szczękę i siecią zmarszczek wokół oczu. Chwycił ją mocno i zdecydowanie, prowadząc ku zakładowi krawieckiemu, teraz pod jego imieniem. Bartka Malinowskiego.
KLujbIH.png- Mój guzik - załkała, mokrym rękawem ocierając twarz. - Przepadł...
KLujbIH.pngBartek spojrzał na nią współczująco. Nie zapytał, czy to rodzinna pamiątka - kiedyś o to zagadnął i otrzymał twierdzącą odpowiedź; wiedział więc, jak cenny to dla kobiety przedmiot. Przez dekady do nich z nim przychodziła.
KLujbIH.png- Bardzo mi przykro - powiedział, całkowicie szczerze.

KLujbIH.pngNie spotkał jej od tamtego wydarzenia ani razu. Choć wrócił nad rzeczkę i nawet wyciągnął spomiędzy kamieni guzik, ten tak doskonale mu znany guzik, nie zdołał go jej zwrócić. Nie potrafił jej odnaleźć i jedyne, co mu po niej zostało, to krótki list, otrzymany w spadku.
KLujbIH.pngPołożył na grobie złocistą różę, wpatrując się w samotne daty urodzenia i zgonu, bez męża, rodziców ani dzieci. Wyciągnął z kieszeni guzik i machinalnie począł obracać go w dłoniach.
KLujbIH.png- Chciałbym, żebyś powiedziała mi więcej, mamo - szepnął tylko, nim się oddalił, zaciskając w pięści brunatny guzik.

Ostatnio edytowany przez Arbalester (2019-11-24 19:12:52)


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
hmtl - explorers68 - motna - partylife - vapesuwalki