Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#11 2018-07-24 21:06:15

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 67.0.3396.99

Odp: Nie pytaj o Polskę

pMfKUnI.png

igP7jsl.pngZnacznie bardziej podobało mu się to spotkanie przy założeniu, że będą z Karo tylko we dwójkę. Połowę czasu w barze spędził w oczekiwaniu na dziewczyny, które ruszyły w stronę Krainy-Do-Której-Chodzi-Się-Tylko-Parami, z niezupełnie szczerą skruchą odmawiając panience, dającej mu pozwolenie na postawienie jej drinka. W końcu stracił cierpliwość i zamówił dla siebie Wściekłego Psa. W oczekiwaniu na niego, wysłał Mikołajowi smsa z zapytaniem, czy pisze się na spotkanie w barze jako wsparcie. Kumpel odpowiedział mu satysfakcjonująco szybko.

"Zapraszający stawia?"
"Postawić to sobie możesz gałę."
"Jestem jeszcze za mało giętki. :("

Twański sarknął pod nosem biorąc do ręki shota, którego podał mu barman. Gdy go wychylił, akurat usłyszał głos Drzemora za sobą.
igP7jsl.png- To nie jest kanibalizm?
Karo zachichotała
igP7jsl.png- Mówiłam, bullterier.
Adam uśmiechnął się do nich pokazując zęby nieco bardziej, niż zrobiłby to normalnie.
igP7jsl.png- Kolejkę?
Karo ku zadowoleniu Adama usiadła bliżej niego.
igP7jsl.png- Nie musisz mi tego powtarzać - zrobiła do niego żartobliwie uwodzicielską minę.
Chłopak mrugnął do niej równie uwodzicielsko i skinął na barmana przysłuchującego się ich rozmowie.

O8ai2a8.png

igP7jsl.pngNiebieski irokez mignął mu w tłumie chwilę przed tym, gdy znalazł się w krótkim, męskim uścisku Mikołaja.
igP7jsl.png- Elo, Mikołaj jestem - przedstawił się szarmancko dziewczynom - Adam obiecał mi drinka.
Twański pokazał mu "a tu mi jedzie czołg", co Dąbrowski z właściwym sobie wdziękiem zignorował i zawołał kelnera.
igP7jsl.png- Mój współlokator. Lewacki filantrop, totalny punkowiec, wybitny rysownik i gej - w owianym oparami alkoholu umyśle Adama takie przedstawienie wydawało się zabawne. Mikołaj czynnie wyraził swoje oburzenie ostatnim określeniem szturchając go w żebra.
igP7jsl.png- Za to wisisz mi kolejnego drinka.
igP7jsl.png- To się nazywa pozbywanie konkurencji - skwitowała Jagoda biorąc do ust słomkę. Na gust Adama zrobiła to w dość wyzywający sposób zwłaszcza w połączeniu z tymi malinkami na szyi, ale szybko przeszedł nad tym do porządku dziennego ponownie skupiając uwagę na Karo. Miała delikatnie zarumienione policzki i wyglądała na mocno ożywioną przysłuchując się wymianie zdań, jaka wywiązała się między Mikołajem, a Drzemorem. Pochylił się w stronę Zakrzewskiej rozmyślając nad odpowiednim komplementem, jakim mógłby ją uraczyć i który odpowiednio określiłby to, jak teraz wyglądała. Karo nachyliła się w jego stronę odgarniając włosy za ucho. Wyraźnie nie spodziewała się żadnego komplementu.
igP7jsl.png- Gdy tak na ciebie patrzę... - przed ich twarzami mignął ekran telefonu zalewając ich migającymi światłami.
igP7jsl.png- Adasiu, czy to nie aby ten twój lokal? - odezwał się Mikołaj radośnie najwyraźniej niezbyt świadom, że cokolwiek im przerwał. Ne ekranie widniała twarz Zuzy skaczącej do muzyki w klubie. Wokół widać było jedynie mnóstwo ludzi i migające światła.
igP7jsl.png- Wygląda jak każdy inny lokal - odparł mu Twański starając się nie brzmieć na poirytowanego. Mikołaj zmarszczył brwi spoglądając w ekran. Karo w międzyczasie niechcący siorbnęła kończąc drinka przez słomkę. Miko przewinął snapy i obrócił telefon znów w jego stronę. W sam raz załapał się na parę ostatnich sekund snapa, na którym widniał bardzo charakterystyczny w jego klubie bar.
igP7jsl.png- Faktycznie, to tam.
igP7jsl.png- A nie przysługują ci jako pracownikowi żadne zniżki na drinki? - drążył Dąbrowski dalej.
igP7jsl.png- Pracujesz jako barman? - zaciekawiła się Karota.
igP7jsl.png- Nie, jestem ochroniarzem.
igP7jsl.png- To wiele wyjaśnia - dziewczyna mrugnęła do niego.
igP7jsl.png- Obroni, pomasuje... Człowiek renesansu - zakpiła Jagoda również dokańczając swojego drinka.
igP7jsl.png- Oba naraz tylko dla wybrańców - odparował Adam nie chcąc do tego wracać. Odruchowo zarzucił rękę wokół oparcia Karoliny.
igP7jsl.png- Zniżki na drinki? - naciskał Mikołaj.
igP7jsl.png- Zniżkom mówię tak - zgodziła się z nim Zakrzewska.
igP7jsl.png- Rachunek poproszę.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#12 2018-08-13 22:34:44

Arbalester
Szeryf Depeszy
Windows 7Chrome 68.0.3440.106

Odp: Nie pytaj o Polskę

75J2m7d.png

igP7jsl.pngKaro opowiedziała współlokatorce o telefonie od szwagra, jego wyraźnie udręczonym głosie, mimo prób zamaskowania go żartami, noclegiem w hotelu w Warszawie zamiast u rodziców w Szczecinie. Wyjaśniła, że nie widziała się z siostrą parę dobrych lat, nawet nie uczestniczyła w ślubie, bo wzięli tylko cywilny i świętowali go tam, sami. Alkohol szumiał jej w głowie i prawie się rozpłakała, kiedy Drzemor, choć nie mogła jej nic poradzić, zaczęła chociaż ją rozweselać i nastawiać pozytywnie na nadchodzące spotkanie. Na koniec kazała Karo wyrzucić chwilowo problem do kosza i bawić się tej pięknej nocy.
igP7jsl.pngKaro, jako dobra koleżanka, posłuchała się więc Jagody. Wróciwszy do Adama, miała już na ustach uśmiech uspokojenia. Chętnie przystała na kolejkę shotów, licząc, że wystarczy magiczna liczba dwunastu na kompletne zapomnienie. Niecierpliwie wytrzymała toast "za dobrą imprezę" i prędko wychyliła pierwszego, drugiego, trzeciego, czwartego...
igP7jsl.png- Hej, ten jest mój! - Ręka Dżemora prędko wystrzeliła naprzód, ubiegając Zakrzewską przed wypiciem kolejnego kieliszka. - Nie rozkręcasz się za bardzo, mała?
igP7jsl.pngKarolina parsknęła, odchylając się do tyłu, tym samym przegrywając walkę z grawitacją. Od upadku uratował ją jedynie refleks Adama, łapiącego ją w porę za rękę. Coś do niej mówił i dziwnie marszczył przy tym brwi, ale akurat jakaś grupka za nimi zaczęła śpiewać sto lat i nic do niej nie dotarło. Pokazała mu więc dwa kciuki uniesione w górę i szeroki uśmiech, jednak ani jedno ani drugie zdawało się nie przekonywać żadnego z jej towarzyszy.

IVi2DwF.png

igP7jsl.pngKolega Adama wyglądał specyficznie, ale przez to też Karo była pewna, że go kojarzyła; ten niebieski irokez wciąż gdzieś migał, to w akademiku, to na imprezach. Przybierając bardzo skupioną minę przypomniała sobie jednak jeden z wypadów, kiedy zobaczyła trzech punków z identyczną fryzurą, ubranych w takie same ciuchy, palących papierosa. Zaczęła się zastanawiać, czy tego dnia czegoś się nie nawdychała. Wtedy nie odmalowywali przypadkiem korytarzy?
igP7jsl.pngPotrząsnęła głową raptownie, przywracając się do rzeczywistości i dyskusji między Mikołajem a Jagodą. Była zupełnie bezsensowna, ale to mogło wynikać też z tego, że przez wszechogarniający hałas docierało do niej co trzecie słowo. Dlatego też skupiła się na sączeniu swojego drinka oraz przybieraniu miny wielkiego zainteresowania, jednocześnie przeklinając nadgorliwie działające ogrzewanie w barze; czuła włosy lepiące się do jej spoconego karku i krew pulsującą złośliwie w policzkach, upodobniając ją do buraka. Modliła się tylko, żeby reszta ciała nie spociła się tak, by cienka koszula prześwitywała i Karo zasłynie z pokazywania swojej bielizny zimą. W dodatku Adam wciąż jej się przyglądał i zaczynała myśleć, że ubrudziła się czymś na twarzy. Albo paskudny pryszcz. Czuła jednego na czole, choć kiedy wychodziła, jeszcze się nie pokazał na tyle, by pijani ludzie go widzieli. Jak długo już tu siedzieli? Może dokopał się na powierzchnię?
igP7jsl.pngWłaśnie miała przejrzeć się w szklance, kiedy Twański się do niej nachylił. Pewnie chciał zapytać, czy została hinduską. Pochyliła się do niego, prawie zderzając się z nim czołem. Jego pierwsze słowa potwierdzały jej przypuszczenia o dociekaniu jej korzeni, ale od przykrego wyjaśnienia uratował ją Mikołaj, oślepiając ich telefonem, z jakiegoś niezrozumiałego powodu nastawionego na najwyższą jasność.
igP7jsl.png- Pracujesz jako barman? - zainteresowała się szczerze, bo zawsze imponowała jej umiejętność przyrządzania drinków, jako że sama potrafiła jedynie zalać wódkę colą. Ostatnie wydatki na uczelni zabolały portfel, więc ucieszyła się na wieść zniżek. Wesoło wyrzuciła ręce w powietrze, znów omal nie spadając ze stołka.

IVi2DwF.png
Yes, yes I'm the best, fuck what you heard
Anything less is obviously absurd

igP7jsl.pngW klubie faktycznie spotkali siostrę Mikołaja, wyglądającą zupełnie inaczej od brata, co aktualnie nie mogło się pomieścić w zawianej głowie Karo.
igP7jsl.png- Ale macie tą samą matkę? - upewniała się po raz drugi.
igP7jsl.png- Ano, rodzoną - odpowiedział cierpliwie Miko.
igP7jsl.png- I ojca też? - zapytała znów takim tonem, jakby taki stan rzeczy był rzadkością.
igP7jsl.pngZuza pokiwała głową, chyba zbyt pijana, by się zirytować.
igP7jsl.png- I nie jesteście adoptowani?
igP7jsl.png- Karo, wystarczy już tych pytań, mała, co? - Jagoda objęła ją ramieniem i skierowała uwagę na co innego.
igP7jsl.pngUstaliwszy wszelkie koneksje rodzinne, wypili przy barze parę kolejek i dopiero zdecydowali się wejść w gęsty, spocony tłum. Tego dnia klub był wyjątkowo pełen po brzegi, bo grał znany DJ. Zuzia wyglądała, jakby żyła tutejszą atmosferą, potrafiła idealnie wpasować się pomiędzy ciała, które Karolinę szturchały i deptały, a rytm musiała mieć we krwi. Zakrzewska nie nadążała za szybkim bitem puszczanej muzyki, ale wcale się tym nie przejmowała. Przestała już nawet zwracać uwagę na duszność, jak podwinęła już sobie rękawki i rozpięła dwa guziki.
igP7jsl.pngPowoli odczuwała tracenie kontaktu z rzeczywistością i właśnie miała zaproponować przerwę na papierosa, kiedy Adam stwierdził, że pójdzie po drinki, a Mikołaj wpadł na znajomego. Pokazał im, że odejdzie na chwilę, toteż Karo skinęła głową, nie chcąc zostawiać Zuzki samej. Nie minął jeden utwór - a przynajmniej tak jej się wydawało, choć powoli wszystkie zlewały się w jedną, długą rąbankę - kiedy podszedł do nich wysoki chłopak, mógł mieć ze trzydzieści lat. Nogą i ramieniem próbował rozdzielić tańczące dziewczyny, starając się dobrać do siostry Mikołaja. Przez chwilę żadna nie reagowała, dopóki nie wyciągnął do blondynki łapsk. Dziewczynie się to wyraźnie nie spodobało, więc Karo chwyciła go za ramię, ale ten odepchnął ją brutalnie, popychając dłonią w pierś, nie celując nigdzie konkretnie, jakby myślał, że była chłopakiem. Mała wyrwa, jaka powstała w tłumie, zaraz się zamknęła. Zakrzewska próbowała szybko przepchnąć się z powrotem do nich, ale ludzie wokół jej to utrudniali, niektórzy przypadkiem, inni celowo, tak jakby chciała ich wyprzedzić pod barierkami na koncercie. Straciła ich z oczu. Większość osób tu ją przewyższała. W końcu zdenerwowała się i zwyczajnie chwyciła kogoś za ramiona i wyskoczyła w górę. Owy ktoś okazał się niezmiernie niezadowolony z tego, co zrobiła i machnął na ślepo łokciem, by ją odpędzić. Pech chciał, że trafił akurat w nos, z którego natychmiast buchnęła krew.
igP7jsl.pngKaro jęknęła boleśnie, osłaniając twarz przed dalszymi atakami wściekłego tłumu. Nie dość, że zarobiła, to jeszcze na darmo. Skierowała się w stronę baru, wyraźnie widocznego przez masę neonów i innych światełek. Tam wypatrzyła Adama. Z trudem przepchnęła się w kolejce, nieprzerwanie powtarzając, że się nie wpychała, tylko musiała porozmawiać z kolegą. Twańskiemu trochę zajęło, nim się obrócił i ją zobaczył. Myślała, że oczy mu wypadną z orbit i pewnie by ją to bardzo rozbawiło, gdyby nie pulsujący ból nosa i krew, która zdawała się nie przestawać płynąć z nozdrzy. Była spora szansa, że wróci z koszulą w nowym kolorze.
igP7jsl.png- Ja pierdolę, co się stało? - Rozsunął jej zakrwawione dłonie, odsłaniając równie zakrwawiony i spuchnięty nos. - Kto ci to zrobił? - Jego oczy nabrały dziwnego wyrazu i Karo czuła się lepiej z tym, że mówiła prawdę, odpowiadając.
igP7jsl.png- Nie wiem, ale jakiś koleś zaczepiał Zuzię i gdzieś ją chyba ciągnął. Zgubiłam ją, przepraszam...
igP7jsl.png- Nie przepraszaj. - Adam zacisnął usta, myśląc naprędce. Chwycił ją za ramiona, usadził na stołku i polecił zdecydowanym, prawie ostrym tonem: - Siedź tutaj i nigdzie się nie ruszaj. Zaraz wracam.
igP7jsl.pngChciała zaprotestować, ale opuszczały ją siły. Spojrzała na swoje ciemne dłonie i poczuła, jak żołądek zacieśnia się w supeł. Chyba robiło jej się słabo. Ktoś ją klepnął po ręce, mówił coś, machał dłonią przed oczami. Pokręciła głową, przymykając oczy, ale osoba nie przestawała. Próbowała ją wręcz ściągnąć z siedzenia, a Karo stwierdziła, że może to i dobry pomysł; zaniosą ją do łazienki, bo chyba zaraz zacznie wymiotować. Oddychała ciężko, na kark wystąpił jej zimny pot.
igP7jsl.png- Karo, chodź. Wyjdziemy na zewnątrz.
igP7jsl.png- Zuza... - mruknęła tylko, pozwalając Adamowi zarzucić swoją rękę na szyję i podtrzymać się w talii.
igP7jsl.png- Chłopaki i Mikołaj już jej szukają, spokojnie.
igP7jsl.pngKiedy wreszcie wydostali się z dusznego, tłocznego klubu na rześkie, chłodne powietrze, natychmiast poczuła się lepiej. Oparła się o ścianę, a upewniwszy się, że nie puści pawia, usiadła na schodkach obok. Skupiła się na tym, by powoli, spokojnie oddychać, nie za głęboko. Adam po chwili wahania usiadł obok niej.
igP7jsl.png- Boli?
igP7jsl.png- Ponoć alkohol znieczula.
igP7jsl.png- "Ponoć"? - powtórzył za nią, unosząc brew i podając czystą chusteczkę. Przyjęła ją z wdzięcznością.
igP7jsl.png- Ta, bo boli jak skurwesyn. - Uśmiechnęła się krzywo. - Sorry za wyrażenie.
igP7jsl.png- Niedługo przestanie - pocieszył ją nieporadnie. - Wiesz... - zaczął tonem, który niewątpliwie przykułby uwagę Karo, gdyby nie zrobiłą tego wcześniej parka po drugiej stronie ulicy.
igP7jsl.png- O, cholera jasna w dupę jego jeża kopana. - Karo prędko schowała głowę między ramiona, obracając się do towarzysza i marząc o kurtce z gigantycznym kapturem. - Widzieli mnie? Idą tu?
igP7jsl.png- Idą. - Patrzył na nią w lekkim zamyśleniu, aż wreszcie z wielkim rozbawieniem zapytał: - Chcesz dać nogę?
igP7jsl.png- Tak, Boże, tak! - zgodziła się gorąco.
igP7jsl.png- Wystarczy "Adamie".
igP7jsl.png- Oklepane jak schabowy babci. - Karo wywróciła oczami, podnosząc się ze schodów i tym samym stając twarzą w twarz ze swoim ukochanym i jego dziewczyną. Zaśmiała się dość wysoko.
igP7jsl.png- Chryste, Karota, co ci się stało?
igP7jsl.png- Nic ci nie jest?
igP7jsl.pngEla zrobiła bardzo zmartwioną minę, a Zakrzewska w ostatniej chwili powstrzymała się od zwymiotowania na jej twarz. Uśmiechnęła się zamiast tego, czując rozpalający się wewnątrz ogień, wypalający resztki godności i pewności siebie. Na Pokątną, na Pokątną, na Pokątną!
igP7jsl.png- Wszystko w porządku - odparła o ton za wysoko, próbując machnięciem ręki jednocześnie zbagatelizować rozwalony nos, sytuację, siebie i cały wszechświat ogólnie.
igP7jsl.pngNie mogła znieść unikania spojrzenia jego zielonych oczu, wpatrujących się w nią teraz z taką troską. Wiedziała, że potrafiła się w nich zupełnie zagubić. Pytający wzrok drugiego samca wcale nie pomagał.
igP7jsl.png- Janek, nasza taksówka - rzuciła Ela, ciągnąc go za rękę jak bachor matkę w spożywczym.
igP7jsl.png- Musimy iść. - Jan położył rękę na ramieniu Karo. Kości topniały. - Nie pakuj się w kolejne kłopoty, Karota. - A wsiadając do taksówki, dodał: - Nie beze mnie!
igP7jsl.png- Cześć, Karo!
igP7jsl.png- Cześć. Ela.
igP7jsl.pngPatrzyli oboje za odjeżdżającą taksówką, a gdy tylko znikła za rogiem, Zakrzewska ukryła twarz w dłoniach.
igP7jsl.png- ... Karo?
igP7jsl.pngKaro otworzyła usta, sama do końca nie wiedząc, co zamierzała powiedzieć, ale z pewnością coś długiego i ckliwego, co wylewałoby się z niej wartkim potokiem słów, ale akurat rodzeństwo Dąbrowskich wyszło z klubu, wyprowadzane przez ochronę. Dziewczyna dostrzegłszy, w jakim stanie była Zuza, rzuciła się, by objąć ją ramionami. Stały tak, trzęsąc się obie; jedna z zimna, druga po wydarzeniach. Adam kazał im zaczekać i wszedł do klubu. Wrócił z ich kurtkami. Nikt o nic nie pytał.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#13 2018-11-26 12:48:32

Dolores
Kucyponek Jednorogi
MacintoshSafari 604.1

Odp: Nie pytaj o Polskę

P2z8Zzg.png

Rodzina Dąbrowskich zdecydowanie odbiegała od normalności ale usilnie starali się zachować jej resztki. W ciągu ostatnich lat wytworzyli rytuały, które jeszcze trzymały ich wszystkich razem. Jednym z takich rytuałów były obiady, w miarę możliwości cała rodzina siadała razem przy stole. Tym razem stawili się wszyscy obecni w Warszawie członkowie. Zuzia dziubała kotleta schabowego, raz po raz zerkając to na telefon (nadal cichy) to na innych członków rodziny. Mikołaj był pochłonięty jedzeniem do tego stopnia, że nie zwracał uwagi na nic innego, babcia spoglądała na wnuki z troską, a ojciec jedną ręką jadł, drugą natomiast robił notatki w dużym zeszycie. Było cicho, tylko kot mruczał donośnie na kaloryferze. W pewnym momencie ciszę przerwał dzwonek telefonu. Mikołaj przerwał jedzenie, długopis wypadł z ręki ojca, a babcia spojrzała na wnuczkę karcąco. Zuzia przeniosła wzrok na telefon i uniosła brew widząc kto dzwoni.
- Przepraszam. - Wcisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha. - Słucham?
Przez kilka minut słychać było niewyraźny potok słów po drugiej stronie słuchawki i Zuzię powtarzającą: „dobrze, dobrze”.
- Proszę się nie martwić, zobaczymy co da się zrobić. - zakończyła i odłożyła telefon.
Była nieco blada a jej niebieskie oczy otwarte szeroko. Babcia patrzyła na nią z wyrzutem, że odbiera telefon przy stole. Ciszę pełną napięcia przerwał w końcu Mikołaj.
- Kto dzwonił?
Zuza przełknęła ślinę.
- Matka Boska.
Tata Dąbrowski upuścił sztućce, które z brzękiem uderzyły o talerz. Babcia chwyciła różaniec i zaczęła odmawiać „Ojcze nasz”, za to Mikołaj po prostu patrzył z wysoko uniesionymi brwiami. Zuza potrząsnęła głową na boki.
- Nie, nie, nie... - uniosła ręce w obronnym geście. - Bosek to nasz kolega, jego mama dzwoniła, że trafił do więzienia. Złapali go z narkotykami. - Powoli wypuściła powietrze z ust i opuściła dłonie na stół - dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo się trzęsą. - Mama koleżanki z roku jest prawniczką, zadzwonię do niej zaraz. Przepraszam.
Wstała od stołu i wyszła, zostawiając w kuchni zszokowaną i zmartwioną rodzinę.

CTJuzBZ.png

Miko z ulgą powitał zaproszenie na drinka od swojego współlokatora. A skoro Adam zapraszał, to Mikołaj z automatu założył, że Adam stawia. Na szczęście (dla portfela Adama) Dąbrowski nie był szczególnie wymagający gdy chodziło o trunki i całkowicie zadowalał go rozwodniony browar z warszawskiego pubu. Mógłby tam spędzić większość nocy, gdyby nie jeden snap. Od Zuzi. Prawdopodobnie wysłała mu go przez przypadek, chciała posłać to do koleżanki, palec jej się omsknął i trafiło do brata. Zdjęcie umalowanych ust z wyciągniętym językiem na którym widniała tabletka z ledwie widocznym wytłoczonym znaczkiem czterolistnej koniczyny. Zdjęcie na widok którego w Mikołaju krew się zagotowała. Przeleciał wszystkie snapy wysłane przez siostrę z miejsca, które wyglądało dziwnie znajomo. Trybiki w głowie Miko działały na pełnych obrotach, jeszcze torchę i para by mu poszla z uszu. Bar. Adam. Zniżki. Alko. Zniżki. W tym momencie było już postanowione - szli do lokalu, w którym pracował Twański. Zniżkom na alkohol się nie odmawiało.
Zanim jednak pokonali dwie dzielnice i dotarli do swojej destynacji, z głowy Mikołaja wyparowało wspomnienie o snapie razem z większością alkoholu. Dlatego też pierwszym miejscem do jakiego się udał Dąbrowski wcale nie był parkiet czy podejrzanie ciemne loże, gdzie mogła skrywać się Zuźka. Nie, Miko jako pierwsze poszedł do baru, by zamówić kolejnego browara. Zuza znalazła go sama. Zmierzyła spojrzeniem Bazyliszka i już syczała mu do ucha, że co on w ogóle tutaj robi, gdy z tłumu wynurzyła się Karo, ratując Mikołaja przed zmianą w kamienny posąg przez straszną Gorgonę. Od słowa do słowa, rozmowa zeszła na temat, którego uniknąć się nie dało - pokrewieństwo Dąbrowskich.
- Serio. Z jednej matki, z jednego ojca - zapewnił po raz kolejny Mikołaj, nim Jagoda nie przerwała tych męczarni.
Zuza odwróciła się, zarzucając przy tym swoimi długimi włosami, i spojrzała na brata. Faktycznie, na pierwszy rzut oka byli mało podobni. Dopiero gdy się człowiek przyjrzał widać było, że oboje mają równie proste i długie nosy, podobną linię szczęki i tak samo niebieskie oczy - niczym niezmącony błękit, bez najmniejszej nawet domieszki brązu, delikatnej zieleni, czy miodowych plamek. Ale pomimo tych szczegółów ciężko bylo ich wziąć za rodzeństwo, Mikołaj wdał się w ojca, kiedy z Zuzki była cała mama.
- A może naprawdę nie jesteśmy tak bardzo spokrewnieni...? - rzuciła, nim ruszyła na parkiet.
To był ostatni raz kiedy ją widział. Ledwie wszedł w tłum ludzi a znajoma dłoń klepnęła go mocno w plecy. Odwrócił się by stanąć twarzą w twarz z kumplem z roku. Wrócili do baru. Wypili jeszcze kilka kolejek. Jakaś dziewczyna uwięziła się na jego ramieniu. Ktoś wyciągnął go na parkiet. Mijały minuty. Piosenki zlewały się ze sobą. Obce twarze przelatywały mu przed oczami. I nagle znalazł się przed wejściem z na wpół wypalonym papierosem i tlenioną blondi u boku. Jego kolega próbował z nią o czymś gadać, ale laska chyba już nie była w stanie. I wtedy to się stało. Wybiegł Adam, coś do nich krzyczał machając rękami. Chwilę później przyprowadził Karo z zakrwawionym nosem. Podtykał jej serwetki pod twarz. Znajomi patrzyli to na Karo, to na siebie nawzajem. A w głowie Mikołaja tylko jedna myśl: Gdzie, do kurwy nędzy, jest Zuza?
Kacper klepnął go w ramię. Miko rzucił niedopałek na chodnik i razem weszli do środka. Miał nadzieję, że jego siostra bawi się dalej z innymi, że zaraz wypatrzy ją w tłumie tańczących i wszystko będzie w porządku. Ale nie było. Nie było Zuzki na parkiecie, ani w lożach, ani przy barze. Skutki upojenia alkoholowego już praktycznie minęły ustępując miejsca adrenalinie i złości. Przemierzył niemal każdy skrawek klubu, a po jego siostrze nie było nawet śladu. I właśnie wtedy, gdy zaczynał odchodzić od zmysłów, znalazł się przed jedynym miejscem, do którego jeszcze nie zajrzał - damską toaletą. Była słabo oświetlona i trochę obleśna - z nadtłuczoną umywalką, brudnym lustrem i dwiema kabinami, z czego tylko jedna była zajęta.
- Zuzka?! - wrzasnął, na co odpowiedział mu przytłumiony jęk.
I wtedy jego oczy zaszły czerwienią. Drzwi nie stawiały oporu jego glanom. Mocno zaciskał pięści, aż kłykcie mu zbielały a żyły na przedramionach stały się mocno widoczne. Zuzia siedziała na sedesie, z zapłakaną twarzą czarną od rozmazanego makijażu i rozprutą koszulą ukazującą jej bieliznę. Zuza, jego mała siostrzyczka... Nad nią stał gość po trzydziestce, który przymierzał się do rozpięciami rozporka, póki Dąbrowski mu nie przeszkodził.
Mikołaj nie był agresywną osobą. Wbrew jego ogólnemu wizerunkowi był jedną z łagodniejszych osób w swoim otoczeniu, ale bywalcy takie momenty... takie momenty, gdy po prostu nie mógł się powstrzymać. I to był właśnie ten moment. Chwycił gościa za koszulkę, a jego pięść trawiła w nos. Później drugi raz. I kolejny. I po tym jeszcze wiele razy...

P2z8Zzg.png

Zuza potykała się o własne nogi, kiedy została zawleczona do toalety i niemal rzucona do jednej z kabin. Oprawca wszedł za nią i zasunął zasuwkę w wątpliwej jakości drzwiczkach. Serce Zuzi łomotało bardziej niż podczas ostatniego finału Top Model. Jej oddech był szybki i krótki, adrenalina krążyła w żyłach. Ujawniły się głęboko skrywane instynkty przetrwania, które w codziennym życiu dziewczyny raczej nie miały dużego zastosowania. Jednak mimo tego dziewczyna nie zamierzała się poddawać bez żadnej walki. Nerwowo rozglądała się po klaustrofobicznej kabinie w poszukiwaniu czegoś co mogła wykorzystać. Wystarczyła jedna rzecz, jedna chwila, moment nieuwagi... a kiedy schylił głowę by rozpiąć klamrę paska, kolano Zuzy wbiło się w jego przyrodzenie. Oprawca jęknął. Dziewczyna rzuciła się do drzwi i już sięgała po zasuwkę, gdy wielka łapa pociągnęła ją za włosy i rzuciła na sedes. Drugim łapskiem chwycił skrawek koszuli dziewczyny i pociągnął aż odpadły z niej guziki i polecały na czarną spódniczkę oraz podłogę. Po policzkach Zuzi pociekły łzy. To nie mogła być prawda... Powtarzała sobie w duchu, że to się nie stanie. Nie tu, nie teraz. Nie mogło.
I wtedy usłyszała głos brata wołający jej imię. Chciała krzyknąć, kiedy niedoszły gwałciciel zasłonił jej usta ręką, że mogła wydać z siebie tylko niewyraźny jęk. Zacisnęła powieki i spięła wszystkie mięśnie, a to co zdarzyło się później wydawało się tylko ułamkiem sekundy. Dźwięk wyłamywanych drzwi. Brak ręki zasłaniającej twarz. Gwałtowny, rozpaczliwy wdech. Jęk. Sapanie. Kiedy otworzyła oczy jej brat przygwoździł do ściany faceta, który wcześniej ją zaatakował i okładał pięściami jego twarz. Krew była wszędzie, pokrywała dłonie Mikołaja, koszulki obu mężczyzn, kawałek ściany. Zuzia podniosła się powoli i położyła dłoń na ramieniu brata.
- Mikołaj... - jej głos był cichy jak szept, więc spróbowała ponownie: - Mikołaj - zero reakcji. - Mikołaj! - krzyknęła w końcu.
Brat odwrócił się. Kilka razy zamrugał nim jego spojrzenie wyostrzyło się na siostrze. Puścił faceta, którego okładał przez ostatnich dobrych kilka minut i pozwolił mi się zsunąć na podłogę.
- Hej, Miko... - Zuzia owinęła wokół niego swoje ramiona. - Daj ochronie się z nim uporać.
Brat również objął ją swoimi ramionami i delikatnie poklepał po łopatce.
- Jesteś cała? Nic ci nie zrobił?
- Mhm, jest okej. Dzięki.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#14 2019-01-07 22:10:33

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 71.0.3578.98

Odp: Nie pytaj o Polskę

pMfKUnI.png

Twański nie wierzył własnym oczom. Wokół damskiej łazienki zbiegło się paru ochroniarzy - jego kumpli z roboty - i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wyprowadzono z niej Mikołaja ubrudzonego krwią. Raz - co Miko robił w damskiej łazience, dwa - dlaczego Miko znany z bycia pacyfistą był umorusany krwią. Za nim wyszła z łazienki Zuza. Wyglądała na nieźle poturbowaną.
igP7jsl.png- Zuza. Nic ci się nie stało? - spytał Adam łagodnie, podchodząc do nich.
Dziewczyna założyła włosy za ucho kiwając nerwowo głową. Adam zerknął jednemu z kolegów z pracy ponad ramieniem do łazienki. Zgarniali właśnie jakiegoś chłopaka o nieźle pokiereszowanej twarzy.
igP7jsl.png- Próba gwałtu. Narkotyki. Pobicie przez tego tu - mruknął mężczyzna wskazując kolejno gościa z łazienki i Mikołaja.
igP7jsl.png- Wzywacie policję? - spytał Adam, choć tak naprawdę znał odpowiedź. Znał realia pracy tutaj. Połowa z nich pracowała na czarno. Pozwalali na interesy "swoich" dilerów. Wpuszczali niepełnoletnich. Nie było tutaj miejsca na policję.
Mężczyzna parsknął śmiechem, ani trochę nie rozbawiony. Twański uśmiechnął się kwaśno. Mimo wszystko - zwrócił się do Zuzy.
igP7jsl.png- Chcesz wzywać policję?
igP7jsl.png- Nie no, coś ty - wychrypiała dziewczyna obejmując się rękoma.
igP7jsl.png- Co z nim zrobią? - burknął Mikołaj, wciąż bojowo nastawiony.
igP7jsl.png- Spokojnie, żołnierzu. Już oni się nim zajmą. Lepiej stąd chodźmy - Adam ogarnął ramieniem Zuzę, by ją chronić przed tłumem w trakcie wyprowadzania z lokalu. Mieli swoje metody na takich typów. Mimo, że Zuza nie znalazła się tutaj w ich towarzystwie, był zły na siebie, że w ogóle dopuścił do tej sytuacji. Gdyby od razu zgłosił ochroniarzom, że jej szukają, mogłoby do niczego nie dojść. Karo też nie wyszła z tego wypadu do klubu bez szwanku. Dodatkowo, teraz ogarnął go niepokój, że mógł nie zostawiać dziewczyny tak samej.
Czekała na nich przed wejściem obejmując się ramionami. Rzeczywiście nie było za ciepło.
igP7jsl.png- Zuza? Co z tobą? - zaniepokoiła się Zakrzewska. Dziewczyna potrząsnęła jedynie głową.
igP7jsl.png- Napiłabym się czegoś.
Adam w milczeniu odpalił papierosa przysłuchując się tej wymianie zdań. Oczywiście wszyscy spojrzeli na niego niczym sępy, więc z ich pomocą opróżnił paczkę do cna.
igP7jsl.png- Twański, w porządku? - zawołał go jeden z kumpli, stojący na bramce. Adam posłał mu sztuczny uśmiech pozwalając sobie nie odpowiadać.
igP7jsl.png- Zbierajmy się - nakazał krótko.
Ruszyli w poszukiwaniu najbliższej Żabki. Było grubo po 22-giej i po ulicach wałęsały się grupki podobne im. Adam i Mikołaj sprawiali odpowiednio zniechęcające wrażenie, by nikt ich nie zaczepiał.

H2bHtmR.png


Misję zdobycia płynnego chleba udało im się ukończyć z sukcesem. Adam miał okazję się trochę popisać w towarzystwie, dzielną postawą odganiając od nich dwójkę wypitych chłopaków, którzy nie wiadomo do czego bardziej ciągnęli - do eskortowanych dziewczyn, czy jednak do niesionej przez Mikołaja wódki. Karo przejęła od niego schłodzoną butelkę, by sobie przyłożyć ją do bolącego nosa. Adam objął ją ramieniem.
igP7jsl.png- W porządku?
igP7jsl.png- Dobrze, że mamy butelkę - skwitowała dziewczyna. W tym samym momencie przytaknęła Adamowi Zuza, chyba myśląc, że pytanie było skierowane do niej. Wciąż wydawała się nieco skołowana. Adam otworzył usta, by zadać nurtujące go pytanie, ale uprzedził go jego kumpel.
igP7jsl.png- Właściwie to... dokąd zmierzamy? - zagadnął filozoficznie. Ciężko było stwierdzić, czy to pytanie zrodziło się gdzieś w oparach zbłąkanego w mózgu THC, czy jednak pytał całkiem poważnie.
igP7jsl.png- Do babci - stwierdziła Zuza niezwykle stanowczo.
igP7jsl.png- Jak w tym Czerwonym Kapturku - mruknął Mikołaj pod nosem tak, że chyba tylko Adam go usłyszał. Posłał kumplowi uśmiech, który mimowolnie wykwitł mu na twarzy. Jednak THC.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#15 2019-03-17 02:41:23

Arbalester
Szeryf Depeszy
MacintoshSafari 602.1

Odp: Nie pytaj o Polskę

75J2m7d.png

igP7jsl.pngKaro wcale nie zaczynała czuć się choć minimalnie lepiej, oj nie. Nos wprawdzie przestał krwawić, ale ból nie znikał, więc zaczynała panikować, czy nie został złamany. Źle jej się robiło na samą myśl pójścia do szpitala, a co dopiero nastawiania nosa; nasłuchała się paru paskudnych historii na ten temat. Troska, jaką teraz okazywał Adam również nie poprawiała dziewczynie humoru, bo wprawiała ją w wyrzuty sumienia, że nie skupiali się na najbardziej poszkodowanej - Zuzi. Spuchnięty nochal, krew na twarzy i ciuchach, a do tego zaczerwienione oczy od nie do końca powstrzymanych łez też mogły przyczyniać się do nieswojego poczucia i chęci utrzymania strefy komfortu. Chłopak musiał w końcu to zauważyć, bo wepchnął dłonie w kieszenie, nie zagadując jej więcej.
igP7jsl.pngDąbrowscy zaprowadzili ich na swoje piętro; parter z kuchnią należał do babci, toteż po cichu weszli po schodach, na szczęście nie skrzypiących. Mikołaj zajął się szukaniem przekąsek, zaś Karo szybko doprowadziła się do porządku w łazience. Opłukała też trochę włosy dla samego poczucia świeżości, po czym zwolniła miejsce Zuzi.
igP7jsl.png- Chcesz, żebym ci z czymś pomogła...? - zapytała gospodynię, choć miała nikłe pojęcie o tym, co mogłaby robić.
igP7jsl.png- Nie trzeba. Dzięki.
igP7jsl.pngZamknęła ostrożnie drzwi i już chwilę potem w wannie lała się woda. Karolina odetchnęła ze zmęczeniem. Jak fala zalała ją poalkoholowa ciężkość i marzyła tylko o kanapie. Tymczasem mebel zajął już Twański, pochłonięty wyszukiwaniem w smart hubie telewizora Youtube’a. Usiadła przy przeciwnym podłokietniku, obserwując jak z wielkim skupieniem i niemałą frustracją próbuje wklepać literki na pilocie. Nim skończył, wrócił Mikołaj z tacką serków i apetycznie pachnącym ciemnym chlebem oraz paroma owocami. Oznajmił, że przyniesie im jeszcze ciuchy do spania i przygotuje kanapę, a potem zawinie się spać.
igP7jsl.png- Nie wiem, czy Zuza będzie chciała sama czy nie... Ale Karo, w razie czego ja się prześpię na dole.
igP7jsl.png- Daj spokój. - Machnęła ręką. - Mi to naprawdę bez różnicy.
igP7jsl.png- Ja mogę spać nawet na podłodze. - Adam wzruszył ramionami. - Byleby dziewczyny miały wygodnie.
igP7jsl.png- Jak dżentelmeńsko. - Karo odruchowo zmarszczyła nos i zaraz syknęła z bólu.
igP7jsl.png- Zdarza mi się.
igP7jsl.png- Mikołaj... - Karolina zajęła się zdrapywaniem strupka na dłoni. Cholernie bolał; widziała, jak jego fragmenty odrywają się od rany. - Przykro mi, że tak to się potoczyło... Naprawdę nie chciałam-
igP7jsl.png- Nic się nie stało. Przecież nie zostawiłaś jej na lodzie. Dobrze, że o tym komuś powiedziałaś, bo mogłoby...
igP7jsl.pngChłopak urwał. To, co mogłoby się stać, nie przeszło mu przez gardło. Przez dłuższy moment cała trójka wpatrywała się w ekran wyszukiwania telewizora, słuchając zmiennego szumu wody z łazienki, aż wreszcie gospodarz się wycofał. Kiedy tylko wyszedł z pokoju, do oczu dziewczyny napłynęły łzy. Starała się je stłumić, ale uparte i tak wydostały się za krawędzie powiek. Otarła je ukradkiem ramieniem, dusząc w sobie potrzebę pociągnięcia nosem. Adam milczał, nie widząc lub udając, że nie widział. Nagle TV rozbłysło czarno-białym wideo i z głośników popłynęło "dwanaście groszy". Po wysłuchaniu zwrotki Karo parsknęła.
igP7jsl.png- Co to jest?
igP7jsl.png- 12 groszy, tylko nie płacz proszę - zanucił w odpowiedzi Twański, kiwając się na boki. - 12 groszy w zębach tu przynoszę...
igP7jsl.pngZakrzewska spojrzała na ekran, to na niego i roześmiała się.
igP7jsl.png- Boże, jakie to głupie.
igP7jsl.png- Poczekaj - chłopak uniósł palec wskazujący - rozkręca się.
igP7jsl.png- Nie wątpię. - Karo przygryzła wargę, powstrzymując się od głupiego rechotu. Nagle ją olśniło i wychyliła się w jego stronę, sięgając po pilot.  Nie odzyskawszy do końca jeszcze równowagi, zetknęła się ramieniem z jego piersią i oboje zastygli na moment. Wydawało jej się, że chłopak przestał oddychać. Prędko otrząsnęła się z tej dziwnej sytuacji i wróciła w swój róg kanapy. - Ja znam coś śmieszniejszego!
igP7jsl.png- Nie wierzę.
igP7jsl.png- Zobaczysz!
igP7jsl.pngKarolina włączyła "Modę na Suknie, odcinek Pieddyliad Trzeci".
igP7jsl.png- "Masz na myśli r? R jak rabarbar, r jak rapatam, tudzież rarytas?" - Nie oszczędziła widowiska gestykulacji, cytując lektora. - "Synu, w naszej familii każdy wymawia r tak dźwięcznie, że szyby drżą w spazmach!"
igP7jsl.png- To jest chyba jeszcze głupsze - Adam parsknął, chowając twarz w dłoniach, a dziewczyna roześmiała się w głos i nie mogła przestać chichotać, choć co chwilę wyrywało jej się "auć". - Dobra, wystarczy może tych komedii, twój nos chyba źle to znosi.
igP7jsl.png- Mój nos ma się świetnie - obruszyła się Karo, zezując na obiekt rozmowy.
igP7jsl.png- Tak? Daj sprawdzę.

Byłabym czyimś pięknym życiem,
ktoś by za mnie odbierał telefony
Budziła się zawsze w tym samym objęciu,
a nasze włosy rosłyby splecione

igP7jsl.pngTeraz to on się wychylił, a rękę wyciągnął w stronę twarzy dziewczyny, ale nim cokolwiek dalej się potoczyło, za nimi stanęła Zuza.
igP7jsl.png- Przeszkadzam? - zapytała bez cienia złośliwości. Nie czekając na odpowiedź, podała im dwa T-shirty i po parze spodenek; dresowych dla Adama i krótkich bawełnianych dla Karo. - Miko zasnął na dole już, u mnie jest przygotowana dla ciebie Karolina pościel. Dobranoc.
igP7jsl.pngPożegnali ją oboje grzecznie, odprowadzając wzrokiem. Zakrzewska przygryzła znów wargę.
igP7jsl.png- Nie wiem, czy powinnam się koło niej kłaść. Może ma teraz traumę i nie chce?
igP7jsl.pngChłopak wpatrywał się w nią bez słowa.
igP7jsl.png- Adam?
igP7jsl.png- Przepraszam. - Otrząsnął się, odwracając wzrok. - Też nie mam pojęcia, co robić w takiej sytuacji.
igP7jsl.pngKaro naciągnęła rękawy na dłonie, wpatrując się w plamy krwi. Nos bolał, głowa bolała... I wciąż ten obraz, kiedy rozdzieliła się z Zuzią, ten tłum bezwzględnych ludzi, nie zważających na nic wokół. Uczucie niemocy, bezradności i braku kontroli, przede wszystkim nad samą sobą. Łzy znów same napłynęły do oczu i w tej chwili zrozumiała, że nie powstrzyma ich potoku. Stres musiał z niej ujść jak wyciśnięty pryszcz. Nagle i paskudnie.
igP7jsl.png- Ciągle myślę o tym, co mogłam zrobić - wydusiła z siebie dość cienkim głosem. Adam spojrzał na nią zaskoczony i zagubiony. - Z tym facetem. Albo tłumem. Może gdybym nie była tak pijana...
igP7jsl.png- Daj spokój, Karo. - Adam przysunął się, by usiąść obok niej. - Przecież to głupie. Ludzie idą do klubu, żeby się nawalić.
igP7jsl.png- Wiem, wiem... Po prostu... - Rozłożyła ręce, nie wiedziała co powiedzieć. - Chyba po prostu nie mogę zaakceptować tego, co się stało i co mogło się stać. - Ocierała łzy rękawem, ale wciąż płynęły. - One tak same, przysięgam... - roześmiała się nerwowo.
igP7jsl.pngAdam pokręcił głową i objął ją ramieniem. Karo podkuliła nogi, schowała twarz w jego koszulce i czekała, aż oczy się wypłaczą. Kiedyś musiało zabraknąć im paliwa. Czuła się żałośnie, ale jednocześnie z każdą chwilą coraz lepiej. Twański miał silne ramiona. Pewne. Na pewno nie roztrząsał głupot jak ona. Mogłaby się założyć, że ze wszelkimi problemami radził sobie jak baran - rogami naprzód, rozwalając przeszkody. Ciekawe, czy był astrologicznym baranem.
igP7jsl.pngJego spokojny oddech spływał po jej karku, przyprawiając ją o gęsią skórkę, choć zrobiło jej się cieplej w jego ramionach, prawie gorąco. Pomijając ten skrawek odsłoniętej skóry na plecach, tam skądś zawiewało zimnem. Oby tylko majtki nie wyszły jej spod spodni lub co gorsza nie pękły same plecy. Zwalczyła potrzebę dotknięcia swojego tyłka, by sprawdzić, czy znajdował się na miejscu.
igP7jsl.png- Lepiej?
igP7jsl.pngOdsunął się, by móc na nią spojrzeć, ale ona czym prędzej zasłoniła twarz dłońmi. Nie dość, że zabrał jej ciepełko, to jeszcze chciał oglądać tą zaczerwienioną, spuchniętą i prawie zasmarkaną twarz. O, bogowie. Mayday, mayday, powrót do ukrywania i obejmowania!
igP7jsl.png- Tak. Dziękuję. - Wstała, dalej się zakrywając. - Idę się przebrać.
igP7jsl.pngNie obyło się bez walnięcia kolanem w kant stolika. Zaklęła pod nosem, chwyciła przygotowane ciuchy i prędko, ale na palcach, poszła do łazienki. Opłukała się, tym razem cała. W lustrze oglądała swój tyłek w spodenkach Zuzy, bo mogła. A mogła go oglądać, ponieważ połowa pośladków wychodziła za krawędź spodenek. Albo pośladki, albo majtki.
igP7jsl.png- Kto śpi publicznie w takim czymś? - mruknęła do siebie, wyciskając na palec pastę do zębów. Odświeżając oddech, wpatrywała się w swoje odbicie i coraz bardziej załamywała. - Jak siedem nieszczęść, Karo. Ba, czternaście. Siedem do potęgi siódmej.
igP7jsl.pngKiedy wróciła do pokoju, kanapa była rozłożona i pościelona. Po jednej stronie koc, po drugiej kolorowa pościel w kwiatki. Wskazała ją palcem.
igP7jsl.png- Rozumiem, że preferujesz kwiatki?
igP7jsl.pngRozciągnęła się na świeżo pachnącym nakryciu. Najwspanialszy zapach, jaki można zastać wieczorem.
igP7jsl.png- Zostawię je tobie, bo zamarzniesz na kość.
igP7jsl.png- Co, byłam zimna?
igP7jsl.pngPrzytknęła dłonie do policzków. Dość chłodne. Adam na to przyłożył swoją rękę do jej twarzy, gorącą dla odmiany.
igP7jsl.png- Wy, faceci, nie jesteście normalni - stwierdziła, choć bardzo chciała, by objął jej twarz obiema dłońmi i grzał ją przez resztę nocy. Z pewną tęsknotą patrzyła, jak się cofa i wciska znów coś na pilocie. Zabrał koc i przykrył się nim na cienkiej karimacie. Cieszyła się, że zrobił to bez pytania czy żartobliwych przepychanek. Dawno się nie czuła tak beznadziejnie.
igP7jsl.png- Przecież jest ciepło. - Chłopak wzruszył ramionami.
igP7jsl.png- O! Znów. Dupa, nie ciepło! - prychnęła, okrywając się kołdrą. Wskazała na okno, którego firanka unosiła się lekko na wietrze. - Otwarte okno w listopadzie! To prawie zima. Zimno. Zima. Łapiesz, Twański?
igP7jsl.png- Łapiesz, łapiesz - przyznał na odczepnego. - Włączamy jakiś film?
igP7jsl.png- Ja i tak zaraz zasnę, także co chcesz.
igP7jsl.pngMinął kwadrans, film leciał, nieznane jej chińskie fantasy niskich lotów. Karo nagle odwróciła się do chłopaka.
igP7jsl.png- Jakby co, umiem głośno krzyczeć - powiedziała całkowicie poważnie.
igP7jsl.png- Dobrze wiedzieć. - Adam roześmiał się niekontrolowanie, a Zakrzewska zrozumiała niezamierzony podtekst.
igP7jsl.png- Naprawdę umiem - zapewniła go poważnie, zwracając się na powrót do podłokietnika, ale po chwili znów przeturlała się na drugi bok. Twański zrobił pauzę.
igP7jsl.png- Tak?
igP7jsl.png- Jeśli będę chrapać, to przez ten walnięty nos.
igP7jsl.png- Ja pewnie będę chrapać głośniej od ciebie, także nie musisz się martwić - roześmiał się na to.
igP7jsl.pngKarolina uśmiechnęła się i wreszcie zasnęła.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#16 2020-05-03 02:19:30

Faworek
Pochwalony Faworek Depeszek
AndroidChrome 76.0.3809.132

Odp: Nie pytaj o Polskę

8facc3b0ab6be570744a46eb2a79aab8.jpg

QYfmCvY.png

Ksenia uważa, że źródłem krzywd i tragedii ludzkiej była zmiana. To ona przewracała życie do góry nogami. Rozwody, przeprowadzki, pęknięte prezerwatywy, śmierci, choroby i inne plagi zwane ogólnie zmianami są przyczyną każdej osobistej katastrofy. Nie lubiła zmian, tak jak nie lubi się oparzenia słonecznego. To koszmar, choć Kseń wie, że są nieuniknione i nie wyklucza, że niektóre - niewielka ich część - przynoszą nową, dobrą sytuację. Tak jak na przykład jej wyjazd do Warszawy.
Chwila, w której uwolniła się z domu rodzinnego była odświeżająca. Jej rodzina nie była patologiczna, ani nie traktowała jej źle, żeby uczucie to można było porównywać do ucieczki z więzienia. Jej rodzina była po prostu... nijaka. Zwykła. Męcząca. I Kseń czuła, że z jakiegoś powodu nie pasuje do tego obrazka. Jakby pomyliła adres, rodząc się.
Zresztą... Mniejsza o jej korzenie. Kseń czuła się dużo bardziej szczęśliwa, jako samotny wilk. Samodzielny i niczym nieograniczony. Chodziła własnymi ścieżkami, dokąd chciała, żeby robić, co chciała o dowolnej porze dnia i nocy, w towarzystwie, którego nikt z góry nie oceniał i nie skreślał.
Swoboda była czymś, czego potrzebowała nawet bardziej niż powietrza. Nawet tlen nie wystarcza, jeśli twoją pierś przygniata ogromny głaz.

3dd4g1p.pngeSy3QGu.png2vrKUO7.png

Rodzice od najmłodszych lat motywowali ją słowami: Przecież jesteś mądrą dziewczynką. Wiemy, że potrafisz to zrobić/zachować się jak należy. I Ksenia nie miała wyboru. Musiała robić to, czego od niej wymagali, żeby nie stracić w oczach. Nie było to trudne: w szkole radziła sobie bez trudu, nie pchała się w problematyczne towarzystwo i nie sprawiała kłopotów. To wystarczało na początek. Poza tym myślała, zanim coś powiedziała. Próbowała, zanim wyręczała się proszeniem innych o pomoc. Starała się przewidywać. Ogólnie wyprzedzała oczekiwania. Dostrzegała, że jej rówieśnicy nie starają się tak, jak ona. (A niektórzy po dziś dzień, nawet jako dorośli ludzie, mają wciąż problem chociażby z pierwszym punktem.) Dlatego uważała się za bardziej dojrzałą i inteligentną niż oni. Stąd Ksenia nigdy nie miała problemów z pewnością siebie, co sprawiło również, że nigdy też nie doskwierała jej samotność. Zawsze znalazła się obok jakaś koleżanka do zabaw, a od czasu do czasu nawet któryś z chłopców był na tyle śmiały, by zapytać ją o chodzenie. Nigdy nie uważała tego za poważne związki, ale miło było posiadać kogoś, z kim można jeździć rowerem.
Potem Ksenia zaczęła dojrzewać. Ścięła włosy, zafarbowała je na czarno, zaczęła malować i ubierać się odważniej, a świadomość, że wygląda i czuje się ze sobą dobrze, wpływała na to, jak kobiece stawały się jej ruchy. Trzeba zaznaczyć, że dziewczyna nie zmieniła wyglądu, żeby zwracać na siebie uwagę i zapchać swojego ego jeszcze większą dawką dobrej samooceny. Zrobiła to, by wyrazić wyglądem posiadane już pokłady tego, co o sobie myślała - pokazać, że nie wstydzi się swojego ciała i jest dumna z tego, co uważa w nim za piękne. Nie odkrywała wszystkiego: nie nosiła zbyt krótkich spódniczek, bo mimo wszystko wolała, by jej rozstępy i cellulit nie stawał się tematem rozmów; nie nosiła butów, które odkrywały palce i pięty, o które nie chciało jej się dbać; ubierała często bluzki z długim rękawem, bo zapominała ogolić pachy. Była w tym naturalna i płynna.
Ale mniejsza o jej wygląd. Jest jaki jest i nie zamierzała go zmieniać niczym więcej niż warstwą makijażu. Warto pomówić więcej o tym, jak Ksenia traktuje innych.
Choć uważała się za mądrzejszą od większości płytkich, pustych typów, nie zachowywała się wobec nich z wyższością. Odpowiadała zawsze z elokwentną skromnością, udając grzeczną, dobrze wychowaną dziewczynę. Z doświadczenia wiedziała, że taka reakcja działała lepiej jako zniechęcenie debili do rozmowy niż jawna niechęć, za to inteligentne osoby skłoni do zagadania. Czasami, szukając odpowiednich słów, lub przez nieuwagę wypowiadała coś niemądrego lub prowokacyjnego, dopiero po fakcie zdając sobie z tego sprawę, ale zazwyczaj machała na to ręką - miała przynajmniej, co opowiedzieć później znajomym, by ich rozśmieszyć.
Była typem osoby, która nie kolekcjonowała przyjaciół. Miała zazwyczaj jedną lub dwie osoby na raz, które mogła nazwać bliskimi przyjaciółmi i skupiała się na dopieszczaniu z nimi relacji. Przy nich pozwalała sobie na szczerość oraz ujawnienie prawdziwych przemyśleń i emocji. Ci postrzegali ją przez to zwykle jako sarkastyczną zołzę, która swoich zachowaniem chowa delikatne, dobre wnętrze. Kochali ją za to, ponieważ tych, których szczerze lubiła, traktowała z czułością, pokazując im, że docenia ich przyjaźń i jest za nią wdzięczna. Każdemu bez wyjątku. Raz straciła przez to kogoś, kogo naprawdę ceniła - chłopak pomyślał, że jej spoufalanie się z nim jest sygnałem do zrobienia kroku dalej. Kiedy go odepchnęła, obraził się śmiertelnie.
Najgorsze było to, że dopiero, gdy zerwał z nią kontakt, dziewczyna uświadomiła sobie, że faktycznie pragnęła, by był dla niej kimś więcej.
Do dzisiaj nie potrafi ocenić swoich uczuć i zdaje sobie z nich sprawę dużo za późno.

D0kljyY.pngXqd0zd2.pngTOkBI9c.png

Ksenia nie chciała wyjeżdżać na studia. Po skończeniu liceum miała zamiar zrobić rok przerwy od nauki, zająć się pracą, odłożeniem oszczędności, ale jej rodzice nalegali, mówiąc, że zaprzepaszcza szansą na jakąkolwiek przyszłość i nie ma co liczyć na ich wsparcie, jeśli wyląduje na kasie w Biedronce, bo oni ostrzegali.
Wyjechała więc, ale nie na studia. Zrobiła, jak chciała. Zamierzała trzymać się swojego planu. Dostała pracę jako barmanka i wynajęła skromny, ale przyjemny pokój w mieszkaniu na Pradze. Pracowała po dwieście godzin w miesiącu. Wypłata wystarczała jej na wynajem, przelanie tysiąca co miesiąc na konto oszczędnościowe i na swawolne korzystanie z wygód miasta.
Rzadko wracała do domu rodzinnego. Wymigiwała się przed powrotem nawet na święta, mówiąc, że zgodziła się wziąć zmiany w tym czasie. Rodzice nawet specjalnie nie nalegali na jej przyjazdy. Wciąż udawali obrażonych za to, że nie zaczęła żadnego kierunku. Kseń wiedziała, że kiedyś im przejdzie, ale póki co pozwalała im spokojnie chować urazę.


Próżno ich sypkie zatrzymują śniegi
i lodem wzdęte odpychają brzegi.
Przeszli zawady, bo miłość szła wprzódy,
zmiatała śniegi i topiła lody

Offline

#17 2020-05-14 21:48:26

Arbalester
Szeryf Depeszy
WindowsChrome 81.0.4044.138

Odp: Nie pytaj o Polskę

iUGJnbV.png
b6fa8116e0f1e9ff3311a1f43df528b0.jpg

tumblr_inline_pdoj47MjcZ1r8jbqm_75sq.gifv
“Szukam świata, w którym jedna jaskółka czyni wiosnę,
gdzie szewc chodzi w butach,
gdzie jak Cię widzą, to dzień dobry.
Szukam świata, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem”

Remek nie był po prostu dobrym słuchaczem. Tkwiło coś w jego spokoju, pewności siebie i ciepłym uśmiechu, że ludzie łatwo się przed nim otwierali. Niekiedy zbyt łatwo - czuł się wtedy jak taksówkarz jadący przez życie, tyle że darmowy, bo na koniec nie dostawał ani złotówki. Wzbudzał zaufanie, zresztą niebezpodstawnie. Jakimś cudem prawie zawsze wiedział, co powiedzieć, jak wyrazić troskę, nie peszyło go okazywanie uczuć. Nie puszczał w obieg powierzonych mu historii, chyba że niewinnych. Nauczył się jak je rozróżniać po szkolnych błędach. Chyba właśnie w tym czasie popełnił ich najwięcej. Błędów. Wyciągnął z nich wiele wniosków, jak chociaż to, że nie dawał się do związków. Od tamtej pory nie był w żadnym poważnym. Matka oczywiście tym się martwiła, aż wreszcie zapytała go wprost, czy jest gejem. Jednak to nie w tym tkwił problem, bo miał tak naprawdę łatwiej - pociągały go obie płcie. Na razie nie planował rodziny, więc nie zajmował tym swoich myśli. Nadrabiała za niego młodsza siostra - zdążyła już wziąć ślub (cywilny, co oburzyło starszyznę rodziny, ale szybko im przeszło) i adoptowała już psa, a każdy wiedział, że stamtąd już zaledwie jeden krok do dziecka.
On sam był otwartą księgą. Nie traktował wydarzeń w swoim życiu jak tajemnicy, ale jednocześnie nie szastał bardziej prywatnymi informacjami dookoła na mediach. Głównie robił zdjęcia na pamiątkę, kiedy udało mu się wyrwać z "teraz", by mieć na "później". Od czasu do czasu udostępniał któreś z nich, by podzielić się radością czy pożartować. Głównie jednak żebrał o zdjęcia po znajomych. A tych przyjmował z szeroko otwartymi ramionami. Nieważne, skąd pochodzili, jak się ubierali czy identyfikowali. Oceniał tylko, kogo warto się trzymać i kto mógłby pobiec u jego boku, nie za nim, ani próbując go wyprzedzić, chyba że po to, aby mógł się złapać koszulki i nabrać tempa.
Niełatwo go wytrącić z równowagi. W zasadzie nawet gdy już się zdenerwował, wszystkie jego emocje skupiały się na twarzy, a głos i ruchy pozostawały spokojne. Interesowało go to, co działo się wokół i starał się chociaż minimalnie wspierać, co uważał za potrzebne. Nie traktował swojego obywatelstwa jedynie jako przywileju, ale także jako obowiązek. Kiedy uważał, że coś zdziała, zabierał głos. Reagował. Był także konsekwentny; potrafił wybaczyć raz, tolerować kolejny, ale gdy sytuacja wciąż się powtarzała, nie pozwalał robić z siebie idioty. Mogło zdawać się, że postępował zbyt ostro, ale jemu po prostu takie krzywdy zapadały zbyt głęboko w pamięć i toczyły potem krew, by mógł zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Nie potrafił tego przezwyciężyć. Uraza wbijała się w niego klinem i czuł wtedy, że zmienia się jego zachowanie, stosunek do osoby, a on sam przez to gnije od środka.
Chciał być ponad to. Tak.

IKWoCWZ.jpg

“God said 'love your enemy'
So I obeyed Him
and loved myself”

Chętnie wyciągał pomocną dłoń, zwłaszcza z pracami czasochłonnymi. Nie do końca z pobudek czysto altruistycznych; to pomocą i towarzystwem dusił w sobie poczucie samotności i niespełnienia. Wmawiał sobie, że tyle mu wystarczy - otoczenie pełne przyjaznych twarzy i wdzięczność; świadomość wykonania czegoś porządnie, pożytecznie. Nie przyznawał się nawet przed sobą, że to gówno prawda, że jego ambicje taplały się w łzach bezradności i nie potrafiły sięgnąć marzeń. Tak było łatwiej - unikać, zajmować myśli, odrzucać te niechciane. Raz na jakiś czas skutkowało to lekkim atakiem paniki, ale przecież każdy w życiu czegoś się boi, prawda? Nie ma co się martwić. Radził sobie dobrze. Wystarczało mu pieniędzy na mieszkanie, jedzenie, poza astmą nie doskwierały mu żadne choroby. Cóż, jego ojca nie było już na tym świecie, ale matka wreszcie ruszyła naprzód, nowy ojczym sprawiał wrażenie porządnego - nie to, co poprzedni. Planowali wyjazdy w gorące kraje i inne takie. Wprawdzie kwiaciarnia jakkolwiek przyjemna i zajmująca, nie była jego marzeniem, to przecież tyle jego znajomych musiało zweryfikować swoje marzenia z rzeczywistością. Niewielu pracowało tam, gdzie pierwotnie planowało. Ba, nawet nie w zawodzie, do jakiego studiowali. Ok, nie mógł się piąć po drabinie, bo takowej nawet nie było - chyba że fizycznej, żeby sięgnąć po te cholerne storczyki - ale może właśnie dlatego tam tak swobodnie się czuł? Nie miał też na głowie całej papierologii, która zawsze go przytłaczała i każde oficjalne pismo jakie otrzymuje, sprawia, że pocą mu się dłonie. Gdyby kontynuował tradycję ojca i został kaletnikiem, czekało go tak wiele wyzwań, na które nie uważał, by był gotowy. Poza tym najpierw musiałby aplikować na studia artystyczne, a przecież w Warszawie w życiu nigdzie się nie dostanie. Dawno wybił to sobie z głowy.
Marzenia są dla zdolnych i roztropnych. Tak.

PUKB1TK.jpg

Remek / 23 / strzelec / cyna / ogień


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
dragonsfamily - pawiaimy - 4jury - ulvbjornhirde - crimecrew