Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2017-07-02 23:32:52

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Wirus Mordercy

tumblr_m1zdzp0XpV1r3we0y.gif
Qc8Vb2I.png

051aa405eee57d982161bdc34b0b149d.jpg

UZuQs8V.png

KLujbIH.pngTo jest niepojęte. Ludzie dopiero zaczęli swoje "nowe życie", jak każdego roku... A tu nagle  jednej nocy wszystko stanęło na głowie. W wiadomościach późno zaczęto o tym mówić, pewnie rząd starał się uciszyć media. Ale nikt nie jest w stanie uciszyć pokolenia Internetów. Ilość materiału, jaka trafiła do sieci... Byłem jednym z tych idiotów, co wyszli, by to sprawdzić. Ledwo wyszedłem z klatki, a świsnął mi przed twarzą znak drogowy. Ta siła, która w nich wstępuje, jest niebywała. Siła i zręczność. Gdyby nie to, że ich świadomość zostaje spaczona, to pewnie okrzyknięto by ich superbohaterami. Tyle że nimi nie są. Mordują wszystkich na swojej drodze i nie przestaną, dopóki nie połamią kości i nie zerwą mięśni. Jakby nie czuli bólu.
KLujbIH.pngŚwist
KLujbIH.pngTrzask

KLujbIH.pngCholera.
KLujbIH.pngSzelest
KLujbIH.pngMało brakowało. Jedyny mój sposób, by śledzić wydarzenia. Odkąd mój kolega z pracy omal mi nie rozkwasił głowy o ekspres do kawy, nie wychodzę z pokoju. Zabarykadowałem się wraz z toną puszkowanego jedzenia. Pewnie niedługo mnie znajdą. Albo Oni albo rząd. Słyszałem, że chcą zrobić ze szkół jakieś militarne placówki. Chcą uczyć dzieciaków walczyć. Tymczasem my, dorośli, jesteśmy werbowani do pracy. Nikt nie wie, ile to potrwa. Nie mogą nawet zrzucić nigdzie atomówki, bo Oni są wszędzie. Musieliby wysadzić całą Ziemię. W każdym razie, mamy zajmować się rolą, biologią, chemią, wszystkim tym, na co młode umysły są jeszcze za młode. Podobno tych bystrzejszych młodych też zaprzęgną do pracy, ale w placówkach. Najmniejsi pomagają tam, gdzie tylko mogą lub zajmują się nimi starsi. Ludzie nie protestują. Cieszą się chyba, że mają co robić. Zresztą nikt nie ma lepszego pomysłu. Młodych i silnych zawsze najchętniej się posyłało na front.
KLujbIH.pngDłuższa cisza
KLujbIH.pngNajgorsze w tym wszystkim jest to, że naukowcy nie mają pojęcia, jak do tego doszło, jak to się dzieje ani jak temu zapobiec. Krótko mówiąc, nie wiedzą nic. Próbowali z maskami gazowymi, dezynfekcjami - nic. Mówili coś o insektach, ale jak dotąd nie znaleźli na to dowodów. Biorą pod uwagę możliwość, że pasożyt prędko się ewakuuje. Brzmi to raczej idiotycznie. Większość ludzi sądzi, że to twór człowieka, bo każdy zarażony ma bliznę dokładnie w tym samym miejscu na karku. Tyle że nie pojawia się ona od razu. Najpierw są symptomy - nerwowość, niepokój, agresywność, silna potrzeba posiadania broni; szkoda, że zdrowi ludzie też się tak zachowują. Nie ułatwia to sprawy. Naukowcy płaczą nad każdym nowym faktem, jaki odkryją, bo zazwyczaj oznacza on zaprzeczenie wszelkich dotychczasowych teorii. To jakiś kabaret.

xMEJpJq.png
8Jwt6XG.png

spark_of_dystopia_by_seven_teenth-dacxsi4.jpg

K4bdzCy.png

KLujbIH.png- Jeśli ktoś kiedyś uważał, że ludzi traktuje się jak numerki w spisie, to teraz dopiero by się uśmiał.
KLujbIH.png- Jesteście źle traktowani?
KLujbIH.pngChłopiec zmarszczył brwi, pochylił się. Jego skóra na szyi i policzku była zniekształcona. Blizny od poparzeń.
KLujbIH.png- Co pani rozumie przez "źle"? Wszędzie łażą żołnierze. Na nasze dni, zależnie od "predyspozycji", składają się na przykład ćwiczenia siłowe - dla wszystkich, strzelanie z broni palnej - dla tych, u których nie wykryto chorób psychicznych lub predyspozycji do nich, nasza biologia to jak zatamować krwawienie, kiedy urwie ci rękę, a chemia to zakładanie bomb - dla nielicznych. Jemy, trenujemy, śpimy. "Stabilnych" wysyłają na misje w terenie. Po żywność, po inne artykuły lub by unicestwić jakiegoś Zarażonego. Zazwyczaj z jednym żołnierzem, bo nie ma ich już wielu, poza tym są potrzebni do pilnowania pozostałych.
KLujbIH.png- Nie przeszkadza ci to, że jesteś w ten sposób... wykorzystywany?
KLujbIH.png- Zadaje mi pani takie pytanie, pracując w telewizji?
KLujbIH.png- ... Nie było dotąd żadnych incydentów?
KLujbIH.pngChłopak prychnął, prostując się.
KLujbIH.png- Incydenty to u nas prawie codzienność. Ledwie w zeszłym tygodniu wynikła jakaś jatka między Arthurem, a Remy'm. Zaraz wrzucili ich do izolatek i był żmudny proces identyfikacji. Okazali się oboje zdrowi, ale wciąż mają na nich oko. Teraz chłopaki nie mogą się nawet wyszczać bez strachu.
KLujbIH.png- Strachu przed czym?
KLujbIH.png- Przed tym, że dadzą upust swojemu buntowniczemu wiekowi przez przypadek i znów ich to spotka. Ale teraz takie życie. Nie da się inaczej. Lepiej tak, niż jak na początku. Nie sprawdzono jednej dziewczyny, choć wiele osób mówiło, że odbija jej palma, a potem udusiła koleżankę we śnie. Myślała, że jest Zarażona. Nie była. Ani jedna, ani druga.
KLujbIH.png- Przykro mi to słyszeć.
KLujbIH.png- Świat jest przykry, co zrobisz.

4yVmzGg.png

0VzyTpk.png

apocalypse____by_daroz-d7ygcjr.jpg

qfFNvUO.png

KLujbIH.png- Jestem właśnie przed Departamentem Policji, skąd wydostali się zaledwie przed godziną łapani przez cały tydzień Zarażeni. Choć część z nich przetransportowano do placówek badawczych, wielu było w zbyt niestabilnym stanie lub niepodatnych na środki uspokajające, by ich przewieźć. Udało im się dziś przedrzeć przez zabezpieczenia i wymordowali niemal wszystkich, którzy znajdowali się wewnątrz. Ci, którzy przeżyli, są w zbyt ciężkim stanie, by wyjaśnić dokładniej, co się stało. Mówi się jednak o tym, że Zarażeni mogli użyć rozumu, zamiast siły...

ATAK NA PAŁAC PREZYDENCKI: DONALD TRUMP RANNY | WIELKA BRYTANIA: ROZRUCHY POD BUCKINGHAM PALACE, LUDZIE ŻĄDAJĄ WYJAŚNIEŃ | POLSKA: PREZYDENT PODAJE SIĘ DO DYMISJI | TEORIA JAPOŃSKICH NAUKOWCÓW: WIRUS STWORZONY PRZEZ CZŁOWIEKA | LICZBA OFIAR WIRUSA ROŚNIE, SZACUJE SIĘ JUŻ NA 80 MLN. | ANGELA MERKEL GINIE Z RĄK ZARAŻONYCH OCHRONIARZY | FRANCJA: WYCIEK ROPY Z USZKODZONEGO TANKOWCA | SYBERIA: TEREN NIESKAŻONY?

5U18g58.png

Kate Waldorf 21:09
Ten Wirus to kara boska...
KLujbIH.pngTerrence Will 21:11
KLujbIH.pngTwoje pierdolenie to kara boska
KLujbIH.pngLily Blackwater 21:12
KLujbIH.pngJakie to ma znaczenie?
KLujbIH.pngKLujbIH.pngJustin T 21:17
KLujbIH.pngKLujbIH.pngWłaśnie? Jedyne co się teraz liczy, to przeżyć.

6619Hoc.png

Stan psychiczny (stabilny/niestabilny)
Dostęp do broni palnej (zezwolono/brak zezwolenia)
Status (aktywny - oznacza działalność w terenie/osiadły - zakres pracy w obrębie szkoły, urzędu, schronień, także prace typu rola/nieaktywny - osoby, które nie mogą podjąć pracy i/lub trzeba się nimi opiekować)
Stopień (VI - dzieci i osoby nieaktywne/V - młodzież, czasami także osoby nieaktywne/IV - młodzież, która się zasłużyła, a także dorośli, zajmujący podstawowe stanowiska, np. kucharz/III - dorośli wyspecjalizowani/II żołnierze, urzędnicy, politycy, uczeni/I naukowcy i szychy wojskowe oraz polityczne)
Specjalizacje (dla stopni III-I i z wyjątkami dla młodzieży IV: ładunki wybuchowe/robotyka/genetyka/choroby/żywność/mechanika/broń ciężka/biała etc.)

zombie_attack_by_carcherb-d4edmq0.jpg


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#2 2017-07-03 14:08:03

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

2rm8fhu.png
tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
It's all good news now
Because we left the taps
Running
For a hundred years

smiling_right_from_ear_to_ear__by_angelue-dblu7gz.png

Wiek: 37 lat
Stan psychiczny: jak najbardziej stabilny
Dostęp do broni palnej: zezwolono
Status: osiadły
Stopień: I
Specjalizacja: patologia


- A więc twierdzi pan, że to kwestia gospodarki hormonalnej organizmu? - chłodne spojrzenie opanowanego kolegi po fachu z Japonii świdrowało pana Houghton na wylot.
- Nie twierdzę, jedynie stawiam taką tezę. Na równi z moją drugą tezą o wirusie działającym analogicznie do herpes simplex. Nawzajem sobie zresztą nie przeczą.
- Druga teza brzmi znacznie bardziej prawdopodobnie.
- Nie można zaprzeczyć prawdopodobnie większej odporności na zarażenie wśród dzieci. Zresztą, widział pan zarażone niemowlę? Albo logicznie rzecz biorąc, wyobraża sobie pan takie?
- Zakładając, że nie jest to po prostu rodzaj aktu terroru wywołanego przez człowieka, co tłumaczyłoby tę pozorną odporność - zauważył jeden z naukowców, poruszając na głos kwestię dręczącą niemalże każdego - że epidemia wcale nie była dziełem przypadku.
- Logicznie rzecz biorąc, zaraza nie powinna się rozpowszechniać tak szybko - dodał inny głos na sali.
- I tu wracamy do mojej drugiej teorii, zgodnie z którą wirus mógł się rozprzestrzeniać w stanie uśpionym - tak jak herpes simplex...
- A może to kwestia atakowania ośrodku w mózgu odpowiedzialnego za świadomość, skoro już mowa o niemowlętach.
Seth z trudem powstrzymał ostentacyjne ziewnięcie, gdy temat zaczął krążyć w okolicach bzdurnych w jego mniemaniu rejonów porównywalnych psychoanalizie twórczości Freuda.
Dotychczas zajmował się patologią - nie mylić z potocznym określeniem ludzi o niskim ilorazie inteligencji - i jak oczywiście wolałby nie mieć akurat takiej okazji do przeprowadzania obszernych badań (kompletna bzdura z uwagi na otrzymywane ochłapy zwane "próbkami naukowymi"), tak czuł swego rodzaju naukową satysfakcję, widząc wyzwanie przed nim stojące. Ludzie, którzy przeżyli swoje osobiste tragedie, i których interesowało przetrwanie ich rodzin, mogliby go nazwać bezdusznym psychopatą. Sam przeżył swoje własne - nie mogąc się dodzwonić do ani do dwójki z jego rodzeństwa, ani do matki swojego pięcioletniego dziecka, na które płacił alimenty i które widywał w równych odstępach czasu co tydzień; został kompletnie bez znanych sobie twarzy wokół - nie licząc z kolei zbyt dobrze znanych gęb kolegów po fachu. Tragedie należało odkładać na bok i być pożytecznym dla społeczeństwa - panowanie nad sobą było zawsze w modzie, jednakże teraz stawało się, o ironio, atutem decydującym o przetrwaniu.
Zresztą - patrząc zupełnie obiektywnie, świat był zbyt przeludniony i może akurat czegoś takiego było potrzeba dla wyrównania naturalnej gospodarki planety. Seth oczywiście nie należał do skandujących głośno organizacji typu Greenpeace (a raczej tego, co z nich zostało) o tym, jak to człowiek doczekał się kary za swoje straszliwe zbrodnie na przyrodzie, jednak samą tezę uważał za dość interesującą i wartą rozpatrzenia na równi z tą mówiącą o politycznych machlojkach, czy innych równie prawdopodobnych i na tę chwilę niemożliwych do sprawdzenia założeń. Natura o skłonnościach poznawczych zapewniała mu zdecydowaną pozycję w naukowym światku i część przychylnych spojrzeń - mimo niektórych kontrowersyjnych przekonań, ale któż takich nie posiada.

Więcej robić,
mniej pieprzyć.
~Coelho, 2017


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#3 2017-07-03 21:16:17

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

14kb51j.png
heads will roll

nodiso.png
Shelley Anna Treadwell | 17 lat | różowa księżniczka

Życie nastolatki w XXI wieku potrafi być ciężkie. Shelley przekonała się o tym już w wieku lat dwunastu, kiedy jogurt naturalny spływał po jej włosach, twarzy oraz oprawkach okularów, kapiąc na koszulkę. Stała na środku szkolnej stołówki, twarzą w twarz z chłopcem, który jej się podobał, a inne dziewczynki chichotały za jej plecami. Wtedy w młodym, niewinnym serduszku Shelley coś pękło i już nigdy nie była taka sama. Pięć lat później najmłodsza z latorośli rodziny Treadwellów zupełnie nie przypominała zahukanej dziewczynki sprzed lat. Zamieniła ciasne sweterki i podkolanówki na dopasowane jeansy i koszulki z dekoltem. Już nie siedziała z nosem w książkach, a zamiast o komiksach rozmawiała o chłopakach. Marzenia o studiowaniu robotyki odeszły w niepamięć, teraz liczyły się dla niej ubrania, imprezy, znalezienie bogatego męża, by nie musiała pracować... Chodziła z dumnie podniesioną głową na swoich piętnastocentymetrowych szpilach i patrzyła na wszystkich dookoła z wyższością. Dwa razy w tygodniu uczęszczała na pilates i yogę, by dbać o sylwetkę. Na jej toaletce w rządku stały pomadki od Kylie Jenner, w ręce dzierżyła ajfona w kolorze różowego złota, niczym królewskie złote jabłko (a nawet lepiej, bo złote i różowe jednocześnie!) i zdawało jej się, że ma cały świat u stóp. Lecz złudne były wyobrażenia młodej trzpiotki. Całe jej życie legło w gruzach jednego popołudnia...

Ludzie słysząc o tragediach czy kataklizmach zawsze myślą, że to jest gdzieś daleko, to ich nie dosięgnie. Shelley też tak myślała, gdy usłyszała o wirusie, jednak szybko przekonała się, że całe to zamieszanie wcale nie jest tak daleko. Wystarczyło, że przyszła do domu, a już w progu rzuciła się na nią matka z żądzą mordu w oczach i kryształowym wazonem od babci w ręce. Jej własna matka, która w dzieciństwie czytała Shelley bajki na dobranoc, a jeszcze kilka dni wcześniej zabierała na zakupy i pomagała wybrać sukienkę na bal maturalny, na który blondynka szła z chłopakiem. Kochana mamusia, ta sama, teraz rzucała w nią ciężkim kawałem szkła i chciała rozbić jej blond główkę o ścianę. A jeszcze nie dalej jak dwa dni temu głaskała ją, gdy pokłóciła się z ukochanym... Dziewczyna cudem umknęła rozwścieczonej rodzicielce i zabarykadowała się w pokoju. Trzy dni siedziała w jednym pomieszczeniu, mając tylko kilka butelek wody Fiji i paczkę Oreo. Takich katuszy głodowych nie przeżyła nawet na ostatniej diecie cud.
Kiedy w końcu wyszła z pokoju, widok jaki ukazał się jej oczom był przerażający. Dom przypominał pobojowisko. W kącie salonu leżały rozszarpane zwłoki jej małych yorków, a służby wynosiły z mieszkania czarny worek. Shelley wzdrygnęła się, gdy nagle wysunęła się z niego kobieca dłoń, na której widniał aż zbyt dobrze znany dziewczynie pierścionek. Łzy popłynęły po jej policzkach, a wraz z nimi cały starannie wykonany makijaż. Ktoś położył rękę na ramieniu Shelley, delikatnie wyprowadził ją z mieszkania i wsadził do auta. Treadwell trafiła do ośrodka szkoleniowego. Początki były dla niej wyjątkowo trudne, z przytulnego mieszkanka trafiła niemalże do koszarów. Treningi tam były znacznie cięższe niż pilates, na którym była gwiazdą w trykotach. Tutaj dostawała naprawdę niezły wycisk i jedyne o czym marzyła, był koniec tego koszmaru. Tęskniła za mamą, za przyjaciółmi, leżeniem godzinami na kanapie w salonie, wychodzeniem na imprezy i wracaniem bladym świtem, starając się nie obudzić rodzicielki... Teraz o jakichkolwiek wyjściach mogła pomarzyć. Było zdecydowanie zbyt niebezpiecznie, by się gdzieś ruszać. Sama Shelley miała już dość wrażeń związanych z zarażonymi po przeżyciach z matką. Dlatego od przyjazdu do placówki militarnej niemal wszystkie wieczory spędzała w łóżku, tuląc do siebie swojego różowego, pluszowego króliczka i cicho łkając.
Dopiero niespełna trzy tygodnie temu coś się zaczęło zmieniać. Shelley całkiem przypadkiem trafiła na grupkę chłopaków, która wraz z jednym z trenerów konstruowała mechaniczne protezy mające na celu wspomaganie w walce. Chwilę stała zaglądając ukradkiem do środka sali, aż jeden z chłopaków ją zauważył i zaprosił do środka. Wahała się przez chwilę - takie rzeczy interesowały ją lata świetlne temu. Zerwała z wizerunkiem kujonki i jeszcze do niedawna za żadne skarby nie chciała być z tym kojarzona... Ale w tamtym momencie było inaczej. Od miesięcy liczyło się tylko przetrwanie, a dziewczyna w końcu znalazła na nie szansę. Przysiadła się i od tamtej pory spędza tak niemal każdy dzień.

stabilna | brak zezwolenia na broń palną | osiadła | V stopień


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#4 2017-07-06 18:35:43

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
aqf6MkE.png
sqSxIvK.png

Nazwisko: Rees
Imiona: Ivy
Nazwisko rodowe: Rees
Imiona rodziców: Robert Annalise
Data urodzenia: 01.01.1994
Płeć: K
Adres zamieszkania: (zarysowane)
Miejsce urodzenia: Iowa City
Wzrost w cm: 172
Kolor oczu: szare
________________________________________
Stan psychiczny: stabilny
Dostęp do broni palnej: zezwolono
Status: aktywny
Stopień: IV
Specjalizacja: ładunki wybuchowe


Wywiad w Nowojorskim radiu
Spiker: Dzisiaj rozmawiamy z Ivy Rees, jedną z pierwszych młodszych osób, którym udało się zdobyć specjalizację. Witaj, Ivy.
Ivy: ... Witam.
S: Jak udało ci się zdobyć tak szybko specjalizację od ładunków wybuchowych? Bo sądzę, że trzy miesiące to całkiem niezłe tempo.
I: Po prostu szybko się uczę tego, co mnie interesuje. Zwłaszcza, że dzięki temu zwiększam swoje szanse przeżycia.
S: Było trudno?
I: Mój ojciec był mechanikiem, a ja nie miałam nigdy problemów z naukami ścisłymi, więc jakoś dałam radę. Nie żebym miała coś lepszego do roboty teraz...
S: Był? I: Słucham?
S: Wybacz, jeśli to niekomfortowe pytanie, ale co się stało z twoim ojcem?
I: Nic w tym niekomfortowego. Zaraził się wirusem, zaatakował moją matkę, a kiedy próbowałam ją zasłonić, rzucił się na mnie. Wydłubał mi oko. Więc go musiałam zabić. Matka spierdoliła nie wiadomo gdzie. Historia jak setki innych.
S: Czy te wydarzenia zmotywowały cię do działania?
I: Co? Nie. Mówiłam, chcę po prostu przeżyć. Żeby kiedy to wszystko się skończy, móc na to spojrzeć i wiedzieć, że przetrwałam. Mogę już iść? Nie chciałam nawet tu przychodzić, placówka chciała się pochwalić, jakich to świetnych młodzików wytrenowała.
S: *chrząknięcie* Ale...
I: Co chcecie usłyszeć? Wychodzę, podkładam bombę, robi ona "bum" i Zarażeni giną. Raz omal nie wysadziłam żołnierza, który był z nami na misji. To wszystko nie jest wcale zupełnie pod kontrolą. Niektóre rzeczy wychodzą metodą prób i błędów.

- You look like hell.
- Yeah, I just got back.

KLujbIH.pngWideologi.
KLujbIH.pngWIDEOLOGI.
KLujbIH.pngKpina. Czuję się jak idiotka, mówiąc do ekranu swojej komórki. Ale co zrobić, wymogi. Odkąd tu trafiłam, nie było ani dnia, żebym nie usłyszała tego słowa. Prysznic piętnaście minut? Takie wymogi. Cotygodniowe rutynowe badania? Wymogi. Regularne wywiady? Wymóg. Dajemy ci jeść, dajemy ci łóżko, więc dla nas pracuj. Dobra, przesadzam. Są plusy. Pewnie bym sczezła w ciągu miesiąca albo i szybciej, gdybym tu nie trafiła. Umiałabym się obronić przed normalnym facetem, ale nie jakimś... mutantem. Zwłaszcza z okiem. A raczej bez niego.
KLujbIH.pngNajgorsze nie jest to, że pójdziesz na misję i ci rozkwaszą łeb. Przynajmniej dla mnie. Idę tam ze świadomością ryzyka. Zgodziłam się na to. Tymczasem wirus może mnie dopaść w każdej chwili. Pewnie nawet teraz po placówce chodzi ktoś, u kogo rozwija się ta obrzydliwa zaraza. Nie ma się jak przed nią zabezpieczyć. Wolałabym być świadoma, kiedy zginę. Nie, żebym planowała. Nie spieszy mi się do grobu.
KLujbIH.pngLILY, NA LITOŚĆ BOSKĄ, ZAMKNIJ RYJ! Chryste, ile można pierdolić o zwichniętym palcu? Polecam ci wykrzyczeć to na stołówce dziś na obiedzie! Oszczędzisz sobie trudu dzielenia się o tym z każdą napotkaną osobą.
KLujbIH.pngStejtment kwietnia dwa tysiące siedemnastego roku: ludzie nie zmądrzeli.
KLujbIH.pngW każdym razie... Drażni mnie to gadanie do siebie, czuję się jak wariatka. Może i faktycznie wariuję. Nie można stąd wychodzić na misję i być normalnym. Na początku to było zbyt duże przerażenie, by to do ciebie docierało. A w miarę, jak mijały dni, kiedy widziało się co się dzieje nawet tu, w placówkach... Kurwa, widziałam jak rodzice odprowadzali tutaj syna, myśleli, że będzie bezpieczny, a zaledwie dzień później okazało się, że jest chory. Zrobił rozróbę, jednego dzieciaka posłał na wózek inwalidzki, a jego samego rozstrzelali w stołówce na oczach dziesięciolatków. Nigdy nie byłam typem wrażliwej dziewczyny, ale... Nie wiem. Odkąd zaczęłam wychodzić i podkładać te bomby... Nie zawsze służą temu, żeby zabić Zarażonych, ale często. Widzę, co z nich pozostaje. Musimy zabrać ciała, bo to "cenny materiał do badań". Ciała są często w częściach. Raz zwymiotowałam. To było na drugiej misji. Kiedy parę tygodni później zastałam równie makabryczny widok, nawet nie odwróciłam wzroku. Po prostu zrobiłam swoje. A gdy wróciłam do placówki i usiadłam w pokoju... Wtedy mnie to dopadło. Nadal dopada. Po nocach.


I'm scared that I'm not myself
And I'm scared that I am


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#5 2017-07-06 19:42:10

Mietek
Ciuchofil
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

ojmYuwS.png
gK223rV.jpg

Stan psychiczny stabilny
Dostęp do broni palnej zezwolono
Status aktywny
Stopień IV
Specjalizacja strzelec wyborowy

igP7jsl.png

igP7jsl.pngJestem pacyfistą, powtarza, czyszcząc lufę swojego M110 i uśmiechając się szeroko, tak szeroko, że widać mu całe uzębienie.
igP7jsl.pngBo jest. Był grzecznym dzieckiem. Religijnym, prawdziwym aniołkiem. W przeciwieństwie do swojej starszej o pięć minut bliźniaczki, on zawsze słuchał rodziców, uczył się dobrze i zjadał obiad do końca, nawet jak coś mu nie smakowało. Dorastał w otoczeniu kochającej rodziny i wspaniałych przyjaciół. Nigdy niczego mu nie brakowało, bo nie prosił o zbyt wiele. Oczywiście, potrafił działać na nerwy, lecz ludzie nie potrafili się na niego długo gniewać.
igP7jsl.pngJest pacyfistą. Rolą jego siostry było buntowanie się i obijanie mord. To ona zawsze stawiała siebie w miejsce jego obrończyni. Była czarną owcą rodziny, ale kochał ją najmocniej na świecie. Zabierała go na treningi boksu, twierdząc, że jest ciapą i przyda mu się trochę wycisku. Miała rację.
igP7jsl.pngLubił strzelać. Miał wyczucie i celne oko. Trenował łucznictwo, ale to było dla niego za mało. Namówił rodziców na zajęcia w strzelnicy. Strzelanie z broni palnej go uspokajało.
igP7jsl.pngJest pacyfistą. Lecz wraz z nadejściem wirusa musiał dodać coś do swojej dewizy.
igP7jsl.pngJestem pacyfistą, ale mam słabe nerwy.

igP7jsl.png

520956d08461cff3c25bd59226bf3a7a.jpg
jak ktoś powie że pizduś to nie zdzierżę. on dla mnie i tak nie ma twarzy XD


The brain is a monstrous, beautiful mess

Offline

#6 2017-07-06 19:55:47

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

aqf6MkE.png

KLujbIH.pngObudziła się wraz z zachłyśnięciem. Łapiąc z trudem jakiekolwiek powietrze, zakryła głowę kołdrą i starała się opanować sytuację, nie robiąc przy tym za wiele hałasu. Po chwili już oddychała normalnie. Przytknęła głowę z powrotem do poduszki, ale wiedziała, że już nie zaśnie. Wstając, skrzywiła się lekko. Musiała przybrać we śnie złą pozycję, bo odczuwała dotkliwy ból w ramieniu. Lawirując pomiędzy łóżkami reszty dziewczyn w dawnej sali od angielskiego, wyszła przez drzwi, nad którymi wciąż wisiał cytat Hemingway'a - "A man can be des­troyed, but not de­feated". Skądkolwiek to było, nie czytała tego. Prawie nigdy nie potrafiła znaleźć w życiu na tyle dużo czasu, by czytać lektury. Musiała go poświęcać na obowiązki domowe, na kłótnie, ucieczki z domu, naukę i książki naukowe, encyklopedie. Czasami dla rozluźnienia czytywała science fiction. Teraz takich realiów doświadczała w życiu codziennym. Mogłaby być jedną z bohaterek powieści.
KLujbIH.pngZa każdym razem zerkała na ten cytat, przekraczając próg sypialni i zastanawiała się, kogo mógłby on dotyczyć, a kto mógłby mu zaprzeczyć. Chciałaby przy tym wierzyć, że sama zaliczałaby się do grupy niepokonanych, ale kto wie, co się dzieje w głowach Zarażonych? Jeśli nie są kompletnie świadomi siebie, a raczej dawnych siebie, to czy to nie jest nic innego, jak pokonanie człowieka?
KLujbIH.pngStołówkę otwierano tylko na pory śniadania, obiadu i kolacji, ale były w placówce cztery automaty z jedzeniem i piciem, które regularnie uzupełniano. Jeszcze. Oczywiście najpierw schodziły M&M's, batoniki i rogale. Pierwszego dnia po uzupełnieniu. Potem przez resztę tygodnia dało się zdobyć tylko kanapki, coraz marniej wyglądające z każdą minioną dobą. Ona nie miała jednak ochoty na jedzenie tak czy inaczej. Skierowała się po picie i po chwili już siedziała pod ścianą w głównym holu, popijając obrzydliwą kawę. Z początku żałowała, że nie wzięła ze sobą koca, ale napój zaraz ją rozgrzał.
KLujbIH.pngOpróżniła kubek do połowy, kiedy do pomieszczenia ktoś wszedł. Żołnierz. Rozpoznawała jego jasnoniebieskie oczy i wąskie usta, ale nie wiedziała, jak miał na imię. Obejrzał ją od stóp do głów i upewniwszy się, że nie stwarzała zagrożenia, ruszył dalej patrolować teren. Dosłownie dziesięć sekund po nim zjawił się Dumah.
KLujbIH.pngNie potrafiła się z nim jeszcze obchodzić. Zazwyczaj nie miała problemów, by bez żadnych skrupułów i hamulców denerwować się na ludzi; nie trzeba wiele, by zagrać jej na nerwach, a ona nie lubiła dusić w sobie irytacji lub złości, kosztowało ją to zdecydowanie więcej energii, poza tym czuła się w obowiązku poinformowania człowieka o jego ewentualnym idiotycznym zachowaniu. Jeśli czyjaś osoba aż krzyczała "imbecyl", trzymała się od niego z daleka i po pierwszym kontakcie jak najprędzej się odcinała. To samo dotyczyło ludzi zbyt optymistycznych i nadmiernie wesołych. Tymczasem na niego mogła wywrócić oczami, prychnąć. Nie potrafiła włożyć w wyrzut tyle energii, co normalnie. Drażniło ją to w sposób, którego nie umiała uzewnętrznić.
KLujbIH.png- Hej. Też nie możesz spać? - zapytał ją, przeglądając wybór napojów w automacie, chociaż doskonale wiedział, że dostępne były tylko kawa i czekolada (dla młodszych).
KLujbIH.png- Ta - mruknęła, pociągając kolejny łyk.
KLujbIH.pngObserwowała jak w zaspaniu drapie się po karku i ledwo trafia palcem drugiej ręki w odpowiedni przycisk. Miał na sobie podkoszulek, więc widziała większą część jego tatuażu - skrzydła, które "wyrastały" na umięśnionych plecach i sięgały dalej, aż na przedramiona. Lubiła go obserwować. Mogła to robić niemal bez przeszkód na misjach, bo dość często wysyłano ich razem. Gdy trzeba było utorować dokądś drogę, szła w pierwszej linii, a on pilnował jej pleców, jak ten Anioł Stróż - lubiła mu to wytykać, wyjątkowo to ją bawiło. Nie zmieniało to faktu, że mając go za sobą, czuła się bezpieczniej, niż z kimkolwiek innym, kogo mogliby jej przydzielić na jego miejsce. Po założeniu ładunku wycofywała się. Zawsze się wycofywała, jeśli nie napotkali wcześniej żadnych przeszkód. Wtedy on zajmował pozycję na pierwszej linii i wtedy to ona obserwowała jego plecy. Nie zapytała go nigdy, czy czuł się z nią równie bezpiecznie, co ona z nim. Zresztą, nie musiała. To on był wyborowym strzelcem. Szło mu tak dobrze, że nawet zasłużył na specjalizację. Ona strzelała raczej przeciętnie. Teraz. Na początku nie trafiała nawet w tarczę. Wszystko przez to oko.
KLujbIH.pngTak czy inaczej, mogła zrozumieć, że lubiła patrzeć na niego, śledzić ruchy, gdy mierzył z broni, a jego twarz tężała w skupieniu, pewnie tak samo jak jej, gdy zakładała bombę lub ją tworzyła. Mundury i facetów z bronią zawsze uważała za seksowne. Nigdy jednak nie łączyła ciała z głową, charakterem.
KLujbIH.png- Koszmar?
KLujbIH.pngSiadając obok niej, szturchnął ją ręką. Jej kawa chlupnęła ostrzegawczo. Posłała chłopakowi groźne spojrzenie.
KLujbIH.png- Sorki. To czemu nie śpisz?
KLujbIH.pngZajrzała do kubka, jakby tam tkwiła odpowiedź na to pytanie. Nieśpiesznie zamieszała napój i upiła kolejny łyk.
KLujbIH.png- Jak definiujesz koszmar?
KLujbIH.pngDumah wydął lekko usta, zastanawiając się.
KLujbIH.png- Jako straszny sen?
KLujbIH.png- Więc nie, nie śnił mi się koszmar.
KLujbIH.png- A co?
KLujbIH.png- Czemu ty nie śpisz? ADHD się odezwało?
KLujbIH.png- Bardzo śmiesznie - mruknął, uśmiechając się do niej krzywo. - Demony przeszłości.
KLujbIH.pngOdwróciła głowę w jego stronę, a w momencie, gdy na nią spojrzał, przeniosła wzrok na jego ręce, otulające kubek z kawą jak w obronnym geście.
KLujbIH.png- Z każdym dniem sypiam gorzej - powiedziała, krzyżując nogi w tureckim siadzie. - Ale moje demony wyglądają inaczej.
KLujbIH.png- Mają rogi?
KLujbIH.png- Mają Wirusa.
KLujbIH.png- To kwestia ojca?
KLujbIH.pngSkrzywiła się lekko, odgarniając włosy, które opadły jej na twarz.
KLujbIH.png- Zwierzamy się teraz z tych przygód? - Wskazała dłonią siebie. - Bo ja nie mam z tym problemu. Mój ojciec zawsze był popierdolony. O wpakowaniu mu noża w szyję marzyłam, odkąd miałam jakieś dziesięć lat. Kiedy miałam szansę tego dokonać, wcale nie poczułam się lepiej. Ale to nie on nawiedza mnie po nocach. Po raz pierwszy w moim zasranym życiu, ten typ dał mi spokój. Ot, kwestia mojego ojca. - W miarę, jak mówiła, coraz bardziej odwracała się w jego stronę. - Chcesz pogadać o demonach przeszłości? Kwestiach rodzinnych? Opowiedz o swoich.
KLujbIH.png- Miałem siostrę bliźniaczkę.
KLujbIH.pngCzekała na jakiś ciąg dalszy, ale on milczał.
KLujbIH.png- Wszyscy kogoś mieli.
KLujbIH.pngPrzechwyciła jego wzrok i figlarny błysk, który na chwilę zagościł w jego oczach.
KLujbIH.png- Więc popularność tego zjawiska twoim zdaniem umniejsza jego tragedię?
KLujbIH.png- Moim zdaniem nie ma co się roztkliwiać nad konkretnym wydarzeniem, kiedy-
KLujbIH.png- Kiedy co? Może nie darzyłaś ojca miłością i nie doznałaś straty kogoś bliskiego, ale to nie daje ci prawa, by umniejszać czyjeś przeżycia - mówił to z uśmiechem, lekko, co tylko jeszcze bardziej ją drażniło, bo słowa wydawały się poważne.
KLujbIH.pngZłość zawrzała w jej krwi. Odchyliła się do tyłu. Chciała mu powiedzieć o tym, że życie nigdy jej nie rozpieszczało i że nie miała nikogo bliskiego, bo ludzie za każdym razem kopali ją w dupę, dopóki nie nauczyła się łapać ich za nogę i ją łamać. Chciała też wytknąć mu, że takich jak on świat gniecie w pięści najszybciej, bo ich początkowo rozpieścił. Tymczasem dotarło do niej, że oboje siedzieli tutaj, w holu placówki, w nocy, pijąc kawę, bo śnią im się obojgu rzeczy, które nie pozwalają im zaznać spokoju. Czy jej demony był tak różne od jego? Miała prawo nazywać je "lepszymi"? Czy tylko zgrywała hardą, a rzeczywiście wynik otrzymywali ten sam?
KLujbIH.pngMierzyli się spojrzeniami, dopóki do holu nie wpadła Mała Księżniczka, jak Ivy nazywała Shelley. Blondi zatrzymała się dwa kroki po przejściu przez drzwi, otaksowała ich spojrzeniem, a potem poszła sobie kupić kanapkę.
KLujbIH.png- Doliczam te kalorie do jutrzejszego śniadania.
KLujbIH.png- Dzisiejszego - wtrącił Dumah.
KLujbIH.png- Nie liczę kalorii - odparła Shelley z wyższością, czekając, aż jej kanapka zleci do kieszeni.
KLujbIH.png- To kiedy zrobisz mi działające sztuczne oko? - zagadnęła ją tonem podszytym kpiną; nie dlatego, że umniejszała jej umiejętności, ale po prostu nie wierzyła, by to miało nastąpić w przeciągu najbliższych lat.
KLujbIH.pngKu jej zaskoczeniu, blondynka obróciła się gwałtownie, a jej twarz rozświetlało podekscytowanie godne geeka.
KLujbIH.png- Jesteśmy już na dobrej drodze!
KLujbIH.png- Poważnie?
KLujbIH.pngNie przejmowała się względami estetycznymi, dopóki nosiła przepaskę (zabliźniona rana wyglądała okropnie odrażająco, jak z horroru); głównie zależało jej na tym, by móc znów dobrze widzieć. Pogodziła się ze swoją sytuacją, ale wciąż do niej nie przywykła.
KLujbIH.pngTeraz pluła sobie w brodę, że narobiła sobie nadziei.

KLujbIH.pngZ dostępem do prądu bywało różnie, zwłaszcza na przyrządy inne, niż komórka. Udało jej się jednak znaleźć tydzień temu starą mp3, jeszcze z tym starym, ciemnozielonym wyświetlaczem ciekłokrystalicznym, a ona działała na baterie. Te leżały nowiusieńkie w opakowaniu tuż obok. Oszczędzała je na noc taką jak ta. Pożyczyła od jednej z młodych duże, wyciszające słuchawki i włączyła odtwarzacz. Zawierała ona same dinozaury, typu utworów z Pulp Fiction oraz piosenki rodem z The Walking Dead. Stwierdziła, że poprzedni właściciel miał całkiem niezły gust i... Przez to spóźniła się na badania.
KLujbIH.pngBadania odbywały się co tydzień z samego rana, jeszcze przed śniadaniem. Zaczynali od najmłodszych; zawsze bachory wyjadały wtedy najlepsze rzeczy. Kiedy ona zjawiła się w sali gimnastycznej, jak zwykle zastała "perony" (jak nazywali metalowe szkielety z płachtami materiału, takie jak w szpitalu) rozłożone, tylko kolejka już dawno się rozładowała. Dostrzegła wolne miejsce u doktora, do którego zawsze chodziła się przebadać. Nie zadawał zbędnych pytań, robił, co musiał i kończył wizytę. Dziękowała za to niebiosom. Już miała tam wejść, kiedy durna Riley, którą boją się przydzielić nawet do ścierania kurzu, jakby miała sprężyny w nogach - wskoczyła przed nią. Zaklęła. Już burczało jej w brzuchu.
KLujbIH.pngRozejrzała się wokół. Tylko jedno wolne stanowisko. Doktora Houghtona. Skrzywiła się kwaśno. Każdy unikał go jak ognia. Uważano go za fanatyka, który traktował swoją pracę jak ksiądz misję, jednak rutynowe badania się do niej nie zaliczały, więc jego postać emanowała znudzeniem i pogardą dla takiego marnowania jego czasu. Już chciała czmychnąć i zaczekać, aż się gdzieś zwolni, kiedy naukowiec odsłonił zasłonę i kiwnął na nią palcem, widząc, że czekała niezbadana. W myślach zamordowała Riley. Usiadłszy na kozetce jeszcze raz, tak dla wzmocnienia efektu, gdyby dotarły do niej jakieś fale mózgowe.
KLujbIH.pngNiebotyczną ilość energii kosztowało ją spokojne i rozległe odpowiadanie na zadawane przez dr. Setha pytania. W pewnym momencie musiała się już przeciągnąć i odczuła wtedy dotkliwy ból w ramieniu. Mężczyzna od razu to wyłapał i spojrzał na nią badawczo.
KLujbIH.png- Wszystko w porządku z twoim ramieniem?
KLujbIH.png- Naciągnęłam sobie w nocy. Źle spałam.
KLujbIH.pngNim się zorientowała, chwycił ją chłodnymi palcami, aż przeszły ją dreszcze i naciągnął jej koszulkę, by dojrzeć przez dekolt ramię.
KLujbIH.png- Ściągnij koszulkę.
KLujbIH.pngSpojrzała na niego pochmurnie.
KLujbIH.png- Z tego co wiem, znamię pojawia się na karku, a nie ramieniu.
KLujbIH.pngPoczęstował ją uśmiechem, zdecydowanie nie uprzejmym i ciepłym. Wzniosła oczy ku niebu i zdjęła szybkim gestem koszulkę, po czym cisnęła ją na bok.
KLujbIH.png- Jeśli chcesz mnie obejrzeć w bieliźnie, to powiedz od razu.
KLujbIH.pngNie otrzymała odpowiedzi. Zauważyła jedynie, że założył rękawiczki. Chyba przestała oddychać.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#7 2017-07-08 23:05:35

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

2rm8fhu.png

KLujbIH.pngDebata dłużyła się niemiłosiernie długo, odciągając wszystkich od ich obowiązków – które w zasadzie nie miały sensu bez nadanego im kierunku. W jego środowisku nie brakowało pewnych swoich racji osobowości, co kończyło się właśnie w ten sposób traconym czasem, podczas gdy należało działać. Tymczasem między kwestiami naprawdę ważnymi co i rusz objawiały się drobne starcia umysłów, którym on sam czasem nie był w stanie się oprzeć. Ogromnym sukcesem było ustalenie dalszych działań w pierwszych dwóch tygodniach od wybuchu epidemii. Od tego czasu wszyscy błądzili po omacku, nie mając choćby punktu zaczepienia z uwagi na przeraźliwie kiepskiej jakości próbki przeznaczone do badań. Panika rzeczą ludzką i niesprzyjającą nauce, co zazwyczaj się kończyło poharataniem bronią palną przez żołnierzy wszystkich Zarażonych, którzy się znaleźli w zasięgu ich wzroku.
KLujbIH.pngTak czy siak, Seth miał wrażenie, że przyjmie z pocałowaniem ręki każdą pożyteczną robotę, byleby skończyła się debata. Zapał szybko mu ostudziły ludzkie twarze, gdy się pojawił „w peronie” (jak nazywali je mieszkańcy szkolnej placówki) na cotygodniowym przeglądzie. A może po prostu to nie była pożyteczna robota. W przeciwieństwie do innych, milej wyglądających starszych naukowców, do niego przychodzili głównie żołnierze w cywilu i starsza młodzież, która – jak i on – uważała tego rodzaju badania za czystą formalność. Odpowiadał mu taki stan rzeczy. Sprawnie robił swoje, zapewniając sobie w ten sposób jeden z najwyższych wyników w ilości przebadanych pacjentów. Może postawą za bardzo zdradzał, co myśli o takim, a nie innym wykorzystaniu jego czasu, jednakże nikt nie mógł mieć co do jego pracy zastrzeżeń.
Nie miałby nic przeciwko takim badaniom, gdyby tylko widział w nich sens, a wszystko wskazywało na to, że póki nie nastąpiły gwałtowne zmiany w zachowaniu delikwenta, nie było żadnych objawów Zarazy. Po samych zmianach w zachowaniu atak następował zbyt szybko, by którykolwiek naukowiec zdążył przybyć na wezwanie do placówki i faktem było też, że takie wezwania zbyt często kończyłyby się fałszywym alarmem. Trzymanie ludzi w wiecznym zamknięciu źle wpływało na ich psychikę.
KLujbIH.pngKolejka osób do wywiadu sukcesywnie się pomniejszała i z czasem miał nawet chwilę, by porobić sobie notatki o wnioskach i obserwacjach zebranych w trakcie tego poranka. Po kolejnej pacjentce - dziewczynie z fioletowymi włosami, której jak dotąd nie kojarzył, by pojawiła się właśnie u niego, nie spodziewał się żadnych niezwykłych rzeczy. Cóż, mylił się. Rozwlekłe odpowiedzi, które otrzymywał na swoje pytania przyprawiały go o pulsowanie żyłki na czole; ledwo wstrzymywał się przed bezpośrednim spytaniem, czy to ma być jakaś forma włoskiego strajku. Przywykł do sprawnych i precyzyjnych odpowiedzi; tłumaczył sobie jednak w duchu, że może tego rodzaju wywiady przeprowadzał któryś z jego kolegów, którzy oprócz bycia fachowcem w swojej dziedzinie postanowili się zabawić w udawanie psychologa. Większą uwagę przykuła u niego dopiero wzmianka o bólu ramienia. Nie dalej jak w trakcie nocnej debaty padła wzmianka o możliwym występowaniu bólu mięśni pośród bardzo wąskiego spektrum poznanych objawów postępującej Zarazy, nie mógł więc zignorować czegoś takiego.
KLujbIH.png- Ściągnij koszulkę – poprosił krótko, chcąc się upewnić, czy jest w stanie zauważyć jakiekolwiek fizyczne zmiany.
KLujbIH.png- Z tego co wiem, znamię pojawia się na karku, a nie ramieniu – odburknęła dziewczyna. Seth uśmiechnął się chłodno do niej, z lekkim rozbawieniem przyjmując fakt, że taki gówniarz kwestionuje celowość jego poczynań. Kolejne jej słowa były dla niego niezłym zaskoczeniem i w mig mu przypomniały, dlaczego woli pracować z mężczyznami, a najlepiej to już w ogóle z trupami.
KLujbIH.png- Jeśli chcesz mnie obejrzeć w bieliźnie, to powiedz od razu.
Pozwolił sobie na mało profesjonalny, pełny niedowierzania uśmiech, kiedy nakładał rękawiczki.
KLujbIH.png- A nigdy dotąd nie wierzyłem w historie o pacjentkach oskarżających lekarzy o molestowanie – skomentował, odgarniając jej z karku włosy, by profilaktycznie poszukać wzrokiem znanego wszystkim znamienia.

KLujbIH.pngNie spodziewał się, że faktycznie je tam zobaczy.


KLujbIH.png- Może niektóre pacjentki faktycznie mają powód, by je zgłosić – zauważyła dziewczyna – Ivy, jak sobie nagle przypomniał jej imię, gdy okazało się, że warto poświęcić jej chwilę uwagi.
Houghton uśmiechnął się krzywo do siebie, nic jej nie odpowiadając. Wizyty były nagrywane na wypadek właśnie takich przypadków przez pluskwy; nie miał zamiaru dać się wciągnąć w jakąś głupią gierkę, przez którą miałby mieć potem problemy. Nie był zresztą pewny, czy głos nie odmówiłby mu posłuszeństwa na takie znalezisko. Przesunął palcami po znamieniu, które nie oznaczało się żadną wypukłością – jedynie zmianą koloru. Jakby nigdy nic zaczął uciskać bolącą łopatkę – już i tak spięta dziewczyna wyprostowała się gwałtownie, sycząc cicho.
Podjął krótką decyzję, że należy jak najszybciej przeprowadzić badanie morfologiczne krwi oraz najlepiej EMG. Profilaktycznie sprawdził, czy na pewno ma pod lekarskim fartuchem rewolwer. Nigdy dotąd nie było mowy o wystąpieniu znamienia przed właściwym atakiem choroby. A Ivy wydawała się psychicznie zdrowa mimo ogólnego napięcia (a może właśnie to ono o zdrowiu świadczyło).
KLujbIH.png- Ubierz się – poprosił krótko Houghton. Nie miał potrzebnych rzeczy w „peronie” przeznaczonym do przeprowadzenia podstawowego wywiadu – czego obecnie bardzo żałował. Nie był pewny na ile stabilny jest stan pacjentki.
KLujbIH.png- To już? – upewniła się Ivy, zeskakując z kozetki z aż za wyraźnie widocznym poczuciem ulgi. W tym momencie do „peronu” zajrzał jeden z chłopaków z placówki, wywołując całkowicie zrozumiały głośny protest u dziewczyny. Seth rozpoznał w nim Davisa, który zawsze przychodził do niego niemal jako ostatni. Tydzień temu poznał przyczynę, gdy chłopak w końcu się przyznał do wstydliwych objawów w intymnych rejonach, co się okazało na szczęście niegroźną weneryczną chorobą. Houghton bez zbędnych pytań zasugerował mu, by zadbał też o namówienie do leczenia partnerki. Tylko kolejnych choróbsk im brakowało.
Teraz Davis wyglądał na bardzo wzburzonego, lecz na krzyk Ivy, wycofał się szybko.
KLujbIH.png- Nie uciekaj mi jeszcze. Przejdziemy do laboratorium – podjął zakłócony temat.
KLujbIH.png- Co to znaczy? – głos dziewczyny lekko zadrgał - ale nic poza tym.
KLujbIH.png- Jeszcze nic – Seth odpowiedział niezwykle łagodnie. To chyba jej nie pomogło.
KLujbIH.png- Jeszcze?
To co się wydarzyło chwilę potem, wywołało w nim taki skok adrenaliny, że miał wrażenie, iż czas prawie się zatrzymał. Przez kotarę wpadł Davis, wrzeszcząc przeraźliwie. Seth odepchnął za siebie odruchowo Ivy - nie tyle by ją chronić, co by mieć czyste pole do strzału. W jednej chwili podjął decyzję o celowaniu w kończyny. Wyszarpnął niewidoczny dotąd rewolwer spod fartucha, po czym wystrzelił. Pierwszy strzał trafił w ziemię, drugi strzaskał chłopakowi kolano. Wykonał ruch, jakby się potknął opadając siłą rozpędu na podłogę; w tym samym momencie do środka wpadł jeden z żołnierzy.
KLujbIH.png- Nie zabijać...! - Było już za późno. Dobrze mu znana twarz zmieniła się w strzęp, opryskując ich oboje krwawą mazią. Odruchowo się wzdrygnęli, podczas, gdy ciało upadło z impetem im pod stopami. Żołnierz opuścił broń do dołu, pobladły i z drżącymi rękami.
KLujbIH.png- W porządku?
Ivy przytaknęła, opierając się o jeden ze stołów i zrzucając z niego niechcący aparaturę. Houghton upuścił rewolwer, rozglądając się nerwowo za - jak się okazało - jakimiś probówkami. Nie było czasu na przeżywanie szoku. Padł na kolana przy jeszcze ciepłych zwłokach człowieka, z którym tydzień temu rozmawiał o jego problemach.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#8 2017-07-09 21:44:34

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

14kb51j.png

Brak snu piękności szkodzi - tak głosiła dewiza życiowa Shelley, która ładnie wykaligrafowana różowym pisaczkiem na kartce wyrwanej z notesu, wisiała przyczepiona do ramy łóżka. Dziewczyna zdołała odczuć to po swojej nocnej eskapadzie po kanapkę. Tej nocy nie spała zbyt dobrze - przekręcała się z boku na bok, nie mogąc zmrużyć oka. To obserwowała rysujące się w ciemności sylwetki innych dziewczyn, to zaś obracała się na drugi bok i rolowała kołdrę, chcąc się w nią wtulić jak w drugiego człowieka... Wszystko to jednak było na nic. Dziewczyna jak nie mogła zasnąć, tak nie spała dalej. W końcu uznała, że nie wytrzyma. Najciszej jak umiała (a było to nie lada wyzwanie!) wstała ze skrzypiącej pryczy, którą pieszczotliwie nazywała łóżkiem lub łóżeczkiem, opatuliła się szczelnie ciepłą bluzą i równie cicho opuściła salę pełną miarowo oddychających dziewczęcych ciał. Swoje kroki skierowała w stronę automatu z jedzeniem, zaopatrzonego w marni wyglądające kanapki. Jednak lepsze to niż nic! - powiedziała sobie w duchu. Przy automacie okazało się również, że Shelley nie jest jedyną osobą, która tej nocy nie mogła zmrużyć oka. Pod ścianą siedziała dwójka nastolatków - dziewczyna i chłopak. Dziewczynę trochę kojarzyła, chłopcy robili dla niej sztuczne oko, a praca ta niezwykle interesowała blondynkę, która starała się pomagać jak mogła. I właśnie o to została zagadnięta przez fioletowowłosą. W jej oku pojawił się charakterystyczny błysk, mogłaby mówić o tym całą noc, ale po dowiedzeniu się jakie są szanse, tamta chyba nieco straciła zainteresowanie tematem. Dlatego Treadwell wzięła swoją kanapkę i jedząc ruszyła w drogę powrotną. A wracając zauważyła coś, czego zdecydowanie widzieć nie powinna. Usłyszała dziwne odgłosy z sali fizycznej, którą ona i jej znajomi nazywali warsztatem, i w której składali swoje zabawki. Cichy głosik z tył€ głowy podpowiadał jej, by zignorowała dziwne dźwięki i wracała do łózka, ale Shelley była oczywiście mądrzejsza niż jakieś tam głosy. Zakradła się pod uchylone drzwi i zajrzała do środka przez niedużą szparę. Wewnątrz siedział Davis, zwrócony do niej tyłem. Robił coś szepcząc do siebie słowa, które w szach Shelley zlewały się w niezrozumiały szum. Nagle, odwrócił się do niej, a jego oczy dziwnie błysnęły. Po plecach blondynki przeszedł dreszcz, podczas gdy chłopak wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia, jakby nadal nie zdawał sobie sprawy z obecności dziewczyny. Po tym wycofała się najciszej jak tylko umiała i pospiesznie wróciła do łózka, ale nie mogła już zasnąć.
Dlatego właśnie rano przywitało Shelley lustrzane odbicie bladej, zmęczonej twarzy z przekrwionymi oczami, pod którymi rysowały się fioletowo-brązowe cienie. Zużyła cały korektor jaki jej pozostał, by zakryć sińce. Tak zawzięcie wyciskała resztki kosmetyku z małej, kolorowej tubki, że prawie spóźniła się na badania. Ledwie znalazła się w "peronie", zdążyła zająć miejsce na jednej z lekarskich kozetek przedzielonych parawanami i zacząć odpowiadać na zadawane jej ytania, a zdarzyła się scena mrożąca krew w żyłach.
Wszystko działo się bardzo szybko. Shelley widziała przemykającą obok niej znajomą sylwetkę. Słyszała krzyki. Strzał z pistoletu. Znów krzyki. Kolejny strzał. Krew. I wrzask. Potworny wrzask wydobywający się z jej własnego gardła. Któryś z lekarzy chwycił ją za ramiona, a blondynka momentalnie umilkła, dała się posłusznie wyprowadzić z sali. Dopiero, gdy zamknięto za nią drzwi wypuściła z ust powietrze, które - jak się okazało - cały czas wstrzymywała. Niczym w transie ruszyła do stołówki. Nie zdawała sobie sprawy, że nogawka spodni i buty są całe w krwi. W tym momencie miała jeden cel - podejść do stolika, przy którym siedzieli jej znajomi. Ledwo do niego doszła, aż musiała się oprzeć obiema rękami o krawędź blatu, by nie stracić równowagi w swoich koturnach.
- Davis nie żyje - powiedziała drżącym głosem. - Rozstrzelali go w peronie...
Kilka osób odwróciło się w ich stronę. Na twarzach znajomych pojawił się smutek i niedowierzanie.
- Kurwa... - zaklął ktoś.
Dziewczyna zmarłego wybuchła płaczem i rzuciła się na szyję Shelley.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#9 2017-07-12 18:47:50

Mietek
Ciuchofil
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

ojmYuwS.png

igP7jsl.pngDziękował Bogu, że zapasy papierosów jeszcze nie zostały wyczerpanie.
igP7jsl.pngWargi mu się trzęsły, gdy nerwowym ruchem zapalał peta od zwiniętych z opuszczonego supermarketu na jednej z misji zapałek. Zaciągnął się nim tak, jakby miało to uratować jego życie. Stał przy uchylonym oknie na korytarzu, opierając się o parapet, z którego płatami odpadała farba i próbował się uspokoić. Po raz kolejny tamtego tygodnia budził go koszmar. Krew na dłoniach trzymających nóż i ciało ojca u jego stóp. I żarzący ból na plecach. Jego umysł nie dawał mu spokoju, przypominając mu tę scenę codziennie, bez przerwy.
igP7jsl.pngNie miał co się nad sobą użalać. Koszmary dopadały każdego w tych trudnych czasach, jakie nastały. Gdyby miał wybór, nie zabiłby nikogo. Ale nie miał, chyba że spieszno mu było, by znaleźć się sześć metrów pod ziemią.
igP7jsl.pngZgasił papierosa, którego wykończył aż to filtru. Nie wiedział, kiedy uda się na kolejną misję i czy uda zahaczyć się o jakiś sklep, a została mu ostatnia, schowana przed głodnymi nikotyny kolegami z sali paczka. Nie chciał zmarnować niczego.
igP7jsl.pngWestchnął, ruszając korytarzem ku automatowi z kawą, uprzednio zamykając okno. Po drodze minął patrolującego żołnierza, który obrzucił go czujnym spojrzeniem, jakby Dumah miał się na niego rzucić. Nic takiego się nie stało, a przy automacie spotkał Ivy. Uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Dziewczyna miała trudny charakter, ale bardzo ją lubił. Często wysyłano ich razem na misje, więc nawet nie miał za bardzo wyboru. Ufał, że przy niej nic mu się nie stanie, domyślał się, że ona mu też. Wielu rzeczy nie był pewny, lecz nie miał wątpliwości, gdy chwytał w ręce snajperkę. Po prostu wiedział, że nie chybi. Szczególnie, gdy rozchodziło się o bezpieczeństwo współziomków. Nie dopuściłby do tego, by na jego warcie stała się komuś krzywda. Cenił sobie przyjaciół. Nie miał pewności, czy Ivy zdawała sobie sprawę z tego, że zalicza się do tego grona, ale nie miał odwagi jej tego powiedzieć. Pewnie by go wyśmiała, gdyby zaczął jej obiecywać dozgonną przyjaźń. Nie było miejsca na zapewnienia tu, gdzie żyje. W końcu następnego dnia mógłby próbować ją zabić.
igP7jsl.pngNareszcie zrobiło mu się ciepło i miło, gdy siedział obok Ivy, popijając kawę i rozmawiając o przeszłości. Rozmowa może nie należała do najprzyjemniejszych, ale takie też były potrzebne. Rozumiał frustrację Rees - każdy przeżył swoją osobistą tragedię, jednak uważał, że mierzenie każdego według tych samych kryteriów nie działa. Wszystko zależy od człowieka i jego psychiki.
igP7jsl.pngWidział, że dziewczyna chce coś powiedzieć i odetchnął, gdy pojawiła się Shelley, bo pewnie wdaliby się w kolejną kłótnie, w której każde z nich miało rację, ale jednocześnie nie miało. Nienawidził kłócić się z ludźmi.
igP7jsl.png- Doliczam te kalorie do jutrzejszego śniadania.
igP7jsl.png- Dzisiejszego - wtrącił mimochodem, uśmiechając się pod nosem na oburzone prychnięcie Pinkie Pie. Kojarzył Shelley z opowieści kolegi z pryczy obok, którego imienia nie potrafił nigdy zapamiętać, a któremu blondynka widocznie wpadła w oko. Z tego co słyszał ceniono ją jako robotyka, co gryzło się niemiłosiernie z jej wizerunkiem różowej barbie. Ale nie ocenia się książki po okładce, prawda?
igP7jsl.pngGdy wspomnienie koszmaru odeszło w niepamięć, a kawa się skończyła, postanowił pożegnać się z dziewczynami i wrócić do łóżka. Tym razem nie śniło mu się zupełnie nic.

igP7jsl.pngPrzed śniadaniem zgłosił się do badania w peronie. Udało mu się trafić do lekarza, który załatwił sprawę szybko i bez zbędnych komplikacji, mimo to odetchnął z ulgi, gdy wyszedł zza kurtyny materiału. Nigdy nie przepadał za badaniami i lekarzami. Cenił ich pracę, ale wolał się trzymać od nich z daleka. Miał już pójść przywitać się ze stojącymi nieopodal znajomymi, gdy w drugiej części sali rozległy się krzyki i odgłos wystrzału z pistoletu. Nie myśląc wiele pobiegł w tamtą stronę, gotów rzucić się na potencjalnego Zarażonego, ale było już po sprawie. Doktor Houghton, którego kojarzył z nieprzychylnych opowieści, pochylał się nad zwłokami jakiegoś chłopaka, nie potrafił określić, czyimi, gdyż jego twarz przypominała raczej roztrzaskany arbuz. Żołnierze rozpędzali gromadzący się tłumek, zdążył tylko zarejestrować, że w środku stoi pobladła Ivy. Spojrzała na niego w tym samym momencie.
igP7jsl.png- W porządku? - spytał. Dziewczyna pokiwała głową. Najważniejsze, że nikomu, kto żyje nie stała się krzywda. W miarę uspokojony pozwolił wyprowadzić się z sali. Po całej akcji nie miał zupełnie apetytu, jednak ruszył na stołówkę. Przy jednym ze stolików siedziała grupka jego znajomych, więc ruszył ku nim. Tuż obok siedziała kolejna grupka - wszyscy mieli posępne miny. Zauważył Shelley, jedyną którą kojarzył z tego zgromadzenia, przytulającą płaczącą dziewczynę. Blondynka sama wyglądała, jakby potrzebowała pocieszenia. Miał ochotę coś powiedzieć, podejść, ale zrezygnował. Nie będzie się wtrącał w osobiste tragedie. Przysiadł się do chłopaków, którzy szeptem o czymś rozmawiali.
igP7jsl.png- Podobno zastrzelili Davisa - powiedział do niego Tom, na co Dumah uniósł brwi. Szybko się rozeszło.
igP7jsl.png- Czyli to był Davis? Widziałem go już po fakcie - wzdrygnął się na wspomnienie. Dopiero do niego docierało to, co zobaczył.


The brain is a monstrous, beautiful mess

Offline

#10 2017-07-12 19:11:24

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Wirus Mordercy

aqf6MkE.png
I'd love to change the world

KLujbIH.pngAtak nie wydarzył się w jej odczuciu szybko. Po tylu razach, kiedy nagle stajesz na krawędzi życia i śmierci, czas twojej reakcji się skraca. Działasz mniej odruchowo i impulsywnie, a bardziej przemyślanie. Widząc, jak Davis rzuca się w ich stronę, nie zaprotestowała, kiedy Seth, jako ten z bronią, wyforsował się na przód. Mogła jedynie liczyć, że facet przynajmniej umie strzelać. Pierwszy wystrzał ją zmartwił, przy drugim lekko odetchnęła. A potem już do akcji wkroczyli żołnierze i rozwalili chłopakowi głowę. Krew prysnęła na jej ledwo co prane ciuchy, na jej twarz i włosy.
KLujbIH.png- W porządku?
KLujbIH.pngKiwnęła głową. Oczywiście. Zawsze było dobrze. Z głębokim wydechem oparła się o szafkę, aparatura zleciała na ziemię. Nie kłopotała się jej podnoszeniem. Patrzyła, jak naukowiec próbuje zebrać jakieś próbki z ledwo co zabitego chłopaka. Znała go. Nie lubiła typa, zachowywał się jak pół-mózg, jednak nikomu nie życzyła tego. Przez sekundę zobaczyła na jego miejscu siebie. Zrobiło jej się niedobrze. Patrzyła, jak Dumah wychodzi z sali. Chciała pobiec za nim, wydostać się stąd jak najprędzej, ale nie mogła.
KLujbIH.png- Idziemy? - zapytał ją Seth.
KLujbIH.pngPróbowała otrzeć krew z twarzy, ale pewnie ją tylko jeszcze bardziej rozmazała. Przeszła nad stygnącym ciałem i skierowała się w stronę schodów. Houghton jednak stanął przed nimi i wskazał korytarz.
KLujbIH.png- To nie tędy?
KLujbIH.png- Tamtędy przejdziemy przez stołówkę. Wszyscy teraz jedzą - odpowiedziała niegłośno, wznawiając marsz. Mężczyzna podążył za nią bez dalszych protestów.
KLujbIH.pngW sali laboratoryjnej milczała, kiedy pobierał jej krew i kiedy zdzierał jej naskórek. Milczała też, kiedy oglądał próbki, kiedy coś sobie zapisywał i gdy mruczał coś do siebie. Czuła, jak z każdą sekundą jej mdłości narastają i oblewa ją zimny pot. W końcu nie wytrzymała, podeszła do niego, wzięła głęboki oddech i zapytała:
KLujbIH.png- Jestem Zarażona?
KLujbIH.pngDoktor obrócił się w jej stronę na krześle i spojrzał na nią w zamyśleniu.
KLujbIH.png- Możliwe.
KLujbIH.pngNic więcej nie powiedział, więc wycedziła przez zęby:
KLujbIH.png- Co to, kurwa, znaczy "możliwe"?
KLujbIH.png- To znaczy, że ciężko mi jeszcze cokolwiek powiedzieć. Nie masz objawów Wirusa, poza znamieniem, nawet podwyższonej liczby leukocytów. Albo udało ci się wyzdrowieć albo jesteś odporna, a może jeszcze co innego. Taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
KLujbIH.png- Nie wiem... - Przymknęła oczy. - Mogę już iść?
KLujbIH.png- Myślę, że tak. Tylko bądź ostrożna.
KLujbIH.pngParsknęła śmiechem.
KLujbIH.png- Jak?
KLujbIH.pngNa to pytanie wzruszył ramionami. Pokręciła głową, dusząc wszystko w sobie. Skierowała się do stołówki, ale mijając wieszak, zajrzała do powieszonego fartucha mężczyzny. Słyszała wcześniej wysoki dźwięk, szkła obijanego o metal, kiedy go odwieszał. Upewniła się, że był skupiony na swojej pracy i sięgnęła do kieszeni. Morphinum. Bingo. Wsadziła szybko małą buteleczkę do kieszeni.
KLujbIH.pngZ każdym krokiem mdłości przybierały na sile. Gdy weszła do pomieszczenia i poczuła te wszystkie zapachy, skrzywiła się kwaśno. Sporo głów zwróciło się w jej stronę i w pierwszej chwili stanęło jej serce. Wiedzieli już? Przez te parę sekund zdążył przelecieć przez jej umysł huragan myśli, ale wtedy usłyszała, że wszyscy mówili o Davisie. Pewnie chcieli usłyszeć dokładnie, co się wydarzyło. Ona zaś nie chciała z nimi rozmawiać, więc ruszyła szybkim krokiem po tackę. Wpatrywała się długo w niezbyt bogaty wybór jedzenia, aż w końcu położyła sobie jednego banana i usiadła w jakimś odosobnionym miejscu. Zobaczyła, że jakaś zapłakana dziewczyna wstaje i idzie w jej kierunku. Zjadła prędko owoc i poszła odłożyć tackę. Zdążyła opuścić salę, nim tamta ją dopadła. Nim się zorientowała, nogi skierowały ją do męskich pokoi. Weszła do jednej z sal. Szukała Thomasa. Hero Tommy. Bynajmniej nie od bohatera. Zignorowała spojrzenia, które na siebie ściągnęła (rzadko wchodzili sobie wzajemnie do pokojów sypialnianych, zazwyczaj szwendali się wszędzie, tylko nie tam; ciasnota i pełno cudzych rzeczy odstraszały) i podeszła do łóżka w kącie, gdzie Thomas czytał komiksy. Zrzuciła mu na poduszkę słuchawki z uszu. Chłopak spojrzał na nią z wyrzutem.
KLujbIH.png- Lala, Ironman właśnie...
KLujbIH.pngWyjęła morfinę z kieszeni i uniosła mu ją pod nos. Brunet natychmiast się ożywił. Usiadł prędko i wyciągnął rękę po buteleczkę, ale Ivy szybko ją cofnęła.
KLujbIH.png- Skąd to masz?
KLujbIH.png- Nieistotne. Chcę strzykawkę.
KLujbIH.pngTommy uniósł ze zdziwieniem swoje krzaczaste brwi.
KLujbIH.png- Chcesz...?
KLujbIH.png- Niewyraźnie mówię? - zirytowała się, bo chciała stąd jak najszybciej wyjść. Zauważyła kątem oka, że do sali wszedł Dumah.
KLujbIH.png- Okej, okej, bez nerwów, Wybuchowa.
KLujbIH.pngWziął od niej ostrożnie butelkę i przyjrzał się jej z błogością. Potem wziął pudełko spod łóżka i kiwnął na nią głową.
KLujbIH.png- Co chcesz w zamian? - zapytał, wstając.
KLujbIH.png- Zobaczymy. Na razie mi wisisz.
KLujbIH.pngDumah stał w progu. Otaksował wzrokiem Hero, a potem wbił w nią spojrzenie. Tamtego przepuścił, ale jej zatarasował przejście.
KLujbIH.png- Co robisz?
KLujbIH.pngNie odpowiedziawszy, przepchnęła się ramieniem. Ruszyli w stronę strychu. Piwnica była magazynem i pilnowano jej zapasów. Na strychu nie znajdowało się nic specjalnego, więc to tam odbywały się popijawy i inne poświęcenia używkom. O tej godzinie świeciło tam pustkami. Usiedli na zakurzonej podłodze. Thomas wyjął z pudełka strzykawkę z czystą igłą i napełnił ją morfiną. Patrzyła na ten rytuał z niepokojem. Nigdy nie złamała się i nie sięgnęła po jakąkolwiek formę narkotyków i ich pochodnych. Wiedziała i widziała, co się działo z ludźmi, którzy się im oddali. Oczywiście początkowo wszyscy mieli wszystko pod kontrolą. Bardzo szybko ją jednak tracili. Uważała, że wpadnie tylko w jeszcze większe gówno, jeśli zacznie ćpać. Wystarczyło, że już prawie w nim pływała.
KLujbIH.pngNiestety z tej sytuacji nie widziała wyjścia, a nie pamiętała, kiedy ostatnim razem czuła taką panikę. Zalewała ją jak powódź, wlewająca się przez piwniczne okno. Z każdym oddechem coraz więcej. Podała Tommy'emu rękę. Kiwnął głową, mówiąc coś o żyłach. Krew huczała jej w uszach, nie dotarło do niej nic, co wyszło z jego ust. Zamknęła oczy i odchyliła głowę. Cieszyła się, że nie zadawał żadnych pytań, o niczym jej nie upominał. Sam ustalił dawkę.
KLujbIH.pngPoczuła nieprzyjemne wkłucie, a potem nacisk, kiedy chłopak przycisnął do jej skóry wacik. Ciepło wędrowało jej żyłą w górę do ramienia, aż uderzyło do głowy, jakby wybuchła w niej mała bomba. Oparła się o karton za plecami, rozkoszując się uciekającym gdzieś zmęczeniem i tym błogostanem, w którym nie było miejsca na panikę, w którym nie istniał Wirus. Nawet nie zauważyła, kiedy Thomas poszedł.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
explorers68 - counter-strike - ciemnastrona - hmtl - partylife