Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#11 2019-11-10 00:38:48

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 78.0.3904.97

Odp: Laevheim

Coen Brekhus

igP7jsl.pngCoen rozejrzał się po wnętrzu swojego domu rozważając całą tę wyprawę od strony logistycznej. Trudno było powiedzieć, jak długo miałoby go nie być, a wiedział, że dom pozostawiony nawet na tydzień bez ogrzewania i odśnieżania, zostanie zasypany pod grubą warstwą śniegu.
Nie był pewny, czy w ogóle miałby powrócić. Właściwie… nic go tu nie trzymało oprócz tego, że znał okolicę na tyle, by móc w niej funkcjonować praktycznie samowystarczalnie. Lubił polować, a to można było robić wszędzie tam, gdzie były dzikie zwierzęta. Z kolei z całą pewnością nie lubił tutejszych ludzi. Tak naprawdę tylko bezsens podejmowania tak ogromnego wysiłku jak wydostanie się z tej lodowej trumny sprawił, że jeszcze tego nie zrobił.

Wyciągnął wszystkie kosztowności, jakie udało mu się uzbierać przez te wszystkie lata. Część była rodzinnymi pamiątkami, co do których losu nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. Nie czuł do nich specjalnego sentymentu, więc przeczuwał, że po prostu schowa je gdzieś w domu. Poza tymi drobiazgami o wartości raczej sentymentalnej, udało mu się uzbierać nawet dużą sumę pieniędzy. Sprzedaż futer i mięsa były w tym rejonie dochodowym interesem. Szybko sobie przekalkulował, co należałoby zrobić z tymi pieniędzmi. Od tego postanowił zacząć.

***

igP7jsl.png- Interesuje mnie najsilniejszy z tych na sprzedaż - podkreślił Brekhus, przyglądając się krytycznie chudemu wałachowi.
igP7jsl.png- To jedyny ujeżdżony. Z reszty korzystamy - odburknął właściciel - może pójść za 500 srebrnych.
Gdy położył dłoń na łopatce zwierzęcia, te w odpowiedzi się odwinęło, na co mężczyzna był zmuszony się odsunąć. Coen uniósł brew sceptycznie.
igP7jsl.png- 350. Nie wydaje się ani silny, ani ujeżdżony.
igP7jsl.png- 450. To kawał konia. Wytrzymuje przy małych ilościach paszy.
igP7jsl.png- O, to widać, że za dużo nie je - odparował Coen - 400.
Właściciel podkręcił wąsa spoglądając na konia, który wyraźnie zaczynał się nudzić tak stojąc w jednym miejscu i dawał temu wyraz podgryzając uwiąz.
igP7jsl.png- Stoi - zgodził się niechętnie.
Uścisnęli sobie dłonie na znak zawartej umowy.

igP7jsl.pngDo karczmy Brekhus zaszedł w towarzystwie objuczonego zakupionymi towarami nabytku, odprowadzany przez córkę właściciela stajni. Mieli w dzieciństwie okres, gdy trzymali się szczególnie blisko - póki jej ojciec nie zakazał ich znajomości. Od tego czasu ich znajomość polegała na wymienianiu spojrzeń w tych rzadkich momentach, gdy znajdowali się w pobliżu siebie. Coen słyszał, że miała wkrótce wyjść za mąż. Teraz jedynie szli obok siebie, rozmyślając nad wszystkimi niewykorzystanymi i przemilczanymi szansami.
igP7jsl.png- Wyprowadzasz się? - spytała w końcu cicho dziewczyna odgarniając z rumianej twarzy grzywkę.
igP7jsl.png- Mam być przewodnikiem - wyjaśnił krótko młodzieniec przywiązując konia przed karczmą. Pogładził go po boku. Pod grubą warstwą sierści można było wyczuć palcami żebra wyraźnie odznaczające się spod cienkiej skóry. Wolał skupić się na tym, niż spojrzeć dziewczynie w twarz.
igP7jsl.png- Wrócisz?
W odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami.

***

igP7jsl.pngFarida nie było w karczmie. Najwyraźniej postanowił napawać się rozmaitymi atrakcjami dostępnymi w tej jakże rozwiniętej kolebce kultury - a może po prostu chował się w swoim pokoju przed wścibskimi i mało przyjaznymi spojrzeniami miejscowych. Coen podszedł do kontuaru odprowadzany spojrzeniami tutejszych stałych gości i zamówił szklankę mocnego alkoholu. Wokół panował szum rozmów przetykany nutami muzyki. Otrzymał mocną whisky prawie natychmiast - w szklance o wątpliwej czystości. Zamieszał alkohol z namysłem, przyglądając się bursztynowym refleksom igrającym w płynie, po czym umoczył w nim usta. Wokół niego zrobiło się nieco luźniej, co szczególnie mu nie przeszkadzało. Dał znak barmanowi, by się nachylił.
igP7jsl.png- Wynajmuje u was pokój ten nowoprzybyły obcokrajowiec? Ciemna skóra, wąsaty. Mocny w gębie.
Barman czyścił szklankę bez słowa brudną szmatką spoglądając na niego z beznamiętną miną. Coen dopiero po chwili zrozumiał, o co mu chodzi. Położył na blacie srebrną monetę, na co dostał odpowiedź w postaci krótkiego skinięcia głową.
igP7jsl.png- Chciałbym, żebyś coś mu przekazał - zaczął Coen kładąc na blacie kolejną monetę. W tym momencie usłyszał, jak otwierają się drzwi karczmy. Odwrócił się, by sprawdzić, kto to. O wilku była mowa.
Opróżnił szklankę jednym haustem i zabrał z blatu obie monety zanim barman zdążył zareagować, po czym ruszył w stronę obcego. Jeśli obcy był zaskoczony jego widokiem, nieźle to ukrył pod zawadiackim uśmiechem. Oczywiście znów gapił się nie tam, gdzie w odczuciu Coena powinien.
igP7jsl.png- Gotów do podróży?
igP7jsl.png- O świcie. Wyjdźcie północną ścieżką, tam do was dołączę - odparł krótko Brekhus.
igP7jsl.png- Brzmi tajemniczo - skwitował mężczyzna. Coen nie dał się podpuścić. Nie było sensu mu tłumaczyć, że jego dom akurat znajduje się po drodze w kierunku Kryształowych Gór, ani że planuje poczynić pewne przygotowania w związku z tym, iż szybko nie zamierzał tu wracać.
igP7jsl.png- Lepiej wykorzystywać dzień do podróży w tych okolicach - wyjaśnił zamiast tego - macie własne zapasy? - Upewnił się na koniec.
igP7jsl.png- O to się nie martw. Coś jeszcze, panie przewodniku?
Coen pokręcił głową czując, że wyczerpał zasób wypowiedzianych słów na najbliższy tydzień. Ulotnił się z karczmy bez słowa pożegnania.
igP7jsl.pngPowrót do domu minął mu zaskakująco szybko na grzbiecie konia. Było coś radosnego w tym oderwaniu nóg od ziemi. Co prawda, w tym tempie zimno znacznie bardziej niż zwykle dawało się we znaki, ale w końcu nie było potrzeby mozolnego przekopywania się przez śnieg. Sam sobie się dziwił, że nie postanowił sprawić sobie czterokopytnego wcześniej. Może i ten był wychudzony, ale z dźwiganiem obecnego ciężaru radził sobie całkiem nieźle. Coen nie mógł się powstrzymać przed entuzjastycznym poczęstowaniem zwierzęcia pieszczotami. Ten nie wydawał się specjalnie tym przejęty.

***


igP7jsl.pngNiebo jaśniało już na wschodzie zwiastując rychły wschód. Coena ze snu wyrwało ciche rżenie jego nowego konia. Nie przywykł do obcych hałasów w okolicy swego domu, więc wyrwał się ze snu z nagłym poczuciem niepokoju. Potrzebował dobrej chwili, by jego umysł przetworzył wydarzenia dnia wczorajszego i poukładał sobie obecny stan rzeczy. Spakowane zapasy i zwinięte w rulon futro ibrisa leżały koło drzwi wyjściowych stanowiąc swoiste zakotwiczenie w obecnej sytuacji Coena. Pozostawało mu przygotować się do rychłego odjazdu. W pierwszej kolejności wygasił piec, by dopilnować procesu jego stygnięcia zanim wyruszy w drogę. Wyłożył siano dla konia i zaczął ładować na niego pakunki korzystając z faktu, że zwierzę grzecznie stało przy jedzeniu. Wciąż nie opuszczał go niepokój o stan domu. Nie obawiał się zasypania go przez śnieg - to akurat było nieuniknione - ale martwił się to, czy nie zostanie splądrowane. Chodziło mu to po głowie dłuższą chwilę, do czasu, aż jego spojrzenie nie padło na kości, które pozostały po wypatroszeniu ibrisa. Tknęło go dziwne uczucie, że wie co robić. Jego klienci jeszcze nie przybyli, więc miał jeszcze chwilę.
igP7jsl.pngWłaśnie wieszał w drzwiach dziwaczny amulet z kości, który skonstruował, gdy usłyszał ciche rżenie konia dające znać, że nie są tu sami. Gdy się odwrócił, zobaczył zbliżających się Farida i górujące nad nim dwie sylwetki - kobiety i osiłka. Już z daleka było widać, że kobieta jest Svahildranką. Była... piękna. Odwrócił wzrok poczuwszy się nieco niepewnie. Wszedł więc do domku po futro dla Farida, żeby się czymś zająć. Gdy wrócił na podwórze, Farid już gładził po głowie konia - a koń próbował przyszczypnąć mu rękaw.
igP7jsl.png- Wspaniała bestia. - stwierdził mężczyzna. Brekhus nie był pewien, czy to ironia, czy po prostu jego akcent, więc zrobił to, co w takich sytuacjach uważał za najodpowiedniejsze - nie odpowiedział.
igP7jsl.png- Jak się zwie? - spytał mężczyzna. Coen odchrząknął poprawiając futro na ramieniu. Nie myślał nad tym. Koń to koń. Męczyła go ta rozmowa.
igP7jsl.png- To koń - odburknął jedynie. Widział jak na twarzy mężczyzny wykwitał uśmieszek, ale postanowił nie dawać się podpuścić.
igP7jsl.png- Futro dla ciebie. Przyda się w górach - stwierdził i zanim mu je wręczył, dodał krótko - zapłata teraz.
Nie było gwarancji, że wszyscy przetrwają tę podróż. Tak czy siak, nie zamierzał być stratny w żaden sposób. Mężczyzna pokiwał głową wciąż z tym uśmieszkiem. O dziwo bez komentarza sięgnął po pieniądze.
igP7jsl.png- Nie macie koni? - spytał Coen chowając je przy swoim wierzchowcu.
igP7jsl.png- Damy sobie radę. Ruszamy? - tym razem odezwała się kobieta. W zasadzie - nie przedstawili się sobie nawzajem. Brekhus uznał, ze będzie jeszcze wiele okazji poznać się nawzajem. Bez dalszych dyskusji wsiadł na konia i zerknął w kierunku domu ostatni raz. Coś się zmieniło. Biła z niego niepokojąca atmosfera. Z niego, albo raczej z amuletu wiszącego nad drzwiami. Nie był pewny, czy tylko on to poczuł, ale koń ruszył bez żadnej dodatkowej zachęty, a kobieta odezwała się:
igP7jsl.png- Ten amulet to taka tutejsza tradycja?
Coen nie odpowiedział od razu, zastanawiając się, co właściwie ma powiedzieć.
igP7jsl.png- Niezupełnie - odparł jedynie po czym pospieszył lekko konia mając nadzieję, że nie będzie musiał się konfrontować z kolejnymi pytaniami.
Góry rozpościerały się przed nimi na horyzoncie nieprzyjaźnie.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
vapesuwalki - motna - ciemnastrona - psw - multipoland