Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2019-05-31 21:53:42

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 74.0.3729.169

Space Jam

everspace_01.jpg

KLujbIH.pngWiek XXIV. Ludzkość w końcu przekonała się, że nie jest w tym wszechświecie sama - obcy nawiązali z nią kontakt, gdy najwyraźniej uznali, że ich cywilizacja dojrzała dostatecznie do poszerzenia horyzontów - a może po prostu stwierdzili, że ludzie samodzielnie doszli w swych destrukcyjnych zapędach zbyt daleko, by wciąż ich pozostawiać samym sobie i pozwalać na dokonywanie dalszych szkód, mających skutki sięgające znacznie dalej niż Układ Słoneczny. Unia Intergalaktyczna - sprzymierzająca już kilkanaście zaawansowanych cywilizacyjnie gatunków istot - przyjęła ludzkość pod swoje skrzydła, nadając im prawa i zakazy obowiązujące wszystkich. Ludzkość skwapliwie przyjęła daną im szansę licząc na rozwiązanie palących problemów - przeludnienia, zaśmiecenia Ziemi i wciąż wiszącej nad wszystkimi groźby III wojną światową. Pojawienie się znacznie potężniejszego gracza sprawiło, że zasady "gry o władzę" zupełnie się zmieniły. Wyglądało na to, że tylko współpraca mogła dać wszystkim  satysfakcjonujące zwycięstwo - rzecz niecodzienna dla tak lubiącego rywalizację gatunku jak ludzie.

tim-blandin-untitled-12332.jpg?1481696322

KLujbIH.pngUnia Intergalaktyczna rozciąga się na Drogę Mleczną i okoliczne, mniejsze galaktyki - takie jak Obłoki Magellana. Reprezentują ją wybrani przedstawiciele wszystkich członkowskich narodów, a za swój główny cel obrała ich zrównoważony rozwój, a także ochronę ich interesów i terytoriów. UI chroni też cywilizacje słabiej rozwinięte - które nie weszły jeszcze w fazę poznawania kosmosu - zakazując wszelkich kontaktów z takowymi do czasu, aż same zaczną szukać odpowiedzi między gwiazdami. Rasy nienależące do Unii najczęściej były znane ze swojej agresji lub nieprzestrzegania humanitarnych praw, dlatego też granice UI - zwłaszcza te od strony Andromedy - nie należały do najspokojniejszych miejsc w Grupie Lokalnej Galaktyk. Ostatnimi czasy stało się szczególnie niespokojnie - kosmiczne kolonie, zamieszkałe przez setki tysięcy mieszkańców, znikały nie pozostawiając za sobą ani śladu w przestrzeni. Niektórzy sądzili, że któraś z obcych cywilizacji skonstruowała broń naprawdę masowej zagłady, a inni, że kolonie jakimś cudem przenosiły się do równoległych wszechświatów, o istnieniu których było wiadomo od dłuższego czasu, ale między którymi podróże nie były możliwe. Oficjalnie.

1*s9ijZ6m4ZepDfb5UoyZQQA.jpeg

KLujbIH.pngNa jednej z takich, zapomnianych przez wszystkich, kolonii dokowała załoga wyrzutków - sami zapomniani, wyklęci przez swoich, marzący o lepszym jutrze. Nawet nie śnili o ogromie kłopotów, które powoli acz nieubłaganie zmierzały w ich stronę.

Mapa Grupy Lokalnej Galaktyk

https%3A%2F%2Fblogs-images.forbes.com%2Fstartswithabang%2Ffiles%2F2018%2F03%2Flocal-group.jpg


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#2 2019-05-31 23:13:11

Arbalester
Łoś Przewodnik
MacintoshSafari 604.1

Odp: Space Jam

2WhWiry

0VtVjXZ.png

d633228cffbacf9cfc1e7824c32a6dae.jpg

When you get sad, you run - straight ahead and you keep running forward no matter what.
There are people in your life that who are going to try to hold you back, slow you down, but you don’t let them.
Don’t you ever stop running, don’t ever look behind you.
There is nothing for you behind you. All that exists is what's ahead.

Wojna. Kiedyś to słowo nie miało żadnego znaczenia. Rodzice często rzucali nim podczas rodzinnych spotkań, kiedy to dyskutowali o polityce. Dziesiątki pokoleń temu część naszej rasy musiała przenieść się na sąsiednią, bliźniaczą planetę Alykę naszej rodowitej Lagolei. Lata temu „nasi” ludzie, z Alyki, rozpoczęli tworzenie własnych praw, bardziej liberalnych od pierwotnych, przyniesionych z Lagolei. Nastroje zaczęły się zaostrzać, kiedy nasza planeta podjęła kroki ku niepodległości. Kontrakt wiążący nas z Unią wisiał na włosku, coraz częściej dało się zaobserwować agresywne ruchy, początkowo pojedynczych grup, później rosnących w siłę. Cierpieli niewinni ludzie, cierpiała gospodarka i polityka zewnętrzna. Sankcje uderzyły mocno w obie planety.
Miałam wtedy piętnaście lat, starszego brata i dwie siostry i młodszego braciszka, którego matka wyciągała z domu płonącego od niegasnącej substancji. Umierała pół dnia, ciężko walcząc o życie, ale ostatecznie przegrała. Miejscami skóra stopiła jej się do kości. Nie było dla niej ratunku. Uratowany Seshuan został oszpecony, ale przetrwał i miał się dobrze te dwa lata temu, kiedy ostatni raz się z nim kontaktowałam.
Nawet wtedy wojna jeszcze nie „wybuchła. Nadal tliła się drobnym płomieniem w kontrolowanym środowisku, nad którym tańczyli politycy obu planet, każdy z kanistrem benzyny. Kto pierwszy opróżni go na palenisko? Jak daleko są w stanie się posunąć? Jak bardzo jesteśmy gotowi do obrony i ataku? Okazało się, że niewiele. Uświadomiła nam to bomba, zrzucona w rok moich osiemnastych urodzin na stolicę Alyki. Trzydzieści procent ludności udało się ewakuować. Pięć procent znajdowała się poza nią. Sześćdziesiąt pięć zostało unicestwionych.
Wszyscy garnęli się do walki, nawet ci, którzy nie mogli ani nie powinni. Ojciec się zgłosił. Moje starsze rodzeństwo. Wielu moich przyjaciół nie ukończyło nauki, by wesprzeć walkę. Ja chciałam jednak robić to lepiej i później moje wykształcenie z inżynierii okazało się niezbędne przy szpiegostwie, w którym uczestniczyłam. Ciężkie, stresujące, krwawe lata. Miało być tylko gorzej. Toczyliśmy się w dół zbocza ku zagładzie i nikt nawet nie spodziewał się ujrzeć wzgórza.
Wpadłam w pułapkę. Żałośnie prostą. Mechanizm, który pozwalał moim nogom pędzić z prędkością do dwustu kilometrów na godzinę nie był kompletny. Nie obejmował całego ciała. Rozpiętą metalową linę zauważyłam w ostatniej chwili. Uchyliłam się, ale odcięło mi rękę w połowie ramienia. Ból nie dotarł od razu. Najpierw straciłam równowagę. Sto kilometrów na godzinę, łupnęłam o gruz. Głowa była chroniona, reszta ciała niewystarczająco. Uszkodzony kręgosłup pozbawił mnie władzy w nogach. Widziałam, jak po mnie szli. Krzyczałam z całych sił, nie pamiętam, czy z bólu czy o pomoc. Mój krzyk niósł się przez opuszczone budynki. Jeden z nich był bliżej, z perwersyjną radością zacisnął mi dłonie na gardle. Byłam pewna, że oderwie mi głowę od reszty ciała. Na skraju świadomości usłyszałam strzały, ciężar mężczyzny przygniótł mnie, wywołując falę potwornego bólu, a ten pociągnął za sobą błogie omdlenie.
Dzień później znajdowałam się w szpitalu. Nie potrafili nic pomóc z moim bezwładem nóg, ale obiecali odzyskać moją rękę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mieli na myśli stworzenie nowej, a nie zszycie własnej. Nie byłam ani pierwszą, ani ostatnią potrzebującej mechanicznej, sprawnej protezy.  Wojsko zasilało mnóstwo takich jak ja. Okaleczonych. Proces gojenia jednak trwał długo, a łączenie z maszyną bolesne i miałam się za najbardziej przeklętą osobę na tej planecie. Nogi radziły sobie wraz ze starym mechanizmem, ale przestały cokolwiek odczuwać. Ciepło. Zimno. Dotyk. A głos? Cały czas myślałam tylko o tym, że nie zaśpiewam już więcej z siostrami. Zamontowali mi roboczy syntezator mowy, skrzeczący jak nienaoliwiona maszyna.
Złapaliśmy ważnego informatora. Mieli zainstalować mój urządzenie pozbawiające wolnej woli, ale najpierw musiało ono do nas dotrzeć. Podczas tych dni oczekiwania skontaktowali się ze mną wrogowie. Świetnie szyfrowane, ukryte połączenie. Chcieli ode mnie lokalizacji ich jeńca w zamian za życie każdego z mojej rodziny. Pokazali mi zdjęcia ze swoimi tajniakami, czającymi się jak cień za moimi najbliższymi. Nagranie, jak jeden z nich podaje mojej siostrze napój, a ona bierze go niedbale i bez zastanowienia pije. Uśmiech. Nie wątpiłam, że zdołają do tego się posunąć. Straciłam już matkę i nie mogłam stracić nikogo więcej. Starałam się zatrzeć za sobą jak najwięcej śladów, przekazując im informację, ale rok później okazało się, że niewystarczająco.
Mówiono, że osiągnęliśmy kompromis, ale to gówno prawda. Straciliśmy wiele, a później poświęciliśmy jeszcze więcej dla porozumienia. Okrzyknięci jeszcze niedawno bohaterami narodu, stali się przestępcami, skazywanymi na śmierć lub wygnanie. Ważne osoby rozpływały się w powietrzu, tracąc za sobą jakikolwiek ślad. Unia dawno się od nas odcięła. Alyka podnosiła się z kolan, ale ogromnym kosztem, ekonomicznym, ale przede wszystkim moralnym. Dawne idee uległy wypaczeniu, tragicznie umniejszając dopiero co przebytej wojnie wartości.
W ten sposób i wylądowałam na odludnej stacji badawczej w czarnej dupie kosmosu. Zdawałam nic nie warte raporty pod groźbą śmierci. Któregoś dnia zbrzydło mi takie życie i uciekłam przy pierwszej okazji, licząc w sercu na to, że kiedyś wrócę do ojczyzny i do mojej rodziny, a wojna znów stanie się lekkim słowem podczas obiadowej dyskusji, a nasz świat będzie taki, o jaki walczyliśmy.

2Wi7AfA

DOq5TkQ.jpg


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#3 2019-05-31 23:32:55

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 74.0.3729.169

Odp: Space Jam


d66l99s-e6866d2a-9e3e-4c1e-8df6-7aaedc905bec.gif?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzE5NDgyMzQ4LTZiMjktNDVkMS1hOTIxLWEyMDdiOTUxOWVmZlwvZDY2bDk5cy1lNjg2NmQyYS05ZTNlLTRjMWUtOGRmNi03YWFlZGM5MDViZWMuZ2lmIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.-uKshIdF33vRgSJjKHr6dXxR5_vh8X9cVlWnviQOnPs
Ashton Conway
644e2eb5f481fe43d7163668dec15c9b.jpg

KLujbIH.pngSłużba w wojsku od pokoleń była tradycją w rodzinie Conwayów. Ashton - tak jak jego ojciec, dziadek i pradziadek - również wstąpił do wojska. Został pilotem, jednym z bardziej obiecujących ludzkich pilotów swojego pokolenia. Lubił swoją pracę - ten dreszcz emocji, wiarę we własne umiejętności i zadowolenie po powrocie z każdej z misji. Miał swój statek - Buzzard - będący niemalże przedłużeniem jego układu nerwowego. Był członkiem zgranej ekipy, będącej młodziakami - jak on. W walce działali niczym jeden organizm.
KLujbIH.pngCiągłe wystawianie się na celownik prędzej czy później musiało mieć swoje konsekwencje. Buzzard skończył z podziurawionym kadłubem w gromadzie Ruprecht 106. Na miejscu zginął kapitan i dwóch świetnych strzelców. Odłamki poraniły sporą część załogi łącznie z Ashtonem. Pole strukturalne dało czas ewakuować się części z nich do magazynu, uszczelniając na krótką chwilę ubytki w kadłubie. Conway był w jednej z tych gorszych sytuacji - strzały podziurawiły także kokpit, z którego nie zdołał się wydostać przed rozładowaniem już i tak przeciążonych akumulatorów. Jedną z kulek dostał prosto w klatkę piersiową. Nie pamiętał niczego później z tamtych wydarzeń - obudził się dopiero w placówce medycznej - straszliwie osłabiony i przykuty do łóżka. Leżał w bliskim sąsiedztwie z garstką ludzi ze swojej ekipy, którzy pozostali przy życiu. Od nich dowiedział się, co wydarzyło się później - podczas, gdy załoga schroniła się w magazynie na amunicję, go wciągnął do kapsuły ratunkowej mechanik, Scott. Sam wyszedł z tego prawie bez uszczerbku. Stary, fartowny drań. Mimo pozornej wesołości, na wszystkich ciążyło poczucie dojmującej żałoby i przerażającej świadomości, jak mało brakowało, by pustka wyssała życie także z nich. Do służby wróciła już tylko czwórka z nich.
Ashton wyszedł z tego z paskudną blizną na klatce piersiowej i trwałym urazem serca, które pod wpływem chwilowej ekspozycji na niskie ciśnienie po prostu spuchło - gdy wróciło do normalnych wymiarów, okazało się, że nie pracuje już jak należy.
Dużo się zmieniło w jego podejściu do życia po tym wypadku. Miało na to wpływ poznanie ludzkiej fizjoterapeutki - Abby. Nigdy wcześniej nie miał takich uczuć względem drugiej osoby. Ich relacja miała czas zacieśnić się w trakcie jego długiej rekonwalescencji  - w końcu oboje postanowili zamieszkać razem - jeśli los da - na Ziemi.
Tymczasem zostały już podjęte działania mające przygotować go i jego statek - Buzzard 2.0 - do dalszej służby.
Nie chciał już tam wracać - do tej wszechobecnej pustki, przerażająco ogromnych ciał niebieskich i jeszcze gorszej świadomości, że byle zbłąkany w przestrzeni pocisk jest w stanie ich zabić - planował pracować na tyle, by zwróciły się koszta dostosowania statku do pilota z rozrusznikiem serca. Nie chciał wywoływać strat. Dodatkowy grosz na nowy start z partnerką u boku także miał się przydać.
Nigdy by nie podejrzewał, że zwyczajny patrol na granicach Unii może zmienić wszystko.
Natknęli się na swobodnie dryfujący statek wysyłający sygnał S.O.S. w regularnych odstępach czasu. To było podejrzane, ale nie mogli przecież pozostawić go samemu sobie. Gdy tylko się zbliżyli, statek otworzył do nich ogień. Udało im się przedrzeć przez śluzę magazynu. Byli świetnie zorganizowani.
KLujbIH.pngDokonali egzekucji na całej załodze. Ciało za ciałem padały bezwładnie na posadzkę w rozbryzgach własnej krwi. Ashton słyszał krzyki swoich kolegów po fachu po dziś dzień, gdy tylko wracał myślami do tamtego strasznego dnia. Sam nie był w stanie nic z siebie wydusić. Pamiętał tę gulę w gardle i niebezpieczne ciepło w klatce piersiowej, które generował rozrusznik próbując unormować rytm rozszalałego serca. W momencie, gdy poczuł chłód lufy z tyłu głowy, zamknął oczy, próbując myślami znaleźć się przy Abby. Chwila trwała nieznośnie długo. Nie rozumiał nic a nic z tego, co obcy mówili - ich język nie był zaprogramowany w jego przetworniku mowy. Gdy jeden z nich szarpnięciem podniósł go na nogi, prawie przewrócił się z powrotem. Siłą posadzili go z powrotem w kokpicie i gestami nakazali podążanie za statkiem, którym zwabili go i nieżyjącą już załogę.
Szybko zrozumiał, co uratowało mu życie - jego umiejętności pilotowania tak nowoczesnego statku, jakim był Buzzard 2.0. Nie musieli długo go namawiać do tego, by działał dla nich. Wystarczyło umieszczenie w kokpicie nadajnika, który stale ukazywał współrzędne jego ukochanej - Abby. Nie musieli znać swoich języków, by nawzajem się rozumieć.
Ich taktyka była prosta i zarazem cwana. Udawali, że są w potrzebie - posługując się wizerunkiem Ashtona. Niczego nieświadome ofiary zbliżały się z zamiarem pomocy, który ostatecznie zawsze okazywał się być dla nich zgubny. Podszywając się pod ludzki statek potrafili zapuścić się głęboko w rejony Unii Intergalaktycznej - nawet na granice Drogi Mlecznej. Ashton świadom tego, jaka jest stawka, biernie pilotował statkiem. Odcięty od wszystkiego w kokpicie, łatwo mógł ignorować to, co się działo poza nim.
Sytuacja nie była prosta - ale Conway w miarę skutecznie odcinał się emocjonalnie od tego, co działo się wokół niego - do czasu. Moment, w którym zobaczył w odbiorniku twarz jednego ze swoich starych kompanów rozbił ten cały pozorny spokój na kawałki. Nie mógł oglądać śmierci kolejnej ważnej dla niego osoby. Spieprzył całą akcję po całości. Statek, który piraci chcieli napaść, wycofał się wzywając posiłki, a im pozostało salwować się ucieczką.
KLujbIH.pngZabili w odwecie Abby.
Układ, w którym pracowała, nigdy nie był specjalnie chroniony. Znajdował się na obrzeżach Unii, a medyczne placówki miały dość otwartą politykę przyjmowania obcych. Zmusili Ashtona do oglądania na nagraniu na żywo jak jej twarz z miło uśmiechniętej zmienia się w zaniepokojoną - by błysnąć na sekundę paniką w momencie, gdy  lufa znalazła się centymetry przed jej oczami.
KLujbIH.pngTego dnia przestał mieć cokolwiek do stracenia. Już wcześniej stracił reputację i zaczął być ścigany na terenie UI - mylnie uznany za dezertera i pirata. Niedługo później uciekł na pokładzie Buzzarda 2.0 poprzysięgając im rychłą zemstę.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#4 2019-06-01 11:49:23

Dolores
Kucyponek Jednorogi
MacintoshSafari 604.1

Odp: Space Jam

GsM1ghR.png
unethical_approaches_by_themefinland_dagpm2p-pre.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7ImhlaWdodCI6Ijw9Nzg4IiwicGF0aCI6IlwvZlwvYjNlZjRkNWYtM2JhYy00ZWUzLTlkZTItMDY4OWM5NjVhN2I3XC9kYWdwbTJwLTgyZjFhZWY2LTJhZGQtNDUxYi1iZmI4LWJkMDIxODI0NTFiOC5qcGciLCJ3aWR0aCI6Ijw9MTYwMCJ9XV0sImF1ZCI6WyJ1cm46c2VydmljZTppbWFnZS5vcGVyYXRpb25zIl19.VbQh-HaJcSRqzlMI6j9Jq1FS4qsxaQ-PyD3E9OnwQa4
A NEWBORN RACE

12 września 2389, CERN, Francja, Ziemia

Projekt Icarus
ŚCIŚLE TAJNE

Twórcy:
Dr Ulric Xander
Dr Ovo Ah’oin

Projekt przewiduje stworzenie nowej rasy powstałej na bazie materiału genetycznego pobranego od przedstawicieli takich gatunków jak: (...). Próbki materiału zostaną pobrane od dobrowolnych dawców, którzy otrzymają rekompensatę kosztów w wysokości (kwota). Następnie próbki zostaną przetransportowane do laboratoriów, gdzie zostaną raz jeszcze przebadane i posegregowane. Tak przygotowane próbki będzie można przeznaczyć do dalszych badań.
Badania zostaną przeprowadzone przez zespół wykwalifikowanych specjalistów z dziedziny biologii i biotechnologii. Efekty eksperymentu będą na bieżąco kontrolowane w sporządzanych systematycznie raportach, które następnie będą przesyłane do zarządu (jakiegoś działu od biotechnologii) Unii Intergalaktycznej.

Szacowany czas trwania eksperymentu: 42 ziemskie miesiące
Miejsce przeprowadzenia eksperymentu: Ośrodek naukowo-badawczy CERN, Ziemia

Status: ODRZUCONO

6928d71ed50630fa2b1458b3b2f63c70.jpg
AM I NOT HUMAN?

__xenomorph___by_sangheili117_d8h00m0-pre.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7ImhlaWdodCI6Ijw9ODAwIiwicGF0aCI6IlwvZlwvMTdhMjYwNjQtYjFiOS00OGI3LTg4NGMtZmVmN2ZlYjc4YTJiXC9kOGgwMG0wLWY3N2E1YjEzLTRjOWMtNDBiOS1iOGFhLWVlMjMzOTg1ZmMyMS5wbmciLCJ3aWR0aCI6Ijw9MTQ4MiJ9XV0sImF1ZCI6WyJ1cm46c2VydmljZTppbWFnZS5vcGVyYXRpb25zIl19.oYdeujnNSX8C_1AN01pCZ4tRwO7B5sj7h1K3eaYp4IY


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#5 2019-06-06 19:12:05

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 74.0.3729.169

Odp: Space Jam

Breckett
0d9be728992d5decbeb7211c3658a86e.jpg

Life is a highway and it's mighty fucking long
Full of twists and turns so you know shit's gon' go wrong


dbyi4yq-6d9609d5-7ee3-4e79-8edf-6661be7f12f3.gif?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcL2JmYzk1ZWZkLWNkYWEtNGM2Mi1iYjMzLTRjNDU4YWQwOGU1NlwvZGJ5aTR5cS02ZDk2MDlkNS03ZWUzLTRlNzktOGVkZi02NjYxYmU3ZjEyZjMuZ2lmIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.3v7RrUBs7v6rXr_szICJK43soJka_W1Tg20G9OKvTw0

KLujbIH.pngCi, którzy znaliby obie tożsamości Brecketta, mogliby zwać go hipokrytą, ale po pierwsze - wcale nie uważał, by nim był, a po drugie - nikt nie znał jego obu tożsamości. Z jednej strony był emerytowanym funkcjonariuszem sił antyterrorystycznych, a z drugiej oferował swoje usługi ochroniarza  na Epicentrze - kolebce szarej strefy - tym, którzy dobrze płacili i nie wzbudzali jego antypatii. Miał swoje twarde zasady - nie ochraniał głupków, nie otwierał ognia do stróżów prawa, nie ujawniał swojej tożsamości w pracy i  przyjmował pieniądze jedynie po dobrze wykonanej robocie. Czyli prawie zawsze. Te zasady przysporzyły mu łatkę "honorowego bandyty", którego na początku próbowano oszukać (po paru niezbyt skutecznych razach zaprzestano tych prób) - ale też szybko zaczął być traktowany jako godny zaufania spec. Zdawałoby się, że miał bardzo wąski zakres usług, ale nic bardziej mylnego - chronił jednych "złoczyńców" przed innymi "złoczyńcami" najczęściej w trakcie różnych biznesowych spotkań, a tych nigdy nie brakowało. Czasem zdarzało mu się przyjąć zlecenie  od stałego klienta na szybkie sprzątnięcie kogoś. Wiedział, że balansuje na granicy praworządności (a właściwie stoi nad nią okrakiem), ale uważał, że właściwie przyczynia się do poprawiania warunków w tutejszym środowisku - wspierając "mniejsze zło" i z wielką chęcią wypleniając to "gorsze zło".
KLujbIH.pngPrzyczyna takiego wyboru ścieżki życiowej była banalnie prosta - dla pieniędzy. Nawet nie dla siebie - nie potrzebował ich w życiu tak dużo - a dla syna i wnuczki, wobec których czuł, że jest im coś winien. Nie uczestniczył za bardzo w życiu syna - ani on, ani jego zmarła żona. Oboje poświęcili się swoim karierom nie zauważając, że syn - Sulvan - ich potrzebuje. Zajmowali się nim głównie dziadkowie - teraz, gdy był już dorosły, sam nieświadomie powielił schemat rodziny, w jakim dorastał, przez co jego latoroślą - Gianą - zajmował się głównie Breckett - będący już u schyłku swojej kariery. Syn niechętnie przyjmował jego pomoc, z kolei wnuczka go uwielbiała. Do tego stopnia, że planowała pójść w jego ślady i wstąpić do sił antyterrorystycznych - po raz kolejny ku niechęci Sulvana. Breckett przyklaskiwał jej planom - po czasie dopiero uświadomiwszy sobie, że próbował w ten sposób zrekompensować oczekiwania co do syna - czasem po cichu "wspomagając" jej karierę bez jej wiedzy. W wyniku pewnych zdarzeń i czynników przestała jednak chodzić w tereny i poprzestała na pracy za biurkiem. Od tego momentu wszyscy zaczęli robić dobre miny do złej gry - Sulvan musiał ukrywać zadowolenie z takiego obrotu sprawy, Giana udawała, że to była całkowicie jej decyzja, a Breckett udawał, że jej wierzy. Naturalną koleją rzeczy, ich relacje się rozluźniły i każdy zajął się swoim życiem.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#6 2019-12-09 22:50:37

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 78.0.3904.108

Odp: Space Jam

Ja wiem, trzecia postać.

Timothy Staggs
Surprise, I'm in the same time
Beneath the same sun
Oh man you cut me to size
5903c8d2ab1e4fc3e212f9869581d6fe.jpg

    Epicentra była jednym z jego przystanków, na którym postanowił zarzucić kotwicę. Był tutaj płotką - zajmował się szmuglowaniem towarów z granic Unii na zlecenie tutejszych mafii. Która go zatrudniła, dla tej zdobywał kontrabandę. Łatwo przystosowywał się do panujących wokół niego warunków. Po trochu była to zasługa realiów, w jakich przyszło mu dorastać, lecz późniejsze życie także skutecznie mu pokazało, że może i był karaluchem ale też - jak każdy karaczan - był trudny do wytępienia. Od zawsze parał się robót, które nie szły zgodnie z literą prawa Unii Intergalaktycznej. Każda uchodziła mu płazem - aż do tej najpoważniejszej.
    Zapukał do drzwi apartamentu przebrany w strój konserwatora powierzchni płaskich.
    - Sprzątanie.
    - Nie zamawiałam dziś sprzątania - rozległ się głos zza drzwi.
    - W takim razie proszę podpisać odmowę.
Kobieta ruszyła w kierunku drzwi komentując coś pod nosem. Timothy wyjął broń z tłumikiem i wycelował prosto w judasza. Najwyraźniej była na boso, gdyż nie było słychać jej kroków, lecz gdy podeszła do drzwi, przez szparę przy podłodze można było zauważyć cień. Staggs nacisnął spust czując tylko chwilowe spięcie mięśni, które zmusiło go do przymrużenia oczu. Broń nie była całkowicie bezdźwięczna, ale głuche uderzenie ciała o podłogę wydało mu się i tak głośniejszym dźwiękiem. Jeszcze głośniejszym było kliknięcie klamki od drzwi prowadzących na korytarz, na którym się znajdował. Z zaskoczenia nie zdążył schować broni. Miało nikogo nie być w okolicy. Ktoś zawiódł. Ochroniarz miał świetny refleks, podczas gdy Timothy nie miał gdzie uciec. Skończyło się przestrzelonym kolanem
    Sprawa potoczyła się szybko. Oskarżenie było kwestią formalności. Do więzienia trafił na krótko. Zaledwie po paru tygodniach został poinformowany o anulowaniu wyroku. Przy nim wypełniali dokumentację mówiącą o wypuszczeniu. Myślał, że to zasługa zleceniodawców.
Pamiętał to niejasne ukłucie niepokoju, gdy wyprowadzono go z więzienia i przetransportowano na pokład statku kosmicznego. Właśnie zniknął z rejestrów.
[...]

3maAycY.jpg?1

[...]


Dziwne, u mnie działa.

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
speedhunters - l322 - gildiahusaria - funnyfamily - skillhide