Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2019-06-09 11:47:38

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 74.0.3729.169

Ego

KXTPu31.jpg

Przedmowa

Opowiadanie zostało napisane na konkurs, ale w kontekście założonego tutaj wątku "Laevheim" i mojej postaci, Farida al'Jafara. Są to wydarzenia poprzedzające początek wątku na Depeszy. Miłego czytania~

igP7jsl.pngKolejny poranek w bramie miasta. Oblepiające od stóp do głów błoto, kruszące się na płaszczu we wschodzącym już słońcu. Smród odpadów i alkoholowych oparów, dobywających się jeszcze z oddechu. Pobłażliwe spojrzenia strażników.
igP7jsl.pngPoranek jak wiele poprzednich.
igP7jsl.pngPijak uśmiechnął się krzywo do mężczyzn w zbrojach i barwach miasta, ukłonił im się z dozą kpiny. Tym razem żaden z nich nie wylądował tu z nim, ale i tak się zdarzało. Mimo tego ich wzrok pozostawał niezmienny  – chłodny i wywyższający się, choć sami plasowali się na dnie łańcucha pokarmowego armii. Mężczyznę w zabłoconym płaszczu może by zainteresowało to zjawisko, gdyby nie miał większych zmartwień na głowie – jak jej natarczywego bólu oraz palącego pragnienia. Głos wewnątrz niego burzył się z obrzydzeniem, kiedy zamiast wrócić do domu, skierował się do karczmy, gdzie przesiadywały jeszcze niedobitki z minionej nocy. Został jednakże zignorowany i zepchnięty w głąb świadomości, a tam prędko zapity świeżym trunkiem. Jakże szybko wyleczyło to dolegliwości ciała i duszy, od tylu lat udręczonej.
igP7jsl.pngKarczmarka uśmiechnęła się do niego. Odwzajemnił gest, udając, że nie dostrzegł kryjącego się w nim smutku. Powitała go tutaj w pierwszy jego dzień i od tamtej pory witała w każdy następny. Lała alkohol do kufla, nie zadając pytań, których nie chciał słuchać, ani tym bardziej na nie odpowiadać. Tymczasem głos mętniał, cichnął, odpływał.

igP7jsl.pngWieczór. Ciemno. Zimno, tylko ręka wyczuwała lekkie ciepło. Cykające świerszcze, cichy szum drzew, a poza tym cisza. Mężczyzna podniósł się powoli i natychmiast skrzywił na nagły, ostry ból w czaszce, jakby rozłupano ją na pół. Uniósł lewą dłoń, bo prawa pulsowała nieprzyjemnie. Wyczuł skrzepy krwi na skroni. Palce niezmarzniętej ręki pokrywały pęcherze. Musiały znaleźć się za blisko ogniska, które teraz dogasało i dawało ledwo tlącą się pomarańczową poświatę. Zbliżył się do niego, coraz dotkliwiej odczuwając chłodną noc.
Na ubraniach zebrała się rosa – zdążyły zwilgotnieć.
igP7jsl.pngTknięty nagłą myślą, mężczyzna sięgnął zdrową ręką do pasa, ale nie wyczuł sakwy z pieniędzmi. Pełen najgorszych przeczuć, rozejrzał się; wzrok przyzwyczaił się już do panujących ciemności, a księżyc dawał wystarczająco światła, by mógł dostrzec otoczenie. Nie znalazłszy ani swojego dobytku, ani konia, mężczyzna pobladł. Zdjął go strach, oddech przyspieszył, a na kark wystąpił pot, mimo temperatury. Przypomniał sobie własne słowa, gdy nalegał, aby przetransportować przesyłkę w pojedynkę; to przekonanie, że najlepiej
i najszybciej wykona to zadanie sam. Popisał się. Mógłby już tu i teraz kopać dla siebie grób, ale ponuro pomyślał, że brakowało mu łopaty. Dawno nie czuł się tak żałośnie, jak teraz, a przecież przez lata dmuchał i chuchał na swoje ego.
igP7jsl.pngTak jak się spodziewał, został zwolniony. Publicznie i z hukiem, by każdy w okolicy wiedział, z czym wiąże się robienie interesów z tym jegomościem. Nie miał sił wmawiać znów sobie, że to nic, że podniesie się jak zwykle. Ze złością odtrącił natarczywy głos, nakazujący mu walkę. Nie, chciał odejść ze zwieszoną głową. Patrzeć w brudną sadzawkę za murami miasta, w swoje paskudne, maluczkie oblicze. Wypominać sobie głupotę. Nie do końca poważnie rozważając samobójstwo, nie był świadom, iż dostał już drugą szansę.

igP7jsl.pngOstry zapach, wdzierający się w nozdrza, nie do końca przyćmiewający odór zgniłego mięsa i odchodów. Niegłośne jęki, kobiece szepty. Wysoka sala przepełniona światłem, oślepiającym po przebudzeniu. Subtelny ciężar na brzuchu, ciało przykryte cienkim materiałem.
igP7jsl.pngKobieta uniosła się ze szpitalnego posłania. Suknię miała zabrudzoną krwią, ktoś położył na niej kwiaty. Lekko drżącą ręką uniosła bukiet świeżej lawendy do nosa. Uśmiechnęła się. Podeszła do niej tutejsza pielęgniarka w fartuchu równie szkarłatnym,
co ciuchy pacjentki. Młoda dziewczyna przyklękła obok niej i ścisnęła jej dłonie. Z oczu bił szczery zachwyt.
igP7jsl.png– To doprawdy cud, że panienka przetrwała. Bogowie są łaskawi. – Mówiąc to, przesunęła palcem po czole kobiety na znak ochrony. – Cud – powtórzyła, odchodząc z szerokim uśmiechem.
igP7jsl.pngKobieta rozejrzała się wokół. Salę wypełniały identyczne posłania jak to, na którym teraz siedziała. Części osób zakryto już twarze, niektórzy jeszcze na to czekali. Ci żywi przewracali się z boku na bok w malignie, inni tępo patrzyli w sufit, walcząc z bolesnym kaszlem.
igP7jsl.pngChoroba. Ją też dopadła. Nim zasnęła, pamiętała uczucie, jakby miała wypluć własne wnętrzności, a teraz mogłaby tańczyć na środku rynku. Nagle zdało jej się, że w sali panował zaduch, że czuła odór śmierci, niemal namacalnej. Czym prędzej wstała na równe nogi i pospieszyła ku wyjściu, ignorując nawoływania pielęgniarek, by się nie przemęczać.
igP7jsl.pngStanęła na zewnątrz. Zalało ją złote słońce, gwar tłumu, powietrze niosące więcej smrodu, niż świeżości – choć teraz wydawało się pochodzić z morskich plaż lub górskich zboczy. Niemal widziała przed sobą wachlarz możliwości, jaki niespodziewanie posiadła. Przecież stać ją na więcej. Znała się na liczbach, miała znajomości. Wystarczyło to jedynie dobrze wykorzystać, a odbiłaby się od dna, w którym tak długo brodziła.
igP7jsl.pngPrzyzwyczajenia jednak są silne. Ryzyko bywa przerażające. Dlatego ubrała się w swoją najpiękniejszą suknię – jego ulubioną – i czekała na klienta, zapominając o głosie wewnątrz, mającym więcej wiary w jej siły, niż ona sama.

igP7jsl.pngOtworzył oczy. Nad sobą zobaczył znajomy baldachim. Przez jego mglisty materiał prześwitywały promienie słoneczne ranka, a może wczesnego popołudnia. W powietrzu unosił się jeszcze zapach jaśminowego kadzidła, zapalonego poprzedniego wieczora, ale przedzierał się przez niego kwaśny odór wymiocin. Farid przekręcił się na bok, zobaczył kałużę z resztkami jego kolacji, smród uderzył go ze zdwojoną intensywnością. Szarpnęło nim i zwymiotował, nie wiedział który raz. Wspomnienia nocy zatarły się, jakby w ogóle
nie istniały. Pamiętał wypicie kieliszka wina, nie więcej; dobrze się po nim czuł. Ba, wyśmienicie wręcz – sprowadzał to wino z najlepszej winnicy w ich kraju. Nawet gdyby było kwaśne i niesmaczne, wmówiłby sobie, że w życiu nie smakował wspanialszego.
igP7jsl.pngPrzewrócił się na drugi bok i przysunął do przeciwnej strony łóżka. Powoli, ze względu na nawiedzające go mroczki, zsunął nogi na ziemię, zakładając od razu miękkie, barwne kapcie. Odczekał dłuższą chwilę, by zawroty głowy minęły. Rozejrzał się w tym czasie po swojej komnacie, ale wszystko wydawało się znajdować na swoim miejscu. Kadzielnica i posążki bogów na komodzie, na ścianie dwa rapiery odziedziczone po przodku, wysoka roślina w donicy nienaruszona. A szkoda, bo gdyby zapchlony kocur jego kuzynek podjadł parę liści, to wreszcie by zdechł.
igP7jsl.pngWstał i podszedł do misy z wodą, stojącej na niewielkim stoliku. Nim zmącił powierzchnię, dostrzegł u siebie nietypową bladość. Odświeżony stanął przed lustrem, ale nadal jego złoto-brązowa skóra trzymała niezdrowy kolor, jak po chorobie. Ciemne oczy podkrążone z wycieńczenia...
igP7jsl.pngCiemne? Farid nachylił się bliżej tafli, gęstymi, podwiniętymi wąsami niemal po niej szurając, ale tęczówki pozostały ciemnobrązowe, prawie czarne, choć dałby sobie rękę uciąć, że dostrzegł w nich jasny poblask. Ignorując dziwne uczucie, pełzające pod skórą jak horda mrówek, poprawił elegancko hebanowe włosy i docenił, jak zawsze, swą przystojność.
igP7jsl.pngOdziawszy się w dzienne ubranie, przytroczył do pasa jeszcze broń – piękny rapier, najwyższej jakości kowalstwa, o złotej rękojeści. Ze swoim charakterem nigdy nie pozwalał sobie na rozstanie z jakąkolwiek formą ostrza. Nawet pod poduszką trzymał sztylet. Przezorny zawsze ubezpieczony.
igP7jsl.pngSkierował się do ogrodów, gdzie o tej porze czas spędzało jego kuzynostwo i dzieci rodzeństwa. Po drodze służba rzucała mu zdziwione spojrzenia, ale to reakcje członków rodziny go szczególnie zainteresowały, bo każdemu z osobna, poza najmłodszymi, szeroko otwierały się oczy, a nawet i usta co niektórym. Mieli na twarzach wymalowany szok oraz... Strach?
igP7jsl.pngFarid kontemplował jakiś czas te widoki, próbując wyjaśnić sobie przyczynę całego zajścia. Wszystko stało się jasne, gdy wyszedł naprzeciw siostrze. Biedaczka tak się zlękła, aż figurka wypadła jej z rąk i rozbiła się u stóp w pył. Oddychała szybko i ciężko, mocno zaciskając usta i marszcząc brwi, ni to w złości, ni zaskoczeniu. Nagle elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce i Farid wybuchnął gromkim śmiechem, niosącym się po całej rezydencji. Zgiął się wpół, szarpany tyle rozbawieniem, co mdłościami.
igP7jsl.png– Nie wierzę! – zawołał, odgarniając włosy z oczu. Siostra patrzyła na niego z jawną nienawiścią. – Wreszcie się na to zdobyliście! – Zaklaskał dramatycznie, nie szczędząc sobie szerokiego uśmiechu. – Moje gratulacje. A jeszcze większe za to, jak koncertowo to zepsuliście.
igP7jsl.pngObjął rozdygotaną już siostrę, prowadząc dalej korytarzem. Służący zerkali po sobie niepewnie.
igP7jsl.png– Powiedz, siostrzyczko... – Napawając się tą chwilą, odgarnął jej kasztanowe loki za ucho. Szarpnęła głową, odpędzając się od niego. – Które z was próbowało mnie zabić?

igP7jsl.pngPoczątkowo nie planował zgłębiać przyczyn i skutków całej sytuacji, ale im więcej dni mijało, tym bardziej natarczywe stawało się poczucie, iż coś było nie tak. Nie potrafił określić co dokładnie, ale czuł się nieswojo. Dawka trucizny jaką zażył mogła zabić konia, tymczasem on obudził się następnego dnia jak gdyby nigdy nic. Chciał skupić się na swym dawnym trybie funkcjonowania, czyli uprzykrzaniu życia rodziny i wydawaniu ich pieniędzy, podsłuchiwaniu wszelkich tajemnic i sekretów, ale musiał wiedzieć, jak to możliwe. Coś z tyłu głowy wciąż mu to powtarzało – może nienasycony głód wiedzy.
igP7jsl.pngMijały dni i tygodnie, a on nie posuwał się ani o krok naprzód w rozwikłaniu zagadki. Tracąc cierpliwość, zwrócił się o pomoc do wieszczki. Zażądał, by wyczytała z kart jego przeszłość, ale ona – kobieta okutana chustami tak, że tylko nienaturalnie jasne oczy wyglądały zza stert tkanin – pokręciła głową. Wysłuchawszy, co go sprowadziło do niej, podała mu zwierciadło w złotej ramie, bogato zdobione roślinnymi motywami.
igP7jsl.png– Co widzisz? – zapytała cichym, melodyjnym głosem.
igP7jsl.png– Siebie – odparł lekko zirytowany, przekonując się, że przyjście tutaj było błędem.
igP7jsl.png– Spójrz głębiej.
igP7jsl.pngCokolwiek miało znaczyć „głębiej”, Farid przyjrzał się sobie uważniej i istotnie, po chwili jego oczy rozbłysły i zmieniły kolor na złoty, ostre rysy twarzy na kwadratową szczękę i szeroki nos, skóra ściemniała, tak jak włosy. W odbiciu ukazywał się teraz obraz zgoła innego mężczyzny, kogoś o groźnym, ognistym spojrzeniu i drapieżnym uśmiechu. W jego umyśle rozbrzmiał niski głos, przywodzący na myśl trzaskające w ogniu drewno.
igP7jsl.png– Witaj, Faridzie.
igP7jsl.png– Słyszysz...? – mężczyzna zwrócił się do wieszczki, ale ta pokręciła głową.
igP7jsl.png– To klątwa – szepnęła.
igP7jsl.png– To moja przeklęta dusza zwróciła ci życie. Nazywam się Rakshahr.

igP7jsl.pngParę długich lat zajęło Faridowi zaakceptowanie swojej sytuacji i porzucenie prób destylacji duszy. Choć Rakshahr zapewniał o swoich chęciach pomocy rozdzielenia ich dwójki, to z pełną szczerością mówił także o praktycznie nieistniejących szansach dokonania tego własnymi – a właściwie Farida – rękami. „Klątwę można złamać, ale nie obejść. Oczywiście możesz próbować, jeśli nie obawiasz się rykoszetu”, powtarzał do znudzenia, gdy Farid ślęczał nad traktatami o nekromancji i klątwach. Bez skutku.
igP7jsl.pngNawiedzający mężczyznę głos był magiem ognia i światła, zamordowanym przez wrogów z Północy podczas jednej z misji, zleconej przez władcę ich kraju sprzed ośmiu pokoleń. Ponieważ nie cieszył się wśród ludów śniegu dobrą sławą, rzucono na niego klątwę czasu, skazującą na wieczną tułaczkę pomiędzy cudzymi ciałami. Robił za głos sumienia, odwagi, wiary, ale do tej pory nie zdołał przebić się do niczyjej świadomości. Umierał dziesiątki razy, obserwując boleśnie bezradny, jak jego naczynia marnują drugą szansę życia, staczają się, brodzą w tym, co jemu jawiło się jako najgorsze koszmary. Znalazł się jednak ktoś, kto wreszcie go usłyszał i dostrzegł.
igP7jsl.png– Skoro się ciebie nie pozbędę, magu... - Farid wyprostował się, zatrzaskując księgę o żywiołach, a jego oczy rozbłysły na perspektywy nowych możliwości. Zerknął w ogromne lustro wiszące w jego komnacie i jak zawsze, dostrzegł siebie. – To może chociaż do czegoś cię wykorzystam.

igP7jsl.pngDrzwi zatrzęsły się, gdy czyjaś pięść uderzyła w nie z hukiem. Zza nich dobiegały krzyki, naglące rozkazy. Przez szparę między wejściem, a podłogą co chwila błyskało światło. Farid rozsiadł się wygodniej na wielkim łożu i zapatrzył w srebrny pierścień z dużym, czarnym kamieniem, nakrapianym białymi drobinami. Ciało miał słabe, bo właśnie w tym drobnym klejnocie znajdowała się cała jego energia życiowa. Nie pozostało jej wiele, biorąc pod uwagę podeszły wiek Farida. Ścisnął biżuterię palcami lewej ręki i ostatni raz spojrzał w lustro.
igP7jsl.png– Gotów? – Po raz pierwszy w jego głosie wybrzmiała powaga.
igP7jsl.png– Widzimy się po drugiej stronie.
igP7jsl.pngFarid uśmiechnął się krzywo na słowa Rakshahra.
igP7jsl.png– Nie sądzę, by bogowie mnie tam chcieli.
igP7jsl.pngSzybkim ruchem zdjął pierścień z prawej dłoni, upadając na pościel. Drzwi otworzyły się z hukiem, do pokoju wpadła grupa mężczyzn o jasnych obliczach i błękitnych, zimnych oczach, ale spóźnili się. Dawny członek rodu królewskiej krwi odetchnął po raz ostatni. Obok niego leżał srebrny pierścień i czarny pył. Głos, który nawiedził dziesiątki osób, zamilknął i już nigdy miał nie rozbrzmieć. Ostatecznie nie potrzebował czasu, by zrzucić z siebie klątwę. Wystarczył odpowiedni człowiek.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
lezekojota - maledictus-regnum - mygamingforum - l322 - ultrarp