Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2017-07-04 20:00:52

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Others

island_by_erenarik-d33ux9w.jpg

I wanna hide the truth
I wanna shelter you
But with the beast inside
There's nowhere we can hide

Zastanawiałeś się kiedyś jak by wyglądało Twoje życie, gdybyś posiadał paranormalne zdolności? Razem z milionami innych osób na całym świecie oglądasz filmy o superbohaterach. Na ulicach widujesz dzieci w strojach superbohaterów idące na bal przebierańców, czy dorosłe osoby w koszulkach z logo Batmana, czy nieśmiertelnym symbolem Supermana. Co by się stało, gdybyś nabył zdolności ulubieńca z dużego ekranu? Wykorzystywałbyś je do własnych celów, czy pomagał innym? Ukrywałbyś je, czy ogłosił całemu światu? Byłbyś cenionym bohaterem broniącym uciemiężonych? Czy to nie byłoby fantastyczne...?

Żyją na Ziemi osoby, które miały okazję się przekonać jak wygląda posiadanie supermocy. I wcale nie było to takie fantastyczne.




Na Ziemi żyją osoby obdarzone nadprzyrodzonymi zdolnościami, jednak ich życie ani trochę nie przypomina tego znanego z filmów. Są wyłapywani w młodym wieku, lecz wcale nie trafiają do Akademii Profesora Xaviera. Część z nich rekrutowana jest do armii. Ci, którzy nie spełniają wymogów, zostają zamknięci w ośrodku znajdującym się na malutkiej wysepce u wybrzeży Japonii, gdzie przeprowadzane są na nich bestialskie eksperymenty. Bajka o superbohaterach ratujących świat przed złem obraca się w proch przy konfrontacji ze światem realnym. Nikogo nie uratowali, nikt nie mówi o nich w telewizji. Część z nich została wyszkolona by zabijać i to jest ich jedyny cel. Pozostali cierpią katusze.

Na wolności pozostała tylko niewielka grupka, której jeszcze nie zidentyfikowano. Wszyscy ukrywają się przed światem i rządem. Jedni podejmują kariery rzezimieszków, inni umierają na ulicy, żebrząc o kawałek chleba. W Podziemiu powoli zaczyna się formować organizacja mająca na celu ochronę osób obdarzonych wyjątkowymi zdolnościami. Ale czy mają jakiekolwiek szanse w starciu z rządem...?

When you feel my heat
Look into my eyes
It’s where my demons hide

Postacie
Arbi - Joel Rust
Lo - Alena

Don’t get too close
It’s dark inside
It’s where my demons hide


Ja pierdolę, ale ameby.

Online

#2 2017-07-06 16:32:24

Arbalester
Szeryf Depeszy
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

dante___dmc5_by_whispers_dai-d5p9ihe.jpg

My mouth it's got a great big smile
that shows some great big teeth

Imię
Joel

Nazwisko
Rust

Lat
23

Strona
POP*

Moc
ciało z tytanu

Kolor oczu
szary

Kolor włosów
ciemny brąz

to friends it brings happiness
and to enemies it means defeat



*POP - Podziemna Organizacja Przeobrażonych


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#3 2017-07-06 18:50:10

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

large.jpg
Alena - 22 lata - telekineza, niewidzialność

White walls always weep
When I try to fall asleep
In this city by the sea
Walk the memories




Poszukiwana!
Młoda kobieta. 170 cm wzrostu. Fioletowe włosy. Brązowe oczy. Rosyjskie pochodzenie. Zdezerterowała z wojska. Szczególnie niebezpieczna.


Ja pierdolę, ale ameby.

Online

#4 2017-07-06 19:03:57

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

140zo7l.jpg

Ulice Tokio jak zwykle były przeludnione. Już kila dni spędzonych tam utwierdzało w przekonaniu, że to miasto nie może być puste. Nawet po zmroku w dzielnicy Shibuya roiło się od ludzi, a wśród nich przemykała postać w czarnej bluzie. Szybkim ruchem dłoni poprawiła kaptur, nasuwając go bardziej na czoło. Fioletowe włosy nie były zbyt pomocne, jeśli za twoją głowę wyznaczono niemałą sumkę i ścigało cię co najmniej kilka międzynarodowych organizacji. Alena wiedziała to doskonale i chociaż mijała po drodze wielu ludzi o dość oryginalnym wyglądzie - sama wolała nie ryzykować. Jej wzrost i atletyczna sylwetka już wystarczająco musiały rzucać się w oczy, pośród niskich i raczej drobnych Japończyków. Przedzierając się przez tłumy Azjatów, przypomniała sobie ostatnie miesiące na froncie.

Grupa Aleny przed rokiem została nieoficjalnie wysłana do Syrii, by tam wspomóc Front Islamski. Niewielki oddział składający się z co najwyżej kilkunastu wyszkolonych osób posiadających nadprzyrodzone zdolności oraz nieco większej liczby zwykłych żołnierzy.
Pamiętała dokładnie jak wyglądał ich przylot do Syrii. Wszyscy byli zdeterminowani. Mieli zrobić to, co do nich należało, do czego zostali wyszkoleni. Nikt, prócz zwykłych żołnierzy, nie wykazywał zbytnich emocji. Sytuacja polityczna i religijna także miała małe znaczenie. Iść, zabić, wrócić. Wiedzieli, że nie uda się ich zabić. Nie mieli rodzin, o które mogliby się martwić. Nie zostawili nigdzie swoich drugich połówek ani przyjaciół. Od dziecka byli szkoleni, aby walczyć. Wydawać by się mogło, że nie są zdolni do okazywania emocji, zawierania głębszych znajomości. Żywe maszyny do zabijania, wyposażone w umiejętności superbohaterów z komiksów Marvela.
Jednak nikt nie był w stanie przewidzieć jak taka sytuacja podziała na młody umysł Aleny. Prawdziwa wojna różniła się od szkolenia. Miesiące spędzone w ruinach, będących kiedyś częściami miast, codzienny widok rozstrzeliwanych opozycjonistów, przemocy wobec kobiet i dzieci, ludzi desperacko starających się uciec... W Alenie coś pękło.
Przez kilka miesięcy rosło w niej nieznane uczucie. Długo nie wiedziała co to jest, aż pewnego dnia dotarło to do niej.
Siedziała wtedy schowana za cienką ścianą podziurawioną przez kule. W oddali słychać było strzały oraz krzyki ludzi. Nie bała się. Przynajmniej do czasu aż koło niej padło zakrwawione ciało. Niby normalne, co dzień widywała trupy. Jednak w tym było coś innego... To był jeden z nich. Dotychczas zdawało im się, że są nieśmiertelni. Powtarzano im, że nic nie zdoła ich pokonać. A tu nagle jeden z członków jej oddziału leżał nieżywy z wielką dziurą po kuli w głowie.
Alena zadziałała machinalnie. Nie chciała już więcej tam być, a umiejętność stawania się niewidzialnym bardzo jej w tym pomogła. Uciekła z pola bitwy, ostrożnie przemknęła się na statek transportujący emigrantów do Europy. Mimo, że od tamtego zdarzenia minęło już kilka miesięcy, a dziewczyna zdążyła wiele razy zmienić miejsce pobytu, nadal słyszała huki wystrzeliwanych bomb i widziała zakrwawione ciała z oderwanymi kończynami...

Z zamyślenia ocknęła się w idealną porę. Już dochodziła do miejsca kryjówki POPowców. Niezauważanie skręciła w boczną uliczkę, po czym zastukała w metalowe drzwi. Para świecących oczu czujnie przyjrzała jej się zza szpary w drzwiach, po czym zawiasy skrzypnęły, a ona weszła do środka. Tu już nie musiała być tak bardzo ostrożna. Ściągnęła kaptur i lekko potrząsała głową, by jej krótkie włosy ułożyły się nieco inaczej. Przez chwilę szła ciemnym korytarzem, prowadzona przez strażnika. Zostali poinformowani, że jest sprawdzona i do nich dołączy. Tutaj miała dowiedzieć się o swojej nowej roli.
Kolejna dwójka strażników, którym została przekazana. Po sprawdzeniu, następne drzwi stanęły przed nią otworem. Tam już nie było strażników, a jeden chłopak mogący mieć co najwyżej dwadzieścia kilka lat.
- Joel Rust - przedstawił się i wyciągnął dłoń w jej kierunku. - Witamy na pokładzie.
- Alena.
Skinęła głową, po czym uścisnęli sobie dłonie.


Ja pierdolę, ale ameby.

Online

#5 2017-07-06 21:18:42

Arbalester
Szeryf Depeszy
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

GSWMtlc.png

- Hahahaha! Dawaj, stary!
- Jak zjebiesz, to kupujesz mi alkohol przez pół roku.
- Ochujałeś chyba.
- To moje palce, cenię je sobie trochę.
- Dobra, dobra, a jak mi się uda?
- Zapoznam cię z moją kuzynką.
- Tą blondynką?
- LILY. Tak.
- Układ stoi.
Wokół zebrał się tłum gapiów żądnych krwi. Panował gwar, podnosił się ryk, zachęcający starego przyjaciela Joela do zaczęcia. Ten siedział naprzeciw niego z nożem kuchennym i rozgrzewał się na pokaz. Rust położył dłoń na stole. Alkohol buzujący w jego głowie sprawiał, że nie bał się okaleczenia. Czekał spokojnie na rozpoczęcie gry. Phil zaczynał powoli, budując napięcie wśród publiczności. Z każdym wbiciem ostrza w stół przyspieszał tempo. Doszło do momentu, gdy obserwatorzy nie nadążali za jego dłonią.
I wtedy wydarzyło się coś dziwnego.
Phil nie trafił, rozległ się przenikliwy, metaliczny odgłos, nóż wbił się pod kątem w blat, a palce Joela pozostały nienaruszone.
Nikt tego jeszcze wtedy nie rozumiał. Zwłaszcza banda pijanych ludzi.
To wtedy jego życie zupełnie się odmieniło.

- Szef mówi, żebyś zajął się tą nową, która tu idzie - poinformowała go Cat z cienia pomieszczenia.
Chłopak odwrócił się i dostrzegł, że siedzi wygodnie na blacie z nogą założoną na nogę i ogląda swoje długie paznokcie. Jej wibrysy zadrżały lekko, gdy spojrzała na niego złotymi oczami z pionową źrenicą. Potarł czoło z rozdrażnieniem.
- Dlaczego robi ciągle ze mnie komitet powitalny?
- Bo jesteś przystojny i robisz dobre pierwsze wrażenie - odpowiedziała beznamiętnie. - No i Szef nie znosi się powtarzać, a to trzeba robić, gdy kogoś wprowadza się do organizacji.
Westchnął. Komplement, którym go obdarzyła, nawet nie brzmiał jak komplement w jej ustach. Machnął na nią ręką i spojrzał na plany budynku rozłożone na stole. Wpatrywał się w nie od godziny, starając się zapamiętać każdy detal. Tak na wszelki wypadek.
Zastanawiał się, kto przyjdzie tym razem. Ostatnio, kiedy przybył do nich mężczyzna, zamieniający ciała stałe w ciecze, spodziewałby się wszystkiego; chociaż, o dziwo, nie mieli w szeregach nikogo z supersiłą, latającego lub takiego z ciałem-gumą. Nawet kogoś w stylu Bruce'a Wayne'a. Kocica, superskoczek, człowiek-gaz... No, mieli Zapałkę, tylko kiedy ten był nieostrożny, to parzył samego siebie.
Drzwi się otworzyły.
- Joel Rust, witamy na pokładzie. - Czuł się jak nagranie z metra czy pociągu. Życzymy miłej podróży, dziękujemy za wybranie naszych linii, zadźwięczało mu w głowie. Odwrócił się, chcąc wskazać Cat, - A to... - urwał, bo ta już znikła - ... powietrze.
Standard.
- Powinnam się teraz śmiać?
Rust spojrzał na nią. Wyglądała zwyczajnie - jeśli gdziekolwiek fioletowe włosy można nazwać zwyczajnym wyglądem, to właśnie w tym kraju. Oczywiście w takim względzie nie rzucała się w oczy, że nie miała kocich wąsów, źrenic i zniekształconego nosa jak Cat czy chmury dymu unoszącego się z ciała jak Smoker. Nic w jej ślicznej, delikatnej buzi nie zdradzało nadzwyczajnych mocy. Tak samo luźny ubiór, choć to tam mogło kryć się rozwiązanie zagadki: wężowe łuski, gadzi grzbiet? Opcja Nożycorękiej odpadła, gdy uścisnęła mu dłoń. Może sekret tkwił w oczach? Wpatrywał się w nie usilnie, ale nie dostrzegał laserowych promieni kryjących się za nimi. Przygryzł wargę.
- Byłam już sprawdzana - odezwała się niespodziewanie, wyrywając go z zamyśleń.
- Słucham?
- Mówię, że już mnie sprawdzali. Patrzysz się, jakbyś mógł zobaczyć, czy nie połknęłam bomby.
- Człowiek-Rentgen? Niestety, to nie ja, nie mamy takiego w szeregach. - Wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko.
Bez wzajemności. Odchrząknął.
- Wiesz, na czym polega działanie naszej organizacji? - Postanowił przejść do konkretów.
- Tak.
- W jakim stopniu chcesz się poświęcić sprawie?
- Zrobię wszystko, co będzie trzeba.
- Połkniesz bombę?
Alena zmarszczyła brwi, niepewna chyba, czy mówił poważnie czy też nie.
- Widziałeś ludzi, którzy połknęli bombę?
Wyczuł jej tonie rozdrażnienie i urazę, doszedł więc do wniosku, że od początku uderzał w złe tony. Odparł więc:
- Wiem, że połknięcie bomby to jedna z mniej strasznych rzeczy, które człowiek może połknąć.
Fioletowowłosa wcisnęła dłonie głęboko w kieszenie, milcząc na to stwierdzenie. Napięcie rosło z każdą sekundą, coraz bardziej pogrążając komitet powitalny w postaci jego osoby.
- Dobrze. To jaką masz moc?
- Telekineza. Niewidzialność.
Joel chwycił długopis ze stołu i szybko rzucił w jej stronę. Przedmiot zatrzymał się w połowie drogi, a potem opadł na ziemię. Sekundę później dziewczyna znikła. W powietrzu unosiły się jej ubrania.
- Ale jaja - wyrwało mu się.
- Zawsze traktujesz Przeobrażonych jak fan komiksów Marvela?
- Staram się na to patrzeć tak, żeby nie zamknęli mnie, cierpiącego na depresję - odgryzł się, krzyżując ramiona.
- A ty?
- Co ja?
- Jaką masz moc?
- Nie mam.
Długopis uniósł się i trafił prosto w jego odsłonięte czoło. Syknął, ale nic nie zrobił. Alena znów była widzialna, a na jej twarzy malował się lekki uśmiech.
- Zawsze poświęcony sprawie?
Napiął mięśnie. Jego ciało pokryło się tytanową warstwą, wyrywając z piersi dziewczyny krótkie "och". Takie widoki nigdy nie powszedniały.
- Zawsze.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#6 2017-07-06 21:20:48

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

140zo7l.jpg

W swoim życiu Alena widziała wielu ludzi posiadających nadprzyrodzone zdolności. Pełno ich było w akademii, gdzie spędziła niemal dziesięć lat życia na szkoleniach. Stykała się z nimi podczas misji. Ich zdolności były niesamowite: nadludzka siła, możliwość osiągnięcia prędkości światła, niesamowicie szybka regeneracja, czy panowanie nad żywiołami. Jednak nic z tego nie wyglądało tak spektakularnie jak pokrycie całego ciała tytanem. Aż z ust dziewczyny wyrwało się ciche westchnienie.
- Imponujące.
Niestety, chwila zadumy nad mocą Joela nie trwała zbyt długo, gdyż fioletowowłosa dostrzegła w oddali stół pełen papierów. Nawet nie zapytawszy o pozwolenie, podeszła do niego i zaczęła przyglądać się rozłożonym na nim planom.
- Nad czym pracujecie? - spytała, siadając na stole.
Chwilę później poczuła jak chłopak staje za nią.
- Próbujemy odbić naszego stąd - wyjaśnił, pokazując odpowiednie miejsce. - Ciężka sprawa. Czujniki ruchu praktycznie we wszystkich korytarzach na poziomach 4, 5 i 6. Czytniki linii papilarnych, kamery, straże... Twierdza nie do zdobycia.
Alena słuchając pochylała się nad planem i dokładnie go analizowała. W pewnym momencie coś jej zaświtało.
- A gdyby przejść tędy? - nakreśliła palcem na mapie drogę.
- Nie da rady, kamery i strażnicy praktycznie za każdym rogiem.
Dziewczyna spojrzała na niego jakby był niespełna rozumu. Chyba uświadomił sobie swoją pomyłkę, bo chwilę później uderzył ręką w czoło i zaśmiał się.
- Faktycznie! Tylko kamery, a one cię nie wychwycą.
Rosjanka zeskoczyła ze stołu i przeciągnęła się. Kilka kosteczek cicho strzyknęło. Zdecydowanie zbyt długo nie miała czasu, by odpocząć i ciało powoli zaczynało odmawiać posłuszeństwa. Joel chyba musiał to zauważyć.
- Pójdę porozmawiać z szefem o nowym planie. Cat zaprowadzi cię do pokoju.
Jak na zawołanie do pokoju wkroczyła kobieta o wyglądzie kota. Miała nawet kocie wąsy! Już wiadomo skąd wzięło się jej przezwisko.
Alena skinęła głową w stronę bruneta, po czym podążyła za kobietą-kotem. Podczas gdy szły kolejnym długim korytarzem, dowiedziała się, iż od teraz oficjalnie będzie pracowała jako sekretarka w firmie. Choć jej prawdziwe zadanie miało być zgoła inne. Po udzieleniu wszelkich ważnych informacji, Cat wręczyła jej kartę będącą kluczem do pokoju i zniknęła. Alena szybko domyśliła się, kto był ów powietrzem przedstawionym jej wcześniej.
Ospale otworzyła drzwi do pokoju i już w progu zaczęła ściągać z siebie ubrania. Jedyne o czym marzyła, to gorący prysznic. Kiedy już zamknęła się w kabinie prysznicowej, a ciepła woda spływała jej po plecach, Alena zaczęła rozmyślać o minionym wieczorze. Miała nadzieję, że w końcu uda jej się znaleźć spokojne miejsce, w którym nikt nie będzie jej ścigał, ani nie będzie miała do czynienia z wszechobecną śmiercią i przemocą...
Mimowolnie zaczęła też myśleć o Joelu. Początkowo ją rozdrażnił, ale miała wrażenie, że mimo wszystko dobrze im się będzie razem współpracować. Z tą myślą zakręciła wodę. Owinęła się w ręcznik i z wciąż mokrymi włosami przeszła do łóżka.


Ja pierdolę, ale ameby.

Online

#7 2017-07-06 21:26:51

Arbalester
Szeryf Depeszy
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

GSWMtlc.png

- Będzie dobrze.
- Nie będzie. Rutynowe badania są za tydzień.
- Znajdziemy kogoś, kto ci wypisze kartę.
Uśmiechnęła się pokrzepiająco i dotknęła jego dłoni. Westchnął, ale kąciki jego ust uniosły się delikatnie.
- Mogę też zmienić pracę.
- Daj spokój - oburzyła się dziewczyna. - Nie po to robiłeś te wszystkie kursy i tak dalej, żeby skanować kody kreskowe.
- Nie podoba mi się ten pomysł z podrabianiem karty. To zbyt ryzykowne.
- Ryzykowne? Nikt ci nie podrabia karty. Po prostu jest trochę przekłamana. Jesteś zdrowy, zdolny do pracy...
- Na pewno?
Przyjaciółka wywróciła oczami. Nagle jego dłoń przekuło dziesiątki igieł. Syknął z bólu i wyrwał rękę. Patrzył na drobne kropelki krwi, pokazujące się na skórze.
- Widzisz? Nie wypłynął pozaziemski śluz.
- To nie oznacza, że...
- Spróbuj chociaż, dobra? Nie bądź cipką.
- Skoro tak stawiasz sprawę... - roześmiał się, a potem dał jej prztyczka w nos tytanowym palcem.


- Hej, Bestyjko.
Do pomieszczenia wszedł Zapałka. Zwyczajowo z rękoma wetkniętymi w kieszenie i głupawym uśmieszkiem na ciemnej twarzy. Oparł się biodrem o ścianę.
- Przestań mnie tak nazywać, nawet nie jestem zielony.
- Jesteś tytanem.
Joel spojrzał na niego z pożałowaniem.
- Ta gra słów jest tak beznadziejna, że żal dupę ściska, stary.
- Nieważne. Słyszałem, że witałeś nową. Dobra?
- Niewidzialność i telekineza, jak szef ją wdroży do tej akcji, to trzy czwarte naszych przeszkód znika.
- Nie pytałem o to, idioto. Czy laska jest gorąca?
- Jest inteligentna, więc nie masz raczej szans.
- W skali od jeden do mnie, jak bardzo gorąca?
- Nie twoje rewiry, Zapałka. - Znikąd pojawiła się Cat, jak zwykle z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Pierdolcie się - mruknął w końcu, zdemotywowany.
- Cat, szef jest na miejscu?
- Tak, ale przyjdź rano, bo ma gościa.
Pożegnał się z nimi, zanim wywiązała się dłuższa dyskusja na temat nowego członka załogi lub co gorsza gustów Zapałki. Szedł korytarzami, mijając laboratoria, pokoje treningowe, stołówkę, aż doszedł do, jak to prześmiewczo nazywali tutejsi, dormitoriów. Metalowe, piętrowe łóżka nie były takie złe, bo na nich leżały grube, miękkie materace, tak przyjemnie zapadające się, że nie pozwalały wstawać. Szafki nocne wykonano również z metalu, a jedną ze ścian zajmowała szafa o przesuwnych szklanych drzwiach. Obok niej wchodziło się do małej łazienki z prysznicem. Joel nie miał współlokatora - sypialni wystarczało dla wszystkich, a jeszcze pozostawał nadmiar, zaś on cenił sobie samotność podczas krótkich chwil wypoczynku.
Podczas gdy woda spływała na niego ze słuchawki w ścianie, myślał o Alenie. Miała chyba rosyjską urodę, zupełnie jak jego dawna przyjaciółka. Starał się odciąć od wspomnień, które napływały do niego falami, powstrzymać je wraz z bólem, który im towarzyszył, ale wciąż miał przed oczami twarz nowej i jej uśmiech. Potarł twarz dłońmi. Pamiętał jej uśmiech. Równie dobrze, co krzyki, które rozbrzmiewały, gdy widział ją po raz ostatni. Odbijały się teraz echem po jego głowie. Stawały się coraz głośniejsze, a obrazy coraz wyraźniejsze; wiertła, które przynosili, młoty, różne płyny we fiolkach i innych chemicznych narzędziach.
W pewnym momencie nawet szum wody ucichł i pozostały tylko wrzaski. Wściekły, zacisnął dłoń w pięść i uderzył w ścianę tytanową osłoną. Jak otrzeźwiony tym incydentem, wyjął rękę z dziury. Z drugiej strony widział twarz Niemowy, czerwoną ze złości. Otworzył usta, ale nie po to, by coś powiedzieć. Z głębi jego gardła wydobył się dźwięk, niemal niesłyszalny, ale tak przeraźliwie bolesny dla uszu, że głowa Joela natychmiast zaczęła boleśnie pulsować.
- Przepraszam, przepraszam! - zawołał, zakręcając wodę. - Naprawię to jutro.
Zaciśnięcie ust.
- Dobrze, wymyślę coś zaraz.
Twarz zniknęła z dziury, hałas ucichł, a Rust odetchnął z ulgą. Odgarnął włosy do tyłu, sięgnął po ręcznik i obwiązał się nim w pasie. Wszedł do sypialni i rozejrzał się za czymś, czym można zakryć dziurę. Wszędzie leżały porozrzucane książki, gazety codzienne i gdzieniegdzie koszulki. Wziął jedną z nich i kartkę z jednej z gazet i wyszedł na korytarz.
Tam dosłownie wpadł na ich nowego gościa.
- Och, cześć. Co robisz...? - zapytała, marszcząc brwi na jego paradowanie na półnago.
- Muszę coś naprawić - westchnął, patrząc na jej mokre włosy i tutejszą pidżamę, czyli "unisize'owy" podkoszulek i spodenki. - A ty?
Objęła się ramionami, jakby zmarzła.
- Nie ma u mnie papieru...
- A, okej. - Stał chwilę, zawieszony w procesie myślowym. - Możesz chwilę poczekać? Bo mój sąsiad z pokoju wysadzi mi bębenki, jak zaraz nie naprawię dziury...
- Tak, jasne.
- Możesz wejść do środka, bo tu zawsze pizga, przeciągi są...
Poszedł do Niemowy i zapytał go o coś nieprzemakalnego. Ten dał mu folię do pieczenia. Joel uniósł brew, ale nic nie powiedział. Zwinął koszulkę, owinął ją papierem i folią, a potem wsadził w dziurę.
- Sorry, stary.
Szesnastolatek spojrzał na niego naburmuszony, jasno dając do zrozumienia, że chce, aby już sobie poszedł. Tak też zrobił. Wrócił do swojego pokoju, przyłapując Alenę na przyglądaniu się jego zbiorom na podłodze.
- Ambitne lektury - stwierdziła.
- Tak, cóż, wszystkie z podłogi jeszcze są nieprzeczytane - odpowiedział, biorąc parę rolek papieru z łazienki. - Niektóre po prostu przetrzymuję.
- Przetrzymujesz? - zdziwiła się, biorąc je od niego. - To jakieś specjalne wydania?
- Nie. - Nie podobało mu się, gdzie zmierzała ta rozmowa. - Przynajmniej teoretycznie.
Dziewczyna chyba wyczuła, że nie powinna ciągnąć tematu, więc podziękowała i poszła. Odprowadził ją wzrokiem i machnął ręką na pożegnanie. Myśl: "Skąd wiesz, czy nie oglądała bazy, bo jest szpiegiem?" wyrzucił z głowy. Wiedział, co mu jutro szef powie. I wiedział, że to rozwiąże wszelkie wątpliwości.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#8 2017-07-06 21:30:02

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

140zo7l.jpg

Dostęp do kuchni dysponującej kolekcją garnków, czajnikiem, wodą zdatną do picia oraz pełną lodówką, był dla Aleny luksusem, na który od dłuższego czasu nie mogła sobie pozwolić. Jednak szybko doszła do wniosku, że wypicie czterech kubków kakao to była przesada. Szczególnie bolesne było to wówczas, gdy zauważyła, że w jej łazience brakuje jednej bardzo ważnej rzeczy - papieru toaletowego. pewnym bólem (spowodowanym głównie pilną potrzebą skorzystania z toalety) wyszła z pokoju. Czuła się trochę nieswojo. Nie poznała jeszcze nikogo poza Joelem i Cat, ale nie miała pojęcia, które pokoje zajmują. Natomiast długa wędrówka przez korytarze za bardzo jej się nie uśmiechała.
Szła rozmyślając nad tym jak ich znaleźć oraz co zrobić jeśli to się nie uda, gdy nagle przed oczami zobaczyła męski tors. Ładnie wyrzeźbiony męski tors - musiała przyznać. A gdy uniosła spojrzenie ciemnych oczu, zobaczyła znajomą twarz.
- Och! - wyrwało się z jej ust. - Cześć. Co robisz...?
Zmarszczyła brwi, raz jeszcze spoglądając poniżej jego szyi. może jednak nie powinna była pytać dlaczego chodzi półnagi po korytarzu w środku nocy...
- Muszę coś naprawić - dowiedziała się, w duchu odetchnąwszy z ulgą.
Widziała jak patrzy na jej strój. Duża koszulka i spodenki były jedyną rzeczą, jaką znalazła w szafie, która nadawała się na piżamę. Dlatego też z góry założyła, że takie ma przeznaczenie i włożyła je wychodząc z pokoju.
- A ty?
Objęła się ramionami, nieco speszona i zmarznięta. Na korytarzu było chłodno, a cienka koszulka nie była najlepszą ochroną przed niskimi temperaturami.
- Nie ma u mnie papieru... - wymamrotała.
Joelowi widać chwilę zajęło nim pojął o co chodziło Rosjance. Na szczęście wykazał chęć pomocy i nawet zaproponował by zaczekała w jego pokoju, gdzie niezwłocznie się udała.
Zdarzało jej się tymczasowo dzielić lokum z przedstawicielami płci przeciwnej, ale nigdy nie spotkała się z czymś takim. Pokój Joela przypominał raczej bibliotekę: książki na półkach, książki na podłodze... Z zaciekawieniem przykucnęła i zaczęła czytać opisy z tyłu okładek. Kila tytułów kojarzyła, inne zaś nic jej nie mówiły. Była w trakcie kartkowania Roku 1984 Orwella, kiedy właściciel wszedł do pokoju.
- Ambitna literatura - stwierdziła z uznaniem.
Pomyślała, że kiedyś przyjdzie do niego pożyczyć kilka książek, które ją zaciekawiły.
- Tak, cóż, wszystkie z podłogi jeszcze są nieprzeczytane - odpowiedział. - Niektóre po prostu przetrzymuję.
Zaciekawiło ją to.
- Przetrzymujesz...? - zapytała, wstając, by wziąć od niego kilka rolek papieru. - Jakieś specjalne wydania?
Zaprzeczył, po czym dodał:
- Przynajmniej teoretycznie.
Zgodnie z zasadą im mniej wiesz, tym lepiej śpisz Alena postanowiła nie drążyć tematu. Zamiast tego grzecznie podziękowała za poratowanie jej w potrzebie i czym prędzej uciekła do swojego pokoju, czując, iż jej pęcherz zbyt długo nie wytrzyma. Po załatwieniu potrzeby wróciła do łóżka, by tym razem móc spokojnie zasnąć.

W pomieszczeniu panowała ciemność. Jedynym źródłem światła była cienka szpara między drzwiami a podłogą. Co jakiś czas drzwi się otwierały i ktoś wchodził, wtedy na moment do pomieszczenia wpadało więcej światła i widać było zarys sylwetki wchodzącej osoby. Czasem był to mężczyzna, kiedy indziej kobieta. Nic nie mówili. Jedynie patrzyli, notowali coś, zostawiali jedzenie i wychodzili. Poza tym przez większość czasu w pomieszczeniu panowała przytłaczająca cisza, zakłócana jedynie cichym oddechem. Nic nie było tak straszne, jak chwile spędzone tam. Z dala od innych ludzi, w pokoju be okien, klamek ani światła. Dni i noce zlewały się ze sobą, nie sposób było policzyć ile czasu się tam spędziło. Sam na sam ze swoimi własnymi demonami. Mierzenie się z nimi było gorsze niż walka z jakimkolwiek innym wrogiem...

Alena obudziła się zalana potem, z krzykiem na ustach. Czym prędzej wyszła z łóżka. Ten sen powracał do niej niczym upiorne widmo, niezależnie od tego, gdzie się znajdowała. Chciała jak najszybciej udać się pod zimny prysznic, licząc na to, że nieco ją otrzeźwi i zająć czymś myśli. Z radością zauważyła, że ktoś wyposażył jej garderobę w najpotrzebniejsze rzeczy, gdyż jej dobytek był nadzwyczaj ubogi. Wygrzebała z szafy dresowe spodnie i sportowe buty. Gdzieś tu ponoć znajdowało się coś na kształt siłowni, a nic nie działa lepiej, niż poranny trening. W końcu na tym upłynęła spora część życia Aleny. Zmotywowana wyszła z pokoju, by zaraz przekonać się, że w zasadzie nie ma pojęcia, gdzie iść. Jednak nic straconego, wokół kręciło się trochę osób, więc postanowiła zapytać kogoś o drogę.
- Hej! - krzyknęła do przechodzącego obok jegomościa. - Sorry, powiesz mi jak dojść do sali treningowej?
Chłopak uśmiechnął się do niej. A właściwie do jej piersi rysujących się pod białą bokserką.
- Nowa? - zapytał na wstępie, co Alena potwierdziła cichym przytaknięciem. - Mogę cię tam zaprowadzić, jeśli chcesz. Łatwo się tu zgubić.
Faktycznie, będąc tutaj pierwszy raz Rosjanka bała się, że zabłądzi, dlatego chętnie przyjęła propozycję.
Przez chwilę szli w milczeniu, a ona czuła na obie wzrok chłopaka. Było jej z tym odrobinę nieswojo, jednak starała się ignorować to odczucie.
- Tak w ogóle, mówią mi Zapałka przerwał milczenie chłopak.
- Alena.
Wyciągnęła rękę, aby mogli je sobie uścisnąć.
- To... co cię tu sprowadza...?
- Długo by mówić.
Uśmiechnęła się nieco tajemniczo, spoglądając Zapałce w oczy.


Ja pierdolę, ale ameby.

Online

#9 2017-07-06 21:44:07

Arbalester
Szeryf Depeszy
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

GSWMtlc.png

Obudził się zlany potem po zaledwie dwóch godzinach snu. Zdarł z siebie kołdrę i położył się na niepościelonym łóżku wyżej. Chłód metalu go koił. Pstryknął włącznik lampki nocnej i wyciągnął spod poduszki książkę, którą akurat czytał. Pozwolił, by świat liter go pochłonął do rana. Gdy alarm w budziku zaczął denerwująco pikać, zeskoczył na podłogę i ubrał się w treningowe ciuchy. Napisał do Cat wiadomość, by wywlokła szefa na dwór, po czym chwycił jeszcze bluzę i wyszedł na zewnątrz jednym z wielu wyjść. Wyciągnął z kieszeni słuchawki z ipodem i rozpoczął mozolny proces rozplątywania kabli. Zdążył przejść spory kawałek, nim mu się to udało i mógł zacząć bieg. Biegł przez uliczki, aż dotarł do jednego z osiedli. Tam natrafił na innego biegacza. Zagadnął go, jak hobbysta do hobbysty.
- Dzień doberek - przywitał się wesoło, wyjmując słuchawkę z ucha. Oczy miał spuchnięte i czerwone jak królik.
- Chyba nie taki dobry dla ciebie, co?
Mężczyznę spokojnie dało się określić mianem potężnego. Wysoki i dobrze zbudowany, górował nad i tak wysokim Joelem. Bieganie nie sprawiało mu najmniejszego problemu. Czarne włosy sterczały na wszystkie strony.
- Nic nowego.
- Co do nowości...? - Szef spojrzał na niego wyczekująco swoimi niepokojąco czarnymi oczami.
- Niewidzialność, telekineza.
- To ładnie. Zaangażowana?
- Bardzo.
- W takim razie będziecie rekrutować Barry'ego. W ciągu dwóch godzin odkryjemy jego lokację. Bądźcie gotowi.
- Jasne. - Poklepał mężczyznę po ramieniu i szybko przestał, gdy niemal wypalono mu dziury spojrzeniem. - Miło się gadało.
- Do zobaczyska, kolego.
Rust skręcił w lewo, szef zaś w prawo. Pokręcił się jeszcze trochę po osiedlu, pobiegł tu i tam, aż w końcu wrócił. Skierował swoje kroki od razu na salę treningową.
Ćwiczył właśnie równowagę, stając na rękach i próbując utrzymać ciężar tylko na jednej, gdy do środka ktoś wszedł. Rozpoznał od razu głosy - Zapałki i Aleny. Nie stanął jednak na nogi, by ich powitać; celem było utrzymanie się konkretną ilość czasu.
- Joel? Co ty tu robisz o tej porze?
- Nie mogłem spać - odparł, wypuszczając ze świstem powietrze.
- To już ci wchodzi w nawyk - zauważył ciemnoskóry, zupełnie jakby się tym przejmował. - Mówiłem, bierz prochy.
Irytacja, że facet po raz kolejny rozpoczyna tę dyskusję, sprawiła, że się zachwiał. Opuścił powoli nogi i odwrócił się do nich, rozluźniając mięśnie. Minę miał pochmurną.
- Ile razy mam ci to mówić, żeby do ciebie dotarło? Nie wezmę tabletek, bo...
- Bo boisz się, że prześpisz katastrofę. Tak, tak. Zdechniesz na depresję - podsumował go Zapałka.
- Wal się.
- Sama powiedz - zwrócił się do Aleny. - Chłopak śpi po dwie, trzy godziny od tygodni. Twoim zdaniem to zdrowe?
Ale dziewczyna mu nie odpowiedziała na pytanie, zamiast tego podziękowała mu za pomoc i jakimś tajemniczym kobiecym sposobem wywaliła go za drzwi bez użycia siły.
- Rozmawiałem z szefem. Mamy kogoś rekrutować. W ciągu godziny powiedzą nam szczegóły. To będzie wyścig z czasem. - Przestał stukać ciężarami i spotkał się z nią spojrzeniami, by lepiej dotarły do niej informacje. - Rząd wysyła zawsze dwie osoby, które przekonują Przeobrażonego, że chcą mu pomóc. Musimy dotrzeć pierwsi. Od tego zależy praktycznie wszystko.
- Odbicie kogoś z łap dwójki osób nie powinno być trudne?
- Jeżeli to faktycznie jest odbicie. - Wstał i podszedł do niej, opierając rękę o przyrząd do ćwiczenia. - Potrafią być przekonywujący. Barry to ważna osoba. Działa jak... Przekaźnik? Wzmacniacz? Wspomaga moce innych. Nawet do tego stopnia, że wymykają się spod kontroli.
- To może lepiej, jak zwykli ludzie do niego pójdą?
- Szef im nie ufa w rekrutacji. I oni im zresztą też zazwyczaj, jeśli nie mają plakietki czy odznaki.
Alena pokiwała głową.
- Ofensywa i defensywa, co?
- Tak wyszło, że pasujemy do siebie - zażartował, ale po tym zapadła cisza, więc szybko uśmiech zszedł mu z twarzy. Odchrząknął. - Będę się zbierał. Lepiej zjedz porządnie. - Nim wyszedł, zatrzymał się jeszcze w drzwiach. - I pamiętaj: nie ruszaj jajecznicy. Jest z nią coś naprawdę nie tak.

Po szybkim prysznicu i przywróceniu się do stanu jako takiej używalności, poszedł na stołówkę, gdzie większość już jadła. Nałożył sobie kiełbasek, tostów i parę innych ekstrasów i usiadł przy stole z Zapałką, Cat, Giętkim Johnny'm (typ typ potrafił przykładowo obrócić rękę w łokciu o trzysta sześćdziesiąt stopni) oraz Smokerem. Zwyczajowo każdy mówiło tym, co będzie tego dnia robił, snuli teorie i tezy na różne tematy. Nagle Zapałka zerwał się i zaczął energicznie machać. Joel uniósł wzrok - w ich stronę szła Alena.
- Oho, chyba ktoś się zakochał - zakpił Johnny.
- Co ty. Po prostu chcę ją przelecieć do końca tygodnia.
Wszyscy jednocześnie parsknęli śmiechem.
Usiadła naprzeciw niego, obok Cat.
- Z czego się tak śmiejecie?
Smoker otarł łzy z kącików oczu.
- Nie chcesz wiedzieć.
- Oj, dajcie spokój.
- Nie, serio. Robimy to dla twojego dobra.
Joel uspokoił się w końcu i spojrzał na dziewczynę siedzącą przed nim. Przygryzała wargę (co sprawiało, że on miał ochotę ją ugryźć), a potem wypowiedziała bezgłośnie "Powiedz mi". Pokręcił głową z uśmiechem. Wzruszył ramionami, odpowiadając w ten sam sposób "Nie mogę". Kiedy przekomarzał się z Aleną, Cat skorzystała z okazji, by ukraść mu kiełbaskę.
- Hej! - zawołał, ale było już za późno.
- Opuściłeś gardę. Nie flirtuj, bo zawalisz misję.
- Kiedyś ci odpłacę za wszystkie skradzione kiełbaski - pogroził jej widelcem, puszczając słowo "flirt" mimo uszu.
- Tak, tak, łudź się.
- Wesoło tu macie - zauważyła nowa.
- Tak, cóż, poranki są dobrym kopniakiem, ale nie zawsze wystarczają na cały dzień - odezwał się Johnny.
- Nie psuj chwili - zbeształ go Smoker.
- Może kolejka wieczorem, co? - zaproponował radośnie Zapałka. - Ja stawiam!
- Jesteś przecież spłukany - zauważyła Cat i wszyscy znów się roześmiali.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#10 2017-07-06 22:00:41

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Others

140zo7l.jpg

Towarzystwo w POPie było nadzwyczaj wesołe. W sumie mało różnili się od żołnierzy, który przy śniadaniu (o ile mieli możliwość takowe zjeść) również rzucali głupawymi żartami, by nieco rozluźnić atmosferę napiętą przez widmo wojny. Alena zaczęła rozmowę z Cat na temat tego, gdzie w okolicy znajduje się jakiś lokal, w którym można się napić. Właściwie nigdy nie miała możliwości wyjść ze znajomymi wieczorem na piwo, dlatego wizja tego niesamowicie ją ekscytowała. Niestety, nie dane jej było długo się tym nacieszyć. Kątem oka zobaczyła jak Joel sprawdza coś w telefonie, po czym wstaje od stołu.
- Chodź - rzucił tylko w jej stronę.
Nieco zdezorientowana Alena przeprosiła swoją rozmówczynię i podążyła za chłopakiem, kończąc swojego bajgla z mozzarellą i pomidorkami.
- Co się stało? - spytała, ocierając okruszki z kącika ust.
- Ustalili lokalizację Barry'ego - wyjaśnił pośpiesznie Rust. - Jest w Shinjuku, jedziemy go odbić.
- Jedziemy...?
Joel stanął, a Alena zatrzymała się tuż obok, omal na niego nie wpadając. Spojrzał jej prosto w oczy.
- Zaraz zobaczysz.
Skinęła głową, a duża brama za nimi uniosła się, ukazując wnętrze przestronnego garażu. W dwóch rzędach po obu stronach szerokiej alejki stało po kilkanaście aut. Ich wybór padł na nieco zmodyfikowane Subaru XV. W tej wersji został opancerzony i wzbogacony o kuloodporne szyby, a także - jak domyślała się Alena - kilka innych fajnych zabawek. Podczas gdy Joel zajął miejsce kierowcy, dziewczyna wślizgnęła się na fotel pasażera. Ruszyli z piskiem opon i wyjechali z garażu prosto na ulice Tokio. Alena była tam zaledwie od paru tygodni i jeszcze nie zdążyła zobaczyć całego miasta - a było na co popatrzeć. Betonowa dżungla pełna nenów, przeplatająca się z budowlami w tradycyjnym, orientalnym stylu. Ludzie na ulicach też byli różnorodni: uczennice w krótkich spódniczkach, poważni biznesmeni pod krawatami oraz mnóstwo młodych osób w fantazyjnych strojach. Alena patrzyła na to wszystko zafascynowana.
- Zaraz będziemy na miejscu - poinformował Joel. - Gotowa?
- Jak zawsze.
Chłopak uśmiechnął się, a ona odwzajemniła uśmiech. To była miła odmiana po kilku miesiącach ukrywania się. W końcu mogła działać, a nie tylko biernie przyglądać się temu, co się działo i uciekać, kiedy naszła taka potrzeba.
Zaparkowali koło niskiego bloku. Ich cel mieszkał na trzecim piętrze, w mieszkaniu z numerem 59. Miało pójść szybko i sprawnie. Przynajmniej z założenia.
Schody zaczęły się już na samym początku. Barry, gdy tylko ich zauważył, zatrzasnął im drzwi przed nosami. Alena i Joel popatrzyli na siebie porozumiewawczo. Kiedy łagodne przekonywania aby ich wpuścić nie pomogły, dłonie Rusta pokryły się tytanem, a drzwi zostały wyrwane z zawiasów.
Mieszkanie było małe i zagracone. Pośrodku bałaganu, na otartym fotelu, siedział chudy mężczyzna, mogący mieć co najwyżej trzydzieści lat. Jego włosy miały kolor ognistej czerwieni, a spojrzenie mroziło krew w żyłach.
- Posłuchaj Barry... - zaczął chłopak. W tym czasie kilka przedmiotów samoistnie się uniosło. - Nie przyszliśmy tu, żeby walczyć. Chcemy tylko porozmawiać.
Alena starała się zapanować nad mocą. Jednocześnie rozglądała się po pomieszczeniu, pozwalając Joelowi mówić - sądziła, że ma w tym większą wprawę niż ona. W pewnym momencie coś niepokojącego przykuło jej uwagę. Za oknem mignęła ciemna sylwetka. W rogu coś migało na czerwono. Po chwili zauważyła migające czerwone diody jeszcze w kilku miejscach.
- To pułapka... - szepnęła, trochę jakby do siebie.
- Coś mówiłaś? - towarzysz odwrócił się w jej stronę.
Ale było już za późno. Diody zaczęły migać jak szalone. Alena zareagowała odruchowo.
- Padnij! - krzyknęła, pociągając chłopaka za rękaw.
Ledwie ich ciała zdążyły dotknąć podłogi, a obok rozległ się przerażający huk. Później wszystko działo się bardzo szybko. Wszędzie było pełno pyłu, a przez wielką dziurę w ścianie wchodziła grupka zamaskowanych, uzbrojonych mężczyzn. Ciuchy Aleny wylądowały na podłodze, a ona sama stała się niewidzialna. Joel również przywdział swoją tytanową powłokę. Miało pójść szybko - w końcu to byli tylko ludzie.
Niestety, Alena przeżyła kolejne rozczarowanie tego dnia.
Wśród latającego w powietrzu pyłu, starała się możliwie niezauważenie znokautować jak największą ilość przeciwników, co wbrew pozorom nie było takie łatwe. Dodatkowo Barry nasilał jej moce, sprawiając, że większość przedmiotów w pokoju zaczęła lewitować, a Alena nie potrafiła nad nimi zapanować. W pewnym momencie kątem oka zauważyła jak Joel się pali...
Stanęła jak wryta.
Joel się pali?
Faktycznie, chłopak leżał na podłodze, zwijając się z bólu, a nad nim stał mężczyzna z dziwną bronią w ręce.
- No dalej, pokaż się mała kurwo, a może go oszczędzimy! - wołał.
Z dołu natomiast dobiegał zduszony krzyk Joela:
- Ani się waż...
Alena zamarła. Po raz pierwszy od dawna nie wiedziała co ma zrobić. W pomieszczeniu rozbrzmiewały strzały, kilka osób krzyczało żeby się pokazała, przedmioty latały jak oszalałe, a jedyne co widziała, to płonące, tytanowe ciało towarzysza.
Nagle, przed oczami Rosjanki przeleciała gaśnica. Jej oczy otworzyły się szerzej.
Gaśnica proszkowa!
Szybkim ruchem złapała przedmiot i niewiele myśląc rzuciła się do Joela, żeby go ugasić. Niestety, to był błąd. Ostry ból przeszył jej bok, a niewidzialność zawiodła. Chwilę później kolejna kula trafiła w jej udo. Alena złapała się za krwawiącą ranę pod żebrami i osunęła się na ziemię, będąc całkowicie naga. Jak przez mgłę widziała, że do pomieszczenia wchodzą nowe osoby, z których kilka wygląda znajomo.


Ja pierdolę, ale ameby.

Online

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
family-gaming - one-piece - buki - mcwl - lunaexoriens