Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2017-07-10 01:02:55

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Cadavere a Venezia

t2zl9k5.jpg

W hotelu Soleggiato intrygi i podejrzane biznesy były na porządku dziennym. O mniejszych sprawach plotkowała służba, większych zaś pilnie strzeżono i pozbywano się wszelkich dowodów, nim sprawy zaszły za daleko. Do czasu, gdy coś poszło nie tak. Znaleziono ciało, a szum wokół sprawy nastał ogromny. Basilio, ciekawski z natury nowy kelner, natychmiast nadstawia uszu i węszy, by się czegoś dowiedzieć. Zaś do hotelu przybywa gość z Austro-Węgier, stały bywalec - Havassy, aczkolwiek tym razem pod przykrywką - w rzeczywistości zjawił się, aby wyjaśnić sprawę morderstwa, o którym szepcze się po kątach, iż jest zamieszana w nie mafia. Mężczyźni nawiązują współpracę, by dociec prawdy, tym samym wchodząc w niebezpieczny świat kłamstw i ludzkich słabości.

Basilio Velasco - Arbs
Havassy Schmit - Ang

b47455a63e0929423008eceba87fb728.jpg


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#2 2017-07-10 01:07:40

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

q9xnQL1.png
b1f03bdb9d86d5957dadb0f13810c994.jpg

Basilio Velasco, człowiek, który nigdy nie zważał na dobre imię rodziny.
W rzeczywistości on i jego rodzina mieli inne definicje "dobrego imienia". Nie lubił czuć się zobowiązany, mieć narzuconych sztywnych reguł, które nie przynosiły mu niczego, co by chciał. Jego rodzice byli bogaci i gdyby tylko się postarał, zachowywał tak, jak by sobie tego życzyli, nigdy nie musiałby martwić się o pusty portfel. Bawiło go ich podejście. Większość spraw traktował lekko. Po paru skandalach przestali łudzić się, że będą z niego ludzie. Wyrzucili go, a on odmaszerował z zadowolonym uśmiechem. Był wolny. Skierował swoje kroki ku Wenecji, o której zawsze marzył. Stolica ojczyzny go nie pociągała, zaś kanały, gondole, bale maskowe - to przyprawiało go o dreszcz emocji. Znając dobre maniery, udało mu się dostać posadę kelnera w najlepszym hotelu Wenecji, a także jednym z najlepszych w całych Włoszech.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#3 2017-07-10 11:31:05

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

qgJAy0U.png
efa56783697402a17872e32911c0a91b.jpg

Havassy Medárd Schmit urodzony w przepięknym mieście Wiedeń pochodził z rodziny średniej klasy, w której co prawda nie brakowało mu wiele, nadal jednak czuł się przez nią ograniczany. Pomocną dłoń wyciągnęło ku niemu państwo, wzywając w wieku lat 19 do obowiązkowej służby w cesarsko-królewskiej Armii. Przedzierzgnięcie się w widowiskowego żołnierza Armii - dumnego z własnej wartości, o czym upewniały go otwarte zewsząd drzwi - były dla młodzieńca najlepszymi latami jego dotychczasowego życia. Nawiązane przyjaźnie i poznane języki miały dobrze rokować w jego przyszłości - gdy po paru latach takiej służby do głosu doszła ambitniejsza część jego umysłu, ruszył machinę nabytych znajomości, w ten sposób otrzymując posadę szpiega, by ostatecznie zostać spuszczonym ze smyczy przez Armię we Włoszech.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#4 2017-07-10 14:54:47

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

q9xnQL1.png

KLujbIH.pngOd rana mieli pełne ręce roboty. Przygotowania do kolejnego karnawałowego wieczoru szły pełną parą. Po tak krótkim czasie pracy Basilio trafił na najgorszy okres dla pracowników - cały dzień trwały przygotowania, po przygotowaniach usługiwali gościom, których było dużo więcej, niż zwykle, a po wszystkim musieli jeszcze posprzątać, chociaż w trakcie również to robili. Pompa, z jaką hotel organizował przyjęcia, wymagała codziennego zmieniania wystroju. Chłopak jednak nie narzekał, chociaż co chwila słyszał okrzyki poganiania i reprymend. Julio, ich przełożony, latał wszędzie z czerwoną twarzą, powtarzając bez ustanku, iż wszystko ma być perfettamente. Velasco wywracał oczami i po prostu robił swoje, kiwając posłusznie głową i uśmiechając się pod nosem z rozbawieniem. Lubił mieć pełne ręce roboty - w domu wiecznie się nudził, zwłaszcza, że kiedy dawano mu już jakieś zajęcie, to dotyczyło ono rachunków, listowania bądź telefonowania. Poza tym klimat, jaki powstawał wieczorem, był wręcz magiczny. Patrzył zafascynowany na tych wszystkich przebierańców; ogromne, kolorowe suknie kobiet, maski z piórami, lśniące i błyszczące dodatki. Zupełnie jakby znalazł się w innym świecie. Oczywiście nadal musiał uważać, by nie spojrzeć żadnemu z gości w twarz. To by było wysoce nieodpowiednie i niegrzeczne.
KLujbIH.pngWszystko przebiegało w ten sam sposób: przygotowania, usługi, sprzątanie. I od nowa.
KLujbIH.pngDo dziś.
KLujbIH.pngBasilio zszedł właśnie na szybkiego papierosa, korzystając z okazji, że miał uzupełnić szampana w kieliszkach, kiedy przez wejście dla służby wbiegła jedna z pokojówek. Rosamaia minęła go, szturchając, jakby go tam nie było. Zdążył zauważyć, że zbladła, a oczy otwierała szeroko ze strachu. Brunet schował swoją ulubioną papierośnicę z powrotem do kieszonki i podążył za nią. Dziewczyna skierowała się do sali głównej. Wyglądała dyskretnie zza drzwi, szukając kogoś. Potem podwinęła kieckę i ruszyła prędko do gabinetu właścicielki hotelu. Zapukała, a po otrzymaniu zaproszenia weszła z nisko pochyloną głową. Drzwi się zatrzasnęły. Po dłuższej chwili wyszła stamtąd, spokojniejsza, chociaż wciąż blada. Zastąpił jej drogę, chcąc wypytać, ale akurat w korytarzu zjawił się Julio. Od razu się zacietrzewił i Basilio musiał szybko wrócić do swoich obowiązków.
KLujbIH.pngNiedługo potem rozległy się okrzyki i na sali zapanował rumor.

KLujbIH.pngNastępnego dnia, poranek
KLujbIH.png- Basilio! Basilio!
KLujbIH.pngTo Doriano, recepcjonista, wołał go rozpaczliwym głosem. Ścisnął mocno jego ramię i spojrzał wielkimi, wystraszonymi oczami.
KLujbIH.png- Co ty robisz? Czemu zszedłeś z recepcji? Chcesz, żeby cię Julio wyrzucił?
KLujbIH.png- Dlatego przybiegłem!
KLujbIH.pngIstotnie, sapał z wysiłku. Ach, ci recepcjoniści. Za grosz kondycji.
KLujbIH.png- Musisz się ze mną zamienić na parę godzin, Basilio! Błagam.
KLujbIH.pngVelasco skrzywił się lekko.
KLujbIH.png- Dlaczego? Juliowi się to nie spodoba...
KLujbIH.png- Ma przyjść dziś policja. Ja się przy nich strasznie stresuję, przecież wiesz. Pomyślą, że jeszcze jestem winny...
KLujbIH.png- Było ci kraść te butelki?
KLujbIH.pngDoriano rozejrzał się ze strachem wokół, ale nim się odezwał, Basilio westchnął.
KLujbIH.png- Dobrze, ale jesteś mi winien przysługę.
KLujbIH.png- Dziękuję!
KLujbIH.pngW nagłej radości recepcjonista ucałował go w policzek, a potem pobiegł, by zająć się tym, czym miał on. Pokrzyżował trochę plany Velasco, bo zamierzał porozmawiać z Rosamaią lub jej współlokatorką, Bertą. Teraz tylko modlił się, by Julio nie kręcił się przy recepcji, a tym bardziej nie zauważył, że aktualnie nikt na niej nie stał.

KLujbIH.pngDwie godziny później czuł, że zaczyna przysypiać. Przez zwłoki kobiety, które znalazł gondolier, nastało jeszcze gorsze zamieszanie dla obsługi niż normalnie. Każdy z gości życzył sobie czegoś specjalnego, by "zapomnieć o tragicznym przeżyciu" (chociaż nawet nie widzieli zmarłej). Spał tyle, co nic. W dodatku ta praca była chyba dla niego najgorszą z możliwych.
KLujbIH.pngMiędzy chwilą, gdy już zaczynał przekonywać się do teorii, iż lada recepcji na pewno jest wystarczająco miękka, zwłaszcza, jeśli podłoży sobie pod głowę księgę gości, a przymknięciem oczu, drzwi hotelu otarły się szeroko (dzięki odźwiernemu) i pewnym krokiem wmaszerował gość. Basilio natychmiast się wyprostował. Patrzył z zainteresowaniem, jak obcokrajowiec przemierza hol, jakby należał do niego. Stanął przed ladą i zmierzył go spojrzeniem. Velasco dopiero po chwili przypomniał sobie, że powinien się odezwać. Uśmiechnął się uprzejmie i spuścił nisko wzrok.
KLujbIH.png- Witamy serdecznie w hotelu Soleggiato.
KLujbIH.png- Nie pamiętam cię. Doriano już nie pracuje?
KLujbIH.pngNie bardzo wiedział, co na to odpowiedzieć. Z niespodziewaną pomocą nadszedł stary, (nie) dobry Julio. Podszedł z promiennym uśmiechem do gościa i skłonił się.
KLujbIH.png- Panie Schmit! Miło nam pana znów gościć.
KLujbIH.png- Dziękuję, Julio.
KLujbIH.png- Pański pokój jest już przygotowany.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#5 2017-07-10 15:31:05

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

qgJAy0U.png

Podróż prosto z Rzymu, który młody Schmit wykorzystał jako przykrywkę dla swojej właściwej misji oraz najzwyklejszą okazję do zwiedzenia tamtejszych cudów architektury, minęła mu zaskakująco szybko i przyjemnie na czytaniu włoskich gazet poprzetykanych chaotycznie miejscowymi sensacjami, poradami dla pań domu, analizą sytuacji politycznej państwa oraz różnymi ciekawostkami dotyczącymi Karnawału. Nastroju nie psuł mu fakt, iż w przedziale siedział sam (wręcz przeciwnie - pozwalało to na wyciągnięcie nóg i choć na chwilę spuszczenie z oczu aktówki, która i tak profilaktycznie leżała między nim, a ścianą), ani to, że przybywszy do Wenecji musiał odczekać parę minut na peronie, by pracownicy hotelu Solegiatto przenieśli jego bagaż do nowoczesnego włoskiego samochodu marki Fiat. Chłód niebędący jednak mrozem przyjemnie gryzł w uszy - nie naprzykrzając się żadnymi opadami, co miało często miejsce w jego rodzinnym Wiedniu. Sama przejażdżka Fiatem główną i najszerszą ulicą Wenecji nie była rzeczą komfortową (kręgosłupy wszystkich odczuły każdy koci łeb, na który najechały koła), jednakże dodawała splendoru, z którym też ostatecznie wkroczył do hotelu. Spotkał w nim dokładnie to, co zawsze - ruch i przyjemne szumy rozmów w głównym holu, jak zwykle odmienne dekoracje oraz należycie wpasowujący się w tło personel. Podejście do recepcji uważał za zbędną formalność, podczas, gdy zderzenie z rzeczywistością sprowadziło go skutecznie na ziemię.

Chwytający za oko młodzieniec (tu przemknęła Schmitowi myśl, na ile dobór personelu wiązał się ze spodziewanymi zyskami z napiwków) wyraźnie na jego widok zapomniał w jaki sposób się zachować, zaburzając towarzyszącą dotychczas Havassy'emu harmonię w wykonywaniu wszelkich czynności.
KLujbIH.png- Witamy serdecznie w hotelu Solegiatto.
KLujbIH.png- Nie pamiętam cię. Doriano już tu nie pracuje? - zagadnął Wiedeńczyk, pozwalając sobie w ten subtelny sposób zwrócić uwagę na swoje zaskoczenie tą niezwykłą zmianą. Zgodnie ze swoimi prognozami wprawił recepcjonistę w większe zakłopotanie, z którego uratował go znany już Havassy'emu Julio.
KLujbIH.png- Panie Schmit! Miło nam pana znów gościć.
KLujbIH.png- Dziękuję, Julio - odparł miękko młodzieniec, jak zwykle z lekkim rozbawieniem przyjmując brzmienie swojego nazwiska w nienawykłych do tak świszczących głosek ustach Włocha.
KLujbIH.png- Pański pokój jest już przygotowany.
KLujbIH.png- Wspaniale. Prosiłbym do pokoju wytrawne białe wino z paletą ryb. Jak zwykle - odrzekł wyłuskując spomiędzy palców recepcjonisty klucze do swojego pokoju.
Do hotelu Solegiatto dla odmiany nie przybył w celu wykorzystania żołdu pobieranego za służbę w Armii. Zgodnie z umową miał zastać tu swoją współpracowniczkę, Viktorię Nancsi - ich spotkanie jednakże miało wyglądać na czysty przypadek, dlatego też o nią nie wypytywał. W drodze do pokoju mignął mu w oknach mały oddział Karabinierów - nie była to jednak rzecz niezwykła, dlatego nie zwrócił na niego specjalnej uwagi - może poza wnioskiem, że mundury rodzimej żandarmerii podobają mu się bardziej. Minął parę drzwi do innych apartamentów, zastanawiając się przy okazji, które należą do panny Nancsi.
Apartament nie był dla niego zaskoczeniem - prywatny salonik z meblami z ciemnego drewna i o skórzanych obiciach, w którym elementem dekoracyjnym były kwiaty zmieniane każdego dnia; z salonikiem łączyły się garderoba, jasna łazienka oraz pokój sypialny, którego większą część wypełniało zachęcające dwuosobowe łóżko.
KLujbIH.png- Dziękuję ci - zwrócił się do odźwiernego, który przytargał jego bagaż aż tutaj; część pieniędzy dotychczas przechowywanych w aktówce Wiedeńczyka zmieniła swojego właściciela - ku wyraźnemu zadowoleniu Włocha. Schmit doskonale był świadom, że sypiąc tu i ówdzie groszem zapewniał sobie szczególnie starannie wyprasowaną pościel, poranną kawę przynoszoną bez zamówienia, czy gazetę dodaną do śniadania razem z pięknym uśmiechem i życzeniem miłego dnia.
Skromny (jak na warunki w jakich przyszło mu przebywać) dobytek rozpakował już sam, ledwo wypełniając jedną szafę w garderobie. Mniej potrzebną mu zawartość aktówki taką jak wycinki gazet, pocztówki, puste notesy, zapas piór, czy parę książek zostawił w szufladach obok łóżka, ograniczając się do noszenia przy sobie zapasu pieniędzy i podstawowych przyrządów piśmienniczych, bez których czuł się jak bez ręki.
Wpadając ponownie w dobry nastrój, ogarnął spojrzeniem pokoje, które po jego wprowadzeniu się dalej wyglądały jak niezamieszkane.

Kelner z winem i wyborem ryb zastał Schmita z uwagą kaligrafującego nagłówek listu, który został zasłonięty wazonem kwiatów, gdy tylko mu przeszkodzono.
KLujbIH.png- Panie Schmit, pańskie zamówienie - zaanonsował Włoch, w którym Havassy rozpoznał wcześniejszego recepcjonistę. Staranna próba wymówienia jego nazwiska właściwie wywołała lekkie uniesienie się kącików ust.
KLujbIH.png- Ach, to ty. Czyżby się coś zmieniło wśród personelu hotelu? Zawsze każdy miał jasno określone role - pozwolił sobie zauważyć Wiedeńczyk, bawiąc się niedbale piórem.
KLujbIH.png- To był jednorazowy incydent, bardzo za niego przepraszam - wybąkał kelner, wyraźnie nie chcąc psuć hotelowi opinii.
KLujbIH.png- To żaden problem - Schmit postanowił dać mu spokój, więc wskazał stolik, na którym należało postawić posiłek. W tym momencie obaj usłyszeli pospieszne kroki i przyciszoną rozmowę najwyraźniej dwóch pokojówek.
KLujbIH.png- Swoją drogą, panuje tu dziś nadzwyczajny ruch wśród służby - pozwolił sobie zauważyć ze zdziwieniem gość. Kelner uciekł spojrzeniem, przyklejając do twarzy sztuczny uśmiech.
KLujbIH.png- Myślę, że byłbym bardziej wyrozumiały na hałasy zza ściany, wiedząc, skąd się one biorą.
KLujbIH.png- Miało wczoraj miejsce morderstwo - usłyszał w odpowiedzi głos, który bynajmniej nie świadczył o żadnym zakłopotaniu.
KLujbIH.png- Morderstwo.
KLujbIH.png- Tak. Młoda kobieta, żadnych szczegółów nie znam.
KLujbIH.png- Z personelu, gość?
Włoch przez chwilę wyraźnie się zawahał.
KLujbIH.png- Gość. Miała węgiersko brzmiące nazwisko.
Czoło Havassy'ego zmarszczyło się w wyrazie niemiłego zaskoczenia.
KLujbIH.png- To bardzo przykra sprawa - stwierdził krótko tonem kończącym ten temat. Tym razem to kelner przyglądał mu się z uwagą. Havassy leniwie wstał sięgając po lampkę wina.
KLujbIH.png- Nie dostanę tu żadnych papierosów? - zagadnął, rozglądając się, mimo, że doskonale znał odpowiedź.
KLujbIH.png- W pańskim apartamencie mieliśmy nie... - młodzieniec przerwał swoje tłumaczenie, jakby dotarło do niego, że nie takiej obsługi się oczekuje. Po krótkiej chwili, jaką musiało go kosztować podjęcie decyzji, wyciągnął prywatne papierosy i podsunął gościowi - proszę.
Schmit wybrał sobie jednego i nadstawił w niemej prośbie o ogień; gdy go już otrzymał, zaciągnął się potężnie.
KLujbIH.png- Dziękuję - tu zerknął na plakietkę z imieniem kelnera - Basilio.
Kolejny banknot zmienił właściciela w obłoku wydychanego dymu.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#6 2017-07-10 15:43:54

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

q9xnQL1.png

KLujbIH.png- Idziesz tam teraz i lepiej się naucz porządnie wymawiać "Schmit". Obcokrajowcy nie znoszą, gdy przekręca się ich nazwiska.
KLujbIH.png- Ale Doriano...
KLujbIH.png- Z Doriano rozprawię się ja. Zejdź mi już z oczu.
KLujbIH.pngBasilio skłonił głowę i oddalił się prędko. Czekając, aż zamówienie zostanie przygotowane, podgwizdywał sobie niegłośno. Zobaczył, że Rosamaia krząta się, wyrzucając stare kwiaty i zastępując je nowymi. Nie mógł jej teraz zagaić, lepiej, żeby nowy gość nie czekał; wyglądał na takiego, który punktuje każdy błąd. Zresztą Julio na pewno będzie go pilnował. Całe ciało świerzbiło go, by dowiedzieć się czegoś więcej. Do tej pory mówiono jedynie o nożowniku, którego obezwładniono i zamknięto w jednym z pokoi. Pokojówki kręciły się tam, ale nic nie dosłyszały.
KLujbIH.pngPolecono im nie rozmawiać o sprawie, lecz w razie gdyby goście pytali, odpowiadać zwięźle i rzeczowo, podając tylko dane fakty. Właściciele powtarzali wszystkim, iż zbrodni dokonano jedynie w pobliżu hotelu, a nie wewnątrz budynku, zatem nie powinni obawiać się kolejnego ataku. Bali się, że klienci uciekną. Tymczasem zanosiło się na to, że wielkie wydarzenie przyciągnie kolejnych, jakby zwłoki były atrakcją turystyczną.
KLujbIH.pngCóż, Basilio nie miał co oceniać takiego podejścia - w końcu sam szpiegował. Mało chodziło po świecie osób, z którymi czuł się na tyle związany, aby przejąć się ich krzywdą. Śmierć ofiary zupełnie go nie obeszła. Nigdy nie zamienił z kobietą nawet słowa, zresztą jak większość obsługi. Podobno była bardzo skryta. Szkoda tylko tak pięknej twarzy i ciała, myślał sobie, idąc z jedzeniem i winem.
KLujbIH.pngPracując w Solegiatto nauczył się rozpoznawać mniej więcej narodowość przybyszy. Po nazwiskach i imionach oczywiście było łatwiej, ale powoli już odczytywał nawet ich rysy. Austro-węgierski gość, który złożył zamówienie, wydawał się w jakiś sposób dotknięty wiadomością, iż kobieta mogła być Węgierką. Możliwe też jednak, że za bardzo próbował wywęszyć spisek, a mężczyznę zasmucił fakt, że zamordowano jego rodaczkę. Zastanawiał się, czy to dlatego poprosił nagle o papierosa, chociaż wytyczne mówiły o niepalącym kliencie. Pan Schmit ewidentnie nie chciał czekać, więc z bólem serca udzielił mu swojego tytoniu. Papierośnica to jego jedyna pamiątka po rodzinie, przekazywana od pradziadka, przez dziadka i ojca, aż do niego. Wiązał z nią same dobre wspomnienia.
KLujbIH.pngUkłonił się, dziękując za pieniądze. Upewniwszy się, że nic więcej od niego nie chciał, pospieszył do kuchni. Rosamaia właśnie miała zabrać wazony z pięknymi bukietami kwiatów, więc zastąpił jej drogę. Kryształowe wazony zachwiały się niebezpiecznie na stoliku.
KLujbIH.pngRosamaia była bardzo pokorną, młodą dziewczyną, dbała o najdrobniejsze szczegóły, a każde niepowodzenie niezmiernie przeżywała, gorąco przepraszając. Słyszał od paru osób, że chciała zarządzać piętrem, ale jego zdaniem nie miała szans. Brakowało jej tupetu i werwy, by rozkazywać innym. Zdecydowanie lepiej sobie radziła, kiedy to jej przydzielano zadania. Czasem popuszczano jej lejce i mając więcej swobody, wkładała w pracę dużo więcej serca. Wszyscy podziwiali bukiety, rozłożone ozdoby, wygląd potraw. Nikt z gości nie zdawał sobie sprawy, że to ta kruczowłosa dziewczyna o wielkich, brązowych oczach tworzyła te cuda.
KLujbIH.pngUśmiechnął się przymilnie.
KLujbIH.png- Piękne kwiaty, Rosa - pochwalił ją ciepłym głosem.
KLujbIH.png- Spieszę się, Basilio - odparła, ale uciekła wzrokiem na bok; stąd wiedział, że połechtał jej ego.
KLujbIH.pngOparł się ramieniem o ścianę i przyciągnął ją bliżej siebie. Nagła woń wdarła mu się w nozdrza i odezwał się zaskoczony:
KLujbIH.png- Pachniesz kwiatami.
KLujbIH.pngPokojówka spojrzała na niego zaniepokojona.
KLujbIH.png- Powinnam się przebrać?
KLujbIH.png- Nie, to piękny zapach. - Kolejny uśmiech w połączeniu z komplementem wywołał rumieńce na jej pucułowatych policzkach. - Chciałem cię o coś zapytać.
KLujbIH.png- Tak?
KLujbIH.png- Rosamaia! Basilio! Za mało roboty macie? - Lucia, przełożona pokojówek, zagrzmiała swym donośnym głosem. - Mogę wam zaraz dołożyć zajęć.
KLujbIH.png- Bardzo przepraszam, pani Lucio.
KLujbIH.pngBasilio zaklął w myślach, ale również skłonił głowę. Kiedy Rosamaia zniknęła z wazonami, Lucia podeszła do niego z groźną miną.
KLujbIH.png- Bel viso może działać na młode dziewczyny, Basilio Velasco, ale zapewniam, że nie sprawi, iż utrzymasz posadę, kiedy zechcę cię zwolnić za zabieranie czasu moim pracownicom w tak ważnym okresie.
KLujbIH.png- Si, signora Lucia.
KLujbIH.png- Anda!
KLujbIH.pngUkłonił się nisko i odszedł, by wymienić żarówki w korytarzu na piętrze. Tam kręciła się Hanna, współlokatorka Rosy, jej bliska przyjaciółka. Zagaił ją, kiedy wycierała podłogę obok niego.
KLujbIH.png- Pięknie dziś wyglądasz, Hanna.
KLujbIH.png- Czego chcesz, Basilio?
KLujbIH.pngZachowywała się też wobec wszystkich jak zgorzkniała starucha.
KLujbIH.png- Rozmawiałaś z Rosą o wczoraj?
KLujbIH.png- Może. Co ci do tego?
KLujbIH.pngHanna go nie lubiła, z nieznanych mu przyczyn. Może czuła się niedowartościowana przez to, iż jej twarz przypominała perskiego kota.
KLujbIH.png- Widziała, kto szedł z nożem?
KLujbIH.png- Może.
KLujbIH.png- O czym rozmawiała z signorą Calabresi?
KLujbIH.pngHanna zamarła na chwilę, a potem odłożyła szmatę i spojrzała na niego z zaciśniętymi ustami.
KLujbIH.png- Chcesz coś wiedzieć, to porozmawiaj z Rosą, nie mną-
KLujbIH.png- Buongiorno. - Uśmiechnął się i ukłonił się przechodzącym gościom. Potem przykucnął obok dziewczyny. - Daj spokój, Hanna. Wiesz, że ja nie plotkuję. Hanna. Haaannaaa...
KLujbIH.png- Zitto! Wiem tylko, że to ktoś ze służby. A teraz daj mi spokój.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#7 2017-07-10 15:53:19

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

qgJAy0U.png

Havassy utrzymał maskę beztroski do czasu, aż Basilio nie wyszedł z pokoju. Sprawa nie wyglądała dobrze, ba - wyglądała beznadziejnie. Pół papierosa później młodzieniec przypomniał sobie, że w zasadzie bardzo ich nie lubi; rozkaszlał się potężnie uderzając w pierś. Wypalił papierosa jak najszybciej, nie zaciągając się nim, po czym od razu zabrał się za jedzenie ryby. Jej potężny aromat dość skutecznie zabił nieprzyjemny posmak, więc po niedługim czasie mógł się nacieszyć zarówno smakiem dania, jak i wytrawnego wina. Jak zwykle w stresujących sytuacjach wykazał się bezdennym żołądkiem, kończąc w ten sposób posiłek w rekordowym czasie. W międzyczasie poukładał sobie w głowie plan działania - najpierw upewnić się czy rzeczywiście został sam, następnie posłać przykre wieści do góry i wykorzystać nowo powstały trop jako punkt zaczepienia w oczekiwaniu na odpowiedź. Zakładał, że zna odpowiedź, jednakże napisać odpowiednio szyfrowanej wiadomości nie szkodziło.
Z racji, że hałasy na korytarzu nie ustawały, postanowił dać upust naturalnej każdemu człowiekowi ciekawości i opuścił apartament. Wśród służby panował niecodzienny zamęt, ktoś grzebał kluczem w drzwiach na końcu korytarza, aż nie przyszła Lucia z surową miną, by zbesztać nieszczęśnika, z innego pokoju wyszła kobieta w towarzystwie rosłego mężczyzny; oboje zmierzyli gościa o nietutejszej urodzie nieufnymi spojrzeniami - choć Schmit mógłby przysiąc, że niechęć panny objawiała się tylko w obecności jej towarzysza.
Znalezienie źródła zamieszania było proste jak wypatrzenie francuskiego oficera w jego czerwonych pantalonach w środku lasu - mokry sen każdego snajpera. Wiedeńczyk mimo powagi sytuacji uśmiechnął się do siebie na samo porównanie i dołączył do grupki gapiów stojących przy wejściu do hotelowego portu; dwóch karabinierów z kamiennymi twarzami tworzyło żywy mur, który obawiał się przekroczyć każdy w zasięgu ich karabinów - nawet jeśli dla obytego z bronią Havassy'ego wyglądały bardziej na zabawne atrapy, nadal posiadały twarde kolby, którymi można było obić tu i ówdzie.
KLujbIH.png- Nie ma tu nic do oglądania. Proszę się rozejść - rozkazał bezbarwnym głosem jeden ze stojących na straży, krótkim sięgnięciem do kolby wywołując nagłą przestrzeń wokół siebie.
KLujbIH.png- Czy ktoś zginął?
KLujbIH.png- Kto to był?
KLujbIH.png- Jakaś kobieta, słyszałem o tym!
KLujbIH.png- To było morderstwo?
KLujbIH.png- I niech zgadnę - pewnie nie Włoszka? - Schmit dołączył do chóru komentarzy, co rozjuszyło drugiego ze strażników.
KLujbIH.png- Cała sprawa jest badana! Rozejść się i nie przeszkadzać! Ora!
Tłum się przerzedził, szemrając między sobą. Wiedeńczyk próbując jeszcze wykorzystać okazję wyciągnął szyję ku wydarzeniom za strażnikami; posłusznie się jednak wycofał pod wpływem miażdżącego spojrzenia jednego z nich.

Reszta dnia upłynęła mu na poznawaniu nowych gości w hotelu - natrafił na paru stałych bywalców tak jak on, z którymi obiecali sobie razem wypić w trakcie świętowania Karnawału; zawarł też parę nowych znajomości dając się poznać jako czarujący młodzieniec, który wypoczywa na przepustce od trudów życia w Armii. W tle przewijała mu się przed oczami służba, której pracy nikt nie zauważał, a której brak z pewnością już by zauważono - wiecznie niezadowolona i musztrująca innych Lucia, delikatna Rosamaia, której uroda i zwiewny sposób bycia spędzał pewnie sen z powiek niejednemu mężczyźnie, wiecznie podsłuchujący coś Basilio, czy Doriano z nosem spuszczonym na kwintę - stojący karnie przy recepcji i sprawdzany raz po raz przez Julia. Havassy mógłby porównać ich do trybików w zegarze i jak lubił obserwować ich cykl w mechanizmie tegoż, tak przepadał za obserwowaniem sprawnej pracy służby wyuczając się przy okazji ich cyklu.
Wieczór miał przynieść ukojenie jego skołatanym od paru godzin nerwom i dokładnie z takim nastawieniem zszedł na zabawę karnawałową, poprawiając na twarzy tradycyjną białą męską maskę. Spóźnił się na jej początek, więc mógł trzeźwym okiem zaobserwować podpite nastroje reszty. Panie nie zauważały, że z głębokich dekoltów wylewają im się biusty, a panowie mieli przekrzywione od tańców krawaty - nic to, w karnawałową noc każdy był anonimowy, każdy sobie równy; pary mieszały się ze sobą w tańcu beztrosko, choć w przypadku gości hotelu Solegiatto trudno było mówić o wielkiej przepaści na drabinie społecznej pomiędzy nimi. Służba tak jak goście nosiła zgrabne, twarzowe maski typu Columbina; co Schmit wesoło w duchu docenił, znając historię tychże masek.
Gdy tylko pokonał najniższy stopień schodów, został porwany w wir znajomości starych i nowych, za każdym razem zmuszany do wypicia (zwanego z języka staropolskiego) strzemiennego przed odejściem, by w końcu cały zaczerwieniony - o czym zdradzał widoczny jedynie kawałek szyi - usiąść przy barze w samotności. Barman o dziwnie roześmianych w jego mniemaniu oczach podsunął mu szklankę whisky, którą ten bez wahania wypił, dając głośno ujście dyskomfortu wywołanego pieczeniem gardła.
KLujbIH.png- Wiesz, co jest najgorsze w whisky? - zwrócił się głośno do barmana w masce i dodał, nawet nie czekając na jego przytaknięcie - To, że jest paskudna, ale nikt tego nie powie, bo nie chce wyjść na miękką fujarę! Daj mi no bawarskiego piwa!
Po otrzymaniu zamówienia rozpoczął długą i pełną dygresji opowieść, jak to jego kolega z wojska się przyznał do nielubienia whisky i koledzy po warcie urządzili mu takie chlanie, że do dziś pozostał abstynentem.
KLujbIH.png- Więc pamiętaj, whisky jest dobra, bo tak - ukończył dobitnie, podkreślając swój błyskotliwy wniosek uderzeniem otwartą dłonią o blat baru - Powiedz mi no, gdzie trafię na stronę? Trzeba mi trochę pary spuścić - dodał po chwili mrugając żartobliwie. Barman odpowiedział jedynie życzliwym uśmiechem, wskazując mu właściwy kierunek; Havassy wstał i mniej więcej nie zbaczając z trasy ruszył ku niemu, mijając po drodze recepcję. Nie był pijany do tego stopnia, jakby mogło się niektórym wydawać - dał się w pewnym stopniu ponieść upojeniu, będąc jednak doskonale świadom tego, co robi.
Przy recepcji nikogo nie było, przez co Wiedeńczykowi zaświtała w głowie mała improwizacja. Chwiejnym krokiem zaszedł za blat recepcji, by wyjąć księgę ze spisem rezerwacji. Pochylił się nad nią ciężko trzymając w ręku pióro, które znalazł obok. Wyglądało to, jakby pragnął dokonać tam jakiegoś wpisu, podczas gdy śledził w najnowszych danych dobrze znanego sobie nazwiska. Było.
Viktoria Nancsi, apartament numer 9 - czyli ten na końcu korytarza, znajdujący się trzy pary drzwi od niego.
KLujbIH.png- Co pan robi? - usłyszał nad sobą głos, który już gdzieś dzisiaj zarejestrował.
KLujbIH.png- Kszzzenga gości, to naprrrawdę ładny hotel - oświadczył, czując jak nowa fala niemal go zwala z nóg.
KLujbIH.png- To nie tutaj. Proszę - uczynny głos nagle został zaopatrzony w smukłe, męskie dłonie, które podsunęły mu właściwy zbiór.
KLujbIH.png- Wiedziałem, że coś jest nie tak - oświadczył Schmit, posłusznie wychodząc zza lady; wpis w języku niemieckim dokonał do góry nogami, nie zajmując sobie głowy obróceniem księgi - znasz język niemiecki?
KLujbIH.png- Nie, sir - odrzekł mężczyzna, zerkając na zamaszysty podpis Schmita, który bardziej przypominał słowo "shit", niźli jego nazwisko. Havassy rozpoznał w nim w końcu Doriano, który swoją drogą powinien tu stać bez przerwy.
Zarejestrował wokół siebie jakieś małe zamieszanie - chyba stał obok niego Julio, Doriano gdzieś poszedł, przyszedł z kimś innym, kto po krótkiej wymianie zdań złapał go nieprzyjemnie stanowczo pod ramię, przerywając poprawianie jego podpisu, gdy już zauważył nieszczęsny układ liter. Poznał w nim Basilia.
KLujbIH.png- Cubitum eamus?
KLujbIH.png- Słucham? - w oczach kelnera zabłysła dezorientacja.
KLujbIH.png- A ty nie znasz łaciny - Havassy zacmokał z dezaprobatą. Mieszanina alkoholi najwyraźniej dopadła go dopiero teraz, gdyż drogę do pokoju pamiętał jak przez mgłę - minęła im w milczeniu. Pamiętał, jak ktoś ściagał mu stylowy trójgraniasty kapelusz i maskę; przy próbie ściągnięcia marynarki zaparł się nogami stwierdzając, że musi pójść na stronę teraz, natychmiast. Gdy wyszedł z łazienki, natręt nadal tam stał i dopilnował, by ułożył się spać na boku, nie na plecach.
KLujbIH.png- Wody rano nie zapomnij - oświadczył już niemal w półśnie, moszcząc się w pościeli. Tej nocy, oprócz jednego małego przebłysku przy recepcji, nie było szpiega - został spuszczony ze smyczy młodzieniec na hucznej imprezie karnawałowej. Nic to, w karnawałową noc każdy był anonimowy.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#8 2017-07-10 15:58:39

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

q9xnQL1.png

KLujbIH.pngCały dzień mijał się z Rosamaią, a kiedy już mógł do niej podejść, dawano mu kolejne zadanie. Ileż razy jego czarne oczy wniosły się ku niebu - nikt nie zdołałby zliczyć. Tuż przed tym, jak miał iść obsługiwać bar, nadarzyła się okazja, by zdobyć informacje. Zobaczył Rosę próbującą złapać oddech w składzie z pościelami. Nie wszyscy czerpali przyjemność z dużej aktywności tak, jak on. Stanął w progu i zapukał, tylko po to, aby się nie wystraszyła.
KLujbIH.png- Można? - zapytał uprzejmie.
KLujbIH.png- Oczywiście.
KLujbIH.pngOdpowiedziała uroczym uśmiechem. Stanął obok niej. Ściana mile chłodziła plecy, kiedy się o nią oparł.
KLujbIH.png- Chciałem cię zapytać o to, co się stało w noc morderstwa.
KLujbIH.png- Basilio...
KLujbIH.pngNatychmiast splotła nerwowo palce i przygryzła wargę. Wziął jej dłonie w swoje i ucałował lekko.
KLujbIH.png- Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować.
KLujbIH.png- Nie o to chodzi. Nie powinnam o tym mówić - szepnęła bardzo cicho, a na jej policzkach wykwitł rumieńce. Zerkała w stronę drzwi.
KLujbIH.png- O tym, że był ze służby?
KLujbIH.png- Skąd wiesz? - wystraszyła się.
KLujbIH.png- Nikomu nie powiem. Wiesz, że możesz mi zaufać.
KLujbIH.pngWahała się. Widocznie chciała mu powiedzieć, ale bała się; coś ją blokowało. Tylko co?
KLujbIH.pngNachylił się w jej stronę i muskając ustami jej ucho, wyszeptał:
KLujbIH.png- Nikt nas teraz nie usłyszy,
KLujbIH.pngJej ciepły oddech na ostygłej już ciele przyprawiał go o gęsią skórkę.
KLujbIH.png- Kiedy zobaczyłam tę osobę z nożem... Poszłam do signory Enrici. Powiedziała mi, że się tym zajmą i zapłaciła, bym nie mówiła nikomu o zajściu.
KLujbIH.png- Dlaczego?
KLujbIH.png- Bała się o dobre imię hotelu, gdyby coś się stało.
KLujbIH.pngBasilio zastanawiał się, czy to faktycznie jedyny powód.
KLujbIH.png- I nie widziałaś dokładnie, kto to był? - Liczył na to, iż rozpoznała osobę. Ostatnio wiele osób chorowało i albo zostali w domu albo leżeli w łóżkach w pokojach dla służby. Gdyby musiał się dowiadywać, kto, co i dlaczego...
KLujbIH.png- Nie. Było dość ciemno, rozpoznałam jedynie nasz uniform.
KLujbIH.pngZaklął w myślach. Podziękował jej, składając jeszcze jeden pocałunek na dłoniach i skierował się do baru, nim Julio kolejny raz go zgani za spóźnialstwo. Przełożony wiedział, iż Velasco nie znosi bezczynnie stać, natomiast nie był świadom, że także nie przepada za pijanymi ludźmi, kiedy sam musiał utrzymywać trzeźwość. Zaś tych alkoholowych ciem zlatywało się w jego stronę co nie miara. Młode kobiety chichotały, wymieniając komentarze na temat rówieśniczek (głównie ich ubioru i fryzury) oraz panów (dlaczego tak szacowny mężczyzna idzie pod rękę z kimś takim?). Starsze panie dzieliły się na te zmęczone życiem, które sączyły z boku alkohol i patrzyły, czy wszystko szło po ich myśli oraz te, które żywiły się plotkami i nieraz wypytywały o niektóre rzeczy obsługę, w tym Basilia. Mężczyźni rzadko kiedy nawiązywali z nim kontakt rozleglejszy niż "polej" lub "piękną mam żonę, prawda?". Odłamami od reguły stawali się ci, co im puszczały hamulce taktu i skarżyli się na wszystko wokół.
KLujbIH.pngPan Schmit okazał się należeć do ostatniej kategorii. Krzesło zachybotało się groźnie, kiedy na nie wpadł (bo ciężko nazwać to siadaniem, zwłaszcza w tych kręgach). Uprzedzając polecenie, które miało zaraz paść, podał mu szklankę rumu, czekając, aż powie lub zrobi coś głupiego i z tego oczekiwania robiąc sobie rozrywkę i punkt wieczoru. Początkowo poczuł rozczarowanie, spodziewając się nudnej przypowieści; potem zaś padło słowo "wojsko" i chłopak podniósł raptownie głowę. Czyli ten niemiecki gość (Austria, Węgry, Niemcy, dla niego wszystko to było pod jedną kategorią "brzydkiego języka"), który wydawał się dotknięty śmiercią rodaczki, który zjawił się tuż po jej śmierci, był w wojsku? Nie musiało to o niczym świadczyć.
KLujbIH.pngAle mogło.
KLujbIH.pngPo stosunkowo krótkiej chwili podszedł do niego Doriano z twarzą wykrzywioną rozpaczą. Biedaczek wszystko bardzo przeżywał. To cud, że jeszcze nie zszedł na zawał.
KLujbIH.png- Julio mówi, że masz zająć się sir Schmitem.
KLujbIH.png- Zająć się? - powtórzył bardzo uszczęśliwiony, unosząc brew.
KLujbIH.png- Tak. Na chwilę tylko zszedłem z recepcji, musiałem pójść do toalety, a Julio mnie trzyma tam kolejną noc po całym dniu, miałem tylko przerwę na obiad...
KLujbIH.png- Doriano, do brzegu.
KLujbIH.png- Zaczął się wpisywać do Księgi.
KLujbIH.png- Do tej Księgi?
KLujbIH.png- Tak. Pomylił ją z księgą gości.
KLujbIH.pngCzyżby?
KLujbIH.png- Dobrze, zawołaj tu kogoś.
KLujbIH.pngWestchnął ciężko i wyszedł z baru. Przy repecji czekał na niego Julio. Próbował jeszcze protestować, ale przełożony był nieugięty. Chociaż już ledwo widział na oczy i wykrzesanie z siebie energii, jakiej potrzebował, by zaprowadzić gościa do jego pokoju mogło sprawić, iż wpadnie w połowie drogi, złapał mocno Schmita pod ramię, nim wyrządził więcej szkód hotelowym księgom.
KLujbIH.png- Cubitum eamus?
KLujbIH.pngRozpoznał w słowach łacinę, jednak poza "eamus", z którego zrozumiał jedynie liczbę "my" (na czym rozpoczęła się i zakończyła jego łacińska kariera), nie miał pojęcia, co mężczyzna chciał powiedzieć. Zaś jego lekceważący wytyk o nieznajomości tegoż języka tylko go zirytował. Zmęczony i rozdrażniony prowadził go w milczeniu do pokoju. Tam pomógł mu zdjąć, co tylko sobie pozwolił - czyli nie za wiele - a następnie dopilnował, by nie zasnął w potencjalnie groźnej pozycji. Minęła dosłownie chwila, nim zasnął.
KLujbIH.pngBasilio padł na fotel w rogu pomieszczenia. Niesamowicie miękki i przytulny fotel. Westchnął rozanielony. Co jak co, ale tego mu brakowało. Nie ma nic lepszego, niż taki mebel po ciężko przepracowanym dniu. Szkoda, że nie dało się tego połączyć. Nie w jego rodzinie.
KLujbIH.pngIm dłużej tak siedział i im więcej rozmyślał, tym bardziej opadały mu powieki. Nim się zorientował, zamknął oczy i zasnął twardym snem.

KLujbIH.pngRano obudziło go pukanie do drzwi. Odruchowo zerwał się na równe nogi, spodziewając się, że zobaczy wściekłego Julio, ganiącego go, iż zaspał na kolejną zmianę. Tymczasem nie znajdował się w swojej ciasnej klitce z chrapiącym Doriano, a w pięknym apartamencie... Ze Schmitem. Który właśnie się budził.
KLujbIH.pngVelasco prędko doprowadził się do pozornego porządku; poprawił włosy, naciągnął uniform, wygładził spodnie, ułożył muszkę w poziomie. Potem otworzył drzwi. Zastał zdziwionego Ramiro. Na przywiezionym przez niego stoliku stał wielki dzban wody i szklanka, a obok czekolada. Basilio uśmiechnął się do niego i przejął zamówienie.
KLujbIH.png- Właśnie miałem po to iść. Grazie, Ramiro.
KLujbIH.pngTrzasnął drzwiami. Czekoladę schował do kieszeni.
KLujbIH.png- Dzień dobry, panie Schmit. Pańska woda.
KLujbIH.pngWojak usiadł powoli na łóżku. Przetarł oczy.
KLujbIH.png- Ty nadal tutaj? - W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie.
KLujbIH.pngWewnętrzny diabełek Basilia zatarł rączki.
KLujbIH.png- Nie pamięta pan? - zapytał służalczo, spuszczając wzrok i powstrzymując uśmiech.
KLujbIH.png- Czego?
KLujbIH.png- Ponieważ się pan pochorował, zostałem, by się panem zająć.
KLujbIH.png- Pochorowałem się? - zdziwił się mocno Schmit, a rozbawienie natychmiast ulotniło się z jego tonu.
KLujbIH.png- Tak, signor.
KLujbIH.pngPatrzył, jak obcokrajowiec odchrząka, nie wiedząc chyba do końca, co ze sobą począć.
KLujbIH.png- Życzy pan sobie czegoś? - zapytał, chcąc stąd jak najprędzej wyjść.
KLujbIH.png- Nie. To wszystko.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#9 2017-07-10 16:10:42

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

qgJAy0U.png


Havassy miał wrażenie, iż świat celowo zaatakował bodźcami wszystkie jego zmysły, by ukarać za wczorajsze pijaństwo. Pierwszym bodźcem było donośne pukanie do drzwi, a zaraz potem czyjeś szamotanie się z wnętrza jego apartamentu - tylko ono sprawiło, że Schmit postanowił nie udawać, że go nie ma, zamiast tego podnosząc się ociężale na rękach, które miał wrażenie, że się pod nim załamią. Promienie słoneczne wściekle przebijały się nawet przez zamknięte powieki, sam hotel wypełniony był irytującymi hałasami, pognieciona koszula nieprzyjemnie ocierała mu się o skórę, a pasek od spodni wbijał w biodra. Miał mocną głowę - ta jednak nie była w stanie się oprzeć ilości wchłoniętego alkoholu, gdy proponowała mu go cała sala.
Cudem udało mu się przewrócić z brzucha na plecy, gdy usłyszał drażniąco głośne przywitanie.
KLujbIH.png- Dzień dobry, panie Schmit. Pańska woda.
Darował sobie wypytywanie, skąd się tu wziął i czemu wszedł do środka bez pukania. Po krótkiej chwili zresztą sobie przypomniał co niektóre wydarzenia poprzedniej nocy - ktoś próbował ściągnąć z niego karnawałowe ubrania i ciągle poprawiał jego pozycję na łóżku, co było całkowicie zbędne w jego mniemaniu. Uśmiechnął się, utrzymując rezon.
KLujbIH.png- Ty nadal tutaj?
KLujbIH.png- Nie pamięta pan? - Austriaka zaniepokoiła ciężka do odczytania twarz Włocha. Wyglądał, jakby na siłę starał się utrzymać poważną minę.
KLujbIH.png- Czego?
KLujbIH.png- Ponieważ pan się pochorował, zostałem, by się panem zająć.
Nie to chciał Schmit usłyszeć. Nie miał w ustach kwaskowatego posmaku, który by o tym świadczył, też nie miał pewności, czy jego definicja "pochorowania się" pokrywa się z definicją Włocha.
KLujbIH.png- Pochorowałem się? - powtórzył, niemile zaskoczony. Odprawił młodzieńca, nie zwracając za bardzo uwagi na jego dalsze słowa.
Mimo tej lekkiej rysy na jego ego, był zadowolony tym, że ktoś się zatroszczył o jego potrzeby, sprowadzając mu dzbanek wody, z którego nie omieszkał natychmiast skorzystać. To samo tyczyło się kąpieli - doświadczenie na służbie nauczyło go, że dobre nawodnienie robi po upojnej nocy ogromną różnicę - w jego przypadku tak ogromną, że świadomość, po co tu jest spadła mu na głowę z siłą ciężkiego obucha. Zbyt łatwo przyszło mu zapomnienie w hotelu, do którego przybywał co roku - po raz pierwszy z czymś ważnym - i ta właśnie łatwość sprawiła, że czuł do siebie niemalże obrzydzenie. Ubrał się bardzo skromnie i z dbałością o schludny wygląd, po czym zszedł na śniadanie unikając po drodze spojrzeń służby, która pewnie jako jedyna pamiętała wydarzenia poprzedniej nocy. Obecność jemu podobnych niedobitków w jadalni wcale nie poprawiała nastroju. Zjadł śniadanie będąc żywym uosobieniem pokory i powagi w międzyczasie rozmyślając nad kolejnymi krokami.

***

Właściciel hotelu właśnie wszedł do swojego gabinetu - był tak wyraźnie zasępiony z powodu własnych myśli, że Havassy wolałby go nie zaczepiać. Wcześniejsza wizyta pod apartamentem zamordowanej - to na pewno była ona - nie przyniosła żadnych rezultatów, a jako stały bywalec hotelu mógł liczyć na pewną wyrozumiałość.
Zapukał do drzwi i uchylił lekko,
KLujbIH.png- Można zająć chwilkę?
KLujbIH.png- Już zająłeś - starszy mężczyzna podniósł na niego wzrok znad papierów. Wiedział, że nie przyszedł z żadnym problemem w hotelu - w tym wypadku by go zgłosił komuś z personelu. Jeden rzut oka wystarczył Schmitowi, by być pewnym, że tutaj nic nie zdziała. Postanowił zagrać.
KLujbIH.png- Przepraszam, że przeszkadzam. Chciałem spytać, kiedy zostanie dla gości udostępniony cały teren hotelu - zagadnął, mając oczywiście na myśli zablokowany przez karabinierów hotelowy port na gondole. Dyrektor poprawił na nosie okulary.
KLujbIH.png- Niestety nie jest to zależne ode mnie. Karabinierzy wszystko badają - odparł, sięgając po jeden z dokumentów na biurku i dając tym samym znać, że dla niego ta krótka wymiana zdań jest skończona. Młodzieniec nie zamierzał zabierać mu więcej czasu, więc wstał.
KLujbIH.png- Schmit - zatrzymał się z ręką na klamce słysząc swoje nazwisko - wiem, że się martwisz, przyjeżdżasz tutaj co rok. Jakkolwiek historia między naszymi państwami bywała różna, to raczej nie jest sprawa wagi politycznej. Więc nie musisz się o siebie martwić.
Havassy zaskoczony spojrzał w poważne oczy dyrektora.
KLujbIH.png- To idealny przykład, dlaczego tego typu przelotne romanse nie są niczym dobrym. Włosi mają gorące głowy.
Schmit nie był pewny, w jaki sposób interpretować te słowa. Powstała mu w głowie paranoiczna myśl, czy mężczyzna nie wie czegoś więcej.
KLujbIH.png- Dziękuję za te słowa - odparł miękko, po czym wyszedł z gabinetu zasępiony. Nie otrzymał prawie żadnej odpowiedzi, jedynie namnożyły się w jego głowie pytania.
Drażniła głupawa beztroska innych gości, a nawet personelu. Widział w ich zachowaniu trochę siebie poprzedniego wieczoru - dlatego też tego dnia obiecał sobie się pilnować.
KLujbIH.png- Że niby kto był mordercą? - usłyszał zbyt głośny szept za zakrętem tuż przed tym, jak miał zza niego wyjść. Była to jedna z chwil, gdy dziękował służbie w armii możliwości nauczenia się tylu różnych języków. Była to rozmowa nikogo innego, jak Basilia z jakąś kucharką, która na widok Havassy'ego odskoczyła jak oparzona i pospieszyła do swoich obowiązków. Basilio nie był tak szybki.
KLujbIH.png- No i kto był tym mordercą? - Havassy teatralnie wyszeptał to po włosku, przypierając go do ściany. Włoch wyglądał na zupełnie zaskoczonego takim obrotem spraw - zapewne i pytaniem, i sytuacją, w jakiej się znalazł względem austriackiego gościa.
KLujbIH.png- Właśnie próbowałem się dowiedzieć - odparł z uśmiechem, próbując subtelnie się wydostać spomiędzy ściany, a niego. Havassy położył drugą dłoń na ścianie uniemożliwiając mu to.
KLujbIH.png- Skąd właściwie to zainteresowanie? - spytał, wpatrując mu się w oczy z udaną beztroską.
KLujbIH.png- A czemu nie? - odpowiedział mu jeszcze bardziej szelmowski uśmiech. Schmit zerknął, czy nikogo na korytarzu nie ma. Pusto. Nachylił się do chłopaka, który mimowolnie wcisnął się tym bardziej w ścianę. Poznał, że wstrzymał oddech z braku ruchu powietrza przy szyi.
KLujbIH.png- Wiedz, że nie tylko ty masz otwarte uszy - wyszeptał cicho, owiewając mu oddechem szyję i policzek.
Nie chciał przeginać, więc jakby nigdy nic odszedł, zanim Włoch zareagował.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#10 2017-07-10 16:59:26

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Cadavere a Venezia

q9xnQL1.png

KLujbIH.pngPonieważ tablice z rozpiskami zmian i pracowników zmieniały się teraz częściej, niż normalnie (rekrutowano i czasem dodatkowy personel na konkretny wieczór), a podejrzanego zabrano po cichu, prawie bez żadnych świadków, Velasco musiał nieźle się nagimnastykować, by dowiedzieć się co, kto i gdzie. Błogosławieństwem dla niego okazała się pulchna Piera z kuchni, bo nikt nie puszczał pary z ust, bali się o pracę. Natomiast na Pierę miał haka, odkąd przyłapał ją na paru kradzieżach różnych smakołyków. Czuł się trochę źle z tym, że wykorzystywał to przeciw niej - wiedział, iż prezentuje te rzeczy siostrzenicy i bratankowi, niemniej była to jedynie pusta groźba, a mówiąc jemu i tak niczego nie ryzykowała. Przyparł ją do muru, gdy tylko na nią wpadł. Kiedy w końcu wydusiła z siebie nazwisko, brwi powędrowały mu ku niebu.
KLujbIH.png- Że niby kto był mordercą?
KLujbIH.pngLeonardo Zetticci. Leo. Znał gościa. Zdarzyło się raz czy dwa, że wyszli razem z Doriano we trzech do baru. Tamci dwaj regularnie zakładali się o jakieś głupoty i potem nie chcieli sobie płacić, więc dawali sobie po mordzie. A Basilio stał z boku i liczył uderzenia. Jeden cios, dwadzieścia lirów. Poza tymi wybrykami, chłopak się nie wychylał. Zawsze wykonywał dobrze swoją robotę, niczego nie zaniedbywał, stawiał się na czas i nie zasypiał, nawet po nocy w barze. Z drugiej strony Doriano nie wyglądał na takiego, co lubi się pobić od czasu do czasu, a o nim też nikt nie wiedział, że nie tak dawno temu mógł zostać panem na włościach. Pozory mylą, był tego świadom. Ale wciąż...
KLujbIH.pngPrzez te rozmyślania nie zdążył uciec, kiedy zza rogu wyskoczył Schmit. Zaklął w myślach. Nagle mężczyzna przyparł go do ściany. W głowie rozpętała się burza pytań, ale na żadnym nie zawiesił swojej uwagi, zbyt zaskoczony bezpośredniością gościa hotelu i nietypowym zachowaniem. Kto był mordercą?
KLujbIH.png- Właśnie próbowałem się dowiedzieć - skłamał gładko, uśmiechając się figlarnie, chociaż cała sytuacja sprawiała, że czuł się raczej niekomfortowo.
KLujbIH.pngBasilio dawno nie czuł się niekomfortowo. Próbował się wyślizgnąć, ale tamten przyblokował go drugą ręką.
KLujbIH.png- Właściwie skąd to zainteresowanie?
KLujbIH.pngChociaż jego twarz wyrażała względną obojętność, jego czyny zdecydowanie temu przeczyły. Włochowi zaczynała pulsować żyłka z nerwów, ale wciąż był w stanie przywołać swój firmowy uśmiech. Co złego, to nie kelner.
KLujbIH.png- A czemu nie?
KLujbIH.pngSkoro tamten zamierzał się bawić, Basilio też zagra. Podrażni się z nim. Jego ruch. Okazało się, że dosłownie wykonał ruch - rozejrzał się, a potem nachylił się do niego. Velasco chciał się odruchowo cofnąć; nie podobało mu się to nagłe zbliżenie, ale ściana nie zamierzała ustąpić. Zetknęli się lekko ciałami. Wstrzymał oddech, by nie zwiększać powierzchni kontaktu. Czy to miała być groźba? Jeśli tak, to bardzo specyficzna.
KLujbIH.png- Wiedz, że nie tylko ty masz otwarte uszy - powiedział i poszedł, nim Basilio zdążył mu cokolwiek odpowiedzieć. Odprowadził go wzrokiem, rozcierając miejsce na szyi, gdzie wciąż czuł jego ciepły oddech. Skrzywił się, a zaraz potem uśmiechnął. Lubił podchody, a niemiecki żołnierzyk - pardon, austro-węgierski - ewidentnie był skory do zabawy. Dobrze więc. Wyglądało na to, iż mieli wspólny cel.
KLujbIH.png- Velasco!
KLujbIH.pngJulio jak zwykle pojawił się znikąd, wraz ze swoim permanentnym ściskiem ust.
KLujbIH.png- Sir Schmit życzy sobie herbaty do pokoju.
KLujbIH.pngPo raz pierwszy przełożony poszedł mu przypadkiem na rękę. Skinął głową i ruszył do kuchni, by zaraz pojawić się z dzbankiem herbaty i pustą filiżanką pod odpowiednim apartamentem. Zapukał lekko do drzwi.
KLujbIH.png- Wejść.
KLujbIH.pngBasilio odczekał chwilę, dla zwykłej przekory. Wózek bezdźwięcznie wjechał do środka. Zamknął drzwi i powoli nalał herbaty. Potem położył ją na stoliku, przy którym siedział Havassy. Skinął mu głową. Bez słowa popijał napój, nie zważając na wpatrującego się w niego chłopaka, ani na jego uśmieszek.
KLujbIH.png- Znałeś ofiarę - odezwał się w końcu Włoch. Chociaż powiedział to twierdząco, w istocie obaj wiedzieli, że to pytanie.
KLujbIH.png- Tak. - Odłożył filiżankę. - Wiesz, kogo zabrali karabinierzy.
KLujbIH.png- Tak.
KLujbIH.png- Co cię wiąże ze sprawą?
KLujbIH.png- Nic. Co wiąże ciebie?
KLujbIH.pngCisza. Mierzyli się spojrzeniami. Nagle Velasco uśmiechnął się szeroko.
KLujbIH.png- Nie wierzysz mi.
KLujbIH.png- Jeszcze chwilę temu mnie okłamałeś.
KLujbIH.png- Wtedy zakrywaliśmy karty.
KLujbIH.png- Teraz je odkrywamy?
KLujbIH.png- Nie wiem. Ty mi powiedz.
KLujbIH.pngZnów cisza. Schmit wstał. Mieli okazję przyjrzeć się sobie bliżej. Jasne włosy. Jasne oczy, choć nie niebieskie. Ciekawe, czy to problem. Symetryczne rysy. Mocne kości policzkowe. Stalowe tęczówki. Umiał milczeć. Wbrew pozorom to nie było takie proste. Ludzie szybko pękają. Wykonują nerwowe ruchy, uciekają spojrzeniem, wybuchają śmiechem, zaczynają mówić. Basilio zaś zawsze się uśmiechał. Zwykły nawyk, już od małego. Wpojony, ale i nabyty. Wpojony przez rodziców, używany w trybie kulturalnym i uprzejmym. Nabyty, by drażnić ludzi. Lub ich zdobywać. Teraz po prostu dobrze się bawił.
KLujbIH.png- Dobrze. Zagrajmy w otwarte karty. Wiąże mnie z nią praca. Masz jakieś podejrzenia?
KLujbIH.pngWzruszył ramionami. Wyciągnął w jego stronę rękę.
KLujbIH.png- Ryzykuję pracą albo i czymś więcej, dzieląc się z tobą informacjami. Musisz dać mi coś, żebym był pewien, że nie wydasz mnie przy pierwszej lepszej okazji.
KLujbIH.png- Mam zaufać kelnerowi?
KLujbIH.png- Mam zaufać arystokracie? - Przechylił przekornie głowę.
KLujbIH.png- Nie ceniłbym się tak wysoko.
KLujbIH.png- A ja tak nisko - odbił znów piłeczkę z dziką satysfakcją.
KLujbIH.png- Co masz na myśli?
KLujbIH.png- Nic specjalnego.
KLujbIH.png- Mącisz - mruknął blondyn już lekko rozdrażnionym tonem.
KLujbIH.pngBasilio uśmiechnął się krzywo.
KLujbIH.png- Lubię, kiedy się dzieje.
KLujbIH.png- Nie da się ukryć. - Havassy uniósł brew.
KLujbIH.png- To jak będzie?
KLujbIH.png- Ty też musiałbyś mi coś powiedzieć.
KLujbIH.png- Nie sądzę. Zresztą, nie mam nic do ukrycia.
KLujbIH.png- Każdy ma jakiś sekret.
KLujbIH.png- Wciąż czekam na twój.
KLujbIH.pngSchmit po raz pierwszy lekko się uśmiechnął, a potem uścisnął mu mocno dłoń.
KLujbIH.png- Jestem tu na służbie. Sprawy polityczne. Rozumiesz wagę tej informacji? - Zacieśnił uścisk.
KLujbIH.png- Jak najbardziej, signor. - Basilio ukłonił się teatralnie. - Czy raczej: Havassy?
KLujbIH.pngMężczyzna nie odpowiedział. Usiadł przy stole i bez słowa wskazał mu drugie krzesło.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
ciemnastrona - vapesuwalki - multipoland - lostmc - hmtl