Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2018-03-07 21:07:54

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 64.0.3282.186

Cadavere

04pXdgZ.jpg

Na obrzeżach niewielkiego miasteczka w słonecznej Toskanii stoi nieduży zajazd, w którym podróżni szukają zakwaterowania, by złapać oddech w swojej wędrówce, ale też niektórzy przyjeżdżają w to miejsce tylko po to, aby móc zaznać tutejszego zjawiska zwalniającego czasu, płynącego mozolnie, spokojnie, jakby i sam czas leżakował na polach wśród świerszczy, a nocą kąpał się w morzu, wśród młodzików korzystających ze swych dni wolnych od szkoły. Latem gęstniało tu powietrze i nie stawało się tak tylko przez wzgląd na podwyższoną wilgotność i temperaturę - wypocząć w tym miejscu chciała i mafia. Zazwyczaj nic groźnego się nie działo, miasteczko żyło swoim życiem, rezydencje w okolicy również, tak samo zajazd.
Tym razem jednak zginęła kobieta i sprawy miały się szybko skomplikować.

Ang - Józsua
Arbi - Basilio

MQUe4pf.png


2tlGTsD
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#2 2018-03-12 18:37:09

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 64.0.3282.186

Odp: Cadavere

Józsua Jankovic
tumblr_m7w2n46Pdl1r6o8v2.gif
Nie zabijaj, Arbi. :B
X3DkbhZ.jpg?1

Bo każdy, kto czyni jedną z tych obrzydliwości, wszyscy, którzy je czynią, będą wyłączeni spośród swojego ludu.
Kpł 18,29

    Józsua jako ten najstarszy ze swojego pokolenia w rodzinie Jankovic, był od zawsze stawiany za wzór młodszym latoroślom. Pogodny i żywiołowy młodzieniec wychowywany w wierze chrześcijańskiej, którą otwarcie wyznawał i praktykował ku uciesze starszych pokoleń, osiągający dobre wyniki w nauce i ostatecznie przynoszący chlubę rodzinie poprzez wstąpienie do służby w nowo powstającym wojsku austriackim, nie wywoływał nawet cienia wątpliwości, czy mógł być nieszczęśliwy w swojej aktualnej sytuacji. Austria od paru lat odzyskiwała swoją pozycję wśród innych państw po odzyskaniu niepodległości, dzięki czemu młody Jankovic mógł jawnie służyć państwu nie bawiąc się już w partyzanckie podchody wymierzone przeciwko okupantom.
    Kochał swoją rodzinę i dokładnie z tego powodu podjął decyzje, które wcale na to nie wskazywały. Lista ich oczekiwań rosła, wysiłek jaki on wkładał w ich spełnienie również rósł. Nigdy wcześniej mu to nie przeszkadzało. Zaczęło, gdy w wojsku zetknął się z zupełnie inną mentalnością. Wojsko austriackie było skupiskiem wielu kultur i narodowości, które to w trakcie swojej służby miał okazję poznać.
    Przed żołnierzami otwarte były każde drzwi. Wojacy byli uznawani za chlubę narodu i w związku z tym mogli liczyć na dach nad głową i ciepłą strawę w każdym zakątku kraju. Troszkę jak wieprzki tuczone na ubój, jak zwykli gorzko żartować w swoim szwadronie. Był to humor tym bardziej czarny, że wszędzie było wiadomo, iż pełnią funkcję czysto reprezentacyjną - Austria jako państwo po wszech czasów neutralne, nie miała żadnych perspektyw na jakiekolwiek działania zbrojne.
    Najbardziej uderzało go wspomnienie, gdy po powrocie na przepustce, pragnący jedynie wypoczynku w gronie najbliższych, wpadł w sidła miejscowych swatek, które z matką na czele postanowiły go wrobić w zaaranżowane małżeństwo. Józsua nawet nie wyobrażał sobie, by w ten sposób się ustatkować; w dodatku z kimś, kogo praktycznie nie znał. Uderzało go też, że więcej chciały o nim i jego przemyśleniach wiedzieć rodziny, u których się zatrzymywał na nocleg, niż jego własna. Wszelkie przejawy buntu zderzały się z ogólnym zdumieniem i intensywnymi modlitwami o jego zdrowy rozsądek, które doprowadzały go do szału. Z tego i wielu innych powodów, koniec przepustki potraktował jak wybawienie, a zapowiadający się konflikt zbrojny we Włoszech zapewniał mu obietnicę nieprędkiego powrotu do domu. Sytuacja była delikatna i wymagająca maksimum dyskrecji, lecz sam fakt, że istniała, otwierał przed nim interesujące perspektywy. Nigdy już nie miał zamiaru wracać aw rodzinne strony.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#3 2018-03-14 20:41:15

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 64.0.3282.186

Odp: Cadavere

tumblr_m7w2n46Pdl1r6o8v2.gif
30JADF9.png
b1f03bdb9d86d5957dadb0f13810c994.jpg

Basilio nigdy nie cieszył się szacunkiem ani sympatią swojej rodziny, ale jako jedyny syn wśród pokolenia córek otrzymywał specjalne traktowanie. Początkowo mu to nie przeszkadzało, a wręcz odpowiadało - dzieci lubią być rozpieszczane i faworyzowane. Szybko jednak musiał dawać upust swoim wielkim pokładom energii i piekielnej ciekawości. Wałęsał się po całej Wenecji, zapoznał z chłopcami mniej lub wcale bogatymi i w ten sposób zaczął się proces zmiany jego światopoglądu i rozwój charakteru chochlika. Kontrolujący rodzice stali się utrapieniem, młodsza siostra przeszkodą w swobodnym bieganiu po mieście. Nudził się w domu i jego okolicy, znał je na wylot. Trafił w towarzystwo mafijnych posłańców, a to doprowadziło go do nich samych. Dostrzegli w nim potencjał i zaimponowało im to, że łykał wszelkie wiadomości i dociekał, informacje zaś zatrzymywał dla siebie - zaspokajał jedynie swoją ciekawość i nic więcej. Wzięli go w swoje szeregi, nie dawali odpowiedzialnych zadań. Nie wtedy.
Później Basilio zaczął dorastać, dojrzewać. Gonił za każdą co ładniejszą spódniczką, przysparzał koszmarów rodzinie, która czekała, aż on się ustatkuje i będzie gotów przejąć firmę ojca. Siostra za to patrzyła na niego jak w obrazek, jakby był wielkim bohaterem. Ciągle gdzieś za nim chodziła, podążała jego dawnymi ścieżkami i choć wiele razy próbował ją od tego odwieść, to dziewczyna z tym samym uporem, co jego, nie poddawała się. Tymczasem Basilia coraz częściej wysyłano na podsłuchy, kręcenie się wokół kobiet szych i motanie im w głowach, owijanie sobie spragnionych córek i żon wokół palca. Zaczął go jednak ogarniać co najmniej niepokój. Obawiał się wciągnąć w to przypadkiem rodzinę, bał się zabrnąć za daleko. Jednocześnie uzależnił się od takiego trybu życia, dreszczyku emocji, który mu towarzyszył, więc trwał w tym dalej. Nie miał zresztą pewności, czy pozwoliliby mu odejść.
Miał ledwie osiemnaście lat, gdy świat mu się zawalił. Jego młodszą siostrzyczkę, złotego aniołka, znaleziono utopioną w kanale. Miało to wyglądać jak wypadek, ale dzięki swoim znajomościom Basilio dowiedział się, że tragedia zaczęła się już zanim dziewczynę wrzucono do wody. Wtedy wykonał krok w stronę, z której nie było odwrotu. Znaleźli winnego. Powiedział im, że to była zemsta za rozkochanie w sobie żony ich wroga. Basilio skinął głową, by go zabili. Nic więcej nie musiał robić. Krótkim ruchem pozbawił człowieka życia. Jak się okazało później, pozbawił także siebie cząstki duszy, której już nigdy nie miał odzyskać.
Długo nawiedzało go to po nocach, spędzało sen z powiek, wypełniało nienawiścią i pogardą tyle do siebie, co do tych odpowiedzialnych za śmierć siostry. Nie mógł patrzeć na wszechobecną wodę, marzył o tym, by cała wyparowała w któryś letni dzień. Chciał odejść. Próbował, ale potrzebowali go. Za to rodzina, której nie potrafił spojrzeć w oczy, straciła swój majątek, a on nie mógł nic z tym zrobić. Przeprowadzili się do innego miasta, by uciec i zacząć od nowa. Myślał o podążeniu za nimi, po raz pierwszy w życiu, ale mu na to nie pozwolono. Dusił się w Wenecji, z dnia na dzień stawał się coraz niklejszym cieniem samego siebie. Stracił iskrę, choć nauczył się ją odgrywać. Jedyne, co mu pozostało, to ciekawość. Trzymał się jej desperacko, swojej ostatniej deski ratunku, bez której utonąłby jak siostra.
Odżywał każdego lata, kiedy wszyscy wyjeżdżali nad morze. Samo miasteczko nie znajdowało w bezpośrednim sąsiedztwie wody, więc koiło to nerwy Basilia. Z czasem słońce południowych Włoch wystarczyło, by rozgrzać skostniałą duszę i Basilio wracał powoli do swej dawnej osoby - energicznej, wesołej, często ironicznej - choć nocami nadal ze snu wyrywały go koszmary, huk strzału, i nadał czuł wstręt do wody.


2tlGTsD
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#4 2018-04-09 20:13:06

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 65.0.3325.181

Odp: Cadavere

tumblr_m7w2izzY0j1r6o8v2.gif
30JADF9.png

KLujbIH.pngDziś rano wypisali się kolejni goście, pozostawiając w hotelu zaledwie dwa zajęte pokoje, w dodatku przez samotników, pożytkujących czas na czytaniu książek w ogrodzie, pod parasolem. Wprawdzie wieczorem już zapowiedzieli się następni klienci, toteż Basilio zamierzał skorzystać z chwili wolnego, mimo że był tu jedyną służbą od podawania i zanoszenia, a często i ścielenia. Nie mógł nazwać tego "wytchnieniem", bo w tym miejscu nawet praca relaksowała - czas przybierał tutaj inny bieg, nikomu się nigdzie nie spieszyło. Miał dużo wolnego czasu, który upływał mu na leniwym bytowaniu. Czasem jednak go to aż usypiało i nużyło, za ladą przeczytał już dziesiątki książek, znał wszystkie plamy na ścianach i rysy w podłodze, a każdą nową witał z irracjonalnym ożywieniem, jakby oglądał motyla wykluwającego się z kokona. Od trzymania nosa w książkach zaczynał już martwić się o swój wzrok, dlatego tym razem postanowił inaczej spożytkować wolne.
KLujbIH.pngPrzebrał się ze swojego pracowniczego munduru w koszulę z krótkim rękawem i niedługie spodnie, które wciąż musiał zaciskać pasem, nadal na przedostatnią dziurkę. Powstrzymując się od westchnienia, wyszedł na zewnętrzny skwar. Jego ciepło zdawało się delikatnie trzaskać w powietrzu, nieśmiało jak iskry krzemieni. W powietrzu pachnącym pobliskim lasem i łąką buczało od owadów, przecinających pole widzenia Basilia lotem sprawiającym wrażenie równie leniwego, co on sam jeszcze przed chwilą. Nabrał w płuca oddech ciężki od wilgoci i zapachów; zatrzymał go, czując, jak powoli robi się lżejszy, mniej przytłoczony troskami. Zdjął buty i ruszył boso po krótko ściętej trawie - nadal intensywnie pachniała, bo kosił ją skoro świt, nie mogąc zasnąć po kolejnym koszmarze - w stronę jeziora, uważając, by nie nadepnąć przypadkiem na osę.
KLujbIH.pngZszedł w wydeptaną ścieżkę prowadzącą przez łąkę. Wśród chwastów biegał kundel miejscowej piekarki, teoretycznie wabiący się oryginalnym imieniem Burek, ale każdy wołał na niego jak chciał. Najprędzej nauczył się reagować na "bękarcie" i "skurczybyku", jak przywoływali go przełożeni Basilia. On sam preferował dużo prostsze przezwisko:
KLujbIH.png- Psie! - zawołał bezowocnie, więc jeszcze zagwizdał. Kundel uniósł nos znad ziemi, do której przyległ i spojrzał w jego kierunku. Przez chwilę jakby zastanawiał się, co za gość na niego gwiżdże i czy powinien go atakować, zaraz jednak rzucił się przez wysoką trawę i kwiaty, merdając wesoło ogonem. Dobiegłszy, wystawił się tyłkiem do Basilia, oczekując głaskania.
KLujbIH.pngKundel był średniej wielkości psem, średnio włochatym, o średnim zdrowiu (nie widział na jedno oko, odkąd podrapał mu je kot szefa i wdała się w nie infekcja), w średnim wieku. Był także średnio ładny, ale za to bardzo pocieszny i czasem niezgrabny, co potrafiło każdego rozbawić. Velasco kucnął, by go poczochrać po brunatnej sierści. Potem chwycił pierwszy lepszy patyk i rzucił go przed siebie. Burek wystrzelił za nim i złapał w locie, potykając się przy lądowaniu. Zamiast wrócić ze zdobyczą, pobiegł gdzieś w las.
KLujbIH.pngBasilio wznowił marsz i zatrzymał się dopiero, kiedy doszedł na skraj jeziora. Obszedł je wzdłuż brzegu, aż dotarł do pomostu. Został on odnowiony w zeszłym roku. Pozbyto się wreszcie zmurszałych, popękanych i butwiejących w wodzie desek, zastępując je solidną konstrukcją. Z pomostu można skakać na główkę, bo dno bardzo szybko od brzegu robi się głębokie, przed czym zawsze ostrzegani są goście hotelu oraz inni przejezdni. Teraz, samemu, Basilio nie miał ochoty na żadne wyczyny, więc po rozebraniu się, po prostu zsunął się do wody o całkiem przyjemnej temperaturze. Dawno nie padało, więc zdążyła się nagrzać.
KLujbIH.pngPływał sobie spokojnie, rozkoszując się ochłodą przed skwarem dnia, kiedy coś zauważył w trzcinach na przeciwległym brzegu. Wydawało mu się, że dostrzegł ciuchy, więc z niemałą konsternacją podpłynął tam. Nie uśmiechało mu się włazić w te haszcze, ale na szczęście rąbek sukni znajdował się w zasięgu jego ręki, także pociągnął za niego. Najpierw poczuł niespodziewany opór. Zrozumiał, że ciągnie coś cięższego niż ubrania i wiedział, co zobaczy, jeszcze nim ciało wysunęło się z trzcin. Szarpnął się do tyłu gwałtownie, wzbijając wodę w powietrze i wytwarzając fale, na których uniosły się zwłoki. Raz, dwa, trzy razy... Zrobiło mu się niedobrze, nagle poczuł się brudny. Delikatnymi ruchami odpływał stamtąd, ale obraz kobiety przez tę parę sekund patrzenia zdążył wryć mu się w głowę na tyle mocno, by widział ją dalej, nawet pod zamkniętymi powiekami. W tych martwych, wyłupiastych oczach i bladej twarzy rozpoznał jedną z klientek hotelu.
KLujbIH.pngBasilio wiedział już, jak powinno wyglądać ciało osoby, która się utopiła. Wczołgując się na pomost, przypomniał sobie wszystkie szczegóły, wraz z towarzyszącymi okolicznościami, o których tak długo i skrupulatnie starał się zapomnieć. Siedział nagi w piekącym słońcu, ociekający wodą i oddychał ciężko, walcząc z mdłościami. Nie zamierzał wyciągać pochopnych wniosków,  ale mógł założyć się o sporą sumkę, że znał odpowiedź na pytanie, które każdemu zrodziłoby się w głowie na jego miejscu: "Kto to zrobił?".


2tlGTsD
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#5 2018-08-14 23:36:47

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 68.0.3440.106

Odp: Cadavere

Józsua Jankovic

igP7jsl.pngToskańskie słońce wpadało intensywną plamą przez okna Fiata 1800 walczącego z nierówną drogą wiodącą między polami. Auto nadawało się do miejskich ulic ocienionych okalającymi je budynkami, a nie do otwartych przestrzeni, jakie panowały wokół - niemniej jednak Józsua, który jechał obok kierowcy, wyglądał zaintrygowany na zewnątrz mrużąc pod wpływem silnego światła oczy. Ściągnięcie marynarki było pierwszą rzeczą, jaką zrobił, a następną rozpięcie kołnierzyka koszuli, niewiele to jednak pomagało. Ledwo widoczny ocean na horyzoncie wydawał wszędobylski szum, a lekka bryza przynosiła jego zapach. Łatwo było zapomnieć, że nie przyjechał tu na wakacje - zwłaszcza, gdy mijało się osoby w jego wieku wylegujące się pod cieniem drzew z alkoholem i piłką u boku. Jedna z dziewcząt uśmiechnęła się do niego śmiało unosząc w powitalnym geście dłoń do niego. Nie uszło jego uwadze, że pod sukienką nie nosiła żadnego stanika - rzecz nie do pomyślenia we Wiedniu. Tutaj miało to swój urok.
Spomiędzy leżącej młodzieży wyłonił się zziajany kundel, który przez długą chwilę najwyraźniej rozważał, czy ściganie Fiata w ogóle mu się opłaca; najwyraźniej nie doszedł do jednoznacznego wniosku, gdyż co prawda się podniósł, ale odprowadził samochód niespiesznym truchcikiem zostając ostatecznie daleko w tyle.
igP7jsl.pngUwadze kierowcy najwyraźniej nie uszły cierpienia jego pasażera, gdyż ze szczerbatym uśmiechem sięgnął za siedzenie Józsuy - ten wcisnął się bardziej w drzwi samochodu i odruchowo złapał kierownicę, która niebezpiecznie zaczęła skręcać w prawo - by wyjąć dwie szklane butelki wody.
igP7jsl.png- Acqua - poinformował go wyciągając dłoń w jego stronę.
Młodzieniec odpowiedział mu uśmiechem przetwarzając w głowie układ języka i ust, jaki powinien zastosować, by akcentem jak najbardziej zbliżyć się do włoskiego.
igP7jsl.png- Grazie.
Włoch uśmiechnął się jeszcze bardziej, aż jego oczy stały się szparkami.
igP7jsl.png- Bene! - pochwalił go.
Ich dotychczasowa droga minęła pod znakiem monologu starego kierowcy przełamywanego chwilami ciszy. Jankovic miał okazję uczyć się włoskiego już wcześniej - inaczej nigdy by go tu nie oddelegowano - jednak od wypowiadania się w tym języku zawsze powstrzymywał go swego rodzaju perfekcjonizm. Przywykł do zupełnie innego akcentu i innych słów, a myśl, że mógłby się w jakiś sposób ośmieszyć paprając gramatykę - mimo, że włoski nie uchodził za język trudny - sprawiała, że wolał w rozmowie pozostawać biernym odbiorcą.
Z namysłem otworzył butelkę i przytknął ją do ust. Woda okazała się być nagrzana, czego można było się w sumie spodziewać - lepsze jednak to niż nic.
Kierowca zaczął opowiadać o czystości tutejszych wód i bezsensie kupowania butelek z wodą. Nie każde słowo Józsua znał, ale ogólny sens wypowiedzi rozumiał i sam starał się dorzucić coś od siebie wypowiadając się o wodzie w Wiedniu, co do której czystości nie miałby już takiego zaufania. Mijali kolejne sady, aż skręcili z głównej (jeśli tak można ją było nazwać) drogi w alejkę otoczoną cyprysami. Wokół znajdowało się jeszcze więcej sadów, a także pastwisko. Jankovic był ciekaw, czy to wszystko należało do pensjonatu.
igP7jsl.png- Za chwilę będziemy na miejscu - poinformował go kierowca, oczywiście wciąż po włosku. Mario, jak się przedstawił odbierając go z dworca kolejowego.
Budynek rósł w oczach. Nie wyróżniał się wśród innych okolicznych budynków. Posiadał jedno piętro i małe balkoniki, najwyraźniej po jednym na pokój. W niedużej odległości od niego znajdował się mniejszy dom, w którego progu stanęła kobieta w średnim wieku przyglądając się czujnie przybyszom. Mario machnął do niej witając się głośno. Józsua również uniósł dłoń na przywitanie wystawiając głowę przez okno.
igP7jsl.png- Panicz uważa na głowę! - zawołała kobieta, gdy Mario skierował się ku drzwiom garażu, który wyglądał na dobudowany w późniejszym czasie niż reszta budynków. Józsua schował się w sam raz, gdy wjechali do środka. Wnętrze garażu musiało być jednocześnie warsztatem, gdyż na jego ścianach wisiały w bezładzie półki zagracone przeróżnymi narzędziami. Z jednej z nich bury kot rzucał im pogardliwe spojrzenia. Gdy Jankovic wysiadł ostrożnie z auta - patrząc, gdzie stawia nogi - i wyciągnął rękę do zwierzęcia, ten zasyczał prezentując cały wachlarz zębisk, po czym wskoczył na wyższą półkę prawie zwalając z niej narzędzia.
igP7jsl.png- Czasem podchodzi, gdy masz coś do jedzenia - zaśmiał się Mario przeciskając się do wyjścia z garażu.
igP7jsl.png- Miło.
Jankovic wyjął z bagażnika swoją walizę. Przechowywał w niej swoje ubrania, parę książek i gazet oraz aparat, więc nie było tego dużo - choć grube tomy zaskakująco podbijały wagę całego pakunku.
igP7jsl.png- Przechowujesz tam kamienie? - zażartował Mario widząc, ile wysiłku Józsua wkłada w podniesienie walizki do góry.
igP7jsl.png- Zabieram po jednym z każdego miejsca, które zwiedziłem - odparł żartobliwie sapiąc przy każdym kroku.
Podeszła do nich kobieta wcześniej stojąca w drzwiach.
igP7jsl.png- Zanieś to od razu do swojego pokoju, ktoś ci zaraz pokaże. Gdzie Basilio?
Wokół żadnej osoby o tym imieniu nie było; jedynie w jednym z okien mignęła twarz śniadej dziewczyny.
igP7jsl.png- Ja wskażę. Chłopcze, to jest Carlotta... - Mario uznał za stosowne dokonać konwenansów, jednakże kobieta mu przerwała.
igP7jsl.png- Mówi mi po prostu Carla.
igP7jsl.png- Józsua Jankovic - młodzieniec się przedstawił, jednak widząc minę kobiety, postanowił jej nieco to ułatwić - proszę mi mówić po prostu Giosue.
igP7jsl.png- Giosue - powtórzyła - wspaniale, w takim razie rozgość się, niedługo obiad, a później ktoś cię oprowadzi.
igP7jsl.png- Dziękuję - odparł Józsua z uśmiechem, które z jego doświadczenia rozbrajało niejedno serce. Kobieta, do tej pory stanowcza i konkretna, spojrzała na niego nieco łagodniej. Gdy wróciła do domu, Jankovic zwrócił się w stronę Mario.
igP7jsl.png- Dasz sobie radę? - upewnił się mężczyzna. Józsua przytaknął - zresztą obawiałby się o kręgosłup mężczyzny zbyt bardzo, by powierzyć mu dźwiganie swoich bagaży.
Pokój znajdował się oczywiście na piętrze w najgłębszej części korytarza. Wnętrze było jasne i pachniało przyjemnie drewnem oraz rozgrzanym powietrzem. Kamienne płyty w korytarzu generowały chłód - Józsua już wyobrażał sobie siebie wylegującego się na nich w trakcie czytania książek. Meble na jego gust były proste i w tym wszystkim eleganckie. Tu i ówdzie zieleniła się jakaś roślinność, czasem wręcz wciskając się do wnętrza przez otwarte okna. Pokój, w którym przyszło mu zamieszkać, wyposażony był w dwuosobowe łóżko, szafkę nocną z dwiema szufladkami (w jednej z nich leżał uschnięty kwiatek), większą szafę z pustymi wieszakami, a także okrągły stolik zaścielony koronkowym obrusikiem w towarzystwie fotela w wypłowiałe słoneczniki. Nie potrzeba mu było niczego więcej - zresztą standard pokoju znacznie podnosił balkon ogrodzony prętowym płotem. Przed wrażeniami związanymi z ewentualnym lękiem wysokości chroniły wszędobylskie rośliny pnące się po ścianie i po prętach - winogrona, jak się okazało. Na balkonie stało dodatkowe metalowe krzesło. Jankovic zmierzył okolicę spojrzeniem. Miał stąd szczególnie dobry widok na drogę okoloną cyprysami, którą tutaj przybył. Gdy spojrzał w dół, mógł zobaczyć dwójkę innych gości - tak mu się przynajmniej wydawało, że byli to goście - którzy rozmawiali ze sobą ściszonymi głosami przechadzając się po przydomowym ogrodzie. Na horyzoncie majaczył ocean - tak niewyraźny, że w pierwszej chwili Józsua myślał, że to wciąć niebo. Widok był sielankowy i aż trudno było uwierzyć, że w takim miejscu mogła działać mafia. Może też to decydowało o jej skuteczności. Jego myśli przegnał ostatecznie ogromny szerszeń, który napatoczył się w jego pobliże - przeganiając go też z balkonu. Zerknął jeszcze przez okno zza firanki, by popatrzeć na dziewczynę, która mignęła mu wcześniej w oknie. Miała na sobie spódnicę długą do kostek i chodziła w samych klapkach. Pochyliła się nad warzywniakiem, zrywając najprawdopodobniej pietruszkę, czy inny koperek. Zbliżył się do niej inny młodzieniec będący chyba w wieku Józsuy. Nie widział jego twarzy, jedynie burzę kręconych włosów czesanych chyba wiatrem. Wywiązała się między nimi rozmowa i gdy oboje zerknęli w jego okno - może przyciągnięci samym spojrzeniem - wycofał się pospiesznie niczym uczniak przyłapany na ściąganiu.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#6 2018-11-03 21:17:42

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 70.0.3538.77

Odp: Cadavere

30JADF9.png

igP7jsl.pngDroga, którą  wcześniej zmierzał w przeciwną stronę, nie wydawała się już tak słoneczna, ciepła ani kolorowa. Bzyczenie owadów drażniło; wciąż czuł, że chodziły po nim mrówki, a promienie słońca zdawały się wykruszać jego koszulę, a nie wysuszać ją z powrotem w miękki, przyjemny materiał. Palcami zagarnął lepiące się do czoła mokre włosy do tyłu, ale zaraz i tak dyndały mu tuż przed oczami. Odgonił od siebie niecierpliwie kundla, który człapał za nim obsesyjnie. Szedł dziarskim krokiem, bez przerwy odpędzając się od komarów i os lub strzepując z siebie owady - czy też poczucie brudu, lepiące się do niego jak żywica, odkąd wyciągnął...
igP7jsl.pngWzdrygnął się, próbując zignorować słabnące ze strachu i mdłości nogi. Nim dotarł do zajazdu, zdążył wyschnąć. Nie zwalniając, przeszedł na ogród właścicielki zajazdu, gdzie spodziewał się ją zastać o tej porze dnia. Nie mylił się. Zajmowała się swoim przydomowym warzywniakiem. Usłyszała go na ścieżce prowadzącej do niej. Odwróciła się, uśmiechając od razu, spodziewając się po prostu gościa - ale zaraz mina jej stężała. Wystarczył szybki rzut oka, by zauważyła, że coś się wydarzyło. Vera Santarelli dobrze potrafiła odczytywać ludzi, a z Basilia wydawała się już czytać tak dobrze jak z otwartej księgi, choć chłopak szczycił się tym, że potrafił całkiem dobrze grać. Być może wynikało to z ciepłej aury, jaką kobieta wokół siebie roztaczała, swego rodzaju matczynej miłości i dobroci, skłaniającej do mimowolnych zwierzeń. Do tego posiadała bystre, czujne spojrzenie, przed którym mało kto potrafił uciec. Velasco znał tylko jedną osobę w miasteczku, która wcale nie darzyła Very sympatią.
igP7jsl.png- Co się stało, Basilio? - Kobieta złożyła dłonie na wątłych biodrach. Chodziły słuchy, że poroniła trzy razy.
igP7jsl.png- Nina... Nina Lunetta... - urwał, nawiedzony znów obrazem nienaturalnie bladego ciała z wyłupiastymi oczami. Oparł ręce na kolanach, walcząc z mdłościami.
igP7jsl.png- Co się z nią stało? - Pani Santarelli pogłaskała delikatnie jego plecy, próbując go uspokoić.
igP7jsl.png- W jeziorze... Pływała...
igP7jsl.pngVera zamyśliła się, kojarząc, iż klientka hotelu Nina - przebywająca tu już sporo czasu - miała w zwyczaju wybierać się nad jezioro, by kąpać się nago.
igP7jsl.png- Przyłapałeś ją? Nie przejmuj się, Basilio... Fabiano tam się nie kręci, a ja też mu nic nie powiem.
igP7jsl.png- Nie rozumiesz. - W zniecierpliwiony ton chłopaka wdarła się nuta rozpaczy. - Była martwa. Utopiona.
igP7jsl.pngPatrzyła na niego w milczeniu, a jej zielono-szare oczy nic nie wyrażały. Położyła mu dłoń na ramieniu, delikatnie sunąc kciukiem wzdłuż kości. Zerknęła nagle w okno przeciwległego budynku, bo dostrzegła tam ruch. Basilio podążył za nią spojrzeniem, do okna nowego klienta. Zasłonka prędko wróciła na swoje miejsce.
igP7jsl.png- Idź, zawiadom. Ja dopilnuję, by nikt nie kręcił się w tamtym miejscu.
igP7jsl.pngChłopak poszedł po swój rower i bardzo niechętnie na niego wsiadł, po czym jeszcze bardziej niechętnie ruszył na nim ścieżką, kierując się ku willi swojego szefa.

igP7jsl.pngBasilio nie był świadomy przepełniającej go złości i goryczy, dopóki nie stanął na tarasie szefa i nie dostrzegł Fabiano, śmiejącego się w głos z dwoma innymi mężczyznami. Zawyła w nim chęć wyrwania mu z ręki szklanki kryształowej z alkoholem i rozbicia mu jej na głowie.
igP7jsl.png- Basilio! Co się tu sprowadza?
igP7jsl.pngChłopak przeniósł wzrok na szefa, bezzwłocznie pokorniejąc, choć nienawiść nadal w nim kipiała, szukając ujścia. Obrazy z przeszłości wlewały się do jego głowy bocznymi kanałami, zalewając umysł tak, jak jezioro zalało płuca Niny.
igP7jsl.png- Nina Lunetta, a raczej jej zwłoki, pływające w jeziorze.
igP7jsl.pngPatrzył na ptaki frunące po niebie, na biegnące ku nim psy w oddali, na swoje dłonie, tak jakby mógł na nich zobaczyć resztki rozkładającego się ciała kobiety. Wytarł je pospiesznie w spodnie, oddychając ciężko. Chciał już wrócić do siebie, zamknąć się w pokoju, zasłonić okna, skryć gdzieś przed własnymi myślami, przed falą nienawiści do samego siebie, która znów się w nim wzbierała. Wyobrażał już sobie, jak wskakuje na rower, zostawiony na frontowym ogródku i pedałuje ile sił w nogach. To było ostatnie miejsce, w jakim chciał przebywać.
igP7jsl.pngSzef stuknął swoją ręcznie rzeźbioną laską o podest. Cierpiał na chorobę stawów i choć jeszcze nie było to nic zaawansowanego, utrudniało mu już chodzenie. Kiedy uniósł głowę, wraz z rondem stylowego kapelusza, gruby nos położył się cieniem na dość postarzałej twarzy o pogodnym wyrazie, za którym kryła się bezwzględność. Wielka brodawka dumnie sterczała obok ust. Ciemne oczy zwrócił się ku Fabiano, razem z końcem laski.
igP7jsl.png- To nie ta panienka, do której smaliłeś cholewy? - Było to pytanie retoryczne. Fabiano aż się skulił w sobie. - Basilio, dopilnuj, by nikt do rana się tam nie kręcił. Chłopcy w nocy się tym zajmą.
igP7jsl.pngBasilio patrzył na Fabiano. Myślał, czy tak samo by nim to wydarzenie wstrząsnęło, gdyby to jego ciało pływało w wodzie.
igP7jsl.png- Basilio?
igP7jsl.png- Oczywiście, szefie.
igP7jsl.pngNie mógł się zamknąć w pokoju.


2tlGTsD
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
futurecitystories - the - psotki-rpg - gtadrop - zkbih