Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2018-03-12 21:55:52

Lavender
Użytkownik
WindowsChrome 63.0.3239.132

The Letter

Jeżeli to czytasz, jest już za późno...

C%C3%A2u-%C4%91%E1%BB%91-Cryptic-ch%E1%BB%89-thi%C3%AAn-t%C3%A0i-ho%E1%BA%B7c-t%E1%BB%99i-ph%E1%BA%A1m-t%C3%A2m-th%E1%BA%A7n-m%E1%BB%9Bi-c%C3%B3-th%E1%BB%83-gi%E1%BA%A3i-%C4%91%C3%A1p-p21-khamphatre-2.jpg

  Emergadle Masion to miejsce, o którym krąży wiele plotek. Od lat mówi się o tym, że dom jest nawiedzony. Nikogo nie dziwi przerażenie młodej Delight, gdy ta dostaje zadanie sprzedania owianej złą sławą posiadłości. Przyjaciele dziewczyny są rozbawieni jej postawą i łatwowiernością, dopóki nie okazuje się, że miejscowe legendy mają w sobie ziarno prawdy...

Ukryta wiadomość

da0e83c74755aede2a6d2f976428bc7a--girls-makeup-anime-art.jpg

Wiadomość dodana po 12 min 15 s:


K A R T A    P O S T A C I
noctis-lucis-caelum-final-fant.jpg

D A N E    P O D S T A W O W E
Imię | Ashton ( Ash)
Nazwisko | Frey
Wiek | 27 lat
Płeć | Mężczyzna
Orientacja | Heteroseksualny
Zawód | Detektyw

Ostatnio edytowany przez Lavender (2018-03-18 23:27:39)

Offline

#2 2018-03-12 22:10:39

Raika
Użytkownik
AndroidChrome 65.0.3325.109

Odp: The Letter

Tutaj jutro wpadnie karta

Wiadomość dodana po 18 h 44 min 50 s:

3d3246116f81b6c1480c49e06ede8bd4.jpg

I M I Ę  ∞ Delight   »  N A Z W I S K O  ∞ Price
W I E K  ∞ 25 lat »  U R O D Z I N Y  ∞ 10 sierpnia

W Z R O S T  ∞ Metr sześćdziesiąt   »  K O L O R    O C Z U  ∞ Niebieskie
K O L O R    W Ł O S Ó W ∞ Brązowe

Offline

#3 2018-03-14 15:23:46

Lavender
Użytkownik
WindowsChrome 65.0.3325.146

Odp: The Letter

dekade.regular.png

    Leniwie oderwałem wzrok od dokumentów, słysząc chrząknięcie, które w zamierzeniu z pewnością miało zabrzmieć subtelnie. Cóż... nie zabrzmiało. Abigail stała przede mną w tych niedorzecznie obcisłych jeansach i z gracją postawiła na moim biurku kubek z logo Starbucksa. Uniosłem lekko brew, posyłając jej pytające spojrzenie.
- Kawa głuptasie! - zaświergotała blondynka. Zdecydowałem się zrezygnować z sarkastycznego komentarza o tym, że wiedziałem co znajdywało się w kubku, po prostu nie rozumiałem dlaczego moja współpracownica czuła się w obowiązku kupować mi kawę.
- Dziękuję Abigail - powiedziałem zdawkowo, mając nadzieję, że kobieta pozwoli mi w spokoju zająć się pracą. Nienawidziłem, gdy ktoś odrywał mnie od zajęć, zwłaszcza gdy byłem na niej skupiony, tak jak teraz.
- Ostatnio strasznie dużo pracujesz -westchnąłem zdając sobie sprawę z tego, że Abigail najwidoczniej nie miała zamiaru tak szybko mi odpuścić. Naprawdę nie chciałem być wobec niej nieuprzejmy, jednak już od dawna zdawało mi się, że dziewczyna chciała ode mnie czegoś więcej niż typowo koleżeńskich relacji. Nie było mi to na rękę. Po pierwsze nie miałem czasu na flirty w pracy, a po drugie Abigail najzwyczajniej w świecie nie wzbudzała mojego zainteresowania. Z pewnością nie mogła zrozumieć dlaczego,w końcu była tym typem dziewczyny, która podoba się wszystkim. Cóż, już od najmłodszych lat trochę odstawałem do otoczenia.
- Właśnie to robi się w pracy, Abigail - powiedziałem z nutką irytacji w głosie. Kobieta uraczyła mnie wdzięcznym śmiechem.
- Wiesz... pomyślałam, że przydałaby ci się jakiś relaks. Skocz ze mną wieczorem na drinka, będzie fajnie - powstrzymałem się od przewrócenia oczami. Ona nawet nie spytała czy miałem ochotę z nią gdziekolwiek "wyskoczyć".
- Mam już plany na wieczór - odparłem. Od dalszej rozmowy uratował mnie telefon - Muszę to odebrać - powiedziałem po czym chwyciłem komórkę i wstałem od biurka.
    Nie miałem nic przeciwko powiewowi świeżego powietrza, wyszedłem, więc na taras. Nikogo tu nie było, więc miałem też więcej prywatności.
- Cześć Ash! - odezwała się wesoło Becca po drugiej stronie słuchawki - Chciałam się tylko upewnić, że pamiętasz o naszym dzisiejszym seansie filmowym i nie zamierzasz nas wystawić, jak ostatnio.
- Hej! Wcale nie zamierzałem was wystawić! - usłyszałem śmiech Becci.
- Jasne, że nie zamierzałeś. Po prostu to zrobiłeś! - teraz i ja się zaśmiałem. To prawda, praca czasem pochłaniała mnie na tyle, że zaniedbywałem swoich przyjaciół. Rebecca wiecznie zarzucała mi, że nie potrafiłem oddzielić życia prywatnego od swojego biura detektywistycznego. Nie zaprzeczałem, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że miała rację.
-Spokojnie, Becca. Wiem ile ten wieczór znaczy dla Zacharyego.
- To świetnie! Powinnam już iść, zaraz muszę poprowadzić zajęcia. Przed chwilą była u mnie Delight... przysięgam, ona czasem zachowuje się jak dziecko! - zaśmiałem się ciekaw co się stało.
- A co takiego zrobiła? - spytałem. Becca westchnęła zanim zaczęła mówić.
- Kojarzysz Emergadle Masion? - niby co to za pytanie? Każdy w mieście kojarzył ten dom - Sprzedają go, a Delight została przydzielona do tego zadania. Możesz sobie wyobrazić jak zareagowała, wiedząc, że ma tam iść - znów się zaśmiałem oczami wyobraźni widząc śmiertelnie wystraszoną Light, która gotowa była uwierzyć we wszystkie legendy.
- Muszę lecieć Ashton! Zobaczymy się wieczorem - powiedziała Rebecca, po czym rozłączyła się, nie dając mi powiedzieć nawet słowa. Spojrzałem na zegarek. Powinienem kończyć pracę za pół godziny, jak zwykle jednak nie zrobiłem tak dużo, jak chciałem. Kolejny raz zabiorę dokumenty do domu. Pewnie standardowo będę siedzieć nad nimi do późna.
  Z ulgą stwierdziłem, że jedynym śladem jaki pozostał po Abigail, była kawa. Wziąłem łyk i wróciłem do przeglądania dokumentów. Istniało duże prawdopodobieństwo, że uda mi się zamknąć tę sprawę jeszcze dzisiaj. Oczywiście o ile zarwę kolejną noc z rzędu.
- Hej Frey! Słyszałeś, że ktoś kupuje Emergadle Masion? - spojrzałem na Gabriella, który z nonszalancją opierał się o moje biurko. Czasem miałem wrażenie, że większość moich współpracowników wolała ucinać sobie bezsensowne pogaduszki, niż skupiać się na pracy. Rzuciłem okiem na zegarek. Wątpiąc, że w tak krótkim uda mi się zrobić coś więcej, odsunąłem dokumenty i postanowiłem skupić się na Gabriellu.
- Słyszałem – odparłem – Moja przyjaciółka pracuje przy tym projekcie.
- O rany. Trochę to wszystko przerażające, no nie? - miałem szczerą ochotę uderzyć głową w stół.
- Serio Gabe? Ty też? Wierzysz w te paranormalne bzdury? - spytałem z lekką irytacją.
- Nie chodzi już nawet o same plotki. Mam raczej na myśli to niewyjaśnione morderstwo – uniosłem wyżej jedną brew. O czym on mówił?
- Jakie niby morderstwo, Gabe? - spytałem kompletnie nie rozumiejąc o co chodziło.
- Faktycznie, mogłeś o tym nie słyszeć. To było jakieś dwanaście lat temu. Dopiero co zaczynałem pracę. Do posiadłości włamała się grupka studentów, pewnie chcieli zapewnić sobie skok adrenaliny. Wiesz, spacer po nawiedzonym domu… Tylko, że wszyscy zginęli. To był jakiś koszmar Ash… wyglądali jakby ktoś ich rozszarpał, powyrywał im wnętrzności…
- Czasem zastanawiam się jakim trzeba być psycholem, żeby zrobić coś takiego – powiedziałem. Gabe podrapał się po podbródku.
- No właśnie, nigdy nie dowiedzieliśmy się kto był tym psycholem. Nie znaleziono mordercy. Nie zostawił kompletnie żadnych poszlak. Sprawa jest niezamknięta, ale nikt się już nią nie zajmuje. To bez sensu.
- Pewnie cała masa ludzi wierzy, że to robota jakiegoś mściwego ducha – skomentowałem.
- Kimkolwiek był ten morderca, pewnie miał niezłą zabawę myśląc o tym, jak duże zamieszanie wywoła zbrodnia popełniona w takim miejscu jak Emergadle.
  Skrzywiłem się słysząc te słowa. „Morderstwo” i „zabawa” to zdecydowanie wyrazy, które nie powinny stać obok siebie.
- Nie wierzę, że to powiedziałeś, Gabe – mój kolega się zaśmiał, a ja wpadłem na pewien pomysł – Hej, mógłbym zobaczyć akta tej sprawy?
- Pewnie, że tak, ale nie rozumiem po co. Mało ci pracy? - posłałem mężczyźnie lekki uśmiech.
- Znasz mnie – odparłem, jakby to miało wszystko tłumaczyć.
- No jasne. Pieprzony detektyw pasjonata – zaśmiałem się słysząc ten komentarz – Załatwię ci to na jutro. Teraz muszę już lecieć, muszę odebrać Mandy z przedszkola.
   Gabriell odszedł od mojego stanowiska. Również zacząłem zbierać się do wyjścia. Byłem ciekaw czy Light wiedziała o tym co stało się w Emergadle Masion. Była duża szansa, że nie miała o tym pojęcia, przeprowadziła się do miasta jakieś dwa lata temu. Sprawa zdążyła już przycichnąć.
   Zabrałem resztę swoich rzeczy i wyszedłem z biura. W trakcie drogi do samochodu wyciągnąłem telefon z kieszeni i pośpiesznie wystukałem sms-a do Light.
„ Hej kurczaku! Jadę po ciebie, mam nadzieję, że poradziłaś sobie z duchami w Emergadle”.
  Wysłałem wiadomość i wsiadłem do samochodu. Light z pewnością nie będzie narzekać, jeśli zapewnię jej transport do kina.

Offline

#4 2018-03-14 18:20:44

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 64.0.3282.186

Odp: The Letter

cantilena.regular.png

      Wzrokiem śledziłam treść kolejnego artykułu, w którym udowadniano, że dom Emergadle Masion był nawiedzony. Przełknęłam ślinę poznając treść miejscowej legendy i żałując, że zdecydowałam się wyszukać w Internecie dany temat. Ludzie wybiegający z krzykiem z tego domu? Ludzie lądujący w zakładach psychiatrycznych przez to, co tam zobaczyli? Nikt im nie wierzył, ale po co mieliby umyślnie wymyślać historie, które zamieszczały ich w szpitalach dla umysłowo chorych? Nikt by tego nie robił z własnej woli. Po raz pierwszy w życiu byłam wściekła na siebie za to, że tak przykładałam się do pracy. Co z tego, że dzięki temu mogłam więcej powiedzieć na temat nieruchomości, jeśli teraz byłam tak przerażona? Becca miała rację, opanuj się Delight, jesteś dorosła. A jeśli już o niej mowa… Pamiętałam o planach, jakie miałyśmy z Zacharym i Ashtonem. Wiedziałam też, że nie znajdę za wiele czasu na ogarnięcie się po pracy, więc zanim poszłam na spotkanie z państwem Wright, musiałam znaleźć strój, który pasował i do pracy, i do kina. Postawiłam więc na białą sukienkę z czarnym paskiem tuż pod biustem, różową, nieco dłuższą od standardowej marynarkę z jednym guzikiem i pastelowe czółenka z paskiem na niskim obcasie w kolorze marynarki. Przepakowałam rzeczy do średniej, czarnej torebki i ruszyłam na miejsce spotkania z Rose i państwem Wright.
      Drzwi głośni skrzypnęły, kiedy próbowałam wejść do domu Emergadle Masion, a chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz. Stanęłam w progu i niepewnie zajrzałam do salonu przez próg, zastanawiając się, czy może to nie był dobry moment na wycofanie się. Rose z całą pewnością radziła sobie świetnie, nawet beze mnie, ale nie chciałam narażać się szefowi. Miałam wrażenie, że bacznie obserwował każdy mój krok, jakby tylko czekał na jakieś potknięcie. Tylko ten dom… Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi poczułam się jak w więzieniu. To nie było nic przyjemnego. Miałam bardzo złe przeczucia i przez myśl mi przeszło, żeby uprzedzić o tym państwo Wright, ale to nie leżało w moich obowiązkach. A nie chcąc biegać i szukać ich po całym domu, wyciągnęłam telefon z bocznej kieszeni marynarki. Wybrałam numer do swojej współpracownicy i czekałam na sygnał. Zasięg w tym budynku był tragiczny. Połączenie ciągle przerywało, a kiedy już Rose odebrała brzmiała przerażająco…
      - Pomóż mi... poddasze… - Przełknęłam ślinę, nie poznając swojej współpracownicy, ale z drugiej strony… Co jeśli zatrzasnęły się za nią drzwi na poddasze i nie mogła wyjść? Czy nie powinnam była jej pomóc? – No nie bądź tchórzem… - Schowałam komórkę z powrotem do kieszeni i ruszyłam we wskazanym kierunku. Gdyby dziewczyna nie potrzebowała mojej pomocy, na pewno zatrzymywałabym się przy obrazach, albo szczególnie ładnych ozdobach, bo było na co popatrzeć. Niestety droga na poddasze zajęłaby mi wtedy więcej czasu i Rose mogłaby się niecierpliwić.
      - Rose? – Weszłam do pomieszczenia bez problemu. Drzwi nie stawiały żadnego oporu, a głosu swojej współpracownicy nie słyszałam nawet z daleka. – Jest tu ktoś? – Zapytałam trochę głośniej, wchodząc głębiej. Światło promieni słonecznych wpadające przez jedno z okien zmusiło mnie do przekręcenia głowy i zakrycia łzawiących oczu. Właśnie wtedy dostrzegłam w kącie jakiś kawałek papieru, może list, bo chyba widniały tam jakieś napisy. Ciszę zagłuszał tylko stukot moich butów o drewno, kiedy podchodziłam do kartki. Uklęknęłam i wyciągnęłam ją, czego niemal natychmiast pożałowałam. Na białym papierze widniało tylko jedno słowo, napisane kilkanaście razy: „Pomocy” i  informacja, że zginie się, jeśli nie pokaże się listu co najmniej pięciu osobom. Oprócz tego, że serce mi stanęło ze strachu, coś mnie sparaliżowało, a temperatura wokół szybko spadło. Z jakiegoś powodu musiałam odwrócić. Gdy to zrobiłam poczułam jak powietrze ze mnie uchodzi… Wisiała nade mną kobieta… A raczej coś, co chyba było kobietą. Twarz miała zalaną strugami krwi, jakby ktoś uderzył ją mocno w czubek głowy i rozciął ją tak, że pociekła posoka. Oczy miała rozszerzone, a zamiast naturalnych źrenic były białe, małe kropki z czarnym punktem na samym środku. Uśmiech miała szeroki i paskudny, jakby psychiczny, a włosy były roztrzepane. Byłam tak przerażona, że w pierwszej chwili się nie ruszałam, a w kolejnej wrzeszczałam ze strachu, biegnąc w stronę drzwi, przez które wyskoczyłam, mocno je zatrzaskując za sobą. Oddychałam płytko i szybko, a przebierałam nogami jeszcze błyskawiczniej, dopóki nie wpadłam na Pana Wright.
      - Przepraszam, ja właśnie… - Nie mogłam nic z siebie wydusić.
      - Delight, wszystko w porządku? – Spojrzałam na Rose widocznie przejętą i pokręciłam przecząco głową.
      - Nie. Musimy stąd iść – powiedziałam chaotycznie i niepełnie. – Ja właśnie… Ja widziałam… - To słowo nie chciało przejść mi przez gardło.
      - Ten dom jest piękny. Dlaczego chcesz stąd wyjść? – Nie mogą wydobyć głosu po prostu podałam im list, który nieświadomie zabrałam ze sobą z poddasza. Cała trójka spojrzała na jego treść, a Rose tylko pokręciła głową z niedowierzaniem.
      - Jesteś zbyt płochliwa… - stwierdziła. – Przecież widać, że to jest czyjś żart. Nie kojarzysz tych internetowych łańcuszków?
      - To nie jest żart! – Tupnęłam nogą. – Właśnie widziałam ducha! Zakrwawionego! – Zapadła chwila ciszy, którą przerwała moja współpracownica, spoglądając na naszych klientów.
      - Bardzo państwa przepraszam. Delight jest strasznym tchórzem, a naczytała się legend o tym domu. Zapewniam, że nie ma się tutaj czego bać.
      - Rose, ja nie...! - Chciałam powiedzieć, że nie kłamię, ale właśnie wtedy dostałam wiadomość, którą od razu odczytałam. W jakiś sposób się uspokoiła, widząc od kogo przyszła.

Ostatnio edytowany przez Raika (2018-04-04 21:02:42)

Offline

#5 2018-03-15 14:30:35

Lavender
Użytkownik
WindowsChrome 65.0.3325.146

Odp: The Letter

dekade.regular.png

- Cholera! - uderzyłem pięścią w kierownicę, gdy po raz kolejny nie udało mi się odpalić samochodu. Light z pewnością odebrała już mojego sms-a i oczekiwała, że się pojawię, tymczasem ja utknąłem na parkingu, użerając się z samochodem. Może nie powinienem tak szybko wpadać w złość, jednak trudniej było mi nad sobą zapanować, gdy sypiałem po kilka godzin na dobę. Chciałem po prostu odjechać i porozmawiać z Light... Wysiadłem z auta trzaskając drzwiami z przesadną siłą.
- Po co ta agresja, Frey? -
- Możesz się po prostu odjebać? - warknąłem i odwróciłem się rzucając mordercze spojrzenie prosto w oczy... mojego szefa. O rany... Z pewnością kierowanie tego typu wypowiedzi w stronę swojego przełożonego, nie było dobrym krokiem. Komendant Lee uśmiechnął się ironicznie.
- Gorszy dzień, Ashton? - wypuściłem powietrze i nerwowo przeczesałem włosy palcami. Mężczyzna patrzył na mnie tymi błękitnymi oczami okalanymi przez zmarszczki i wydawał się być szczerze ubawiony moim zakłopotaniem. No tak, zachowałem się jak gówniarz.
- Przepraszam panie Lee. Chciałem po prostu odjechać i... - nie zdążyłem dokończyć, musząc czym prędzej złapać przedmiot, który rzucił w moją stronę szef. W mojej dłoni wylądowały kluczyki - Chce mi pan pożyczyć swój samochód? - spytałem niepewnie. Cholera, byłem dorosłym facetem, a w tej chwili czułem się, jak nastolatek. Nie pamiętałem kiedy ostatnio było mi tak wstyd.
- Zgłupiałeś Frey?! Weź jeden z służbowych motocykli. Odstawisz go jutro z samego rana, a jeśli znajdę na nim chociaż jedną ryskę, odtrącę ci z pensji - spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Ja... dziękuję panie Lee - powiedziałem.
- I nie zachowuj się jak gówniarz, Frey - jego spojrzenie złagodniało, gdy wypowiadał kolejne słowa - Też byłem młody. Śpieszysz się tak do dziewczyny? - spytał zaczepnie zapewne nie wiedząc, że wprawia mnie tym w jeszcze większe zakłopotanie.
-T-to nie tak! - do moich uszu dotarł jego śmiech.
- Idź już Frey! Pozwól mi się po prostu od ciebie odjebać - chciałem coś jeszcze powiedzieć, jednak mężczyzna zaczął już odchodzić w stronę swojego samochodu, nie przestając się przy tym śmiać.
Świetnie. Uśmiechnąłem się pod nosem i podrzuciłem kluczyki w górę. Lee był naprawdę świetnym szefem i czułem się przez niego doceniany. Może właśnie przez to było mi jeszcze bardziej wstyd za moje szczeniackie zachowanie. Gdybym go nie szanował, pewnie miałbym to gdzieś, a może nawet czułbym się usatysfakcjonowany. Próbując wygłuszyć myśli, poszedłem w stronę garaży, by wypożyczyć pojazd. W międzyczasie zatrzymałem się na chwilę by wykonać szybki telefon do pomocy drogowej. Cóż, niestety nie mogłem dziś zapewnić Light spokojnej podróży samochodem. Zdawało mi się jednak, że przejażdżka na motorze była czymś znacznie ciekawszym od podróży metrem czy autobusem.
  Założyłem kask czując się przy tym odrobinę żałośnie. Nadal nie wierzyłem, że mogłem zachować się tak wobec swojego szefa. Czasem byłem naprawdę głupi. Ciekawe czy gdybym w końcu porządnie się wyspał i wypoczął udałoby mi się uniknąć podobnych incydentów. To nie pierwszy raz, kiedy tak na kogoś naskoczyłem. Wydałem z siebie ciche westchnienie po czym ruszyłem przed siebie. Miasto o tej porze bywało nieźle zakorkowane, jednak motor miał tę cudowną zaletę, że można nim było idealnie przeciskać się pomiędzy samochodami. Jedynym co mnie ograniczało, były światła, które jak zawsze zmieniały się zbyt wolno. Najważniejsze jednak, że udało mi się zdobyć jakiś środek transportu. Bądź co bądź moje spotkanie z szefem przyniosło więcej korzyści niż szkód.
  Dojechałem na miejsce i zaparkowałem pojazd pod bramą. Nigdy wcześniej nie byłem w tej okolicy, a Emergadle Masion znałem tylko z opowieści bądź ewentualnie zdjęć widzianych w internecie. Musiałem przyznać, że budynek był naprawdę imponujący. Przez moment po prostu stałem pod bramą i chłonąłem widok. Posiadłość prezentowała się rewelacyjnie. Przepiękne starodawne budownictwo sprawiało, że miałem wrażenie jakbym na moment przeniósł się do innej epoki. Potrzebowałem chwili, alby w końcu przejść przez bramę i znaleźć się w ogrodzie, który również prezentował się nieziemsko. Czy naprawdę tak piękne miejsce mogło być uważane za nawiedzone? Ludziom nie trzeba było wiele. Wystarczyło by dom był ogromny i stary, a już dorabiali sobie niego historie o duchach. Może właśnie dlatego ograniczałem swoje towarzystwo, do najbliższych osób. Ludzka głupota po prostu doprowadzała mnie do szału i wolałem unikać sytuacji, w których musiałbym się na nią natknąć.
   Powoli szedłem w stronę drzwi wejściowych. Nie wiedzieć czemu czułem się tak, jakbym nie powinienem tu być. Jakbym naruszał czyjąś prywatność. Najwidoczniej monumentalność tego miejsca zrobiła na mnie aż nazbyt duże wrażenie.
  Wszedłem do środka i znalazłem się w przepięknym holu. Pod moimi stopami rozpościerał się krwistoczerwony dywan, na ścianach wisiały obrazy, niektóre z nich przedstawiały krajobrazy, inne natomiast dawnych właścicieli domu. Spojrzałem na ogromne schody prowadzące na górę, zastanawiając się, gdzie była Light. Dostrzegłem jakichś ruch na szczycie schodów, mignęły mi długie, czarne włosy i zdecydowanie kobieca sylwetka, zanim jednak zdążyłem się odezwać, postać zniknęła z mojego pola widzenia w dalszej części korytarza. Chciałem za nią pójść będąc pewny, że to współpracownica Light, jednak w tym samym momencie drzwi przede mną otworzyły się, a moja przyjaciółka pojawiła się w holu. Nie mogłem się nie uśmiechnąć, widząc jak bardzo była spięta. O rany, ten dom naprawdę musiał ją przerazić. Wyglądała jakby nie marzyła o niczym innym, niż ucieczka stąd.
- O rany, Light, wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha – zaśmiałem się. Czy mi się zdawało, czy ona dygotała? - Spokojnie, Kurczaku, twój koszmar właśnie dobiegł końca – powiedziałem z uśmiechem. Spojrzałem na zegarek. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do umówionego spotkania z Zacharym i Beccą – Chyba zasłużyłaś na małą nagrodę. Chodź, postawię ci lody o ile nie przeraża cię perspektywa jazdy na motorze. Spieprzył mi się samochód – oczywiście nie mogłem sobie odpuścić i musiałem wbić jej chociaż tę małą szpileczkę.

Offline

#6 2018-03-15 17:41:56

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 64.0.3282.186

Odp: The Letter

cantilena.regular.png

      Nie uwierzyli mi… Chociaż próbowałam do nich dotrzeć, nie byłam w stanie. Sfrustrowało mnie to, ale nie wiedziałam, co jeszcze mogłam robić w danej sytuacji. Schowałam więc zrezygnowana list do torby i postarałam się o odzyskanie trzeźwego umysłu. Nie potrafiłam. Każde głośniejsze skrzypnięcie przyprawiało mnie o palpitacje serca. Przy kolejnych zakrętach zdawało mi się, że widziałam cień tego ducha. Przed oczami cały czas miałam obraz jej zakrwawionej twarzy i tych przerażających oczu, wpatrujących się we mnie jak w coś, co mogło sprawić jej przyjemność. Chciałam stąd jak najszybciej się wynieść, dlatego pozwoliłam Rose przejąć kontrolę nad oprowadzaniem po domu państwa Wright. Współczułam im tego zakupu, ale widać było, że byli łasi na tak bogatą willę, nawet jeśli owianą paskudnymi legendami. Mając świadomość, że część z nich była prawdziwa, skoro zobaczyłam ducha, to czułam się jak w horrorze. A może to mi się tylko przewidziało? Może to była moja iluzja? Jakiś zwid albo paskudny żart, który miał mnie przerazić?
      - Więcej o tym domu czytała Delight i jestem pewna, że chętnie wam coś jeszcze opowie – powiedziała w pewnym momencie moja współpracownica, a ja gorączkowo spojrzałam na zegarek. Do seansu miałam jeszcze trochę czasu, ale nie byłam przekonana, czy Ashton już nie dotarł pod budynek. Zdawało mi się, że słyszałam jakiś pojazd w pobliżu. Nie uśmiechało mi się więc spędzanie kolejnych godzin w towarzystwie tego małżeństwa, a już tym bardziej nie w tym domu.
      - Myślę, że na tę chwilę nam wystarczy, ale z chęcią skorzystamy z takiej lekcji historii. Numer posiadamy, kochanie? – Panna Wright kiwnęła twierdząco głową i uśmiechnęła się do męża. Najwidoczniej sami również mieli jakieś plany na wieczór. Dzięki Bogu. – Bardzo dziękujemy – mężczyzna pochwycił najpierw dłoń Rose, a potem moją w swoją i pocałował w jej wierzch jak na dżentelmena przystało. Dawno mi się coś takiego nie zdarzyło. – Do zobaczenia – oddalili się, a ja niemal od razu spojrzałam przepraszająco w stronę swojej współpracownicy.
      - Jutro o tym porozmawiamy. Baw się dobrze – przytuliłam ją w podzięce na pożegnanie i ruszyłam biegiem w stronę wyjścia. Otworzyłam drzwi, które miałam na trasie i niemal wpadłam na detektywa. Przerażenie nadal nie opuściło mojego ciała, a jego pytanie tylko przypomniało mi o tym, co zobaczyłam. Przełknęłam ślinę i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale usłyszałam szelest. Spojrzałam w jego kierunku całkowicie odruchowo i szybko tego pożałowałam, bo jeszcze na odchodne zobaczyłam tę twarz. Musiałam wpatrywać się w nią zbyt długo, bo Frey te tam spojrzał, ale już nikogo nie dostrzegł.
      - Myślę, że potrzebuję drinka… - przełknęłam ślinę, bo chociaż zazwyczaj nie sięgałam po alkohol, tera wydawał się być najlepszym rozwiązaniem. - … Mocnego – dodałam jeszcze i podniosłam wzrok na mężczyznę. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy mieliśmy wystarczająco dużo czasu, ale z drugiej strony reklamy i tak trwają dokładnie pół godziny. – Znasz jakieś miejsce? – Zapytałam i podążyłam za nim, kiedy skierował się do wyjścia. Widok motoru mnie nie przeraził, jeśli dzięki niemu mogłam się stąd szybko wydostać, mimo że to była najbardziej niebezpieczna forma transportu. – Zdajesz sobie sprawę  tego, że statystycznie ofiarą większości wypadków są motocykliści? – Wzięłam od niego kask i założyłam go. Pozwoliłam mu usiąść pierwszemu i dopiero potem zajęłam za nim miejsce, łapiąc się za siedzenie. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że tak powinno się jeździć.
      Pojazd ruszył na tyle wolno, że pomyślałam, że niektórzy przesadzają, ale kiedy Ashton wyjechał na jednię i przyspieszył, trochę się zestresowałam. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, a ryk silnika wciskać nie tylko w moje uszy, ale również w ciało. Czułam jego drgania, jakbyśmy byli połączeni jakimś drutem, który to przewodził. Ufałam, jednak, detektywowi na tyle, że desperacko złapałam go za brzuch dopiero wtedy, kiedy podskoczyliśmy razem z motorem na ulicznym garbie. Po co oni robili ich aż tyle? W filmach nigdy takich nie widziałam… A tutaj one się dosłownie nie kończyły. Wbrew sobie, kompletnie odruchowo, zaciskałam mocniej ręce na jego brzuchu w momentach, w których czułam większy niepokój. Ta jazda była niebezpieczna. Kiedy widziałam samochody czy motory, zbliżające się do nas z którejś strony, serce mi stawało, więc w końcu zdecydowałam się zamknąć oczy. Teraz tylko słyszałam możliwe kolizje, ale na szczęście udało nam się ich unikać przez całą drogę, aż dotarliśmy na miejsce.

Ostatnio edytowany przez Raika (2018-03-15 17:42:23)

Offline

#7 2018-03-15 18:59:15

Lavender
Użytkownik
WindowsChrome 65.0.3325.162

Odp: The Letter

dekade.regular.png

    Mój uśmiech odrobinę przygasł, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że ona była naprawdę przerażona. Oczywiście, że lubiłem od czasu do czasu ponabijać się z Light i często wdawaliśmy się w potyczki słowne, nie znaczyło to jednak, że się o nią nie martwiłem i czerpałem satysfakcję z jej złego samopoczucia.  Stłumiłem w sobie chęć, by odgarnąć jej kosmyk włosów za ucho. To denerwujące, że czasem w jej obecności zaczynałem miewać takie dziwne myśli. Wcale nie miałem ochoty dotykać włosów każdej napotkanej na swojej drodze dziewczyny. Light po prostu... Cholera, sam nie wiedziałem dlaczego traciłem przy niej panowanie nad sobą. Light zdawała się być głucha na moje słowa, jakby pogrążyła się w swoim świecie. Nie przywykłem do widywania jej w takim stanie, zazwyczaj była pogodna, niezależnie od tego co się działo. Dzisiaj nawet nie obdarzyła mnie uśmiechem.
- Wyjdźmy już stąd, co? - powiedziałem przekrzywiając lekko głowę - Na moje oko, potrzebujesz trochę świeżego powietrza - tym razem stłumiłem w sobie ochotę objęcia jej w talii i poprowadzenia do drzwi. Dla ścisłości, obejmowanie kobiet w talii, także nie było czymś co chciałem robić przy każdej napotkanej dziewczynie. Z resztą Light świetnie poradziła sobie z trafieniem do wyjścia.
  To oczywiste, że znałem miejsce, w którym mogła dostać mocnego drinka. W końcu sam często potrzebowałem miejsca, w którym mogłem zapomnieć o wszystkich frustracjach, a pub zdecydowanie się do tego nadawał. Moi przyjaciele nawet nie mieli pojęcia, jak często zdarzało mi się tutaj przychodzić. Becca z pewnością wygłosiła by mi pogadankę o tym jak szkodliwy był alkohol i jak niezdrowy tryb życia prowadziłem. Za to Zachary z pewnością chciałby się do mnie przyłączyć, w chwili gdy potrzebowałem samotności. Potrzebowałem jej dość często, musiałem odpoczywać od towarzystwa i przebywać sam ze sobą. Czyżbym był odrobinę aspołeczny? Ciekawiło mnie co na ten temat sądziła Light. W trakcie jazdy na motorze nie mieliśmy możliwości, by porozmawiać, a ja nie byłem pewien czy dziewczyna w ogóle była w nastroju do konwersacji. Ruch uliczny odrobinę się zmniejszył, wykorzystałem więc okazję i pozwoliłem sobie przyśpieszyć. Poczułem dłonie Light oplatające się wokół mojego brzucha i mimowolnie odrobinę się napiąłem. Tak, tak... Nie działał na mnie w ten sposób dotyk każdej kobiety. Czasem naprawdę doprowadzało mnie to do szału, zazwyczaj jednak sprawnie udawało mi się ignorować te dziwaczne odczucia.
  Zdecydowałem się jechać do klubu, który znajdował się niedaleko kina, spokojnie moglibyśmy spod niego dojść na piechotę. "Paradise" było eleganckim miejscem, w którym wieczorem urządzano imprezy taneczne, jednak o tej porze było tam spokojnie i bez problemu mogliśmy po prostu napić się drinka. W sumie to Light mogła, przecież ja miałem zamiar jeszcze kierować. Wolałem nie ryzykować jazdy nawet po małej ilości alkoholu. Zaparkowałem niedaleko drzwi wejściowych i zgasiłem pojazd. Odczekałem dobrą chwilę, jednak Light nadal kurczowo się mnie trzymała. Uśmiechnąłem się pod nosem. To niemożliwe, żeby nie czuła, że staliśmy od dobrej minuty.
- Light? - zagadnąłem - Zdajesz sobie sprawę z tego, że już możesz mnie puścić?
  Dziewczyna momentalnie zabrała ręce i wstała tak szybko, że obawiałem się czy przypadkiem nie upadnie. Ściągnąłem kask i ze śmiechem potrząsnąłem głową. Wziąłem też kask od Light starając się nie wybuchnąć śmiechem na widok jej zaczerwienionej twarzy.
- To gdzie idziemy? - spytała dziewczyna. Posłałem jej pytające spojrzenie. Ona tak na serio? Pokazałem dłonią na drzwi, które znajdowały się tuż przed nami.
- Dwa kroki przed siebie, Light - odparłem i nie wytrzymałem, gdy jej twarz stała się jeszcze bardziej czerwona, po prostu parsknąłem śmiechem. O rany, była taka urocza.
  Weszliśmy do środka. Miałem rację, było naprawdę spokojnie. Przy jednym ze stolików dostrzegłem dwie młode kobiety pijące kawę, przy innym zaś jakąś parę. Z głośników sączyła się spokojna i delikatna muzyka.
- Czego się napijesz? - spytałem.
- Wybierz coś, nie znam się na tym - odpowiedziała.
- Idź do stolika, zaraz przyjdę - powiedziałem i udałem się w stronę baru - Cześć Will - powiedziałem do znajomego barmana. Spojrzałem  stronę Light, która zajmowała już miejsce przy stoliku. Zdecydowanie nie uważałem, by fundowanie jej mocnego drinka było dobrym pomysłem - Zrobisz jakiegoś słabego drinka dla mojej przyjaciółki? Najlepiej coś delikatnego i lekko słodkiego - Will posłał mi lekki uśmiech.
- Jasne. A coś dla ciebie?
- Nie tym razem. Prowadzę - rzuciłem jeszcze jedno spojrzenie w stronę drobnej Light - Hej, macie otwartą kuchnię? - Will skinął głową. Light odżywiała się głownie zupkami chińskimi, postanowiłem zatem porządnie ją nakarmić - Świetnie - zajrzałem do karty dań i szybko dokonałem wyboru - W takim razie dwa razy łosoś z frytkami i sałatką - odsunąłem menu na kraniec blatu i wziąłem kolorowo wyglądającego drinka. Postawiłem napój przed Light, która wciąż wydawała się być myślami daleko stąd.
- No dobra... powiesz mi co się stało? - spytałem wbijając w nią spojrzenie. Coś zdecydowanie było nie w porządku.

Offline

#8 2018-03-15 19:54:59

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 64.0.3282.186

Odp: The Letter

cantilena.regular.png

      Byłam zażenowana własnym zachowaniem. Przypominałam teraz nastolatkę, a nie dorosłą kobietę, ale po prostu paraliżował mnie strach. Opowieści o duchach są straszne i wywołują koszmary, a co dopiero zobaczenie prawdziwego ducha… Najwidoczniej mściwego, pałającego nienawiścią względem czegoś. Jak ja miałam teraz w nocy spać? Jak nic po zamknięciu oczu będę widziała tylko tego potwora… Ze spokojnym snem mogę się pożegnać…
      Postępując wedle wskazówek Ashtona, usiadłam przy jednym z wolnych stolików i spojrzałam na telefon, sprawdzając godzinę. Nie miałam zamiaru doprowadzać do spóźnienia się na film z Zacharym i Beccą. Czas więc był istotny. Poza tym chyba nieświadomie odliczałam minuty do jakiejś tragedii spowodowanej tym, że zobaczyłam ducha. To jak ten cholerny telefon w ring… Tylko czekać na śmierć.
      - Dzięki – odezwałam się, biorąc od mężczyzny drinka i wypijając go w całości na raz. Spodziewałam się czegoś gorszego, skoro to było z alkoholem, ale był nawet… smaczny? Tylko w ogóle mi nie pomógł, chociaż może byłoby inaczej gdyby detektyw nie poruszył tego tematu, który doprowadził mnie do takiego stanu. Co miałam mu powiedzieć? Wiesz, widziałam ducha, ale co tam, możemy spokojnie iść do kina! Co tam, że moje serce wali jak szalone, krew wrze, a oddech dusi… To nic takiego… To brzmiało idiotycznie i nie byłam pewna, czy powinnam mu o tym wspominać, ale przecież znałam go od dwóch lat. Wyciąganie tajemnic z ludzi było jego zawodem, nie odpuściłby mi.
      - Mamy przed sobą jeszcze cały wieczór, nie rozpędzaj się tak. Wolałbym żebyś dotarła z trzeźwym umysłem na film. Becca pewnie stwierdziłaby, że mam na ciebie zły wpływ, gdyby było inaczej. – Miał rację, ale ja nie mogłam wyrzucić tego obrau z głowy i myślałam, że procenty mi w tym pomogą.
      – Wydaje mi się, że widziałam ducha… - rzuciłam prosto z mostu. No bo co innego miałam zrobić? I tak by wiedział, czy kłamałam czy nie. – To był mocny drink? – Zapytałam, próbując zmienić temat. Kiedy powiedziałam głośno, że widziałam ducha, to zabrzmiało tak idiotycznie, że było mi aż wstyd. Zbłaźniłam się przed Ashem i okropnie się z tym czułam. Co jeśli zacznie przez to patrzeć na mnie jak na niedojrzałe dziecko? Wolę, jak widzi we mnie kobietę… A przecież on jest sceptyczny co do takich rzeczy… Już po chwili dostałam potwierdzenie swoich obaw, kiedy mężczyzna westchnął z dezaprobatą. Poczułam się przez to winna. Tylko niby czemu jak nic nie zrobiłam?
      - Duchy nie istnieją…
      - Daję słowo, że widziałam ducha! – Krzyknęłam zdenerwowana tym, że nikt mi nie wierzył. Chciałam mu nawet pokazać list, który znalazłam na poddaszu, ale właśnie wtedy do naszego stolika podszedł kelner z dwoma porcjami obiadu. – Zamówiłeś nam jedzenie? – Zapytałam zaskoczona, patrząc na posiłek. – Ale ja nie jest… - Chciałam powiedzieć, że nie jestem głodna, ale właśnie wtedy zaburczało mi w brzuchu, prze co zawstydziłam się jeszcze bardziej. – Chyba jednak jestem… Dzięki. – Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam widelec. Kiedy włożyłam pierwszy kęs do buzi rozmarzyłam się. – To jest pyszne. – Wspomniałam z pełną buzią i szybko ją zakryłam, zdając sobie sprawę z braku kultury. – Wybacz… - Przeprosiłam, kiedy połknęłam. – Ale tego drinka nadal chcę… Mocniejszego… - Skoro mi nie wierzył to miałam jeszcze większy powód do wypicia kolejnego. Jednocześnie rozkoszowałam się obiadem, myśląc o tym jak wiele traciłam nie jedząc takich rzecy. Żywiłam się szybkimi, gotowymi daniami, bo mogłam je błyskawicznie przygotować. Miałam mało czasu na gotowanie. Większość spędzałam w pracy, a potem byłam tak zmęczona, że nie miałam na nic siły.

Offline

#9 2018-03-18 01:06:48

Lavender
Użytkownik
WindowsChrome 65.0.3325.162

Odp: The Letter

dekade.regular.png

  Mimowolnie podskoczyłem widząc jak Light uderza ręką w stół. Jej głos na moment przeszedł w krzyk. Rany, ona była naprawdę wściekła. Wydawała się być święcie przekonana o tym, że miała rację. Niby jak jednak miałem jej uwierzyć? Właśnie wyznała mi, że zobaczyła ducha, do jasnej cholery! Jak mogła żądać, że wezmę to na poważnie? Nie przypominałem sobie, by kiedykolwiek zachowywała się równie dziwnie, jak dzisiaj. Westchnąłem chcąc ułożyć w głowie jakiś logiczny argument, który sprowadziłby Light na ziemię, jednak w tej chwili kelner podał nam obiad.
- Porządny posiłek nie zaszkodził jeszcze żadnej wychudzonej dziewczynie - powiedziałem. Light wydawała się być zawstydzona. Zawsze trudno było jej cokolwiek przyjmować. Wielokrotnie oferowaliśmy jej z Beccą pomoc, ona jednak kategorycznie odmawiała i ze wszystkim chciała sobie radzić sama. Z tym, że absolutnie każdy wiedziałi, że mimo szaleńczych starań, czasem jej po prostu nie wychodziło. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że sytuacja w jej rodzinie nie była łatwa. Light utrzymywała się sama, musiała opłacić mieszkanie, a do tego pomagała rodzicom i wysyłała im pieniądze. Była jednak na tyle uparta, że odmawiała za każdym razem, gdy oferowaliśmy jej pomoc. Dlatego właśnie tak często nie pytałem jej o zdanie i po prostu robiłem to, co uważałem za stosowne. Z pewnością gdybym spytał ją czy ma ochotę na obiad, od razu by odmówiła. Co jednak miała zrobić, gdy kelner już postawił przed nią jedzenie? Uśmiechnąłem się widząc jak dziewczyna niemalże rzuca się na swoją porcję. Uwielbiałem patrzyć na nią, gdy tak się zapominała i była prawdziwa.
  Powoli zacząłem jeść, myśląc o tym, że Light kompletnie nie miała mnie za co przepraszać. Nadal jednak miałem wrażenie, że atmosfera między nami stała się jakby bardziej napięta. Ona naprawdę wierzyła, że coś widziała. Pewnie była zmęczona, głodna, a do tego przez cały dzień sama siebie przekonywała o tym,że dom jest nawiedzony. Bardzo prawdopodobne, że wyobraźnia spłatała jej figiel. Chciałem zacząć ją przekonywać do swojej teorii, jednak zachwycona jedzeniem Light zaczęła znów mówić coś o drinku. Nie mogłem się nie zaśmiać.
- Okay, okay! Mam jednak jeden warunek. Pójdziemy na tego drinka, a nawet na dwa, ale po seansie, co ty na to? - zaczynał się weekend, byłam zatem pewien, że Becca i Zachary również nie będą chcieli szybko wracać do domu. W przeciwieństwie do mnie mieli wolną sobotę, ja jednak miałem w planach wybrać się jutro do biura. Musiałem odstawić motor, a Gabe obiecał, że podrzuci mi dokumenty o Emergadle Masion.
- Jeśli dostanę mocnego, to chętnie - parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową z niedowierzaniem.
- Tak, ja chyba też potrzebuję drinka... - mruknąłem pod nosem.
  Zdawało mi się, że Light odrobinę się uspokoiła. Bardzo prawdopodobne, że przyglądałem się jej aż nazbyt uważanie. Nie wyglądała jednak na speszoną. Nawet się do mnie uśmiechała, jednak nie zmniejszało mojego zmartwienia. Ja po prostu za cholerę nie mogłem zrozumieć, jak mogła sobie ubzdurać, że widziała ducha… Musiałem przyznać sam przed sobą, że nieco mnie to irytowało. Nienawidziłem sytuacji, w którym po prostu nie mogłem czegoś pojąć. Może właśnie dlatego zostałem ochrzczony mianem pracoholika. Nieważne jaką sprawę miałem rozwiązać, zawsze musiałem doprowadzić ją do końca i rozpracować każdy szczegół.
  Spojrzałem na komórkę, chcąc skontrolować czas. Nie musieliśmy się śpieszyć, jednak na wyświetlaczu zamigotała mi wiadomość od Becci.
Wyskoczymy coś zjeść przed seansem?
Podniosłem wzrok znad telefonu nie mogąc się nie uśmiechnąć widząc z jaką pasją Light pochłaniała posiłek.
- Uśmiechnij się, Światełko – powiedziałem i zanim dziewczyna zdążyła zareagować, pstryknąłem jej zdjęcie i wysłałem je do Becci, uznając to za lepszą odpowiedź, niż jakiekolwiek słowa. Zaśmiałem się widząc, że na fotografii Light patrzyła prosto w obiektyw z otwartymi ustami i widelcem w dłoni, na który nabiła ogromny kawałek łososia. Oparłem głowę na dłoniach i spojrzałem na nią z uśmiechem.
- Jesteś taka zbuntowana, przecież prosiłem żebyś się uśmiechnęła – powiedziałem, spodziewając się, że musiałem ją rozzłościć. Nic nie mogłem na to poradzić, uwielbiałem się z nią droczyć.
- Hej! - podniosła głos, gdy tylko udało jej się przełknąć – Nie dałeś mi na to czasu! - powiedziała marszcząc brwi.
- Przyznaj, że po prostu masz słaby refleks – odchyliłem się na krześle – Gdybym podczas którejś z akcji był równie ślamazarny, pewnie już kilka razy zdążyłbym stracić życie.
  Light mruknęła pod nosem coś, czego nie udało mi się dosłyszeć.
- Oh przepraszam, mówiłaś coś? - spytałem błyskając na nią zębami.

Ostatnio edytowany przez Lavender (2018-03-18 01:41:46)

Offline

#10 2018-03-18 17:59:00

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 64.0.3282.186

Odp: The Letter

cantilena.regular.png

      - Nie jestem wychudzona… - odpowiedziałam po przełknięciu kęsa. Wagę miałam normalną, nie cierpiałam ani na anoreksję, ani na bulimię, a i nie unikałam posiłków. Jasne, że czasem zapomniałam o jedzeniu, a jak jadłam to głównie szybkie dania. Nie poświęcałam zbyt wiele czasu na dbanie o siebie, przez co mogłam być przemęczona i osłabiona. Tylko czekać aż złapie mnie jakieś choróbsko, które pewnie i tak zignoruję zajmując się pracą czy rodzicami. Starałam się do nich jeździć na święta. Niestety nie mogłam sobie pozwolić na częstsze wyjazdy, ponieważ mieszkali za daleko, a te dwa razy to i czasami było zbyt wiele. – Nie jestem ślamazarna! – Może nie charakteryzowałam się zbyt szybkim refleksem, ale na pewno reprezentowałam taki poziom, jaki powinna kobieta w moim wieku. Nie było się czym chwalić, ale i tak było dobrze, skoro nigdy nie byłam specjalnie utalentowana w sporcie. Zawsze albo mi wylatywały piłki, albo sobie coś robiłam. Nie było ani jednego roku, w całej mojej karierze uczennicy, w którym wyszłabym bez szwanku. A to skręcona kostka, bo źle stanęłam podczas biegania. A to złamany palec, bo piłka mi źle wpadła w ręce… Nie nadawałam się do tego i chyba nadal nie byłam w tym ani trochę lepsza.
      - Nienawidzę cię… - burknęłam cicho, wiedząc że moje zdjęcie na pewno wyszło tragicznie. Nie miałam czasu na ustawienie się do jak najlepszej fotki i było mi wstyd. Nie wiedziałam też do kogo wysłał ten kompromitujący obrazek, chociaż podejrzewałam, że był to Zach, albo Becca. Nikomu innemu by raczej tego nie wręczył… Przynajmniej taką miałam nadzieję. – Nienawidzę cię – powtórzyłam, kończąc swój posiłek. – Dziękuję – uśmiechnęłam się do mężczyzny, bo pewnie gdyby nie postawił mi przed nosem obiadu, znowu skończyłoby się to zupką chińską, albo innym tego typu specyfikiem. Spaghetti Bolognese w takiej wersji nie były takie złe. – Skoczę do toalety i zmywamy się do kina – powiedziałam i wstałam od stołu. Podeszłam do kelnera, informując że już skończyliśmy, bo i Ashton miał pusty talerz, a następnie weszłam do łazienki. Szybko z niej skorzystałam, dokładnie umyłam ręce i wróciłam do mężczyzny.
      Na zewnątrz nadal było widno. Dni były coraz dłuższe i cieplejsze, bo zbliżała się późna wiosna. Cieszyło mnie to, bo nienawidziłam tych wszystkich warstw wierzchnich, kiedy był mróz i nie znosiłam marznąć, a to się bardzo często zdarzało. Co gorsza, w pracy należało odpowiednio się prezentować, więc nie mogłam się opatulać tak, żeby było mi ciepło. No i tak wiele warstw było zbyt ciężkie i nie czuło się w nich komfortowo.
      Kino było niedaleko, więc wybraliśmy się do niego na piechotę. Nasi przyjaciele już na nas czekali. Musiałam szczerze przyznać, że trochę się obawiałam tego filmu. Został wyreżyserowany przez Zacharego, a on miał specyficzny charakter. Na pewno czekała nas psychologiczna przeprawa i miałam szczerą nadzieję, że to nie był horror. Kiedy oglądałam zwiastun zdawało mi się, że właśnie tym był, a po dzisiejszym zdarzeniu miałam zamiar trzymać się jak najdalej od tego typu produkcji.
      - Co wam tyle to zajęło? – Odezwała się różowo włosa Becca, machając do nas już  daleka. Oboje przyspieszyliśmy kroku i dołączyliśmy do nich. – Gotowi? – Miałam ochotę powiedzieć, że nie, łapiąc się za kieszeń, ale doskonale wiedziałam, jak chłopakowi zależało na tym, aby się pochwalić swoim debiutem. Milczałam więc, ale mój gest nie umknął uwadze Becci, która niemal od razu wyciągnęła mi z kieszeni list. – A co to takiego?
      - Hej! Oddawaj! – Odruchowo wyciągnęłam rękę, żeby jej to zgarnąć, ale zdążyła umknąć i spojrzeć na treść.
      - To przez to jesteś taka blada? – Zapytała, pokazując papierek pozostałym, a ja się zawstydziłam. Z czerwonymi policzkami spuściłam wzrok, przygryzając wargę. Głupio mi było przyznać się, że tak i z resztą chyba nie musiałam. Moje milczenie było wystarczającą odpowiedzią. – Oj Delight… - Dziewczyna pokręciła z niedowierzaniem głową. Zdanie „Widziałam ducha” już nie mogło mi przejść prze gardło, bo po reakcji Ashtona wiedziałam, że to brzmiało idiotycznie. To zachowanie dało mi do myślenia i może faktycznie przewidziało mi się. Byłam przemęczona i przestraszona legendami, które krążyły o tym miejscu. Może to była tylko iluzja stworzona przez mój zestresowany umysł?

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
funnyfamily - lezekojota - mygamingforum - speedhunters - l322