Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#11 2018-08-09 21:57:49

Dolores
Kucyponek Jednorogi
MacintoshSafari 604.1

Odp: Money, power, glory

CL94cCX.png

Michelle wzięła głęboki wdech, po czym powolnie wypuściła powietrze z ust. Devon posłał jej szybkie, pytające spojrzenie, a ona odpowiedziała pisząc na marginesie kartki jedno słowo. Tragedia. Projekt był skazany na porażkę, dziewczynie z zespołu architektonicznego padł laptop w trakcie swojej części prezentacji, a ostatni mężczyzna, który miał mówić podczas tego spotkania był tak zdenerwowany i roztrzepany, że w końcu Lopez uniósł dłoń.
- Michael, bardzo mi przykro, niestety muszę to powiedzieć...
- Wypadasz - wtrąciła się Michelle. - Spakuj swoje rzeczy i wyjdź.
Kiedy drzwi za nim się zamknęły, King i Lopez wyszli na środek wolnej przestrzeni w sali konferencyjnej. W czasie krótkiego spaceru kobieta wygładzili swoją spódnicę, natomiast Devon dopiął guzik marynarki. Gdy znaleźli się w miejscu, w którym wszyscy prezentowali swoje postępy, mężczyzna odchrząknął.
- Dziękuję wam wszystkim za prezentacje przygotowane na dzisiejsze spotkanie. Każdy z was wykonał kawał dobrej roboty - spojrzał niepewnie na Michelle, po czym kontynuował. - Niestety, to nie wystarczy. Nasz projekt wisi na włosku. Wizja klienta nie zgadza się z tym na co pozwala nam konserwator zabytków. Z tego powodu stronę prawną projektu od dzisiaj przejmuje Michelle King, która ma w tej kwestii większe doświadczenie od panny Sterling, która dotychczas doradzała w kwestiach prawnych.
Skinął głową w stronę Michelle, która zrobiła krok na przód.
- To prawda. Ten projekt jest ciężki, ale nie jest niewykonalny. Wspólnie z panem Lopezem zapalnowaliśmy, że część zespołu wybierze się do Włoch pod koniec miesiąca, by skonsultować się z klientem i konserwatorem zabytków. Wyczyśćcie swoje kalendarze na ten czas.
- To wszystko. Dziękuję za spotkanie.
Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia. Michelle podeszła do swojego asystenta, by wydać mu następne polecenia. Miała teraz ręce pełne pracy i potrzebowała, by jej zespół był w najwyższej gotowości. Kątem oka zobaczyła jak Devon stoi przy oknie i gniewnie mamrocze coś do telefonu. Zaraz później wróciła do tłumaczenia Aaronowi co ma zrobić z zebranymi dokumentami i czego jeszcze będzie potrzebowała. Później zebrała swoją torebkę i już miała wyjść z sali konferencyjnej, gdy męska dłoń ścisnęła jej ramię, odrobinę zbyt mocno jak na jej gust.
- Mamy problem.
- Och, mamy dużo problemów. Co tym razem?
- Nie tutaj.

* * *

- Że co?! - krzyknęła King, stojąc na środku gabinetu Lopeza.
Prezes odwrócił swojego laptopa tak, że Michelle doskonale widziała plany budynku, nad którym jeden z zespołów DevLop pracował przez ostatnich kilka miesięcy. Ich plany opatrzone znakiem wodnym konkurencyjnej firmy. Jej czekoladowa skóra nabierała czerwonych podtonów ze złości.
- Jak to się stało? Te projekty były pilnie strzeżone.
Devon wzruszył ramionami.
- Jedyne opcje jakie mi przychodzą do głowy, to, że ktoś je sprzedał konkurencji...
- ...albo włamali się do naszego systemu.
- Co? - Lopez uniósł brew.
- Włamali się do nas. Wszystkie pliki były na naszych serwerach, a powiedzmy sobie szczerze, CIO nie wykonuje swoich obowiązków zbyt dobrze. Mówiłam ci, że powinieneś go zwolnić.
- A ja ci mówię, że nie mogli sie do nas włamać!
- Przekonajmy się więc.
Michelle zabrała ze szklanego blatu biurka CEO swoj telefon i ruszyła do wyjścia. Jak huragan przeszła przez cały open space przed biurem CEO, prosto do działu IT, gdzie od razu skierowała się do konkretnego biurka.
- Gailey, pozwól ze mną - powiedziała, stając przed biurkiem młodego informatyka, który pomógł Jemmie z jej laptopem rano.
Szmer szeptów kolegów informatyków unosił się w powietrzu, gdy Michelle wracała do biura CEO, ciągnąć za sobą Felixa jak na skazanie. Z jego miny trudno było cokolwiek wyczytać, jej twarz zawsze wyrażała to samo - poirytowanie. Mocno ściągnięte brwi, zaciśnięte usta, oczy ciskające błyskawicami. Tylko naprawdę wytrawny znawca ludzkiej mikroekspresji mógłby wyczytać w mimice pani King drobne nuty determinacji i strachu. Jak tylko wyszli zza rogu, Sharon pospieszyła otworzyć przed nimi drzwi do gabinetu Lopeza. Michelle skinęła jej głową, młoda sekretarka posłała informatyków długie, współczujące spojrzenie. Drzwi cichutko się za nimi zamknęły. Dyrektor stał za swoim biurkiem, gestem wskazał przybyłej dwójce, by usiedli.
- Panie Gailey, to co zaraz powiem nie może opuścić tego pokoju. - W powietrzu zawisła nuta grozy, Lopez odchrzaknął i zaraz kontynuował: - Istnieje podejrzenie, iż włamano się do naszych baz danych i wezwaliśmy pana, ponieważ, zdaniem pani King, jest pan odpowiednią osobą by sprawdzić jakość naszych zabezpieczeń.
Devon posłał Michelle spojrzenie wyrażające jednocześnie lekką pobłażliwość i pewną obawę o to, że jej słowa mogą okazać się prawdą.
- Co prawda szanse na to są naprawdę niewielkie, ale  warto sprawdzić wszelkie ewentualności, zgadza się?
Zarówno Michelle i Felix kiwnęli głowami.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#12 2018-09-09 10:38:28

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 68.0.3440.106

Odp: Money, power, glory

Felix Gailey

igP7jsl.pngGdy tylko Felix został wezwany przez Michelle, zrobił sobie naprędce rachunek sumienia. Wyszło mu bardzo brudne, więc z duszą na ramieniu ruszył za prawniczką - jak się okazało, do gabinetu szefa. Wcale nie dodało mu to otuchy, dlatego mocno się skupił na panowaniu nad własnymi odruchami w trakcie siadania. Przemógł potrzebę przyjęcia obronnej postawy i splótł na blacie dłonie, jakby to on przyjmował ich, a nie oni jego. Zastanawiał się, czy mogło pójść o dziwnie duże zużycie transferu, podłączony dysk zewnętrzny do routera w niewiadomym celu, a może w końcu o te niewymienione baterie CMOS w komputerach. Wraz z pozostałymi informatykami zazwyczaj trzymali sztamę w starciu z informatycznymi mugolami, ale czasem zdarzały się sytuacje, kiedy działali nie fair względem siebie, dlatego zachodził w głowę, czy karma go wreszcie dopadła. Dyrektor chyba nie zauważył gonitwy myśli, jaka działa się teraz w głowie jego pracownika.
igP7jsl.png- Panie Gailey, to co zaraz powiem nie może opuścić tego pokoju - Felix uświadomił sobie, że przed chwilą nie czuł nawet odrobiny tego napięcia, jakie odczuwał teraz - istnieje podejrzenie, iż włamano się do naszych baz danych i wezwaliśmy pana, ponieważ, zdaniem pani King, jest pan odpowiednią osobą by sprawdzić jakość naszych zabezpieczeń.
Gailey nie bardzo był pewien, czy to jakiś żart, podpucha, a może jednak po prostu przekazanie zadania. Na wszelki wypadek tylko mądrze patrzył. Gdy Lopez przydzielił mu zadanie sprawdzenia tego, Felix wiedział już, że to po prostu ponury chichot losu. Postanowił wykorzystać swój niezawodny sposób ratujący go z każdej niezręcznej sytuacji.
igP7jsl.png- Dobrze. Nie sądzę, by do włamania doszło przez sieć przewodową, raczej WIFI, sprawdzę więc jakość protokołu szyfrującego i czy uwierzytelnianie działa prawidłowo... - zamilkł, gdy Lopez przytłoczony tymi informacjami uniósł dłoń.
igP7jsl.png- Liczymy na twój profesjonalizm. Możesz iść.
Gailey wstał i gnąc się w ukłonach opuścił gabinet szefuńcia. W stronę Michelle na wszelki wypadek nawet nie zerkał, choć cieszył się, że nie było jej przydupasa. Rozluźnił się dopiero za drzwiami. W pobliżu stała akurat Sharon. Mimo, że pełniła dla szefa tę samą funkcję co Aaron dla Michelle, jakoś nie nazywał jej przydupasem.
igP7jsl.png- Duży dostałeś opieprz? - zagadnęła go dziewczyna konspiracyjnym szeptem odgarniając włosy za ucho. Felix przypomniał sobie jak na jednym z głupawych portali była napisane, że zabawa włosami była u kobiet oznaką zainteresowania. A może włosy po prostu za bardzo opadały Sharon na oczy.
igP7jsl.png- Nie tak bardzo jakbym się spodziewał... - dziewczyna uniosła brwi ciekawa pikantnych szczegółów, więc Felix szybko się zreflektował - właściwie, to nie dostałem opieprzu wcale.
Nie wyglądała na przekonaną.
igP7jsl.png- Na pewno byłabyś jedną z pierwszych osób, które o tym wiedzą - Gailey sprzedał jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów, by zaraz z udawaną troską skupić wzrok na czymś pod jej okiem - chyba lekko się rozmazałaś.
Sharon pospiesznie przetarła skórę pod oczami i wyjęła telefon, by w odbiciu ekranu przyjrzeć się szkodom w makijażu. Felix wykorzystał ten moment, by się zwinąć.
Przemierzył cały open space przyjmując zblazowaną postawę. Kumple-informatycy z szyderczymi uśmieszkami już czekali, aż usiądzie znów przy swoim stanowisku. Felix bez słowa położył dłonie na klawiaturze myślami będąc gdzieś przy ich firmowym routerze, który tak naprawdę był świetnym miejscem do kradzieży danych - zwłaszcza w trakcie crunch time'u.
igP7jsl.png- No, gadaj. Co się dzieje? - w jego stronę pochylił się "Wiking" - gościu, który miał długi blond kucyk i brodę splecioną w warkocz. W pracy większość czasu panowała między nimi koleżeńska atmosfera. Reszta ekipy zwróciła się w ich stronę zaciekawiona.
igP7jsl.png- Nie podmienialiście sobie podzespołów z laptopów służbowych, by wykorzystywać je w swoich prywatnych? - Felix oczywiście nie miał zamiaru im mówić, co się działo u dyra, więc wymyślił temat zastępczy. Rozejrzał się po kumplach z zespołu. Przysiągłby, że paru wyglądało dość niewyraźnie na to pytanie. - Będą sprawdzać, czy wszystko jest na swoim miejscu.
igP7jsl.png- Eee, wciskasz kit - prychnął Wiking - poza tym po co im tu najnowszy Intel Core i-7?
igP7jsl.png- Gdybyś miał konsolę PS4, to nie miałbyś takich głupich problemów - skwitował inny.
Felix obrócił się do biurka z zamiarem powrotu do pracy, gdy rozgorzała kolejna odsłona dyskusji "Pecetowcy vs Konsolowcy". Zamiast tego, ujrzał przed sobą Jem niby to niechcący opierającą się o jego biurko.
igP7jsl.png- Parę drineczków po pracy? - zaproponował niewinnie. Nie, żeby miał zamiar jej wszystko wygadać.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#13 2018-09-23 13:36:14

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 69.0.3497.100

Odp: Money, power, glory

shartoll-light.regular.png

      Ciężko było Sharon patrzeć na zachowanie ostatniego prezentującego. Stres potrafił przyćmić zmysły i zdrowy rozsądek nawet najbardziej idealnych osób. Człowiek mógł perfekcyjnie wykonywać swoje obowiązki, ale jeśli nie potrafił pracować pod presją czasu oraz czujnym okiem szefów, nie miał żadnych szans. Kobieta przeczuwała, że dla tego mężczyzny jego prezentacja nie skończy się dobrze, jednak nadal zakłuło ją, kiedy został zwolniony przy tylu osobach. W takiej sytuacji załamanie nerwowe było jego problemem. Jego kariera wisiała na włosku i asystentka szefa mu współczuła. Stała jednak w ciszy z boku, uważnie słuchając tematu dyskusji. Na swoim stanowisku musiała znać aktualną sytuację w biurze oraz planowane przedsięwzięcia, żeby nie udzielać nieprawidłowych informacji w przypadku pytań. Rozmawiała z Jemmą na ten temat, ale miała wrażenie, że poznała sprawę tylko z jej perspektywy, a powinna była patrzeć szerzej.
      Po prezentacji wraz z szefem, Panią Michelle oraz Aaronem została dłużej w sali, czekając aż skierują się w stronę jej stanowiska pracy. Widziała zmianę w zachowaniu Lopeza oraz King, ale  nie zadawała zbędnych pytań. Wychodząc zwróciła uwagę na to, aby dokładnie uprzątnąć pomieszczenie.
      Miejsce przy swoim biurku zajęła dopiero wtedy, kiedy oboje zniknęli w gabinecie głównego szefa i wdali się w dosyć żywą rozmowę. Sharon zalogowała się do komputera pracowniczego i zajrzała do skrzynki mailowej zapełnionej nieodebranymi wiadomościami. Sięgając po kalendarz spotkań szefa, usłyszała głośny krzyk Michelle, a zeszyt wyślizgnął jej się z rąk. Spadł na ziemię białymi kartkami do podłogi, ale na szczęście żadna się nie zagięła. Niepewnie spojrzała w kierunku drzwi, za którymi dyskusja przybrała na sile, ale szybko wróciła do planowanego zajęcia. W pierwszej kolejności zajrzała na daty, mające miejsce w tym samym czasie, co delegacja. Z pierwszej szuflady swojego biurka wyciągnęła czyste kartki papieru i zapisała je danymi osób, z którymi miało się wtedy odbyć spotkanie, wliczając w to ich numery kontaktowe. Zanim jednak podjęła się wykonywania telefonów, ten zadzwonił. W trakcie rozmowy głośny trzask ponownie zwrócił jej uwagę w stronę drzwi szefa. Tym razem wychodziła, nie, niemal wybiegała z nich Michelle z taką miną, że Sharon nie chciałaby być teraz w skórze osoby, do której prawniczka zmierzała. Szybko się też przekonała kim był ten nieszczęśnik i źeby samemu nie nadepnąć kobiecie na odcisk, błyskawicznie się podniosła, aby otworzyć im drzwi. Jej wzrok o wiele uważniej obserwował ruchy Felixa niż King.
     
      - Duży dostałeś opieprz? – Zagadnęła szeptem, żeby w jakikolwiek sposób nawiązać z nim rozmowę, gdy opuścił gabinet. Zgarniając za ucho kosmyk włosów, w myślach upomniała samą siebie o niewłaściwe słownictwo. Musiała powstrzymać takie określenia i odpowiednio się wyrażać, aby właściwie reprezentować swoje stanowisko, jednak po pracy w barze nie było to proste zadanie. Chociaż mężczyzna zaprzeczył, nie była przekonana, jednak nie chciała w to za bardzo wnikać. Najwidoczniej temat, poruszony w gabinecie szefa nie był dla jej uszu, a narażać się nie miała zamiaru. – Co? – Pospiesznie przetarła skórę pod oczami i spojrzała na swoje odbicie w telefonie, jednak niczego tam nie widziała. Jej makijaż zdawał się być nienaruszony. – Nie wi… - podniosła głowę, ale Felixa już nie było. – Ow… - schowała urządzenie z powrotem do torebki i usiadła przy swoim biurku. Westchnęła zrezygnowana, bo chociaż wymienili ze sobą kilka słów, nadal jeszcze nie miała okazji z nim naprawdę porozmawiać. Wyglądało na to, że musiała trzymać język za zębami, jeśli chciała nawiązać pozytywną relację z innymi pracownikami. Nie było jej celem odepchnąć każdego od siebie swoją ciekawością.
      Wzdychając stukała paznokciami o blat biurka, zastanawiając się nad tym, w jaki sposób miała stać się częścią tej społeczności. Nie chciała polegać w tej sprawie na Jemmie, ale mogła się jej poradzić. Rozglądając się więc, czy nikogo nie było w pobliżu, wyciągnęła telefon i wystukała do przyjaciółki wiadomość: „Jest już po prezentacji, więc masz wolny wieczór. Zabieram cię na drinka, bo potrzebujesz odpoczynku.” Wysłała sms’a do dziewczyny i wrzuciła urządzenie do torebki, licząc że Sanders nie miała żadnych innych planów.
      - Sharon, czy mógłbym cię na chwilę prosić? – odbierając telefon od szefa, już zmierzała w kierunku drzwi. Zanim weszła, kulturalnie zapukała i dopiero po pozwoleniu zamknęła za sobą drzwi, wcześniej poprawiając strój, aby lepiej się prezentować. Lopez siedział przy swoim biurku, czekając na nią.
      - Słucham? – Zapytała, zachowując należyty dystans.
      - Chciałbym, żebyś załatwiła nocleg na delegację.
      - Dla ilu osób?
      - Dla dziecięciu.
      - Nie ma problemu. Czy mam również przełożyć pana spotkania z tego okresu?
      - Nie, wszystko ma być według ustalonego terminarza, ja zostanę tutaj. Ty pojedziesz zamiast mnie – nie spodziewała się, że tak szybko będzie pełniła rolę reprezentacyjną szefa. Podejrzewała, że mężczyzna najpierw będzie chciał sprawdzić jak sobie radzi, albo to właśnie było dla niego tym sprawdzeniem. Kobieta się wyraźnie tym zaniepokoiła, ale starała się tego po sobie nie poznać.
      - Oczywiście. Czy mogę jeszcze coś dla pana zrobić?
      - To wszystko, dziękuję – opuściła gabinet za pozwoleniem szefa i usiadła z powrotem przy biurku. Szybko zerknęła na telefon, sprawdzając czy otrzymała odpowiedź od przyjaciółki, by zaraz potem zacząć poszukiwać propozycji noclegowych na ten okres.

Offline

#14 2018-09-24 16:06:36

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 69.0.3497.100

Odp: Money, power, glory

gvjfs4R.png

igP7jsl.pngNie poszło źle. Mogło pójść tragicznie, mogło pójść doskonale, ale na pewno nie poszło źle. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuła niesmak po tym niedoskonałym występie. Miała palącą wręcz potrzebę zapić ten niesmak, dlatego gdy już ochłonęła w łazience i odłożyła swoje rzeczy, skierowała swoje kroki do Felixa. W windzie zebrało się nagle pełno ludzi, zaraz zrobiło się duszno. Westchnęła, odpinając możliwie jak najdyskretniej guzik koszuli, ale w lustrze i tak przechwyciła spojrzenie jednego z mężczyzn. Puścił jej oczko. Przypominało jej to coś. Zmarszczyła brwi, trochę skołowana; wtedy współpracownik uśmiechnął się kpiąco, a ją nagle zalała fala bodźców ze wspomnienia.
igP7jsl.pngŁaskotanie ucha, głośne sapanie, gorący oddech śmierdzący papierosami. Dłonie wędrujące po jej ciele i pocałunki na niewzruszonych ustach.
igP7jsl.pngPotrząsnęła głową, oddychając ciężko. Teraz ściągnęła już na siebie uwagę paru osób. Patrzyli na nią dość krytycznie, ale też z dozą chłodnej obojętności, jak na zwykłego korposzczura, załamującego się pod presją pracy. Może to o to chodziło? Traciła już głowę od nadmiaru roboty i swojego perfekcjonizmu. Zerknęła nad drzwi windy. Zostały jej jeszcze dwa piętra, ale mimo tego wysiadła w popłochu, przepraszając po drodze ściśnięte z nią sardynki. Było jej słabo, żołądek mruczał ostrzegawczo. Nie mogła sobie pozwolić na taki incydent. Poszła znów do łazienki i długo tępo wpatrywała się w plamy na lustrze, oparta o umywalkę. Chciała odkręcić kran, by woda leciała spokojnie; ten miękki szum potrafił ją ukoić. Niestety wszystkie baterie w firmie były automatyczne. Szlag by trafił technologię.
igP7jsl.pngPostanowiła na razie wyprzeć to dziwne doświadczenie z głowy i zająć się tym, co zawsze. Umyła ręce, kiwnęła głową do kobiety, która zapytała, czy dobrze się czuła, i poszła na klatkę schodową. Nigdy nie była fanką wind, a schodzenie po schodach znosiła bez problemu. Wchodzenie lubiła mniej. Biust kicał jej wesoło, nawet na płaskiej prostej, bo szła energicznie, z każdym krokiem irytując się na wąskie spódnice i generalnie życie kobiety, ale głowę trzymała wysoko uniesioną, udając pewną siebie. Wreszcie dotarła do biurka Felixa i zanim zdążyła zaproponować mu drinka, on zrobił to za nią.
igP7jsl.png- Jasne. Chciałam ci postawić jednego za pomoc, ale skoro ty zapraszasz...
igP7jsl.png- Postawić jednego co?
igP7jsl.pngFelix uśmiechnął się głupio, na co Jem postukała się w czoło środkowym palcem. Jakiś młody chłopak parę stanowisk dalej pomachał do niej wesoło. Zanim mu odmachała, rozejrzała się wokół, lekko skonsternowana, bo nie miała pojęcia, że się znali. Łaziły dziś za nią dziwne sytuacje. Ten dzień powinien się jak najszybciej zakończyć.
igP7jsl.png- Wszystko okej? Dziwnie wyglądasz. Jadłaś śniadanie? - W ostatnie pytanie włożył odrobinę uszczypliwości i komicznego tonu zmartwionej ciotki.
igP7jsl.png- Nie wiem. - Przygryzła wargę, mimowolnie przypominając sobie sytuację w windzie. - Mam kiepski dzień. - Zerknęła na ekran komórki i zobaczyła nieodczytanego esemesa od Sharon. - Och.
igP7jsl.png- Co? - zainteresował się Felix, nie zaszczycając jej spojrzeniem znad klawiatury.
igP7jsl.png- Sharon też przyjdzie.
igP7jsl.pngZajęta odpisywaniem, nie zauważyła lekkiego skrzywienia w minie kolegi. Wysławszy wiadomość, wrzuciła komórkę z powrotem do torebki. Ustalili miejsce i godzinę, a potem mogła wrócić do swojego komputera. Drogę jednak odciął jej nieznajomy, który wcześniej do niej machał. Miał przyklejony do, wprawdzie miłej, twarzy szeroki uśmiech, ale ostatnim, na co miała ochotę, były niezręczne spotkania. Wyglądał naprawdę młodo. Złocista zaczeska z gimnazjum, wielkie, niebieskie oczy i pełne usta. Sprawiał wrażenie osoby, z jaką mogłaby lubić spędzać czas na imprezie. Lekkoducha wprowadzającego w otoczenie.
igP7jsl.png- Hej, Jem. Wreszcie zeszłaś do naszej jamy.
igP7jsl.pngZaśmiał się trochę nerwowo, a Jemma stanęła jak wryta, bo znów uderzył w nią przebłysk wspomnienia. Głośna muzyka, pełno ludzi, kolorowe światła dyskotekowe i ten chłopak, krzyczący jej przez dłonie do ucha. Śmiała się wtedy? Chyba tak. Pokazywał jej kogoś palcem. Musieli się poznać na tej wielkiej imprezie firmowej, kiedy Sharon jeszcze tu nie pracowała. Pół roku temu? Skąd to nagle jej się przypomina?
igP7jsl.png- Dobrze się czujesz? Zbladłaś.
igP7jsl.pngBlondyn wpatrywał się w nią psimi, zmartwionymi oczami. Wymusiła na twarz lekki uśmiech.
igP7jsl.png- Przepraszam, chyba mnie łapie przeziębienie, słabo kontaktuję. Możesz mi przypomnieć...?
igP7jsl.png- Ach, spoko, zapomniałaś jak mam na imię? - Znów się roześmiał, dalej lekko spięty. - Rozumiem, jak się przedstawiałem to już wszyscy byli mocno wstawieni. Dean.
igP7jsl.png- Sorry, Dean.
igP7jsl.png- Nie ma sprawy. Swoją drogą, niezła impreza, co? - Szedł obok niej, ale wciąż krok za nią, kiedy wznowiła marsz do windy. - Naprawdę wielka. A słyszałaś w ogóle, że tamten bar ma teraz problemy?
igP7jsl.pngZwolniła kroku, zerkając na Deana.
igP7jsl.png- Nie, jakie problemy?
igP7jsl.png- Ponoć rozprowadzano tam piguły.
igP7jsl.png- Jak w każdym klubie  w NY - odparła Jemma, unosząc brew na ten "hot news".
igP7jsl.png- Ale mówię, wiesz... - Chłopak nagle się speszył.
igP7jsl.png- Nie wiem, Dean. - Bardzo starała się nie wdać w ton zirytowania. Jej nerwy napinały się coraz bardziej z każdą mijającą sekundą, a on wcale nie pomagał.
igP7jsl.png- No o roofie mówię.
igP7jsl.pngZatrzymała się i spojrzała mu wprost w oczy, czego też nie zniósł za dobrze, bo zaczął się wiercić.
igP7jsl.png- Pigułki gwałtu rozprowadzali? To potwierdzone?
igP7jsl.png- Tego nie wiem, ale jak mają kasę, to i tak się wymigają. - Wzruszył beztrosko ramionami. - Chyba że feministki się do nich dorwą, to wątpię.
igP7jsl.png- Bardzo dobrze - mruknęła, wchodząc do windy, która nareszcie zjechała na jej piętro. - Cześć, Dean.
igP7jsl.png- Wpadaj częściej, Jemma!
igP7jsl.png- Wątpię - bąknęła do siebie, gdy drzwi się zatrzasnęły.

Parę godzin później...

igP7jsl.png- Nie wiem, co próbujesz powiedzieć, Jem? Że urwał ci się film na imprezie i odkrywasz teraz, że przespałaś się z kimś po pijaku?
igP7jsl.pngJemma spiorunowała Felixa wzrokiem, ale nim odpowiedziała, wtrąciła się Sharon:
igP7jsl.png- Jem nigdy nie spiła się tak, żeby nad sobą nie mieć żadnej kontroli.
igP7jsl.png- Dziękuję.
igP7jsl.png- A to co powiedział ci tamten chłopak, jest dosyć niepokojące...
igP7jsl.png- No ale mówisz, że pilnowałaś cały czas swoich drinków? - powtórzył trzeci raz pytanie Gailey.
igP7jsl.pngSanders zaczynała już głupieć.
igP7jsl.png- Ledwo cokolwiek pamiętam, ale tak mi się wydawało... Zawsze zwracam na to uwagę, zwłaszcza w nowym miejscu... Niby też patrzę, co robi barman, ale to przecież chwila...
igP7jsl.png- Może to ten  cały Dean? Lepił się do ciebie jak do suki w rui.
igP7jsl.pngJemma odstawiła z hukiem szkło na stolik, nie kryjąc poirytowania.
igP7jsl.png- Dobra, skończmy, bo widzę, że nie ma o czym gadać.
igP7jsl.png- Okej, sorry, słaba metafora. - Felix uniósł ręce w obronnym geście. - Na razie spróbuj coś sobie jeszcze przypomnieć, a w tak zwanym międzyczasie pomyślimy, jak to sprawdzić.
igP7jsl.png- Dzięki. - Westchnęła i wyzerowała drinka. Dopiero wtedy posłała koledze słaby uśmiech.
igP7jsl.png- Nie odwracajcie się, ale Michelle King maszeruje w naszą stronę. Zapraszaliście ją?
igP7jsl.pngOboje jak na komendę odwrócili się i faktycznie, zobaczyli jak przełożona zdecydowaniem krokiem zmierza do ich stolika, wbijając w nich wzrok. Jem natychmiast wyprostowała się jak struna, zamówiła prędko kolejnego drinka, a chusteczką otarła pot z czoła. Miny kobiety, kiedy padł jej laptop, na pewno nie zapomni do końca życia. Zapowiadał się niezły koszmar.


2tlGTsD
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#15 2018-10-04 20:02:01

Dolores
Kucyponek Jednorogi
MacintoshSafari 604.1

Odp: Money, power, glory

CL94cCX.png

- Pani King...?
Michelle podniosła wzrok znad pliku zadrukowanych kartek opatrzonych logo DevLop Realty. Spojrzała znad stylowych oprawek okularów korekcyjnych na stojącego przed nią Aarona,  idealniewyprostowanego jak świeżo nastrojona struna w gitarze, i uniosła jedną perfekcyjnie wyrysowają brew.
- Tak?
- Wiem, że to nie najlepsza pora na takie prośby, ale moja babcia miała zawal, leży w szpitalu i... - Michelle zmarszczyła brwi.
- Aaron, do rzeczy.
- Czy mogę dziś wyjść wcześniej?
- Jak wcześniej? - Aaron speszył się na te słowa.
- Teraz...? - odpowiedział nieśmiało po kilku sekundach zawahania.
Zapadło chwilowe milczenie. Aaron wstrzymał oddech, Michelle powoli wypuściła powietrze z ust.
- Co z dokumentami odnośnie projektu w Bangkoku?
- Stacy - Michelle nie miała pojęcia kim była Stacy - sprawdziła je, naniosła poprawki i właśnie gotowe do podpisania leżą na biurku szefa.
- Informacja o środowym briefingu?
- Rozesłana do wszystkich.
- Zamowienie na zapas karmy dla Karla?
- Złożone i opłacone.
- Wątróbka czy tuńczyk?
- Wołowina. Tuńczyk był w zeszłym miesiącu, Wątróbka w marcu, a nie może być częściej niż raz na pół roku.
Michelle skinęła głową, poprawiła okulary na nosie i wróciła do czytania dokumentów. Machnęła na Aarona ręką, jakby chciała strzepnąć niewidzialny pyłek zawieszony w przestrzeni na wysokości swojego nosa.
- Co tu jeszcze robisz? Idź.
I poszedł. Kiedy tylko zamknęły się za nim szklane drzwi, kobieta odchyliła się na fotelu i wbiła spojrzenie w sufit.
- Babcia... - prychnęła do siebie.
Widziała jak wcześniej umawiał się z dziewczyną z działu kadr. Jak jej było... Grace? Gina? Nigdy nie uważała za przydatne zapamiętanie jej imienia i ten stan rzeczy teraz także się nie zmienił. Jednak nie było sensu trzymać tu dłużej Aarona. Był piątkowy wieczór i wszyscy już dawno opuścili firmę. Wszyscy prócz Michelle. Kiedy Lopez wychodził wczesniej, jak dziś, to ona zostawała do samego końca. Sprawdzała czy wszystko zostało domknięte i nikt nie przekroczył deadline’ów. Odprawiali nie tylko dział prawny, ale też pozostałą część firmy. Była prawą ręką Devona i posiadała sporą część udziałów w DevLopie, ale przede wszystkim była jego przyjaciółką, która stała u jego boku od samego początku DevLop Realty, dlatego dbała o tę firmę jak o własne dziecko. Uśmiechnęła się na tę myśl. Wstała i wolnym krokiem obeszła biurko, by stanąć przy oknie zajmującym jedną ze ścian. Z jej gabinetu rozpościerał się widok na nocne światła Manhattanu. Dużo poświęciła, by znaleźć się w tym miejscu i móc patrzeć na Nowy Jork z tej perspektywy. Jej wzrok przeniósł się z widoku za oknem na odbicie butelek w szybie. Odwróciła się na pięcie i wyszła z biura, po drodze zabierając swoją torbę z fotela obitego jasną skórą. Nikogo już nie było w tej części budynku. Jej kroki odbijały się echem po pustych korytarzach, póki nie stanęła w windzie. Przez moment chciała wcisnąć przycisk garażu podziemnego ale w ostatnim momencie zmieniła zdanie i wybrała poziom lobby.

Your bitch wanna party with Cardi

Michelle nie chodziła do barów. Ostatnim razem była w takim miejscu co najmniej pięć lat temu i do tej pory nie sądziła, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie. A jednak. W tym barze było coś wyjątkowego i wcale nie były to niesamowicie dobre drinki, czy jeszcze lepsi barmani, którzy je serwowali. Nie był to też wystrój. Nie, w tym miejscu było coś znacznie lepszego - jej współpracownicy. A konkretniej jeden pracownik, Felix. Michelle wiedziała, że chłopak wiedział coś, czym nie miał zamiaru się dzielić w miejscu pracy, a ona uważała za swoj obowiązek dowiedzieć się co to było. Dlatego w ten piątkowy wieczór Michelle Evelyn King po raz pierwszy od kilku dobrych lat postawiła obcas swojej szpilki w barze. A jej wejście zaparło dech w piersiach - dosłownie.
- Oddychaj. Nikomu nie bedzie na rękę jesli się tu udusisz - rzuciła do Jemmy, gdy usadawiała się na wysokim stołku obok dziewczyny.
- Pani King... - zaczęła nieśmiało Sharon, ale kobieta uciszyła ją gestem dłoni.
- Proszę, Michelle. Nie jesteśmy w firmie - machnęła ręką na kelnera, który szykował się do odejścia od ich stolika. - Wódka Martini, wstrząśnięta, z ekstra oliwką.
Wszyscy spojrzeli po sobie z grobowymi minami, jakby nie wiedzieli czy mogą się odezwać ale za to byli pewni, że nie mogą po prostu uciec. Michelle splotła ręce na blacie i uśmiechnęła się najbardziej zachęcająco jak umiała.
- Nie jestem waszym wrogiem - powiedziała w końcu. - Ani szefową - dodała po chwili przerwy. - Jako, że będziemy ze sobą pracować przez następne miesiące i zapewne spędzimy razem duzo czasu, chciałam was bliżej poznać.
Ledwo skończyła mówić a przed nią stanął drink. W żadnym aspekcie nie przypominający tego co zamówiła. Rzuciła kelnerowi pytające spojrzenie.
- Od tamtego pana... - wyjaśnił, po czym zniknął wśród tłumu klientów.
Michelle z łatwością wyłapała wśród klientów odpowiednią osobę, jak tylko złapali kontakt wzrokowy uniósł swoją szklankę a Michelle odsunęła drinka do samej krawędzi stolika.
- W każdym razie, może opowiecie coś o sobie?


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#16 2018-10-27 11:35:39

Raika
Użytkownik
WindowsChrome 70.0.3538.77

Odp: Money, power, glory

shartoll-light.regular.png

lunchtype24.expanded-light.png]

      Sharon co jakiś czas zerkała na zegarek na swoim nadgarstku. Zdawało jej się, że wskazówki poruszały się w bardzo spowolnionym tempie. Kilka razy zaglądała do gabinetu szefa, podając mu kawę czy informując, kiedy i jakie ma spotkania. Szczególnie zwracała uwagę na te, które miały się odbyć podczas wyjazdu, w którym miała uczestniczyć jako jego reprezentantka. Już teraz zastanawiała się, w jakie ubrania miała się zaopatrzyć, aby prezentować się jak najlepiej. W każdej chwili spokoju to analizowała, dopóki nie przyszedł czas wyjścia z Jemmą.
      W barze, jak to w takich miejscach w piątkowe popołudnie panował gwar. Ludzie przepychali się do stolików, żeby nie zabrakło dla nich miejsca. Kelnerzy biegali pomiędzy nimi, dostarczając zamówienia do odpowiednich osób i pilnując, aby szkło nie spadło na podłogę. Pot spływał im z czoła, ale wszystko szło świetnie. Było głośno, ale trójka współpracowników słyszała siebie idealnie. Sharon była strasznie zaniepokojona tym, czego się dowiedziała od przyjaciółki. Pytała Jemmy kilka razy, co się tam wydarzyło, ale za każdym razem słyszała, że nie pamiętała, co mogło sugerować świetną zabawę. Nie wnikała więc, a teraz miała wątpliwości czy postępowała słusznie. Wiedziała natomiast, że Felix stanowczo nie zachowywał się właściwie. Rozumiała zdenerwowanie Sanders, chociaż wolałaby, żeby żadne z nich nie musiało ponosić kosztów zniszczenia własności baru.
      - Felix! – Serpente również zwróciła mu uwagę, bo czuła, że to nie był odpowiedni moment na żarty tego typu. – Ale trzeba przyznać ci rację… To naprawdę niepokojące… - przez gardło nie chciało jej przejść, że nikt nie podałby jej pigułek, gdyby niczego nie chciał jej zrobić. Wszyscy o tym wiedzieli i żadne nie powiedziało tego wprost, a pojawienie się szefowej zgasiło ten temat zapewne na całą resztę wspólnie spędzonego wieczora.
      - Pani King… - zaczęła niepewnie Sharon, spoglądając na kobietę, która jednym gestem zamknęła jej buzię. Dziewczyna przełknęła ślinę i spojrzała na drinka, którego trzymała w dłoni. Jakoś nagle straciła ochotę na alkohol i w ogóle na spędzanie tutaj czasu… Nie chcąc jednak tego zasugerować dopiła do końca swoje zamówienie. Nieczęsto zdarzało się, żeby zabrakło jej języka w buzi. Spojrzała więc na szefową, na pozostałą dwójkę, jeszcze raz na szefową… – Kelner! – zatrzymała oddalającego się mężczyznę, ściągając go jeszcze raz do ich stolika. – Jeszcze dwa razy to samo – zwróciła się do kelnera, licząc że po kilku kolejnych szklankach przestanie myśleć o tym, że właśnie siedziała obok swojej szefowej, która sugerowała zwracania się do niej tym razem po imieniu. Dla dwudziestosześciolatki to było niestosowne, nawet jeśli znajdowali się poza terenem pracy. Jednocześnie co chwila zerkała w stronę Felixa, mając nieodparte wrażenie, że jej obecność tutaj nie była mu na rękę. Z resztą i jego obecność była teraz dla niej problemem. Zamierzała porozmawiać z Jemmą właśnie o nim, a w tej chwili nie mogła. Nie przewidziała, że wyciągając przyjaciółkę na drinka wyciągnie również informatyka.
      - Czy komuś coś jeszcze podać? – zapytał młodzieniec zapewne po to, aby znowu się nie wracać. Kiedy wrócił z kolejnymi zamówieniami, Sharon od razu na hejnał wypiła jeden ze swoich dwóch.
      - To zabrzmi śmiesznie, ale  tej chwili kompletnie nie wiem, co mam o sobie powiedzieć… - stwierdziła po chwili ciszy, w trakcie której bardzo intensywnie starała się znaleźć odpowiedź na pytanie Panny King, mrużąc zaciekle oczy.
      - Ja z kolei bardzo chętnie posłucham czegoś o tobie… - do ich stolika dosiadł się azjata. Serpente mogła po minach pozostałych śmiało wywnioskować, że dla nich to również była niespodzianka. Jednocześnie niezauważenie odetchnęła z ulgą. Mężczyzna z resztą zwracał uwagę tylko na jedną osobę z ich towarzystwa. Jego zainteresowanie Michelle aż raziło w oczy. Z szerokim uśmiechem podsunął bliżej kobiety szklankę, którą wcześniej ta odstawiła na koniec stołu, nie spuszczając z niej wzroku. – Sawaya Kenzo, bardzo mi miło.

Offline

#17 2019-01-21 01:11:24

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 71.0.3578.98

Odp: Money, power, glory

Felix Gailey

igP7jsl.pngStanowczo nie takiego wieczoru się spodziewał. Chciał posiedzieć z Jemmą w pojedynkę, wiedział, że powinien teraz szperać przy serwerach w pracy, a ostatecznie siedział na czymś w rodzaju stypy. Jem i Sharon siedziały sztywno, jakby ktoś im wetknął kije od szczotki, King - to znaczy, Michelle, jak kazała siebie nazywać - przyciągała w ich stronę jeszcze więcej uwagi. Teraz dołączył do nich jakiś japoniec, którego nikt nie znał i który w zasadzie miał gdzieś całą resztę towarzystwa za wyjątkiem Michelle. Felix miał ochotę stąd wyjść, jakoś wyrwać się z tej sytuacji. Albo chociaż upić. Z tą myślą sięgnął po szklankę, którą panna King wcześniej wzgardziła. Kenzo i tak był mocno zajęty rozmową, a Michelle wydawała się dalej nie mieć ochoty na wypicie tego drinka. Natknął się na spojrzenie Sharon. Zadał sobie pytanie, czy jego zachowanie bardziej jej imponuje, czy zniesmacza. Obstawiał raczej to drugie, ale na chwilę obecną miał poważniejsze problemy. W trakcie upijania łyka przeszło mu jeszcze przez myśl, że być może facet rozpuścił w drinku pigułkę gwałtu. Po rozmowie o tym, co mogło się stać Jem, nie było to najmądrzejsze zachowanie. Sanders wyglądała, jakby pomyślała o tym samym.
igP7jsl.png- Eee.. Przepraszam? - odezwał się Kenzo. Jednak zauważył, że drink powędrował nie tam, gdzie miał.
Felix uniósł brwi pytająco, jakby nigdy nic przystawiając szklankę do ust.
igP7jsl.png- No, w końcu, zauważyłeś, że nie jesteście tu tylko we dwoje.
Nie pracował z nim, więc mógł sobie pozwolić na bezkarną złośliwość. Kenzo z kolei się zaśmiał. Chyba uznał to za żart. Gailey wyszczerzył zęby w nieszczerym uśmiechu.
igP7jsl.png- Wybaczcie na moment - mruknął, po czym haustem skończył całego drinka, wstał i ruszył do łazienki. Jeśli miał ten wieczór przetrwać ze względnym spokojem ducha, potrzebował wsparcia. Dobrze, że na takie okazje posiadał zapasy.
Męski kibel, niezależnie od prestiżu lokalu, nie był zbyt zachęcającym miejscem do spędzania tam większej ilości czasu. Pomijając dudnienie muzyki z zewnątrz, w środku panowała względna cisza. Felix podszedł do umywalek. Po poluzowaniu krawata, przemył twarz chłodną wodą. W odbiciu wyglądał dość mizernie, ale nic więcej nie mógł poradzić. Zostało mu łyknięcie dropsa na poprawę humoru. W tym momencie ktoś znalazł sobie moment na wyjście z kabiny toaletowej. Nie spłukał wody, przez co zaskoczył Felixa swoim nagłym wyjściem. Jeszcze bardziej zaskoczył go fakt, że był to Dean, szczeniak z pracy.
igP7jsl.png- Co ty tu robisz? - zdziwił się. Że też przychodziło tu tyle osób z pracy. Dean uniósł brwi z zakłopotaniem. Na pewno zdążył zobaczyć, że Gailey coś łykał.
igP7jsl.png- Em... To, co się robi w toalecie? - odparł krótko uśmiechając się pod nosem na takie głupie pytanie, po czym odbił piłeczkę - a ty, co tu robisz?
igP7jsl.png- To, co się robi w toalecie - wycedził sarkastycznie Felix. Wyszedł z toalety nie dając Deanowi szansy na odpowiedź. W ciągu dosłownie 10 minut zdążył być chujkiem dla dwóch osób. Może nawet troszkę go to tknęło, gdyż w duchu postanowił być milszy dla co najmniej jednego z nich, gdy już ecstasy poprawi mu humor.
igP7jsl.png- Coś mnie ominęło? - odezwał się, siadając z powrotem na swoim miejscu. Kenzo znów nie zwracał na nich uwagi, z kolei Michelle rzuciła Felixowi spojrzenie, które mogłoby go zaniepokoić, gdyby nie wypity przed chwilą drink. Jemma posłała mu znaczący uśmiech znad drinka, podczas gdy Sharon przeglądała coś w telefonie z zaciśniętymi ustami.
igP7jsl.png- Chodźmy potańczyć - zaproponowała panna Sharon, na co wszyscy z chęcią przystali.
Felix delikatnie złapał Jemmę pod łokieć.
igP7jsl.png- Potem skupimy się na twoim problemie, ok? - chciał jej pokazać, że mimo swoich wcześniejszych głupich komentarzy, traktuje ją poważnie. Jemma pokiwała głową ze słabym uśmiechem. Chyba zrozumiała przekaz.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#18 2019-05-01 22:29:22

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 74.0.3729.131

Odp: Money, power, glory

gvjfs4R.png

igP7jsl.pngJemma wychylałaby drinka za drinkiem z paru względów, gdyby nie strach przed utratą świadomości i brakach w pamięci. Na ostatniej imprezie w jej głowie ziała spora czarna dziura. Na samą myśl o powtórce z rozrywki zdejmował ją zimny strach. Musiała powtarzać sobie raz za razem, że była z nią Sharon, jest Felix, nawet jeśli nie darzyła go jeszcze dużą dozą zaufania. Próbowała odciąć się od wracania do tamtego wieczoru, skupić na teraźniejszym, ale mimowolnie wciąż tam odpływała. Już miała przeprosić towarzystwo i nawiać do domu, ale wtedy jej przyjaciółka zaproponowała wejście na parkiet. Jem dopiła szybko resztę trunku, ciałem zwracając się już w stronę tańczących.
igP7jsl.pngPrzez jakiś czas starała się poddać rytmowi muzyki, zignorować obijające się o nią spocone ciała, co zazwyczaj się udawało, ale nie dziś. Każde zderzenie wywoływało w niej odrazę i chęć ucieczki. Zobaczyła jeszcze, jak Dean odciąga na bok Felixa i ten pochmurnieje, aż po prostu przecisnęła się prędko przez zaklętych w muzyce ludzi, po czym wypadła na zewnątrz, oddychając ciężko. Dwóch facetów wypalających papierosy spojrzało na nią z ukosa. Odeszła od nich parę kroków i objęła się ramionami. Muzyka dudniła za jej plecami. Poczuła na sobie spojrzenia tamtych mężczyzn, odruchowo skrzyżowała ręce na piersi.
igP7jsl.pngDrzwi trzasnęły ponownie, gdy wypadła z nich zarumieniona od ruchu i gorąca Sharon.
igP7jsl.png- Jem? Wszystko w porządku?
igP7jsl.png- Tak, ale już chyba wrócę. - Sanders pociągnęła nosem. - Nie mam weny na imprezowanie.
igP7jsl.png- Juuuż? - Dziewczyna wygięła usta w podkówkę. - Ale dopiero zaczęło się rozkręcać!
igP7jsl.pngW momencie, gdy to mówiła, do rosnącego zbiorowiska na zewnątrz dołączyli Michelle, Felix i nowy Azjata, który podrywał Michelle. Obie patrzyły, jak Felix wyciąga portfel, daje Azjacie wizytówkę i mówi coś do niego z tym swoim złośliwym uśmieszkiem. Nowy oddalił się, niezbyt zadowolony. Dopiero wtedy Gailey dostrzegł swoje towarzyszki.
igP7jsl.png- Taak... Chyba jednak wszyscy już skończyliśmy.
igP7jsl.pngZ baru wyszedł Dean, omal nie trafiając Felixa drzwiami w twarz. Obaj szli do Sharon i Jemmy, Dean dwa kroki na przedzie.
igP7jsl.png- Już wracasz, Jemma? - Szczeniak odgarnął swoje blond loki z twarzy, patrząc smutno wielkimi oczami.
igP7jsl.pngSanders zapragnęła mieć psa.
igP7jsl.png- Młody, pozwolisz dorosłym porozmawiać? - Gailey przepchnął się bliżej Jem i wycelował w nią palcem. - Jutro to ogarniemy, dobra?
igP7jsl.pngDean patrzył na nich, zdezorientowany. Jem westchnęła.
igP7jsl.png- Felix, nie chcę już dziś o tym mówić.
igP7jsl.png- O czym? O co chodzi?
igP7jsl.png- Dean, mógłbyś przynieść mi kurtkę? - Sharon uśmiechnęła się do niego słodko, a Dean wzruszył ramionami i grzecznie spełnił polecenie. Wszyscy patrzyli, jak jego blond czupryna znika za drzwiami.
igP7jsl.png- Naprawdę jest jak pies - Felix zwerbalizował przemyślenia ich wszystkich. - Jutro, Jem.
igP7jsl.png- Dobrze.
igP7jsl.pngTeraz dwie przyjaciółki patrzyły, jak szatyn wchodzi do taksówki z ich szefową. Obie miały tak samo skonsternowaną minę. Ledwo zatrzasnęły się za nim drzwiczki, stanął obok nich z powrotem Dean. Podał Sharon odzienie z szerokim, grzecznym uśmiechem. Jem pomyślała, jakie łatwe byłoby posiadanie kogoś takiego jak on za chłopaka. Grzecznego, uczynnego, pracowitego, przypominającego przenośne słoneczko, otulające ciepłem zimą i witaminą D jesienią. Prywatny antydepresant. Anioł, nie człowiek. Nie potrafiła jednak spojrzeć na niego inaczej, niż jak na słodkiego kolegę. Może za mało o nim wiedziała? Może za całym tym psim murem kryje się w rzeczywistości chłopak pełen wad? Agresor?
igP7jsl.pngMusiała za długo się w niego wpatrywać, bo zapytał z lekkim zawstydzeniem:
igP7jsl.png- Wszystko w porządku, Jemma?
igP7jsl.pngZaskoczyła samą siebie, odsuwając się na jego próbę dotknięcia ramienia. Kiedy ciało zareagowało inaczej, niż powinno, spodziewała się kolejnego mignięcia wspomnień; przemknęło jej przez myśl, że to mógł być Dean, a gdy spojrzała mu znów w oczy, zobaczyła skruchę. Nie wiedziała, jak to zinterpretować.
igP7jsl.png- Przepraszam - powiedział cicho, uciekając wzrokiem. - Chcecie może, bym was odwiózł?
igP7jsl.png- Masz samochód? - dziwiła się Sharon, na co chłopak roześmiał się krótko.
igP7jsl.png- Nie, taksówką.
igP7jsl.png- Nie mieszkasz w przeciwnym kierunku?
igP7jsl.png- Chciałem tylko...
igP7jsl.png- Nie trzeba, Dean - wtrąciła pospiesznie Jem. - Ale dzięki.

igP7jsl.png- Sanders? Słyszałaś?
igP7jsl.png[...]


2tlGTsD
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
wspolnotalipowa - twstalker - futurecitystories - gekon - zkbih