Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2017-07-02 23:01:15

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Whisper

cq2EDn9.png

Uniwersytet w Seaberg na wschodzie Maine nie mógł się równać z taką sławą stanu jak ten w Castine, jednakże coś sprawiało, że jego budynki nigdy nie świeciły pustkami, nadając sennemu miasteczku cykliczny nurt, który wraz z pogodą wyznaczał przemijający czas. Może to był klimat tworzony przez rozświetloną słońcem mgłę o każdym poranku, obietnica odkrycia jakiejś tajemnicy wyszeptywana przez szumiące na wietrze drzewa, czy orzeźwiający zapach jodu unoszący się znad oceanu. Bardziej pragmatyczne umysły twierdziły zwyczajnie, że nad oceanem śmierdzi rybą, a miasto zamieszkują konserwatyczne pierniki, które nie potrafią dostrzec tego, że Seaberg nie stało się zatęchłą dziurą jedynie dzięki napływowi młodej krwi garnącej się do nauki - nie można było jednak zaprzeczyć, że wysoki próg wejścia przy średniej wagi opłatach oraz dobrej kadrze nauczycielskiej zapewniał zawsze nowych studentów i nauczanie na wysokim poziomie bez całej tej otoczki cechującej nadętych i bogatych bufonów odczuwalnej na wielkich uczelniach państwowych. Seaberg stało się areną stałych zwarć między pokoleniami w tym samym czasie propagując tradycję i postęp, będąc w ten sposób atrakcją zarówno dla studentów jak i ustatkowanych już rodzin.

wLI63Oh.png

Wydarzenia z początku jesieni w roku 2016 może nie wstrząsnęły miasteczkiem, ale skutecznie niszczyły stabilność nastroi niczym fale podmywające klif. Już w pierwszych dwóch tygodniach semestru doszło do zaginięcia jednej z najlepszych studentek na uczelni, wywołując wśród studentów i kadry nauczycielskiej słuszne niepokoje. Pewnego dnia Lilian Rhodes po prostu nie przyszła na zajęcia - jakkolwiek z uwagi na wysoką frekwencję dziewczyny niektórych to zdziwiło, tak nikt się nie niepokoił - do czasu, gdy jej nieobecność nie przedłużała się ponad tydzień. Wszystkie jej prywatne rzeczy znajdowały się na swoim miejscu w jej zamkniętym na klucz pokoju wykluczając w ten sposób nagły wyjazd z uczelni, który i bez tego byłby podejrzany z uwagi na to, że Lilian miała w tym roku ukończyć naukę. Dyrekcja zareagowała natychmiast, wzywając służby bezpieczeństwa do wszczęcia dochodzenia i wprowadzając kontrolę tożsamości wchodzących i wychodzących z budynków. Spotkało się to z falą krytyki przypominającej, że żyją w XXI wieku, jednak zwolenników działań dyrekcji nie brakowało.
Było to jednak wydarzenie mające wpływ jedynie na uczelnię, nie Seaberg - do czasu, gdy nie spłonęła drewniana stodoła będąca najstarszym budynkiem miasta o statusie zabytku. Gazetki Seaberg rzuciły cień podejrzenia na studentów, co w mig podchwyciła starszyzna, domagając się przeprosin i zadośćuczynienia z ich strony. Samorząd uniwersytetu wstrzymywał się z wystosowaniem stosownego pisma broniąc się brakiem istniejących dowodów wskazujących na czyjąkolwiek winę.
Jak w każdym konflikcie, istniały osoby dostrzegające punkt widzenia obu stron - nie powstrzymało to jednak otoczenia od tworzenia wyizolowanych, wzajemnie sobie niechętnych klik.

49jmtSv.png

Słowo od autora

Skupiamy się głównie na college'u, mając w tle podejrzenie zbrodni i niechęć ze strony miasteczka. Chciałabym, aby było maksymalnie 6 osób piszących w opowiadaniu, przed dołączeniem prosiłabym o skonsultowanie ze mną swojego pomysłu na postać - aby wszystko trzymało się kupy.
W kartach postaci arty i mile widziane opisy.
To tyle! Brzmi chyba straszniej niż zamierzałam. ;P

Akcja zaczyna się pod koniec października - ok. miesiąc od zaginięcia Rhodes i tydzień od spłonięcia budynku.

sQ0eG6W.jpg?1


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#2 2017-07-02 23:10:24

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
TaNFXNm.png
Maybe this time I can be strong
But since I know who I am
I'm probably wrong

karmen-loh-sketch-square-compressed.jpg?1558962656

Did you ever notice
I've been ashamed
All my life
I've been playing games

Pierwsza liceum

- Co to?
Luke odwrócił się na pięcie, ocierając okulary, bo para z garnka, którego pokrywę uchylił, buchnęła i osiadła na szkłach. Uśmiechnął się lekko do ojca, który miał chmurną minę i widział złość w jego oczach, której źródła nie potrafił jeszcze określić.
- Mama wciągnęła się w swój nowy obraz, więc pomyślałem, że zrobię obiad-
- Nie wygłupiaj się, Luke - warknął ojciec ostro, aż chłopak się wyprostował. - Zostaw te gary. Kobiety są od gotowania.
Blondyn skrzywił się kwaśno.
- Kiedy ja-
- Bez dyskusji. Tego mi tylko brakuje. Może chcesz jeszcze do gastronomika pójść, co? Kursy robić?
Chłopak zacisnął usta, odłożył chochlę, robiąc przy tym większy hałas, niż było to koniecznie i minął ojca bez słowa.
- Nie chcesz usłyszeć, jak poszedł mi projekt?
Zatrzymał się w pół kroku. Nie, nie chciał teraz tego słuchać, ale mimo tego odwrócił się, włożył ręce w kieszenie i przysiadł na oparciu fotela, obserwując, jak pan domu, architekt, zdejmuje płaszcz, buty, odkłada walizkę, wszystko w odpowiednim tempie, aż w końcu woła żonę i dopiero siada na kanapie naprzeciw syna, by zdać mu relację z użerania się z klientami, inwestorami, budowlańcami oraz inne perypetie tego zawodu. Słuchał tego z uwagą, bo respektował rodziców i to, co robili, chociaż niewiele go to interesowało.


Trzecia liceum

- Czyli już zdecydowaliście? - Dziadek wpakował do ust wielki kawał jeleniny.
- Tak. Pójdzie na kulturoznawstwo i poświęci się sportowi, bo nauki ścisłe go nie pociągają - potwierdził Archie, ojciec Luke'a.
- Szkoda - stwierdził wujek Gerald, upijając łyk wina, a ciocia zawtórowała mu skinieniem głowy. - Lekarzy nigdy u nas za mało, a mówiliście, że dobrze sobie radził z biologii.
- Wszystkiego nie może robić - roześmiała się Ada, jego matka. - Tymczasem udało mu się zostać już w liceum kapitanem drużyny, prawda?
- Mamo... - Luke wywrócił oczami, zażenowany i zdenerwowany. Zawsze rozmawiali o nim i jego przyszłości, jakby znajdował się w innym pokoju. Czuł się jak piesek wystawowy, pieprzona Chihuahua.
- No co? Nie mogę się czasem tobą pochwalić?
Uśmiechnęła się szeroko i sięgnęła przez stół, by potarmosić mu włosy. Odchylił się do tyłu, rzucając jej niechętne spojrzenie.
- O, wyszło szydło z worka. Młodzież Seaberg - uniósł się dziadek, uruchamiając swój dawny wojskowy ton. - Szacunku trochę dla matki, młody człowieku.
- Tato, przestań - westchnęła ciężko Ada, a jej siostra, ciocia Lydia, zawtórowała jej skinieniem głowy.
- Nie przestanę. Ci młodzi w tych czasach...


Drugi semestr studiów

- No i zostaliśmy sami. Wszyscy śpią.
Lilian przekręciła się na kanapie w jego stronę. Jej ciało wygięło się w dwa łuki - ramion i bioder. Uśmiechnęła się, wędrując spojrzeniem po jego twarzy.
- Jak się z tym czujesz?
Luke na pewno czuł się nietrzeźwo, nieświeżo i niebezpiecznie lekko. Obrócił głowę w stronę dziewczyny, a mózg w czaszce zachlupotał mu w środku, przelewając się na wszystkie strony, jak woda w szklance, gdyby próbował złapać balans stojąc na piłce do jogi. W związku z tym bał się otworzyć usta, by czasami coś się z nich nie wydobyło, coś co czaiło się gdzieś na dnie jego żołądka. Milczał.
- Chyba mnie nie zostawisz teraz samej, co, Luke? - szepnęła cicho, przysuwając się bliżej niego. Ledwo rejestrował, co się działo, ale oprzytomniał, gdy poczuł jej oddech. Przymykała już oczy. Szarpnął się niespokojnie, a wtedy Lilian zmarszczyła brwi. - O co chodzi? Myślałam, że mnie lubisz.
Starając się uciszyć kołatanie w głowie, odparł niezbyt wyraźnie:
- Bo cię lubię.
- I to tyle?
- Lubię cię.
- Luke?
Zamknął oczy.
- Luke! Ej!
Poczuł szturchnięcie w ramię, które omal nie położyło go na kanapie, więc prędko rozwarł powieki, nim dziewczyna wpadłaby na pomysł, by zrzucić go na podłogę.
- Jesteś gejem?
Skrzywił się.
- Nie jestem- Nie.
- To w czym problem?
- Lilian... - jęknął. - Przestań być pijana.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#3 2017-07-02 23:23:21

Mietek
Ciuchofil
WindowsChrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
Imogen Ashton
One, two, three, they gonna run back to me
'Cause I'm the best baby that they never gotta keep
One, two, three, they gonna run back to me
They always wanna come, but they never wanna leave

thailand_sun_by_fukari-d7yrhr6.jpg

Dan
Męska dłoń przejechała po odkrytym kobiecym udzie, zatrzymując się na wytatuowanych słonecznikach i gładząc je delikatnie. Imogen uśmiechnęła się w poduszkę.
- Wstawaj, skarbie - mruknął mężczyzna w jej ucho.
- Danielu, jest szósta rano. Nie mam zamiaru ruszać się z łóżka przynajmniej do czternastej.
Dan klepnął ją zadziornie w pośladek, po czym zsunął nogi poza materac i sięgnął po leżące na podłodze bokserki. Podszedł do zasuniętego żaluzjami okna i uchylił je, by wywietrzyć pokój. Udał się do łazienki.
Imo z westchnieniem odgarnęła rudoblond kosmyk wpadający jej do oczu i sięgnęła po leżący pod poduszką telefon. Miała jedną nieodebraną wiadomość.
Jestem dzisiaj wolny wieczorem. Wpadasz?
Zerknęła w stronę zamkniętych łazienkowych drzwi i szybko wystukała odpowiedź:
Dziewiętnasta, tam gdzie zwykle?
Schowała urządzenie do torby leżącej przy nodze łóżka i wysunęła się niechętnie spod ciepłej kołdry. Wyjęła z szafy spódniczkę z wysokim stanem i jasną bluzkę, a z szuflady cienkie rajstopy i świeżą bieliznę. Gdy Dan wyszedł z łazienki, ona była już prawie gotowa.
- Daj mi chwilkę i pójdziemy na śniadanie - ucałowała go w policzek. Jej chłopak zaśmiał się.
- "Chwilkę", czyli zdążę jeszcze obejrzeć odcinek Gry o Tron?

Jason
- Jak poszedł mecz?
- W porządku - wzruszył ramionami brunet. - Wygraliśmy, chociaż było ciężko.
- To dobrze.
Oboje umilkli. Rozmowa między nimi nigdy się nie kleiła. Imogen nie pociągał charakter Jasona. Nie był interesujący. Kolejny przystojny, pusty student, gracz drużyny lacrosse. Jedyne, czego od niego chciała, to seks.
Westchnęła i podniosła się z łóżka, szybko wkładając walające się na podłodze ubrania. Chłopak patrzył na nią niepewnie.
- Imogen... chyba powinniśmy przestać się spotykać.
Znieruchomiała, patrząc na niego.
- Dlaczego?
- Ja... myślę, że się zakochałem - wyglądał jak zagubiony, prawie dwumetrowy czternastolatek. Uwielbiała to, że nad nią górował. Wysocy mężczyźni zawsze ją pociągali.
- I? - uniosła brwi. - Spotykamy się od pół roku, a też mam chłopaka. To nic złego, że zaspokajamy nasze pierwotne potrzeby. Jesteśmy seksualnymi zwierzętami, Jason - usiadła mu okrakiem na kolanach, przeciągając kciukiem po jego pokrytej zarostem szczęce. Uśmiechnęła się krzywo. - Nie chcę od ciebie miłości i wierności, chcę się z tobą pieprzyć. Też chcesz, prawda? - Gwałtownie pociągnęła za jego krótkie włosy. Syknął. - Spotykaj się ze swoją dziunią i miejcie sobie nawet piątkę dzieci, ale jak będziesz się nudził, to ja na ciebie czekam.
Zeszła mu z kolan, wzięła swój płaszcz i torbę, po czym ruszyła ku wyjściu.
- Napisz, jak będziesz miał czas.

Edith
Siedziały w ulubionej kawiarni. Pomieszczenie było podzielone na boksy, które zapewniały prywatność, no i ceny były rozsądne.
Imo ze znudzeniem wbijała spojrzenie w notatki, mieszając swoje latte. Łyżeczka obijała się o szklane ścianki. Siedząca naprzeciwko przyjaciółka spojrzała na nią z niesmakiem.
- Skończyłaś już?
- Hmm, pomyślmy, nie.
Ruda prychnęła, upijając łyk swojej cynamonowej herbaty.
- Słyszałam, że Jason ma dziewczynę.
Milczała.
- Dalej się z nim spotykasz?
- A czemu nie? - odłożyła łyżeczkę na spodek, by wyciągnąć z kieszeni gumkę, którą związała nieposkromione włosy. - Nie widzę żadnego problemu.
- Ty nie widzisz, ale jego dziewczyna tak - westchnęła. - Nigdy nie zrozumiem twojego podejścia. Kiedyś wkopiesz się w jakieś gówno, zobaczysz.
"Kiedyś" już się stało, ale przemilczała ten fakt. To był pierwszy rok i przystojny wykładowca, żonaty, starszy o dziesięć lat. Gdyby nie jej czujność i szczęście wywaliliby ją z uczelni, ale ostatecznie małżonka została w spokojnej nieświadomości, a wykładowca rzucił robotę. Niestety plotka się rozeszła, a jej przyklejono łatkę puszczalskiej, co w zasadzie było prawdą, ale utrudniało jej życie. Potrzebowała wiele czasu, by wyrobić sobie dobrą opinię, ale ludzie cały czas pamiętają. I nie zapomną.
- Powinnaś iść do specjalisty.
- Chcesz mnie posyłać do czubków? - patrzyła na nią z niedowierzaniem. - Nie jestem chora, dla twojej informacji. Umiem się opanować.
Nie było to prawdą. Była uzależniona od seksu. Uwielbiała otaczać się wianuszkiem mężczyzn - starych, młodych, niskich, wysokich, nieważne. Tylko wtedy czuła się doceniana i kochana. Nie potrafiła zmusić się do dotrzymywania wierności, jeden facet jej nie wystarczał i nie potrafił jej zaspokoić. To nie było tak, że nie kochała Daniela - wręcz przeciwnie, był jedyną osobą, którą obdarzyła głębszym uczuciem. Po prostu to było dla niej wciąż za mało, za mało, za mało...

Ostatnio edytowany przez Mietek (2017-07-02 23:24:37)


The brain is a monstrous, beautiful mess

Offline

#4 2017-07-03 14:01:21

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

Richard F. Oliver
tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
What if all these fantasies
Come flailing around
Now I've said too much
Ctbca64.png?1

Twarz wykrzywiona w wyrazie nienawiści zawisła nad nim, wywołując w nim słaby odruch zakrycia się. Czuł, że coś ciepłego wypływało mu z nosa na usta, utrudniając spazmatyczne oddychanie.
- Wynoś się z mojego domu, sukinsynie.
Nie próbował mu przypomnieć, że obraża własną świętej pamięci małżonkę.

- Powinieneś zadzwonić po pogotowie - odezwała się właścicielka drobnych, gładkich dłoni ścierających mu spod nosa krew medycznym tamponem.
- Ukradli mi telefon - odpowiedział Ricky mrużąc łzawiące od bezlitosnego światła oczy.
- Wiesz, kto to był? Zrobimy ci obdukcję i...
- Nie mam pojęcia. Nie chcę żadnej obdukcji.
Gdy pielęgniarka wyszła, chłopak spojrzał na swoje półnagie ciało poznaczone czerwienią wykwitłą pod skórą i przechodzącą gdzieniegdzie w siną zieleń. Schylił się z trudnością po aparat w plecaku, który zdążył zabrać z domu. Miał tam też swój album i wszystkie oszczędności, które zebrał rozprowadzając wśród młodzieży zioło. Od tego dnia przez ponad miesiąc fotografował swoje ciało zmieniające kolor z czerwieni przez zieleń i fiolet, by ostatecznie przejść w żółty i wrócić do swojego zdrowego kolorytu.

W Seaberg mieszkał od prawie dziesięciu lat, to jest od kiedy zmarła jego matka i przenieśli się tu z ojcem - Richardem Seniorem. Nigdy nie był pewny, co tak właściwie sprawiło, że ojciec się na nim wyżywał - może był zbyt podobny do matki, był za mało męski, nie interesował się dostatecznie ścisłymi naukami, nie miał tylu przyjaciół co ojciec, był introwertyczny, nie miał jeszcze nigdy dziewczyny albo był ciągle zbyt zamyślony i nie opowiadał, co się działo w szkole. To nie było tak, że ojciec ciągle go bił. Czasem był z niego dumny, czasem patrzył na niego z dezaprobatą, a czasem po prostu Richard Junior zrobił coś, co przelało szalę goryczy u ojca i przez następny tydzień chodził w długim rękawie nawet, gdy było ponad 20 stopni Celsjusza.
Wszystko toczyło się swoim znośnym torem do czasu, gdy ojciec po pierwszym semestrze na uniwersytecie Ricky'ego nie postanowił obejrzeć sobie jego ocen w indeksie. Wtedy się okazało, że młody Richard wcale nie wybrał sobie nauk ścisłych jako kierunek, a pieprzoną fotografię. Na jego twarzy oświetlonej rozproszonymi promieniami odbił się taki szok, że chłopak poczuł przemożną ochotę uwiecznienia tego momentu na zawsze. Po chwili już leżał na podłodze, próbując się osłonić przed ciosami. Teraz, gdy o tym myślał, było w tym coś tragikomicznego - nie lubił wzniosłych porównań, ale nazwałby siebie Ikarem, który właśnie spadał ku lądowi za próbę wyrwania się z narzuconych mu ram. Zdecydowanie tak zatytułowałby zdjęcie uchwycające tamten moment.

Teraz rozpoczynał swój drugi rok fotografii. Nie uważał, by wraz z przeprowadzką z domu do kampusu miało się coś zmienić, więc nadal pozostawał cichym obserwatorem, uznawanym za nieszkodliwego dziwaka, który zaczepiony zawsze odpowiadał lekkim uśmiechem ukazującym maleńki dołeczek odziedziczony - pamiętał to dokładnie - po matce. Jedyne co się zmieniło, to fakt, że zarabiał na siebie całkiem sam rozprowadzając po staremu towar i nie musiał już nosić długich rękawów, które i tak nosił z przyzwyczajenia.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#5 2017-07-03 21:06:08

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

Lucy Chang
the taste of blood
161c47f15226a4ca16b2c1d0e2a7ec65-dapbxi5.jpg

22 lata, III rok, Historia sztuki

Wiesz - powiedziała, odpalając kolejnego już tego dnia papierosa. - Ja zawsze chciałam od życia czegoś więcej. Już od dzieciństwa żyłam w przekonaniu, że świat to za mało, że musi być coś jeszcze.
Od początku żyłam na styku dwóch różnych światów. Moja mama jest Francuzką, z zagorzale katolickiej rodziny, a tata pochodzi z Chin. Rozumiesz, to kulturowy misz-masz. Najpierw nie zdawałam sobie z tego sprawy, po prostu mieliśmy jakieś tam swoje tradycje... Potem powoli dostrzegałam różnice, a jeszcze później - podobieństwa. Bo to wszystko jest ze sobą jakoś powiązane, tworzy jedną całość. Dlatego zaczęłam szukać. Początkowo dość nieudolnie, ha ha, przekopywałam Wikipedię i myślałam, że pozjadałam wszystkie rozumy. Czytałam o buddyzmie, taoizmie i chrześcijaństwie. Wtedy chyba zaczęło się moje zainteresowanie sztuką. Miałam jakieś czternaście lat... może piętnaście? - charakterystycznym ruchem dłoni przerzuciła sięgające nieco za ramiona włosy z prawej strony na lewą. - Pojechałam z rodzicami do Rzymu, tata miał tam jakieś sprawy do załatwienia. Jako, że wtedy bardzo interesowałam się religiami, mama zabrała mnie na wycieczkę do Watykanu. Zobaczyłam "Pietę" Michała Anioła i przepadłam. Wtedy jeszcze nie myślałam, że w jakikolwiek sposób będę z tym wiązała swoją przyszłość. Ot, ciekawe hobby. Po powrocie do domu podjęłam pierwsze próby malowania ust krwiście czerwoną pomadką, zaczęłam nosić beret i czarne golfy. Czułam się wielką artystką, bo trochę malowałam akwarelami, a podczas gdy moi znajomi chodzili na swoje pierwsze imprezy, ja spędzałam czas w galeriach sztuki. - Uśmiechnęła się do wspomnień. - Jak teraz o tym myślę, to było trochę zabawne.
Nowy Jork, w którym wówczas mieszkałam, oferował duże możliwości. Wernisaże, wystawy, happeningi i performance... Byłam nawet na jednym z pokazów Mariny Abramović, naprawdę ciekawe doznanie. Żyłam tak sobie wśród artystycznej bohemy, ale - znów - po pewnym czasie przestało mi to wystarczać. Zaczęłam zagłębiać się w filozofię. Poszukiwałam odpowiedzi na pytania, na które nie istniały odpowiedzi. Spotykałam wtedy bardzo dziwnych ludzi... Jakoś w połowie liceum dołączyłam nawet do sekty. - Kąciki jej ust nieznacznie drgnęły. - Na początku to była tylko "zabawa". Próbowaliśmy coś robić z tablicą Ouija i piliśmy krew - oczywiście przebadaną. Trochę to było głupie. Ale nieźle się w to wkręciliśmy, a potem zaczęły się dziać nieco dziwne rzeczy...
Bo wiesz, od małego miałam takie dziwne przeczucia. Zawsze wiedziałam, że coś się stanie, tylko nie potrafiłam sprecyzować co. Czasem zdarzało mi się coś wyśnić... I wtedy też tak było. Pamiętam, że od tygodni miałam jakieś koszmary. No, rozumiesz, budziłam się w środku nocy, oblana potem. A później, podczas jednego z naszych seansów, naszego kolegę opętało. Przynajmniej tak nam się wtedy wydawało... Nikt z nas nie był pewny co widzieliśmy tego wieczora, ale wiedzieliśmy jedno - nie zapomnimy tego do końca życia. Odprawiali na nim później egzorcyzmy, raz nawet byłam tego świadkiem. Straszne przeżycie, w dodatku naprawdę dziwne. Później gość spędził parę miesięcy na leczeniu psychiatrycznym, ale już jest z nim okej. Kończy studia na Columbii i niedawno się zaręczył z jedną Greczynką, tydzień temu dostałam zaproszenie na ich ślub. Jeszcze nie wiem, czy pójdę. Przed laty odcięłam się od tego środowiska. A z tym też wiąże się historia. Ogółem niepokojących historii mieliśmy wtedy sporo, ale ta była szczególna...
To było w ostatniej klasie. Tamten rok był dla mnie naprawdę intensywny, nie tylko ze względu na zbliżające się egzaminy SAT. W liceum łączyłam naukę z częstymi i wyczerpującymi treningami, oraz moim niecodziennym hobby. Mało spałam, dużo robiłam. Wiesz, żyłam w ciągłym stresie. Nic dziwnego, że w końcu sięgnęłam po coś, co pomogło mi utrzymać się na powierzchni. Teraz nie jestem z tego dumna. Nie chcę się za to usprawiedliwiać ale wtedy myślałam, że to jedyne co mogę zrobić by nie utonąć. Nie chciałam rezygnować z żadnego z moich zajęć, a we wszystkim musiałam dawać z siebie sto procent. Myślałam, że potrafię to kontrolować. Ilości, które przyjmowałam pozwalały mi wytrzymać więcej niż innym ludziom, ale w pewnym momencie najwidoczniej przekroczyłam jakąś barierę. Coś we mnie pękło, coś się złamało. Na chwilę straciłam kontrolę i ta chwila zaważyła na całym moim życiu. Ostatnie co pamiętam z tego wieczora, to jak siedzę w swoim pokoju z książkami historycznymi. Czytałam o polowaniach na czarownice w Salem. Wyobrażałam sobie te biedne kobiety osądzane o czarostwo. Oczami wyobraźni widziałam jak w kościele tłum wskazuje taką, ktoś ją chwyta, ona się wyszarpuje, biegnie do lasu... W następnym momencie sama znajdowałam się w lesie. Rozglądałam się przerażona wokół, jakbym właśnie wybudziła się ze snu. Byłam brudna, pod paznokciami miałam ziemię i zaschniętą, lepką maź. Moje ubranie było przedarte w kilku miejscach, buty ubrudzone. Chyba się skaleczyłam, ale wtedy jeszcze nie czułam bólu. W takim stanie znaleźli mnie przyjaciele. Byłam w Hamptons. Twierdzili, że zadzwoniłam do jednego z nich. Chciałam, by mnie zabrali, mówiłam, że zrobiłam coś strasznego. W brudnych palcach ściskałam medalik. Ktoś wyjął mi go z ręki. Ktoś inny objął mnie i zaprowadził do auta. Pojechalismy do letniego domku Harry'ego. Wykąpali mnie i spalili moje ubrania w kominku. Dwa dni później usłyszałam w wiadomościach o zaginieciu chłopaka, na zdjęciu miał taki sam medalik jak ten, który trzymałam w rękach, kiedy mnie znaleźli.
Po skończeniu liceum dostałam się na prawo, na Yale. Rodzice pękali z dumy, uniwerek ligi bluszczowej. Miałam w końcu być ich idealnym dzieckiem, wymarzoną córeczką w ciasnym sweterku i plisowanej spódniczce. - Spojrzała na swój strój będący perfekcyjnym przykładem stylu preppy. - Zbyt długo tam nie wytrzymałam. Po pierwszym semestrze zrezygnowałam i wyleciałam na Sri Lankę, potem do Włoch. Rodzice nie byli zbyt pocieszeni, ale co mogli zrobić? Jestem dorosła, nie mogli dać mi szlabanu i siłą zmusić do powrotu na studia.
We Włoszech mieszkałam w małym górskim miasteczku i znów malowałam, tam w jakiś sposób odzyskałam spokój po wydarzeniach z liceum, a także powróciła moja miłość do sztuki. Dlatego tutaj wylądowałam. Miałam dość wielkich miast, dziwnych ludzi. Chcę spokoju. Myślałam, że przeprowadzka do Seaberg mi go da. Widzisz, mieszkam tu już trzeci rok, zdążyłam znaleźć nowych przyjaciół. Zwykłych ludzi, takich ze zwykłymi problemami dnia codziennego. Zaprzyjaźniłam się ostatnio z Lilian. Kojarzysz ją, nie? Poznałyśmy się na jakiejś imprezie integracyjnej. Była naprawdę normalną dziewczyna, zapoznała mnie ze swoimi koleżankami, chodziłyśmy sobie na zakupy, opowiadały mi o chłopakach. Było fajnie.
Ale ostatnio znów miałam te niepokojące sny. A dzisiaj... - drżącą ręką rzuciła na stół dzisiejsze wydanie dziennika z wielkim nagłówkiem Zaginęła Lilian Rhodes. Z trudem odpaliła kolejnego papierosa, omal nie upalając pomalowanego na pudrowy róż paznokcia zapalniczką. - Kurwa... Czemu w moim otoczeniu zawsze dzieją się takie rzeczy? A najgorsze, że to chyba dopiero początek.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#6 2017-07-17 14:59:18

Faworek
Faworek wrocławski ziemniakiem natarty
WindowsFirefox 53.0

Odp: Whisper

cgfgfA7.jpg

M A Y A    R H O D E S

Anything can be a UFO if you’re bad enough at identifying flying objects.


Nigdy nie były w żaden sposób podobne - Lilian i May. Były swoimi przeciwieństwami, lecz to właśnie różnice przyciągały je do siebie wzajemnie i trzymały razem. Tworzyły idealny kontrast - silny, stabilny, wyróżniający się spośród tłumu opanowanego modą na dopasowywanie się przez upodabnianie.
Uzupełniały się. Były dla siebie jak szczypta umiaru w przesadzie; chłodna bryza w upalny dzień; promień światła w ciemności; trochę chaosu w rutynowej harmonii. Żyły wspólnie niczym yin i yang, zamieniając się ciągle rolami.
Jednak yin nie może istnieć bez yang, a yang bez yin.


Za plecami usłyszała obcy głos:
- Wypadło ci.
Obejrzała się nieśpiesznie za siebie, zatrzymując się na schodach. Otaksowała chłodnym spojrzeniem wieczne pióro jak i chłopaka, który je trzymał.
- To nie moje.
- Widziałem, jak wylatuje ci z kieszeni - rzekł pośpiesznie, próbując powstrzymać ją przed ruszeniem znów w górę schodów.
- To nie moje - Powtórzyła równie nienamiętnym tonem, jak wcześniej.
- Okey. To go zatrzymam - chłopak wzruszył ramionami, jakby niezrażony jest postawą - Idziesz na zajęcia?
- Nie uwierzysz. Miałam taki zamiar. Niecodzienne.
- Nie uwierzysz! Ja też! - Jej oczy oślepił blask świeżo wybielanych zębów.
- Nie mów.
- Chodźmy razem.
- Sam nie trafisz?
- Jak masz na imię? - Zapytał, ignorując jej zgryźliwość.
- May - Odparła.
- Uroczo.
- Niestety.
- Jesteś na pierwszym roku, prawda?
- Powiedz, czego potrzebujesz i skończ tę szopkę.
Chłopak zgodził się na jej warunki.
- Skąd znasz Lilian?
- To moja siostra - Odpowiedziała, przez co chłopak został wyraźnie zaskoczony.
- Któraś z was jest adoptowana?
- Chcesz jej numer telefonu czy nie? - I kiedy zarzekł się, że "Jasne!" wysłała mu kontakt w smsie - Jeżeli zwrócisz się do niej "Lily" będzie wiedziała, że masz numer ode mnie.
Nadgarstkiem odrzuciła włosy, które opadły jej gładko na plecy i odeszła. Jednak nie poszła od razu na wykłady. Poszła najpierw przekazać starej znajomej imieniem Lily niecierpiącą zwłoki wiadomość o tym, że jakiś gorący student prosił ją o jej numer i nie mogła zajść pomyłka, by chodziło o kogoś innego.
Lily trenowała kick-boxing i nie znosiła fałszywej nadziei.


But on good days I am charming as fuck


Dzień wykorzystany był dla niej dniem spędzonym na kręcenie intryg, motanie, utrudnianie lub prowokowanie. Sprawiała, że ludzie zapominali o prawdziwych problemach świata i wpychała ich w kłąb utrapień własnych kompleksów i wrogości, po czym z satysfakcją oglądała własnoręcznie wyreżyserowane przedstawienia, wciąż na nowo nabierając losowych aktorów i widzów na umieszczone w scenariuszu sztuczki. Wszczynanie awantur było jej specjalnością. May lubiła gromadzić problemy. Problemy lubiły też gromadzić się przy May. Niemniej lubiły się przy niej tworzyć jak również rozwiązywać. Potrafiąc komplikować i plątać, nie gorzej umiała naprostowywać i rozwiązywać - w innym przypadku, gdyby nie umiała znaleźć prawd i sprawnych wyjść, zagubiłaby się między stawianymi osobiście trudnościami dawno temu. Tak więc los instynktownie popychał ją w stronę ludzi, których potrzeba poratować klarownym wytłumaczeniem lub poradą. Pojawiała się często tam, gdzie była niezbędna, dawno skreśliwszy możliwości, że dzieje się to przez ciągły zbieg okoliczności. Uważała, że natura usilnie próbuje utrzymać ciągłą równowagę, więc gdy May tworzy jeden supełek w cudzym życiorysie, gdzie indziej zrobić miejsce dla niego musi inny supełek, aby harmonii wszechświata szlag nie trafił. Nie miała ku temu nic przeciwko. Lubiła myśleć, że znalazła sens swojego stylu bycia i może przyznać przed sobą, że w odnalazła którąś z części swojego ja w świecie, w którym tak wielu osobom nigdy się to nie powodzi.


Próżno ich sypkie zatrzymują śniegi
i lodem wzdęte odpychają brzegi.
Przeszli zawady, bo miłość szła wprzódy,
zmiatała śniegi i topiła lody

Offline

#7 2017-07-17 17:28:18

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

Richard F. Oliver
They say I'm caught up in a dream  
Well life will pass me by if

I don't open up my eyes
Well that's fine by me

Tego wieczoru odbywała się jedna z uczelnianych imprez, na które wbrew opinii o snobistycznym charakterze wydarzenia, przychodziło naprawdę sporo ludzi – nie tylko tych z „elitki”. Ricky lubił muzykę, miał też okazję porobić zdjęcia, więc nie miał zamiaru go opuścić. Muzyka łupała wprawiając powietrze w drżenie. Miał wrażenie, jakby jego klatka piersiowa była pudłem rezonansowym wzmacniającym dźwięki zewsząd. Umieścił aparat na statywie włączając w nim długi czas naświetlania, by uzyskać psychodeliczny obraz ludzi rozmazujących się w ruchu. Skręt, którego trzymał w ustach przyjemnie wzmacniał wszelkie odczucia. Światło rozrywające ciemności było piękne, dym wypuszczany z jego ust rozmywał się w powietrzu w rytm muzyki, a ludzie tak bardzo potrzebujący ucieczki od rzeczywistości wtapiali się całymi jestestwami w dźwięki, wyrażając swoimi ruchami targające nimi emocje. Ricky widział w zdjęciach ukazujących tor ruchu sylwetek pewien schemat każdej z nich. Obiecał to sobie później przeanalizować – na razie cieszył się chwilą wchłaniając ją każdym porem skóry bezwiednie samemu poruszając się do muzyki z oczyma wlepionymi w wizjer. Parę razy zaczepiła go jakaś osoba pragnąca mocniejszych wrażeń – oferował im towar znacznie drożej niż zwykle, nikt jednak nie protestował. Mądrzejsi zaopatrywali się odpowiednio wcześniej.
Ricky schował kolejną gotówkę do torby ukrytej pod luźną bluzą z kieszenią – kangurem. Zauważywszy grupkę tańczących zmysłowo blisko siebie cheerleaderek, przeniósł się w ich pobliże. Jedna z nich siedziała przy barze zaciskając dłoń na pustej szklance i wpatrując się w tańczące koleżanki. Była obietnicą wspaniałego ujęcia osoby samotnej na tle tańczących plam. Nachylił się do wizjonera podziwiając cień spływający jej spod czoła na oczy o długich rzęsach opadających na policzki oraz sam chłód i stabilność jej twarzy na tle szaleństwa dziejącego się za nią. W momencie, gdy nacisnął przycisk zwolnienia migawki dziewczyna spojrzała w obiektyw. Ricky podniósł wzrok znad wizjera, rzucając do niej uśmiech – spodziewał się intrygującego efektu na tym zdjęciu.
- Nie tańczysz? – spytała z pewnym wyzwaniem w głosie.
- Nie chciałabyś mi dzisiaj pozować? – odparował pytaniem. Dziewczyna przechyliła głowę przygryzając policzek. W normalnych okolicznościach, otoczona stadkiem koleżanek by go wyśmiała – teraz jednak sama była tą wystawiona na osąd ze strony innych przebywając samotnie przy barze. Richard znów nacisnął przycisk zwolnienia migawki uwieczniając jej pełną namysłu twarz.
Bezwiednie przygryzła wargę zabarwiając zęby czerwoną pomadką. Richard zawiesił aparat na szyi i wziął statyw pod pachę, wyciągając do niej dłoń. Złapała ją bez wahania, jakby już wcześniej czekała na jego ruch. Podsunął jej skręta, gdy wychodzili – chciał by i ona zobaczyła piękno tego wieczoru.
- Co to?
- Trawka. Jeśli chcesz.
Pociągnęła znacznie bardziej zdecydowanie niż się spodziewał. Uśmiechnął się, nieco się kuląc, gdy owiał ich chłodny wiatr zwiastujący nadejście jesieni o tej mniej przyjaznej twarzy – deszczowej, namokłej i ponurej.
W jego pokoju, w którym zawsze panował porządek – nauczył się utrzymywania go w domu – ustawił lampę o ciepłym świetle tak, by oświetlała głównie jego centrum. Położył się na łóżku podpierając łokciami dla stabilności aparatu. Rebeka – tak się przedstawiła po drodze - puściła Stolen Dance, do którego zaczęła poruszać biodrami. Uśmiechnęli się do siebie nawzajem, jakby każde chciało dodać drugiemu odwagi. Długie ciemne włosy poruszały się w rytm muzyki i ciała dziewczyny, Richard miał wrażenie, jakby sam robił zdjęcia do rytmu, a ciepłe światło nadawało całej scenie wrażenie specyficznej intymności. Dziewczyna zaczęła ściągać pomału z siebie ubrania tyłem do niego, kręcąc nadal biodrami. Ricky niemalże przykleił się do aparatu, szukając najlepszego ujęcia. Rebeka miała piękne ciało, lecz nie to chciał uwieczniać w swoich ujęciach. Zauważył cellulit delikatnie się odznaczający na jej udach w świetle lampy, gdy się pochyliła. Nacisnął przycisk, zauważając wszystkie szczegóły w tej sekundzie – nierówna gra światła na jej nogach, podświetlony niczym aureola meszek na jej ciele i delikatna wypustka kręgosłupa tuż nad gumką mocno wyciętej bielizny. To miało być piękne ujęcie – takiego właśnie szukał. Nigdy nie był zainteresowany ukazywaniem ideałów. Rebeka rzuciła w jego stronę stanikiem; zdjął go z obiektywu zbytnio skupiony na robieniu zdjęć i żałując, że nie zdążył uchwycić momentu rzutu. Obróciła się w jego stronę z udawaną skromnością zasłaniając biust palcami, spomiędzy których wyzierał jeden z sutków. Skóra nad biustem była poznaczona delikatnymi pręgami rozstępów. Uchwycił zarówno je, jak i poplamione pomadką zęby odsłonięte w delikatnym uśmiechu. Co prawda nie takiej sesji się spodziewał proponując jej pozowanie.
Rebeka zbliżyła się do niego, wiodąc dłonią po jego nodze. Richard się spiął. Naprawdę nie tego oczekiwał.
- Rebeka, ty chyba nie…
Dziewczyna zastygła, gdy wyczuła, że jej popis nie zrobił na nim takiego wrażenia, jakiego się spodziewała. Czar chwili natychmiast prysł, gdy zaczęła zbierać pospiesznie ubrania.
- Zboczeniec! – warknęła, wypadając z jego pokoju.
Richard Junior zastygł w pozycji w jakiej go opuściła próbując przetrawić to co się wydarzyło. Zrobił kolejnego skręta, po czym wstał z łóżka zabrawszy aparat. Pieniądze Zapobiegawczo zostawił w pokoju. Wyszedł z budynku, w którym teraz nikt nie sprawdzał przepływu ludzi, by zdążyć zobaczyć Rebekę bezpiecznie wracającą do palących na podwórzu przyjaciółek. Wrócił na salę ze spokojnym sumieniem, choć już nie tak spokojnym umysłem.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#8 2017-07-18 10:08:48

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

2Xtqnr1.png
it's a revolution

Imprezy to coś co tygryski lubią najbardziej. Obcisłe cekinowe bluzeczki naciągnięte na staniki w lamparcie cętki, zdecydowanie przykrótkie spódniczki i błyskotki, których nie powstydziłaby się bożonarodzeniowa choinka. Lucy nie była szczególną zwolenniczką tego typu rozrywek, ale doszła do wniosku, że raz na jakiś czas trzeba się sponiewierać. Zwłaszcza w obliczu ostatnich wydarzeń. Dlatego podkradła współlokatorce obcisłą czarną sukienkę na ramiączkach i wyciągnęła z czeluści szuflady w biurku ciemną szminkę. Nigdy nie miała większych problemów z wmieszaniem się w tłum. Wystarczyło kilka drinków, by przyłączyć się do jakiejś grupki cheerleaderek, prawdopodobnie młodszych od niej. Początkowo patrzyły na Lucy dość sceptycznie, w końcu czasy machania pomponami na meczach miała dawno za sobą, ale wystarczyło zamienić kilka zdań, aby się do niej przekonały. Chyba nadal miała w sobie to coś. Pewne typy ludzi po prostu się wzajemnie przyciągały, zaś Chang obracała się wśród tak różnicowanych kręgów, że potrafiła przynajmniej przez pewien czas udawać, że należy do tej samej ligi co potrzebne jej w danym momencie osoby. Jednak przeważnie nie trwało to zbyt długo, Azjatka nie dawała się zaszufladkować, a tacy ludzie nie zagrzewali miejsca zbyt długo. Widać jednak starsza koleżanka po fachu wzbudziła swego rodzaju respekt, bo zaraz zaczęły skakać wokół niej jak stadko króliczków i wyciągać na parkiet. Tylko jedna z dziewczyn była dość niechętna. Nasza bohaterka myślała nawet czy do niej nie podejść, ale zaniechała tego pomysłu. Skoro jej koleżanki nie planowały tego zrobić, ona tym bardziej nie powinna. Pierwsza zasada: nie wychylać się. Za to wychylić można było jeszcze kilka kolorowych shotów na spirytusie. Takie bywały zdradliwe. W jednej chwili człowiek czuje się zupełnie trzeźwy, a zaraz po tym pamięta tylko przebłyski neonowych świateł, rozmazanych twarzy w tłumie i rąk, które błądziły w miejsca, do których nie powinny dotrzeć. Przynajmniej nie tak szybko... W jednej chwili Lucy tańczyła na barze w swoich niebotycznych obcasach, a zaraz potem stała na papierosie z innymi dziewczynami, ręką przytrzymując się ściany, aby nie upaść.
Właśnie wtedy odnalazła się ich zguba. Rebeka - jej imię nagle wyłoniło się z czeluści pamięci kobiety, pociągając za sobą wspomnienie baru i kolorowych drinków. Lucy zdecydowanie musiała się jeszcze napić i nie przeszkadzało jej, że ledwo stoi na nogach. Takiej imprezy nie miała od czasów krótkiego epizodu studiów prawniczych, gdy dzieciaki z Yale łamały praktycznie wszystkie paragrafy. Z pewną niepewnością oderwawszy się od ściany, ruszyła z powrotem do budynku. Po zrzuceniu z siebie płaszcza, dyskretnym ruchem wyciągnęła ze stanika plik banknotów. Już chciała skierować swoje kroki do baru, gdy na jej drodze stanął człowiek o wyjątkowo znajomej twarzy, której jednak nie potrafiła przyporządkować do żadnego nazwiska. Musiała minąć dłuższa chwila, podczas której ów osobnik zdążył się odwrócić i odejść kilka kroków, nim Lucy doznała olśnienia.
- Ricky! - krzyknęła w przestrzeń, ale jej głos został stłumiony przez dźwięki muzyki.
Niewiele myśląc, ruszyła za nim. Po co komu alkohol, skoro można było mieć coś znacznie lepszego? Dlatego, kiedy tylko Oliver znalazł się w zasięgu jej rąk, położyła mu dłonie na ramionach, po czym przylgnął do niego całą resztą ciała.
- Ricky... - powiedziała mu do ucha, starając się by tylko chłopak usłyszał ją przez muzykę. - Ile za gram?
Ktoś, kto patrzył na nich z boku mógłby pomyśleć, że oferuje mu pójście do pokoju. Raczej nie przypominało to handlu miękkimi narkotykami. Przynajmniej do czasu, gdy piękna scena nie została zakłócona przez grymas na twarzy Lucy po usłyszeniu ceny.
- Wcześniej było taniej - oburzyła się.
- Nie płacisz, nie bierzesz.
Wywróciła oczami. Wcisnęła Richardowi odpowiednią sumę do ręki, w zamian odbierając małe zawiniątko. Schowała je do pudełeczka z bibułkami do skrętów, które zaraz potem wsunęła za koronkę ozdabiającą jej pończochę.
- Dobrze się z tobą robi interesy - poklepała chłopaka po ramieniu i zniknęła w tłumie.
Wszyscy wiedzą, że nie ma lepszego miejsca do narkotyzowania się niż klubowe toalety. Dlatego tam też dała się Chang, by w błogim spokoju (mąconym tylko czasem odgłosami wymiocin lub przygodnego seksu) upalić się. Z jednej z kabin wystawała bezwładna noga, którą Azjatka odsunęła delikatnie czubkiem buta. Sama zaś zamknęła się w kabinie obok. Usadowiła się na sedesie, raczej nienależącym do najczystszych, po czym rozpoczęła skomplikowaną operację skręcania jointa, co w jej aktualnym stanie upojenia wcale nie było rzeczą prostą. Tym bardziej, że zaraz ścianka działowa, o którą opierała się ramieniem, zaczęła niebezpiecznie trząść się za sprawą ludzi uprawiających miłość w kabinie obok. Gdy jednak w końcu udało się skręcić coś znacznie odbiegającego od ogólnego wyobrażenia skręta idealnego, Lucy wysunęła z drugiej pończochy zapalniczkę, podpaliła końcówkę swojego dzieła i zaciągnęła się mocno. Co działo się dalej - nie była w stanie powiedzieć.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#9 2017-08-04 13:35:44

Mietek
Ciuchofil
Windows 7Chrome 60.0.3112.90

Odp: Whisper

tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
Imogen Ashton

I ain’t got time for you baby
Either you’re mine, or you’re not
Make up your mind sweet baby
Right here, right now’s all we got

igP7jsl.pngCiecz w szklance stojącej na stoliku trzęsła się od dudniącego basu. Klubowa muzyka powoli rozsadzała jej bębenki uszne, a w głowie czuła alkoholową karuzelę. Siedziała w jednym z boksów, na kanapie obitej przetartą, czerwoną sztuczną skórą i sączyła drinka, obserwując tańczących znajomych. Zgrabne, wysportowane cheerleaderki kręciły dupami przed nielicznymi członkami (to odpowiednie słowo) drużyny lacrosse, których penisy ostatnio mocno świerzbiły. Imogen nie mogła narzekać, ale musiała ostrożniej dobierać swoich "przyjaciół z bonusem", jeśli chciała utrzymać jako-taką dobrą opinię i nie stracić chłopaka. Który, notabene, wystawił ją na rzecz najnowszego Resident Evil. Prychnęła pod nosem, płucząc jamę ustną kolejną dawką alkoholu i zwróciła swoje spojrzenie na tańczącego nieopodal Jasona, który całą imprezę ostentacyjnie ją unikał. Jego boku nie odstępowała najświeższa miłość - Emma, studentka drugiego roku filologii angielskiej, prawdziwy aniołek. Nie można było złego słowa na nią powiedzieć, bo prócz tego, że była do bólu nudna, uczyła się dobrze i nie pakowała w żadne skandale.
igP7jsl.pngNapotkała spojrzenie chłopaka, który speszony szybko odwrócił wzrok. Dziewczyna uniosła brwi. Czyli nie mogła na niego liczyć w sprawie szybkiego numerku. Z niezadowoleniem wróciła do szukania potencjalnego mięsa armatniego. Zauważyła kątem oka, że Rebekę zaczepia Richard, drugoroczny sympatyk rozprowadzania dragów, który z pewnością najchętniej poszedłby z własnym aparatem do łóżka, zrobił mu gromadkę pstrykających dzieci i wziąłby z nim ślub. Imogen odczuwała do niego nieskrywaną niechęć, zresztą tak samo jak reszta jej paczki, ale najwidoczniej Reb magicznie zmieniła do niego nastawienie, wyczuwając okazję do niezobowiązującego seksu. Obserwowała, jak dwójka wychodzi, przeciskając się przez tłum spoconych ciał. W duchu życzyła dziewczynie, by nie złapała żadnej wenery.
igP7jsl.pngWyjęła z granatowej kopertówki smartfona, by wysłać wiadomość do Dana. Dobrze się bawisz, misiu? Była tak znudzona brakiem atencji, że mogłaby nawet pokusić się o odwiedzenie Daniela i popatrzenie, jak gra. Nim jednak zdążyła choćby się unieść, do jej boku przytuliła się Edith, pijana w sztok. Ostatnio między przyjaciółkami nie bywało zbyt kolorowo, więc blondynka z przyjemnością przyjęła ciepło znajomego ciała.
igP7jsl.png- Imo, chyba za dużo wypiłam - wybełkotała ruda, nieudolnie próbując przekrzyczeć wszechobecny hałas. Dziewczyna zmarszczyła brwi, patrząc na znajomą, zapijaczoną twarz Edith. Miała rozmazany wieczorowy makijaż, a ramiączko jej sukienki zsunęło się, odsłaniając ramiączko od stanika i blady obojczyk.
igP7jsl.png- Mało powiedziane, wyglądasz jak siedem nieszczęść - oznajmiła okrutnie Ashton, następnie wstając z kopertówką w jednej dłoni, a ramieniem przyjaciółki w drugiej. - Chodź, musimy doprowadzić cię do porządku.
igP7jsl.pngPrzedostanie się do łazienki graniczyło z cudem. Imogen o dziwo nie miała humoru na dzikie orgie taneczne, więc odpychała natrętne dłonie potencjalnych amatorów, w przeciwieństwie do panny Louis, która by najchętniej oddała się na zapleczu pierwszemu lepszemu fagasowi. A to na nią narzekała. Minęły wywijającą na blacie dziewczynę, której twarzy Imo nie mogła dostrzec w słabych rozbłyskach neonowych świateł, ale i tak poczuła wielką chęć, by delikatnie popchnąć ją wprost na randkę z podłogą.
igP7jsl.pngWeszły do zatęchłej, ciasnej klubowej toalety. Ashton wzięła przyjaciółkę w obroty, poprawiając jej makijaż i układając na nowo roztrzepaną od szalonego tańca fryzurę. Przytłumiona muzyka nie bolała w uszy aż tak, jak w głównej sali, pozwalając obu dziewczynom odsapnąć i trochę wytrzeźwieć. Niezobowiązująco obrobiły dupy kilku osobom, które widziały i Imo poczuła się wreszcie na swoim miejscu.
igP7jsl.pngDo pokoju wbiegła zielona na twarzy dziewczyna - Imogen nie kojarzyła jej nawet z widzenia, co rzadko się zdarzało. Paniusia wbiegła pospiesznie do kabiny, z której momentalnie wydobyły się nieprzyjemne dźwięki zwracania.
igP7jsl.png- Dzisiaj już lepiej nie zabieraj się za lizanie z kochasiami - zawołała do biednej dziewczyny, nie mogąc powstrzymać własnej złośliwości.
igP7jsl.png- Może do obciągania lepiej się nada - dodała swoje trzy grosze Edith. Nieznajoma albo nie zarejestrowała ich obelg, albo nie wiedziała co odpowiedzieć. Przyjaciółki po skończonej operacji wyszły z powrotem na spotkanie z klubowiczami. Tym razem to Edith ciągnęła ją za rękę, jak się okazało,  ku wyjściu z budynku. Minęły się z Richardem i dziewczyną, która tańczyła na blacie - rozpoznała w niej Lucy Chang, której obecność na zabawie niezmiernie ją zdziwiła. W myślach zanotowała, by dziewczynę zaczepić.
igP7jsl.pngPrzy ścianie stała grupka znajomych cheerleaderek, w tym widocznie zdenerwowana Rebeka, która przyssała się do peta z niemal takim zaangażowaniem, jak do kutasa swojego wykładowcy. Widocznie pożałowała randki w ciemno.
igP7jsl.png- Co za zjeb - warczała ciemnowłosa, wypuszczając dym nosem. Reszta dziewczyn, widząc Edith i Imogen, rozstąpiła się, by w gronie adoracji zmieściły się także i one. Jedna z nich poczęstowała blondynkę miętowym papierosem, druga podstawiła pod nos zapalniczkę. Ashton odpaliła peta, zaciągając się z krzywym uśmieszkiem.
igP7jsl.png- Tak się to kończy, kiedy postanawiasz zwiedzić nieznane - zauważyła.
igP7jsl.png- Ashton coś o tym wie - dogryzł jeden z członków drużyny, Adrien, przyłączając się do dziewczyn, które na jego widok i komentarz zachichotały cicho. Imogen zaczęła się zastanawiać, dlaczego w zasadzie trzyma się z tępymi ludźmi.
igP7jsl.png- Wal się, Moore.
igP7jsl.png- Jedyne, co mogłabyś zwalić, to...
igP7jsl.png- Dajcie spokój, oboje - żachnął się Matt, chłopak jednej z cheerleaderek, które pocałowała go na powitanie w policzek i przyszpiliła się do jego boku. - Nie psujcie atmosfery.
igP7jsl.png- Gorsza już być nie może - oznajmiła Imo, wskazując na brunetkę. - Co się stało tak właściwie? Nie stanął mu? - zaciekawiła się.
igP7jsl.png- Ja... nie wiem - zagryzła wargę Reb. - Dupek spytał, czy nie chciałabym mu pozować, pomyślałam, że to coś w rodzaju gry wstępnej... - Następnym razem nie myśl, chciała powiedzieć blondynka, ale ugryzła się w język. - ... a gdy chciałam przejść do konkretów, to się spiął i wielce zdziwił. - Czerwona na twarzy ze wstydu i od działania alkoholu zaciągnęła się nikotynowym dymem. - Najgorsze jest to, że szmaciarz ma moje nagie fotki. Cholera wie, co on ma zamiar z nimi zrobić.
igP7jsl.png- Spójrz na to z lepszej strony, afery o nagie fotki w internecie są ostatnio na topie
[...]
Podeszła do baru, przy którym kupiła dwa shoty, i ruszyła w stronę boksu, gdzie siedział zasępiony Luke. Dosiadła się do niego z gracją; jej obfity biust podkreślony przez ciasny podkoszulek podskoczył wesoło niczym galaretka. Postawiła przed nim alkohol.
igP7jsl.png- Wiesz, każdy normalny człowiek na twoim miejscu by mu oddał - zauważyła, opierając łokcie na blacie. Spojrzał na nią spode łba, widocznie nie mając ochoty na pogawędki. - Nie jesteś małym grubaskiem, który nie sięga palców u nóg. Mógłbyś spokojnie sobie z nim poradzić.
igP7jsl.png- Nie widzę sensu.
igP7jsl.png- Nie widzisz sensu? - zirytowała się, uderzając w uwielbiany przez nią ironiczny ton. Mógł zakończyć ten bezsensowny konflikt raz na zawsze i pokazać Zachowi, gdzie jego miejsce, ale on wolał podkulić ogon i uciec jak dziewica przy pierwszym stosunku. - Przestań być pizdą.
igP7jsl.pngChłopak prychnął, ale przyjął postawioną przez nią wódkę i wychylił ją jednym ruchem. Ashton poszła w jego ślady. Alko nieprzyjemnie zapiekło ją w gardło, pozostawiając po sobie gorzki smak.
igP7jsl.png- Zajmij się najpierw sobą, Imogen.
igP7jsl.pngNic na to nie odpowiedziała. Upewniając się, że kumpel poradzi sobie bez jej niańczenia, wstała i weszła w tłum w poszukiwaniu uwielbianego przez nią dilera.
[...]
igP7jsl.png- Hej. Masz zioło? - zagaiła z przyklejonym do twarzy, wymuszonym uśmiechem. Chłopak skinął głową i podał sumę. Drogo się ceni, skurwiel, pomyślała, ale skinęła głową. Wskazała kciukiem za siebie, w stronę szatni.
igP7jsl.png- Zostawiłam portfel w torebce tam, idziesz ze mną? - spytała, kątem oka widząc chłopaków ruszających w ich stronę. Richard niepewnie przytaknął.
igP7jsl.png- Co mi szkodzi.
igP7jsl.pngZnudzony szatniarz wręczył jej kopertówkę, którą przyjęła z powalającym uśmiechem. Wskazała na drzwi.
igP7jsl.png- Chcesz zapalić? Nie chcę iść samej, znajomi mnie wystawili, a skoro już tu jesteś... - puściła mu oczko. Oliver ponownie wzruszył ramionami i poszedł za nią.
igP7jsl.pngJuż na zewnątrz wyjęła portfel z torebki, podając chłopakowi odliczoną sumę, w zamian dostając paczuszkę, którą odłożyła razem z portfelem. Zawiesiła spojrzenie na aparacie swobodnie zwisającym z jego szyi.
igP7jsl.png- Porządny sprzęt. Ma kartę pamięci? - wskazała lustrzankę. Pokiwał głową, bezwiednie gładząc ukochany aparat. Wygięła usta w szarmanckim uśmiechu. - Pewnie dzisiaj obłowiłeś się w dobre ujęcia, co nie? Rebeka mi się chwaliła. Podobno lubisz akty.
igP7jsl.pngChłopak otworzył szeroko oczy, czając, co się święci, ale zanim zdążył zrobić choćby krok, dołączyli do nich Adrien, Matt i dwójka innych pakerów z drużyny. Przywitała ich, radośnie machając białym zawiniątkiem z ziołem.
igP7jsl.png- Hej, Imo. Nie mogliśmy się powstrzymać, by nie dołączyć - oznajmił Matt. Otaksował Olivera zimnym spojrzeniem. - Cześć, zboczuszku. Reb mówiła, że nie spodobały się jej twoje metody podrywu. Nam też się nie podobają.
igP7jsl.png- Oddaj sprzęt po dobroci, to nie będzie szkód - powiedziała sucho Imo. Chłopak patrzył na nią intensywnie, nie poruszając się. Zniecierpliwiona, wyciągnęła rękę i pomachała nią krótko. - Już. Nie mamy całej wieczności.
igP7jsl.pngNiepewnie podał jej sprzęt. Ashton, jako jedyna z grupy kojarząc budowę lustrzanki, wyjęła kartę pamięci i z triumfalnym uśmiechem schowała ją do torebki. Znając na przykład Adriena wiedziała, że ten by po prostu cisnął aparatem w ścianę, ale ona wolała nie narażać się na koszty, gdyby chłopak zechciał wymusić na nich odkupienie drogiego sprzętu. Spojrzała na chłopców.
igP7jsl.png- To znaczy, nie będzie szkód w aparacie, o to mi chodziło - skinęła członkom drużyny głową. Najbliżej stojący Matt zamachnął się i przyłożył fotografowi pięścią w brzuch, tak mocno, że z chłopaka uciekło całe powietrze. Do skulonego dilera podeszli dwaj nieznani jej z imienia gracze i podciągnęli go do pionu, łapiąc po obu stronach pod ramiona. Adrien z zadowolonym uśmieszkiem sprzedał mu z pięści raz w jedną stronę twarzy, by zaraz poprawić z drugiej. Richardowi krew popłynęła z bólu. Jęknął cicho.
igP7jsl.png- Dobra, starczy. Nie napalajcie się za bardzo - zgasiła ich entuzjazm. Chłopcy niechętnie go puścili; Oliver nie zdążył złapać równowagi i upadł na dupę na zimną glebę. Blondynka postawiła obok niego na ziemi lustrzankę i na odchodne rzuciła mu jeszcze papierosa i zapalniczkę.
igP7jsl.png- Mam dzisiaj dobry dzień, ciesz się póki możesz.
igP7jsl.pngResztę wieczoru spędziła na kanapie z wesołymi jak nigdy graczami lacrosse i cheerleaderkami, pijąc shoty i zaciągając się skrętami. Rebeka uśmiechała się do niej tak promiennie, że aż się ciepło na sercu robiło.

Uhhh, resztę dopiszę w międzyczasie x.x


The brain is a monstrous, beautiful mess

Offline

#10 2017-08-04 20:08:56

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 60.0.3112.90

Odp: Whisper

TaNFXNm.png

When we were young souls
on the junk-yard
now we are stunned minds
full of junk-goods

Wcale nie uśmiechało mu się iść na imprezę. Generalnie lubił na nie wpadać, lubił błogi, alkoholowy stan i lubił luz, jaki wszystkich ogarniał. Niestety spodziewał się, iż tego wieczora luz został wykreślony z listy wydarzeń, przynajmniej jeśli szło o niego i drużynę. Trener na ostatnim treningu zaczął gadać, że widział w nim potencjał na kapitana. Zdolności miał, brakowało mu tylko werwy. Oczywiście nikomu, a zwłaszcza aktualnemu kapitanowi - Nate'owi - taka opcja nie przypadła do gustu. Nie to, że go nie lubili. Zwyczajnie każdy widział w Natcie jakiś ideał, wzorzec, chociaż typ zachowywał się jak zakuty łeb. Byli mu wierni po wsze czasy.
Ostatecznie jednak skusił się, choć spóźnił się o co najmniej trzy godziny z tego niezdecydowania. Wszyscy już zdążyli się ostro wstawić. Parę szybkich spojrzeń ku barowi (laska tańczyła na blacie), toalecie (laska pędziła zielona do kabiny) i parkietowi (ludzie się potykali o własne nogi) wystarczyło, by stwierdził, iż przyjęcie osiągało właśnie szczyt. Pozwolił się wchłonąć tłumowi.
Jakiś czas później rozmawiał z Danielą, która go zaczepiła. Dużo się śmiała (i głośno), dużo też nawijała, ale lubił jej słuchać - miała ładny głos i jego zdaniem marnowała się w składzie cheerleaderek, ale kim on był, żeby kogoś uświadamiać o takich rzeczach. Ostatnią osobą.
Wtedy ktoś szarpnął go mocno za ramię. Zach. Wnioskując po gwałtowności ruchów i niezbyt przytomnym spojrzeniu, mógł spokojnie założyć, że nie przybywał w pokojowych intencjach.
- Gadasz z moją dziewczyną, Luke?
- Tak? Ale co-
Nim zdążył cokolwiek powiedzieć więcej, kapitan zamachnął się i przyłożył mu w twarz pięścią. Wokół zawrzało, Luke zatoczył się do tyłu, aż poczuł za sobą ścianę. Zach, najebany w sztok, doskoczył do niego i złapał za gardło, a za nim zebrała się większa część drużyny oraz gapie. Blondyn poczuł w ustach posmak krwi. Szarpnął się, niezbyt przekonywająco, ale tamten nie odpuszczał.
- Najpierw próbujesz wychujać mnie z pozycji kapitana, a teraz bierzesz się za moją dziewczynę? Not cool, Luke.
- Zach, przestań. - Daniela nachyliła się do swojego chłopaka. - Przecież tylko rozmawialiśmy.
- Mała, właśnie o to chodzi. Wszystko, co robi Luke, zalicza się pod tylko. - Zacisnął mocniej dłoń, utrudniając mu oddychanie. Nikt nie ruszył się z miejsca; część drużyny szturchała się łokciami, część spoglądała na siebie powątpiewająco, ale żaden nie wykonał ruchu. - Jakim cudem więc wspiąłeś się na kandydata, co, Luke? Pytam jako kapitan. Rodzice dorzucają ci Adderall? Możesz mi powiedzieć.
Spokojnie. Nie masz co sobie robić wrogów, zwłaszcza w drużynie. Nic ci to nie pomoże.
- Chłopaki, przestańcie robić znowu zamieszanie! - zawołał ktoś w tłumie.
O'Brien charknął niewyraźnie i dopiero wtedy Zach go puścił.
- Ach, szkoda czasu! Chłopak nie ma jaj, żeby mi wyrwać kapitana. Hej, DJ!
Luke przysiadł na pobliskiej kanapie i rozmasowywał bolącą szyję, odprowadzając chłodnym wzrokiem napastnika. Splunął na bok krwią. Skrzywił się, czując piekący ból ust. Uniósł dłoń i dotknął rozciętej wargi. Zaklął w myślach. Przecież wcale się nie prosił o tę pozycję. Ba, w ogóle jej nawet nie chciał. Robił po prostu swoje, a że to, co robił, wychodziło mu wyjątkowo dobrze, to został za to wynagrodzony. Tak, jak chcieli tego rodzice. Rozumiał urażoną dumę Zacha. Pracował na to dużo ciężej niż on, nie miał naturalnego drygu do sportu, ale za to dobrze radził sobie z dyrygowaniem ludźmi. Połączenie tych dwóch cech zaowocowało w formie jego aktualnej pozycji w drużynie. A on? On chodził na treningi. Biegał czasem. Pomagał dziadkowi rąbać drewno, przekładać je, a także wykonywał inne tego typu prace na jego małym gospodarstwie. Nie zależało mu na sporcie.
Na niczym mu nie zależało. Przynajmniej z tych rzeczy, które uważał za osiągalne.
Oślepił go nagle flesz z aparatu. Spojrzał z wyrzutem na chłopaka, który zrobił mu zdjęcie. Miał teraz mroczki przed oczami, ale nie miał wątpliwości, że to niesławny Ricky, który pchał się z obiektywem dosłownie wszędzie. Luke nie miał kompleksów w kwestii swojego wyglądu, zresztą matka by mu na to nigdy nie pozwoliła. Nie uśmiechało mu się za to mieć dowodów na jego przegraną, na istnienie namacalnego dowodu, że był marnym tchórzem. Dlatego w pierwszym odruchu chciał wyrwać chłopakowi zdjęcie, ale zauważył, że to nie był taki typ aparatu, więc poddał się na tę chwilę, obiecując sobie w duchu, by jutro z nim porozmawiać na ten temat i uprzejmie wyperswadować mu, by usunął fotkę. Powinieneś być uprzejmy dla ludzi, od których coś chcesz, Luke. Tak dużo więcej możesz osiągnąć.
Właśnie miał wstać, by zapić złe myśli, kiedy z impetem klapnęła obok niego Imogen. Trzymała w dłoniach po shotcie.
- Wiesz, każdy normalny człowiek na twoim miejscu by mu oddał.
Ostatnie, na co miał ochotę, to takie rozmowy. Wzruszył ramionami.
- Nie jesteś małym grubaskiem, który nie sięga palców u nóg. Mógłbyś spokojnie sobie z nim poradzić.
- Nie widzę sensu.
- Nie widzisz sensu? - powtórzyła kpiąco. - Przestań być pizdą.
Wypuścił ciężko powietrze z płuc, dając ujście swojej frustracji. Wziął kieliszek wódki, który mu podała. Wychylił i zaraz syknął, gdy napój zetknął się ze świeżą raną. Wtedy przysunęła mu drugi.
- Zajmij się najpierw sobą, Imogen.
Nie było to wszystko, co cisnęło mu się na usta, ale na tym poprzestał. Nie chciał się wdawać w głupie dyskusje. Tak, jak cię uczyłam, Luke, dobrze? Wdech, wydech. Jeśli chcesz zajść daleko w karierze, nie możesz dawać ponosić się złości.
Potrzebował wychylić jeszcze parę shotów, by znieczulić obolałą twarz, a potem jeszcze kilka, by zapomnieć o wydarzeniu i móc się już normalnie bawić. Zakręcił się na parkiecie z dziewczynami, pośmiał się z kumplami, którzy zachowywali się, jak gdyby nigdy nic. Wydawało mu się, że w pewnym momencie zobaczył znajomą twarz, kogoś, kogo już dawno nie widział, ale szybko tłum studentów zasłonił mu widok, a on zatopił się w nim, w muzyce i alkoholowym upojeniu. Zignorował też moment, kiedy Imogen wyszła, a za nią część chłopaków; na ich twarzach nie malowało się nic dobrego. Nie jego kłopoty. Miał wystarczająco swoich. Desperacko starał się zagłuszyć przeczucia i wyrzuty sumienia, które wciąż krzyczały w jego głowie, a poczęły jeszcze głośniej, gdy tamci wrócili niesamowicie zadowoleni. Z tego, co mu wiadomo, Ashton nie bawiła się w orgie zbiorowe. Wolał więc nie wiedzieć, skąd ich radość i duma.
Czas szybko zleciał. Nim się obejrzał, część leżała na podłodze, pochrapując, a inni wychodzili, pojedynczo, w parach i w grupkach. On sam wybrał pierwszą opcję. Przyjechał rowerem, ale wątpił, by dał radę nim wrócić, więc złapał go za ramę i ruszył z buta do domu, licząc, że w tym czasie trochę wytrzeźwieje, a twarz nabierze mniej rażących kolorów.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
partylife - motna - hmtl - vapesuwalki - explorers68