Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#21 2017-08-04 22:56:41

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 60.0.3112.90

Odp: Whisper

Richard F. Oliver
Oh, you sit amongst yourselves.  
Soon, you lie, the rest will see.  
Your eye has stolen me.

Zapukał do drzwi familii O’Brien mając cichą nadzieję, że jest pierwszym gościem. Nie był osobą lubiącą skupiać na sobie uwagę, liczył jednak na to, że będzie miał stosowne warunki, by wręczyć Luke’owi skromny prezent, który udało mu się przygotować mimo tego, że został poinformowany o urodzinach niemalże na ostatnią chwilę. Swoją drogą poraził go dziwny zbieg okoliczności, który sprawił, że jeszcze nad ranem leżał w łóżku zastanawiając się, czy otrzyma od ojca chociaż smsa z życzeniami urodzinowymi (nie dostał, ale do końca dnia zostało jeszcze dużo czasu – tak sobie tłumaczył), a teraz miał świętować urodziny chłopaka, z którym nawet niespecjalnie się znał, choć w zasadzie czuł do niego sympatię. Nie, żeby z kimkolwiek na uniwersytecie Seaberg się bliżej znał. Być może miało okazję się to zmienić za sprawą niejakiego Russella, który nie dał się dnia poprzedniego zbyć, co skończyło się pisaniem do późna w nocy i wymianą starych piosenek z dzieciństwa. Teraz głowa huczała mu hitami typu The Bad Touch, Mambo No. 5, Baby One More Time czy Crazy Loop.
Telefon mu zawibrował informując o nowej wiadomości na Messengerze.

"Przyznaj się, że to znasz. https://www.youtube.com/watch?v=12vh55_1ul8"

"Jezu Chryste. Odezwę się potem. Chyba."

"Spoko, ja też. TEŻ mam życie towarzyskie, wiesz."

Uśmieszek, który wykwitł mu pod nosem w sam raz został zaserwowany Ingrid, gdy ta mu otworzyła drzwi. Nigdy z nią nie rozmawiał, ale z tego co miał okazję usłyszeć – Luke miał zaszczyt być jej pantoflem.
igP7jsl.png- Już jesteś! Luke jest w kuchni, właśnie smaży mięso, możesz się z nim przywitać, ja muszę coś jeszcze zrobić – Ingrid nie dała mu dojść do słowa, popychając go w stronę kuchni.
Richard przywitał się z solenizantem pogodnie czując jak koperta schowana za pazuchą niemalże go grzeje. Nie był pewien, czy wręczenie mu tych zdjęć teraz było dobrym pomysłem – jedynym sposobem by się przekonać było to zrobić. Nie namyślając się specjalnie długo, tak też uczynił.
Reakcja O’Briena była silniejsza niż się spodziewał – ku jego konsternacji nadal nie był pewien czy to był trafiony prezent czy nie. Zdołał zobaczyć na jego twarzy tylko ból – nie takie emocje chciał wywoływać tym zdjęciem. Pod skórą jednak czuł, że to co udało mu się uchwycić, było czymś więcej niż wyglądało – tak samo jak teraz reakcja Luke’a. Może by próbował w jakiś sposób wyjaśnić swój gest – w końcu nie chciał sprawić mu przykrości – ale nim nawet sformułował w głowie słowa wyjaśnienia, do kuchni weszła Ingrid. Obaj uśmiechnęli się do niej w odpowiedzi na promienną aurę jaką dziewczyna emanowała. Albo nie zauważyła  dziwnej atmosfery, albo tak dobrze udawali – albo ona sama udawała, że nic nie zauważyła. Zajrzała do naczyń zachwalając głośno kulinarne popisy swojego lubego. Ricky przytakiwał jej z lekkim uśmiechem, zerkając ukradkiem na Luke’a i gładząc bezwiednie obiektyw aparatu zwisającego mu z szyi.
igP7jsl.png- Oh, Ricky! Może zrobiłbyś nam zdjęcie? – zaproponowała dziewczyna radośnie. Oliver podniósł aparat do twarzy, na co Ingrid zapozowała teatralnie wieszając się Luke’owi na szyi. Nie lubił robić pozowanych zdjęć, ale solenizant sam o zrobienie takich ich prosił. Gdy już zrobił zdjęcie, skomentował żartobliwie:
igP7jsl.png- Ingrid i pantofelek.
igP7jsl.png- Uważaj, bo cię kopnę – odparował Luke.
igP7jsl.png- A niby czym?
igP7jsl.png- A nibynóżką.
Richard przeszedł do salonu kręcąc głową na tak odgrzewany żart. Zdołał się dopiero co rozsiąść na kanapie, gdy doszli jacyś dwaj kumple Luke’a z drużyny. Kojarzył ich z widzenia i wiedział, że nie należeli do grupki „pakerów”. Nawet kulturalnie się z nim przywitali, na co on równie kulturalnie pomógł im wyładować z auta alkohol. Nikt nie pytał w jaki sposób mają zamiar wrócić do siebie.
igP7jsl.png- Dziś też będziesz robił zdjęcia?
igP7jsl.png- Luke mnie poprosił.
igP7jsl.png- Spoko, spoko. Wiesz, studiujesz fotografię, ale nie musisz być chodzącym aparatem.
igP7jsl.png- Uważacie, że robię zdjęcia, bo tak bardzo się wczuwam w bycie studentem?
igP7jsl.png- Nooo, albo jesteś stalkerem. Robisz zdjęcia ludziom i potem…
igP7jsl.png- Oh Luke, jak to pachnie!
igP7jsl.png- Oby było też zjadliwe.
igP7jsl.png- O kurwa, ty to sam zrobiłeś? Ok, losujemy, kto kosztuje pierwszy.
Luke dał kumplowi kuksańca z łokcia wśród ogólnych śmiechów. Richard dołączył do nich starając się w tyle głowy zignorować pomówienie o bycie stalkerem. Może faktycznie ludzie mieli prawo tak myśleć. Cóż, z pomocą Lucy, która mu zorganizowała autopromocję zdjęć, mogło się to zmienić.
Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, miał wrażenie jakby swoimi myślami wywołał wilka z lasu, gdyż to była właśnie Lucy. Przekroczyła próg razem z blond-włosą Mayą. Ze wstydem sobie uświadomił, że zaczepiła go zarówno wczoraj, jak i na imprezie i w obu przypadkach nie był dla niej miły. Przywitał się z nią uprzejmie próbując to nadrobić, po czym usunął się jak zwykle na bok, robiąc przy okazji parę zdjęć. Kumple Luke’a wyraźnie się zapalili do towarzyszenia dziewczynom w jakiś telepatyczny sposób przekazując sobie nawzajem, który dokładnie zajmie się którą. Można było tylko podziwiać tę ich zgodność. Dosłownie chwilę później wkroczyła ku zaskoczeniu Ricky’ego Imogen wraz ze swoim oficjalnym chłopakiem. Nie zauważyła go, lub jedynie udawała, że go nie zauważa. On sam wymienił z Lucy szybkie spojrzenia – dziewczyna dała mu spokojnie znać, że będzie dyskretna. Wczoraj był zmuszony zdradzić jej jedynie, że chce zaszantażować Imogen, aby oddała mu kartę pamięci. Taka determinacja w odzyskaniu paru ujęć mogła zdziwić nieznających się na rzeczy pakerów, ale nie taką artystyczną duszę jaką była panna Chang.
Gdy robił zdjęcie Imogen rzuciło mu się w oczy jak bardzo ludzie się zmieniają w zależności od otaczających ich znajomych. W tym przypadku na lepsze.
igP7jsl.png- Brakuje jeszcze jednego gościa. Luke, pisałeś do niego? – odezwała się Ingrid.
igP7jsl.png- Już jedzie, autobus miał poślizg.
Ingrid pokiwała głową.
Ricky mimowolnie dołączył do rozmów mile zaskoczony dość pozytywną energią. Z Imogen zgodnie unikali siebie nawzajem, było ich na szczęście na tyle dużo, że wychodziło to naturalnie. Z kolei jej oficjalny chłopak wydawał się całkiem w porządku. Jeśli Luke mógł mieć jakieś obawy, że ktoś się z kimś nie dogada, wychodziło na to, że nie musiał się o to martwić. Nawet rzucenie paru żartów o Trumpie i Clinton choć niebezpieczne w nieznanym do końca towarzystwie, nie wywołało ostatecznie żadnej gównoburzy.
W końcu przybył też ostatni gość, na widok którego Oliverowi prawie opadła szczęka.
igP7jsl.png- Lucky Luke kończy dziś 21 latek! Patrzcie jaki duży chłopak! Od dzisiaj możesz już legalnie pić alkohol w całych Stanach. I oglądać pornuchy – zażartował Russell obejmując solenizanta po przyjacielsku – nie, żebyś musiał – dodał pospiesznie na widok Ingrid.
Ricky’emu skojarzył się z labradorem z całą tą wesołością i bliskim kontaktem, jaki nawiązywał. Z jego przybyciem nie zmieniło się w zasadzie nic w nastrojach całego towarzystwa, z kolei miało to jakiś wpływ na Olivera. Hooper w końcu go zauważył i przy sposobności podszedł do niego porywając po drodze dwie puszki z piwem.
igP7jsl.png- Richard Francis Oliver!
igP7jsl.png- Russell Hooper - odparował Ricky przyjmując od niego puszkę. Nie był w stanie podnieść wzroku ku jego twarzy.
igP7jsl.png- O, masz ze sobą lustrzankę. Możesz mi zrobić zdjęcie.
Chłopak pokręcił głową prychając pod nosem. Z lekkim zdziwieniem zauważył, że nie ma oporów, by spojrzeć mu w twarz przez wizjer - bez problemu zauważył, że jedno oko było w całości niebieskie, podczas, gdy drugie cechowało się dodatkową brązową plamą.
igP7jsl.png- Wow, masz heterochromię.
igP7jsl.png- Wow, wiesz jak się to nazywa. Zazwyczaj mówią na mnie po prostu: husky.
Ingrid, która stała obok razem z Lucy zaśmiała się usłyszawszy to.
igP7jsl.png- Poważnie?
igP7jsl.png- Taaak. Szczytem podrywu było kazanie mi szczekać.
Dziewczyny wybuchły śmiechem, po czym włączyły się do rozmowy o najgłupszych poznanych przez nie metodach podrywu. Richard wykorzystał moment, by zrobić im zdjęcie. Nie uszło to uwagi Russella, który spytał:
igP7jsl.png- A ty jesteś na jakimkolwiek zdjęciu, Rich?
Oliver pokręcił głową łapiąc niemalże kurczowo lustrzankę, podczas gdy Hooper wyciągnął po nią dłonie.
igP7jsl.png- Używałem już lustrzanki, wiesz.
Dość niechętnie oddał mu sprzęt. Rzadko zdarzało mu się być po drugiej stronie wizjera; nawet się nie uśmiechnął do zdjęcia.
igP7jsl.png- Chyba wyszedłeś na zdjęciu jak na prochach. Można je gdzieś zobaczyć?
igP7jsl.png- Muszę dopiero wywołać.
Imogen zerknęła z ukosa na niego - mimowolnie zadał sobie pytanie, czy dziewczyna miała problem z zobaczeniem zdjęć. Zapisywał je na karcie w formacie RAW - laik mógłby mieć z tym formatem problem. A Ricky miał nadzieję, że Imogen jest laikiem.
igP7jsl.png- Gołąbki, co powiecie na zdjęcie całej grupy? - odezwała się znienacka Maya, którą cały czas zaczepiał jeden z kumpli Luke'a. Ingrid podchwyciła pomysł, po czym usadziła Luke'a na środku kanapy, podczas, gdy reszta rozsiadła się wokół. Richard ustawił uważnie kadr uruchamiając opcję opóźnionego zwolnienia migawki. Zwrócił uwagę, że Luke wygląda teraz na szczęśliwszego. Nadal czuł potrzebę wytłumaczenia mu się z tych zdjęć, choć z kolei nie był pewien, czy ciągnięcie tego tematu ma sens.
igP7jsl.png- Za 10 sekund, uwaga... - odezwał się, po czym pobiegł na swoje miejsce za O'Brienem i między Russellem, a Lucy.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#22 2017-08-04 23:04:58

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 59.0.3071.115

Odp: Whisper

2Xtqnr1.png

Popiół z końcówki papierosa spadł na framugę otwartego okna. Lucy siedziała na parapecie z jedną nogą zwieszoną niebezpiecznie nad kilkumetrową przepaścią. W jednej ręce trzymała telefon, w drugiej natomiast papierosa. Na jej kolanach leżała Dziewczyna z pociągu z włożoną weń zakładką z reprodukcją Pocałunku Klimta. Anna gdzieś wyszła, dlatego Lu mogła spokojni zapalić w pokoju, nie bojąc się o wszczęcie awantury. Długonoga blondynka miała straszny problem z zażywaniem niezdrowych używek jak alkohol czy papierosy, które były niezbędne do tworzenia sztuki, czy chociażby wytrzymywania z taką bandą idiotów jak ci tutaj.
- Ale jesteś tego pewna, Lulu? - zapytał głos w słuchawce.
Zmarszczyła brwi. Ne dość, że nie lubiła tego zdrobnienia (przecież nie była w liceum!) to jeszcze słyszała to pytanie już trzeci raz podczas tej rozmowy.
- Nie - niemal warknęła. - Ale w inny sposób się o tym nie przekonam.
Po drugiej stronie słychać było jakieś pomruki, jakby rozmówca zastanawiał się co odpowiedzieć... W jednej chwili przerwane zostały dźwiękiem przychodzącego połączenia.
- Czekaj, mam drugą rozmowę.
Nim mężczyzna zdążył zaprotestować, Lu już zawiesiła połączenie, by zaraz usłyszeć w słuchawce nazbyt podekscytowany i szczęśliwy głos Ingrid.
Siwo, czemu?
- Lucy! W imieniu solenizanta, mam zaszczyt zaprosić cię na urodziny Luke'a.
Urodziny kogo? - chciała w pierwszym odruchu zapytać, ale zaraz przypomniała sobie jasnowłosego pakera, z którym Ingrid ostatnio przytulała się w budynku hali sportowej.
- Dzięki - odpowiedziała zamiast tego. - Na pewno przyjdę.
Po tym jak Ingrid podała jej dane dotyczące miejsca i godziny rozpoczęcia imprezy, Chang wróciła do poprzedniej rozmowy.
- Muszę kończyć, idę na jakieś urodziny, czy coś... - Już słyszała jak jej rozmówca się krztusi, zapewne swoją drogą whisky. - Do usłyszenia.
Zakończyła połączenie i zeszła z parapetu przeglądając zaległe powiadomienia. Większość nie była zbyt interesująca - trochę lajków na instagramie, nowy filmik na YouTube - ale przy jednym zatrzymała się na dłużej.
Richard F. Oliver ma dziś urodziny. Złóż mu życzenia!
Uniosła jedną brew.

***

Czerwony Chevrolet Camaro z 1987 wjechał na podjazd jednego z domków jednorodzinnych w Seaberg. Lucy zaciągnęła hamulec, po czym odwróciła głowę w stronę siedzenia pasażera zajmowanego przez blondynkę o nieprzeniknionej minie. Oparła się łokciem o schowek między siedzeniami i wbiła w dziewczynę przenikliwe spojrzenie ciemnych oczu.
- Maya... - Przyłożyła na chwilę palec wskazujący do ust. - Dziewczyny z drużyny widziały cię ostatnio na tej imprezie w klubie. Nie zauważyłaś niczego, hmm... dziwnego?
Młodsza Rhodes spojrzała na Lucy dziwnie i pokręciła głową.
- Nie, nie wydaje mi się.
Chang jeszcze przez chwilę patrzyła na blondynkę ale zaraz wzruszyła ramionami i wyprostowała się. Spojrzała raz jeszcze na swój makijaż w lusterku, po czym rzuciła:
- Okej. Chyba powinnyśmy iść.
Sięgnęła po butelkę wódki leżącej z tyłu auta. Na jej dnie leżał niedużej wielkości martwy skorpion - kupiła ją podczas tegorocznych wakacji w RPA i stwierdziła, że świetnie nada się na prezent dla Luke'a. W końcu sportowcy lubili ryzyko, nie?
Na parkingu stało jeszcze jedno auto niewyglądające raczej na samochód państwa O'Brienów. Widocznie ktoś jeszcze wpadł na tak samo głupi pomysł. Po wejściu do domu przekonała się kto był na tyle mało inteligentny. Ledwie zdążyła musnąć na powitanie policzek Ricky'ego, którego ku jej zaskoczeniu wypatrzyła wśród kilku znajomych twarzy, a już przy jej boku pojawił się Alan - chłopak z drużyny, z którym dawno temu poszła chyba do kina. Odjął ją w talii i nieznacznie przysunął do siebie.
- Co tam masz ciekawego? - zagadnął.
Lucy żachnęła się.
- To dla naszego solenizanta.
Zgrabnym ruchem wyślizgnęła się z objęć sportowca. Poklepała go po ramieniu na odchodne i ruszyła szukać gwiazdy tego wieczoru. Nie musiała długo błądzić, bo zaraz u jej boku zmaterializowała się Ingrid i zaczęła ciągnąć Lu w stronę innego pokoju.
- Luke, to jest Lucy. Lucy, to Luke.
- Lucy Chang.
- Luke O'Brien.
Wymienili krótki uścisk dłoni, po czym Lu wyciągnęła w stronę chłopaka butelkę.
- To dla ciebie, wszystkiego najlepszego!
Luke spojrzał na pływającego w wódce skorpiona z cieniem niepewności malującym się na twarzy. Po chwili jednak uśmiechnął się, a Lu miała nadzieję, że będzie tym, który podejmie się spożycia niespodzianki z alkoholu. Po wymienieniu jeszcze kilku uprzejmości Ingrid pociągnęła dziewczynę za ramię w kąt salonu.
- Jest słodki, prawda? - cała się rozpływała. - A ostatnio...
Ale Lucy nie słuchała o miłosnych uniesieniach Ingrid i Luke'a, jej oczom ukazał się znacznie ciekawszy widok. Mianowicie: widok Ricky'ego rozpływającego się na widok Russella Hoopera. A więc to on był sekretnym obiektem westchnień Olivera! Lucy nie mogła przepuścić takiej okazji, dlatego po zrobieniu wspólnego zdjęcia, niemal natychmiast pociągnęła Richarda do pokoju obok.
- Wszystkiego najlepszego! - szepnęła mu do ucha i dała kopertę z bonem na wywoływanie zdjęć do jednego ze znanych jej fotolabów. - Sorki, nie miałam za dużo czasu na wymyślenie czegoś.
- Skąd ty...?
- Facebook prawdę ci powie! - puściła oczko. - Ale powiedz mi lepiej.. Ty i Russell, huh?
Czuła się jakby wróciła do liceum. Od jakiegoś czasu znów zadawała się z cheerleaderkami, jej znajomi przeżywali pierwsze, nieśmiałe zauroczenia, chodziła na domówki...
Żeby się nieco uspokoić, rozejrzała się po pomieszczeniu. Znajdowali się w czymś na kształt domowego gabinetu, zapewne należącego do jednego z rodziców O'Briena. Ciemnowłosa oparła się o biurko i wyczekująco spojrzała na chłopaka. Ale nie dane jej było usłyszeć odpowiedzi, do pomieszczenia wszedł wspomniany wcześniej Russell, z lekkim zdziwieniem patrząc na tę dwójkę.
- Właśnie zaczynamy pić, idziecie?
Lucy klasnęła w dłonie i czym prędzej wyszła z pomieszczenia.

***
so you wanna play with magic
boy, you should know whatcha falling for
baby do you dare to do this
cause I’m coming atcha like a dark horse

Butelka ze skorpionem krążyła wśród wszystkich zebranych. Wszyscy byli już lekko wstawieni, bo jednak nikt nie odważył się pić tego wynalazku na trzeźwo, jednak po pierwszym łyku wódka okazała się nie być taka zła. Gdy po raz kolejny dotarła do Lucy, ta z pewnego rodzaju smutkiem zauważyła, że trunek się kończy. Zakołysała butelką i jego resztki zachlupotały na dnie a pancerz skorupiaka obił się o ściankę z głuchym brzdękiem.
- Zeruj! - krzyknął jeden ze sportowców.
Lu posłała mu wyzywające spojrzenie, po czym przechyliła butelkę i całą jej płynną zawartość wlała sobie do gardła. Otarła usta, po czym uniosła rękę ze szkłem w geście zwycięstwa. Kilka osób zawyło, Imogen gdzieś z tyłu prychnęła, a Chang uśmiechnęła się wyzywająco.
- To kto go zjada? - zaśmiała się. Niektórym miny zrzedły po tym pytaniu, ale sportowcy popatrzyli po sobie z wyzwaniem w oczach. - Panie solenizancie?
Luke namyślał się chwilę, ale w końcu odparł:
- Dawaj!
W pokoju rozległy się krzyki i brawa.
- Okej, wyciągnę go jakoś.
Ktoś podał Lu długą wykałaczkę do szaszłyka i ta zaczęła majstrować nią przy butelce. Właśnie w momencie, gdy Chang niemalże leżała na stoliku do kawy, siłując się ze skorpionem, a spod jej tenisowej spódniczki wyglądał spory kawałek pośladka i bardzo wycięte majtki, na które patrzyli niemal wszyscy faceci w pomieszczeniu, do salonu weszła dwójka nowych gości.
Lu poderwała się z miejsca, słysząc dźwięk tacy szaszłyków opadającej na panele. Okazało się, że wypuściła ją młoda kobieta mogąca mieć co najwyżej dwadzieścia siedem lat, ale ubrana zdecydowanie zbyt poważnie jak na swój wiek. Obok niej stał niewiele starszy mężczyzna, którego mina wyrażała coś pomiędzy rozbawieniem, podnieceniem (pewnie na widok tego kawałka tyłka) a dezaprobatą. Nieco speszona Lucy ukradkiem obciągnęła spódnicę trochę niżej.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#23 2017-08-04 23:45:09

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 60.0.3112.90

Odp: Whisper

TaNFXNm.png

igP7jsl.pngZ każdym kolejnym gościem Luke czuł, że coraz mu weselej i bynajmniej nie było to jedynie za przyczyną tychże osób. Z każdym na powitanie wypijał rozrusznika kamikaze, o których ciągłe napełnianie dbała Ingrid. Udało mu się prędko zapchać złe myśli aktualnymi wydarzeniami i wprawienie się z powrotem w odpowiedni nastrój wcale nie zajęło mu dużo czasu, co uświadomił sobie dopiero później. Alan i Rhett przyszli już lekko zaczerwienieni, więc zgadywał, że zrobili sobie szybki beforek. Wręczyli mu wielką butlę jego ulubionego rumu z zestawem szklanek, zapewne przez wzgląd na ich ostatnie rozczarowanie, że nie posiadał odpowiednich. Ulżyło mu, ponieważ gdzieś w głębi miał drobne obawy, iż jednak dogadali się z Ricky'm.
igP7jsl.pngPotem pojawiła się Lucy (zastanawiał się, czy powinien jej powiedzieć, że się kiedyś poznali poprzez Lilian, ale już przykleił się do niej Alan, więc dał sobie spokój) z Mayą, która jak zwykle sprawiała, że czuł się nieswojo. Zwłaszcza teraz, przy tej całej sprawie z jej siostrą, nie bardzo wiedział, jak się z nią obchodzić (nie, żeby wiedział wcześniej).
igP7jsl.pngImogen ku jego zaskoczeniu zjawiła się ze swoim chłopakiem, co przyjął z wielką ulgą. Wychylił z nim o kielona więcej, bo ostatnio się rzadko widywali.
igP7jsl.pngNastępnie swoje wielkie wejście zrobił standardowo Russell. I standardowo przekomarzał się z Ingrid, co zawsze go bawiło, ta ich wspólna gra, kiedy ona zgrywała zimną sukę, a on najgorszego drania.
igP7jsl.png- Co ty, myślisz, że możesz sobie tak po prostu podejść i mnie pocałować na powitanie? Że możesz naruszać moją przestrzeń?
igP7jsl.png- Dostałabyś raz w ryło i by ci zaraz wyleciał z głowy ten feminizm.
igP7jsl.png- Uważaj, bo tobie zaraz zęby wylecą.
igP7jsl.png- Tak? To dawaj.
igP7jsl.pngW momencie, gdy parę osób - w tym Lucy i Richard, którzy chyba jeszcze nie byli tego świadkami - spojrzeli w ich kierunku, ci przystąpili do bitwy na łapki. Kiedy Russell przegrał, przeklął, śmiejąc się zaraz.
igP7jsl.png- Zerujesz. - Ingrid wyszczerzyła do niego zęby, a zewsząd zaraz rozległ się nawoływania.
igP7jsl.png- Zeruj! Zeruj! Zeruj!
igP7jsl.pngNo i wyzerował swojego drinka, czknął i zasalutował widowni, zbierając głośne brawa. Ukłonił się teatralnie.

igP7jsl.pngWiesz, że zaczynają się kłopoty, kiedy wszyscy zbierają się w jednym kręgu i z nabożną czcią podają sobie palący w gardło napój, który po spożyciu wprawia ich w otępienie i oddala od rzeczywistości. Na dnie zaś tkwi martwe zwierzę, uosobienie wszelkiego zła, które...
igP7jsl.pngKtórego spożycie przypadło jemu w udziale.
igP7jsl.pngO'Brien patrzył z rozbawieniem i powątpiewaniem na wysiłki Lucy, próbującej wydostać ze środka skorpiona. Już wstawał, by ją w tych bezskutecznych próbach wyręczyć, kiedy do domu weszli ostatni goście.
igP7jsl.pngAbigail niewiele się zmieniła. Zawsze miała dość surowe rysy twarzy, przenikliwe niebieskie oczy i ciasno związane ciemne włosy - teraz ścięte na boba. To wszystko zawsze idealnie pasowało do jej charakteru, tak jak jej styl ubierania - i teraz, na luźne urodziny, założyła białą, obwisłą koszulę do czarnych spodni i równie czarne szpilki. Wyglądała raczej jakby wybierała się na spotkanie biznesowe, a nie na imprezę, gdyby nie może trochę większy niż zazwyczaj dekolt.
igP7jsl.pngTym, co go bardziej zaskoczyło, był za to wygląd kuzyna, ponieważ Mike zawsze narzekał na te parę dodatkowych kilogramów, zaś teraz Luke zobaczył przed sobą wychudłego faceta o zapadniętych policzkach. Nadal miał te wielkie, czarne oczy po wujku, ale choć śmiały się teraz do niego, brakowało w nich tego dawnego blasku, tej iskierki buntu. Ubrał się chyba bardzo w pośpiechu, bo szara koszula w kratę była cała pognieciona, a trampki nawet niezawiązane. Nie pasowało to do jego prawniczej kariery, za to idealnie harmonizowało się z osobą, którą znał dawniej.
igP7jsl.pngLuke oparł się o kanapę i fotel, przeskoczył przez stolik, omal nie przewracając butelki z piwem i uścisnął ich mocno na powitanie, uprzednio podnosząc prawie nienaruszone szaszłyki z podłogi. Abigail przeprosiła, zakłopotana, na co on machnął ręką.
igP7jsl.png- Ludzie, to mój kuzyn Mike i jego żona Abigail. A to...
igP7jsl.pngRozpoczął się żmudny proces przedstawiania się, po którym był pewien, że jego rodzinka i tak zbyt wiele nie wyniesie, dlatego czym prędzej wrócili do aktualnej atrakcji wieczoru. Luke zabrał butelkę od Lucy i poszedł z nią do kuchni.
igP7jsl.png- Przygotujcie mi proszę cytrynę! Nie będę jadł nieprzyprawionego jedzenia! - uprzedził wcześniej, beznadziejnie naśladując francuski akcent.
igP7jsl.pngButelkę ostrożnie rozbił w zlewie, od razu wyrzucając odłamki do śmieci. Uniósł skorpiona za ogon i skrzywił się kwaśno. Wrócił do pozostałych.
igP7jsl.png- Jak to się w ogóle je?! - zapytał, zaczynając żałować swojej decyzji.
igP7jsl.png- Nie mam pojęcia! - roześmiała się w głos Chang.
igP7jsl.png- Och, świetnie.
igP7jsl.pngOglądał skorupiaka ze wszystkich stron, zastanawiając się jak go ugryźć, aż w końcu Mike wyrwał mu go z ręki, wrzucił sobie do gęby i zaczął ostentacyjnie chrupać. W pewnym momencie miał lekki odruch wymiotny, ale potem wyrzucił ręce w powietrze w zwycięskim geście i pokazał wszystkim wnętrze swojej jamy ustnej na dowód, że podołał. Rozległ się wiwaty i pogwizdywania, natychmiast polano nowym gościom. Prawnik jednak wypił oba kieliszki, bo Abigail robiła tego wieczora za kierowcę, ku głośnemu rozczarowaniu i oburzeniu wszystkich pozostałych. Mieli ich przekonywać do zmiany zdania resztę imprezy.
igP7jsl.pngWszyscy zebrani, wyłączając jedną damę, byli już po wielu głębszych, kiedy rozbrzmiał stary hit z głośników. Wystarczyły pierwsze nuty, by poderwać Luke'a z fotela, a za nim wyskoczył Russell i Mike. Za perkusję robił Ricky, wczuwając się mocno w swoją rolę. Luke popędził do warsztatu matki i nim dziewczyny skończyły wyć na chórku, wrócił z dziurawymi kapeluszami i włochatymi szalami oraz mopem i miotłą. Kuzyni rozpoczęli swój synchroniczny taniec, który doprowadził ich w końcu do zderzenia, a Russell w tym czasie popisywał się indywidualnym interpretacyjnym. Trzony narzędzi sprzątających posłużyły im później za mikrofony, a potem i tancerki. W szczycie piosenki wszyscy trzej zgięli się w pół i wydarli wniebogłosy. W czasie bez wokalu udawali dzikusów grających na bębnach wokół ognia, potem zaś chwycili się pod ramiona i przystąpili do kankana. Całość występu wspomagała publiczność chórkiem, perkusją oraz imitacją instrumentów dętych. Na koniec panowie poopierali się o cokolwiek mieli najbliżej pod ręką, zadyszani. Następny utwór zaś okazał się idealny dla pań. Lucy pierwsza wyrwała się do wokalu, akcentując każdy krok naprzód ku wielkiej scenie. Dołączyła do niej prędko Ingrid z Imogen, ta druga z pilotem, którym posłużyła się jako mikrofonem. Wystąp dziewczyn był pełen dramatyzmu, klękania i padania na podłogę oraz ścierania włosami wszelkich brudów. Zaś na Bee Gees wyszli już wszyscy. Luke uruchomił neonowe światła i wszyscy popisywali się swoimi ruchami, których każdy w normalnym klubie by się wstydził zaprezentować. Po paru gorętszych utworach przyszedł czas na coś bardziej spokojnego, co usadziło na kanapach singli. Luke starał się z niewielkim powodzeniem dostosować do latynoskich ruchów, które mu serwowała Ingrid. W końcu się wkurzył, odciągnął ją na bok i ucałował, szczęśliwy.
igP7jsl.pngKiedy nareszcie wjechał tort (już kupny) i wszyscy odśpiewali sfałszowany urodzinowy hymn, Luke uniósł swój kieliszek z szampanem i wzniósł toast za Richarda, który również tego dnia miał urodziny.
igP7jsl.png- Legitka prawdę ci powie! - zawołał, mrugając do niego.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#24 2017-08-04 23:53:37

Mietek
Ciuchofil
Windows 7Chrome 60.0.3112.90

Odp: Whisper

tumblr_m1zdo5a0Ur1r3we0y.gif
Imogen Ashton

I don't know how but I suddenly lose control
There's a fire within my soul
Just one look and I can hear a bell ring
One more look and I forget everything

igP7jsl.pngNa początku Imo czuła się nie za dobrze w towarzystwie przebywającym na urodzinach. Otuchy dodawała jej obecność Daniela, który postanowił pojawić się razem z nią i nawet odpuścił sobie rozgrywkę meczu w LOL'u dla niej. Jedynymi osobami z którymi mogła porozmawiać prócz chłopaka był solenizant i jego dziewczyna, której nie sposób było nie lubić. Richa sama unikała jak ognia, a Lucy rzucała co jakiś czas mordercze spojrzenia. Przyszła z nią również siostra Rhodes, którą niby kojarzyła, ale nie miała zamiaru nawiązywać z nią lepszych kontaktów.
igP7jsl.pngNa jej twarzy odmalowało się zaskoczenie, gdy przez drzwi wejściowe wkroczył Russel. Wymieniła się z nim porozumiewawczymi spojrzeniami, kręcąc przy tym głową. Chłopak ledwo zauważalnie pokazał jej uniesiony w górę kciuk. Daniel zachichotał pod nosem.
igP7jsl.png- Zachowujecie się jak jakieś odlotowe agentki - powiedział z rozbawieniem. Szturchnęła go pod żebrami.
igP7jsl.pngIm dalej jednak w las tym... lepiej. Kilka głębszych pozwoliło jej się rozluźnić, a nawet dołączyć do namiętnego tańca wraz z Lucy i Ingrid. Dawno nie czuła się tak zrelaksowana.
igP7jsl.pngWymieniła uściski dłoni z kuzynem Luke'a i jego żoną, po czym wspomniany solenizant wzniósł toast za siebie i Richarda. Spojrzała na fotografa z zaskoczeniem, ale nic nie powiedziała. Dołączyła się jedynie milcząco do wiwatów, unosząc swój kieliszek. Po wypiciu z głośników poleciały pierwsze nuty "Mamma Mia" Abby. Nieźle już wstawiony Russ zapiszczał jak dziecko, łapiąc ramię Ashton i wyciągając ją na środek.
igP7jsl.png- Ty Łosiu, puszczaj mnie - śmiała się nerwowo, starając się mu wyrwać. Reszta patrzyła na tę scenkę z niemałym zdziwieniem.
igP7jsl.png- Gennie, Gennie, już zapomniałaś jak dawaliśmy czadu do tego u wujka Sama? - zasmucił się. Imo wzruszyła ramionami, podchodząc do odtwarzacza.
igP7jsl.png- Nie, ale pamiętam jak wywijaliśmy do tego - puściła mu oczko, wciskając odpowiednią pozycję. Russel pokręcił głową, słysząc tę piosenkę.
igP7jsl.png- Baba ze wsi - zawołał, ale zaraz dołączył się do jej podrygiwań. Nie trzeba było długo czekać, by do układu dołączył się również Daniel, a za nim Luke oraz Ingrid. Gdy piosenka się skończyła wszyscy zgodnie opadli zdyszani na kanapę.
igP7jsl.png- Dobra, a teraz gadajcie, co się tu dzieje - powiedział zaciekawiony Luke. Kątem oka Imogen zauważyła, jak Ricky nadstawia uszu. Russ zaśmiał się, obejmując blondynkę ramieniem.
igP7jsl.png- Nasze matki są siostrami, niestety odległość nie pozwoliła nam spotykać się częściej, niż raz na rok w wakacje - oznajmił, gdy Ashton próbowała strącić jego rękę.
igP7jsl.png- Zabieraj łapy, śmierdzielu - odepchnęła go ze śmiechem. Oddał jej lekkiego kuksańca.
igP7jsl.png- Powiedziała wielka dama z Anglii, która próbowała szczać na stojąco, gdy zobaczyła że ja tak robię.
igP7jsl.png- Miałam sześć lat - zauważyła, wytykając język. - Ty natomiast mając dziesięć zjadłeś psie gówno.
igP7jsl.pngWszyscy zgodnie jęknęli z obrzydzenia. Russ wzruszył ramionami.
igP7jsl.png- To było w ramach zakładu!
igP7jsl.png- Gdyby ktoś ci kazał wskoczyć w ogień też byś to zrobił? - zrugała go Ingrid, marszcząc nosek. Russel namyślał się przez chwilę.
igP7jsl.png- No jacha - odpowiedział w końcu, na co wszyscy zgodnie przewrócili oczami.
igP7jsl.pngZabawa trwała dalej w najlepsze, ale Imo nagle straciła zapał do imprezowania. Wypiła jeszcze jednego z solenizantem (tym, na którego nie napadła), po czym szepnęła coś na ucho Danielowi, który również coraz częściej rzucał ukradkowe spojrzenia ku drzwiom, po czym udali się do wyjścia, uprzednio żegnając się ze zbieraniną. Luke i jego dziewczyna odprowadzili ich aż pod same drzwi, wyrażając żal, że wychodzą tak szybko.
igP7jsl.png- Nie ostatnie urodziny i nie ostatnia impreza - mrugnęła do nich blondynka, która w dobrym towarzystwie zmieniła się w milszą wersję samej siebie. Nikt nie miał złudzeń; następnego dnia miała zamiar z powrotem wrócić do swojego sukowatego ja. Dan objął ją ramieniem, całując w czubek głowy.
igP7jsl.png- Musimy częściej się spotykać - powiedział do O'Briena. Ashton prychnęła.
igP7jsl.png- Obiecanki cacanki. Nie udawaj, że będziesz potrafił oderwać się od Zeldy.
igP7jsl.pngPo raz ostatni pożegnali się z parą i wyszli w ciemną noc. Imo otuliła się szczelniej płaszczykiem, uśmiechając się ku swojemu chłopakowi i chwytając go za dłoń. Szli ramię w ramię w przyjemnym milczeniu, każde pogrążone we własnych myślach. Humor dziewczyny nieco się popsuł. Myślała, czy by mu nie powiedzieć. Spojrzała na jego profij, garbaty nos z nałożonymi nań, opadającymi okularami, cienie pod oczami, szczęka pokryta dwudniowym zarostem. Bała się, że go straci.
igP7jsl.pngDotarłszy pod akademik rozdzielili się, lecz zanim to się stało, Imo podniosła na niego wzrok, nabrała oddech i zaraz go wypuściła, nie wiedząc co zrobić.
igP7jsl.png- Dan?
igP7jsl.png- Tak? - odwrócił się do niej.
igP7jsl.png- ... Kocham cię, wiesz o tym?
igP7jsl.pngUśmiechnął się do niej czule, podszedł, pochylił się i złożył na jej ustach słodkiego całusa.
igP7jsl.png- Ja ciebie też. Jak trzeciego Wiedźmina.
igP7jsl.pngParsknęła śmiechem.
igP7jsl.png- To nie muszę się martwić o naszą przyszłość.
igP7jsl.pngZ głową pełną ponurych myśli wtargnęła do pokoju, w którym nie było jej współlokatorki i podłączyła do prądu zdechły telefon. W tym samym momencie rozległo się ciche pukanie i zza drzwi wsunęła się nieśmiała Rebeka.
igP7jsl.png- Hej, ja w sprawie tej karty...
igP7jsl.pngImo pacnęła się w czoło i podeszła do zawieszonego na krześle płaszcza, grzebiąc w jego kieszeniach. Zmarszczyła brwi. Nic w nich nie było.
igP7jsl.png- Na pewno ci go wcześniej nie dawałam? - spytała ostrożnie. Ciemnowłosa przestąpiła z nogi na nogę, kręcąc głową.
igP7jsl.png- Co jest? - spytała; w jej głosie słychać było strach i rozdrażnienie.
igP7jsl.png- Nie mam go. Ktoś musiał go zajebać.
igP7jsl.png- Kurwa - rzekła, gdy już przyswoiła tę informację. - Zajebiście. Gdzie go mogłaś zgubić? Jesteś nienormalna?! Wiesz, że on był dla mnie ważny!
igP7jsl.pngBlondyna uniosła brwi, taksując wytrąconą z równowagi Reb z góry na dół. Pod wpływem tego spojrzenia dziewczyna wypadła z rytmu, zamykając usta.
igP7jsl.png- Nie zabrałam mu tej karty, bo mnie o to poprosiłaś, tylko z własnej nieprzymuszonej woli - rzekła powoli, sama zdenerwowana. - Nie miej do mnie wyrzutów o coś, o co nawet mnie nie poprosiłaś. A nawet jeśli ktoś ją ma, nie będzie umiał jej odczytać. Jakiś dziwny zapis pliku - pochwaliła się wiedzą, jaką uzyskała na urodzinach Luke'a. - Znajdzie się to dobrze, nie to nie. Zapewne ma ją ten frajer. Wygląda na takiego co włamuje się do pokojów kogoś, kto mu zabrał fotki do fap-folderu.
igP7jsl.pngRebeka wyglądała, jakby chciała jeszcze coś powiedzieć, ale pokiwała tylko głową i bez słowa wyszła.
igP7jsl.pngImo prychnęła, po czym wzięła ręcznik i pidżamy i poszła pod prysznic.


The brain is a monstrous, beautiful mess

Offline

#25 2017-08-04 23:58:35

Faworek
Faworek wrocławski ziemniakiem natarty
AndroidChrome 56.0.2924.87

Odp: Whisper

M A Y A    R H O D E S




Czy poprawnym było porównywanie libacji do dzieciństwa?
To temat do przedyskutowania indywidualnego, ale nie na tę chwilę. May zwykle mało interesowały sprawy poprawne. Dużo mniej obchodziły ją, gdy kiwała się rozweselona na miękkich kolanach i czuła się tak samo jak wtedy, gdy rodzice zabrali ją i Lilian do wesołego miasteczka. Poprosiły, by pozwolili im wsiąść tam na huśtawkę przyłączoną na łańcuchach do ogromnej karuzeli - w końcu to nie lada atrakcja dla takich kurdupli, jakimi były!
Karuzela ruszyła i zaczęła rysować pasażerami kręgi w powietrzu, co raz szybciej, szybciej i szybciej! W tym pędzie, wśród muzyki, wesołych krzyków oraz zmieszanych kolorów świat wydawał się beztroski i miły. Choć później miała ochotę zwymiotować watę cukrową, nie żałowała żadnego z zatoczonego w powietrzu okrążenia i tylko surowa stanowczość matki powstrzymała ją przed ponownym wdrapaniem się na metalową huśtawkę.
Alkohol miał magiczną moc. Wystarczyło wypić wystarczającą jego ilość, aby rozkołysać świat tak, jak karuzelę w tamtym wesołym miasteczku i w tym pędzie wywrócić go do góry nogami, aby znów wydawał się barwny i pozbawiony przykrości - w zołzach budziła się tolerancja, wymyślanie głupich żartów zasługiwało na szacunek, a bujanie ciałem w rytm muzyki było szczytem wymagań. Każdy wychylony kieliszek sprawiał, że towarzystwo upierdliwego kolegi solenizanta przeszkadzało May co raz mniej, a jego teksty na podryw stawały się śmieszne w większym stopniu niż żałosne. Ona sama zdawała się cieszyć spotkaniem bardziej z każdą godziną.
Świat kręcił się, kręcił, kręcił bez końca.
Imogen zabrała manatki i wyszła, nie pokazując po sobie w żaden sposób, że jest świadoma, aby ta impreza była drugą, którą spędziła w towarzystwie May. Przynosiło to satysfakcję i zdławienie obaw o niedociągnięcia w planach, jakie szykowała. Oczywiście chwilowo - z chwilą wytrzeźwienia May znów miała stać się uważna. Teraz jednak czuła się pewnie, dzięki czemu dalsze świętowanie urodzin Luke'a mogło być jedynie czystą przyjemnością, a wręczenie mu prezentu zapowiadało się niczym wisienka na torcie. Przynajmniej na górze uciech May.
- Słuchajcie! Słuchajcie! Znam fantastyczną zabawę! - Krzyknęła, przerywając rozmowy i zwracając uwagę na siebie. Przeskoczyła podekscytowana pomiędzy przeszkodami i stanęła na środku salonu - Nazywa się "Więcej, mniej".
- Brzmi jak grupowe zabawy erotyczne - Stwierdził Russel.
Chłopcy z drużyny klasnęli wesoło w ręce. Jeden z nich wtrącił:
- Wreszcie! Zgłaszam się do pomocy w zademonstrowaniu reguł.
- Idealnie! Gra polega na robieniu zakładów. Jedna z osób rzuca liczbę, która oznacza wielkość rumaka - z tymi słowami May zaśmiała się z żartu, którego jeszcze nie wypowiedziała - a w przypadku kolegi, kucyka, ukrytego w spodniach. Następnie dziewczyny oceniają na oko, czy kucyka w rzeczywistości jest więcej czy mniej. Te, które wygrają, stawiają wyzwania przed właścicielem kucyka. Te, które przegrają, stawiają kucyka. To co? Po rundce? Gdzie znajdę linijkę?
May otaksowała wzrokiem towarzystwo, które ucichło na sekundę, skonsternowane.
- Ty tak na serio? - Luke zmarszczył brwi podejrzliwie.
- Nie.
- Jak chcesz, żeby Alan ściągnął spodnie, wystarczy poprosić. Zazwyczaj nie odmawia - Skomentował solenizant.
- Sprawdzałeś? - Spytała Ingrid z rysującym się na ustach uśmiechem.
- Alan, ściągniesz spodnie? - Zwrócił się w kierunku kolegi Luke. Ten uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi.
- Dla ciebie zawsze, misiaczku.
- Starczy. To, co dzieje się w męskiej szatni, niech zostanie w męskiej szatni - Wtrąciła May, próbując opanować uśmiech wywołany głupawymi żartami chłopaków.
- Jesteś zazdrosna?
- Tak. Mnie Luke nie poprosił nigdy o ściągnięcie spodni - Palnęła.
Natychmiast spojrzała na Ingrid, sprawdzając czy nie poczuła przypadkiem naruszenia sfery, którą sobie zastrzegała w temacie Luke'a, ale dziewczyna puściła jej komentarz mimo uszu.
- Tłumaczę zasady zabawy! Uwaga! - Przykuła uwagę zebranych jeszcze raz - Przed widownię wychodzi para aktorów. Widownia wyznacza im role i sytuację, które muszą odegrać. To ma być krótka, improwizowana scenka. Nie musi mieć sensu. Im głupszy pomysł, tym zabawniej! Po jej skończeniu, widownia ocenia, czego w tej scenie było za mało, a czego było za dużo i każe odegrać aktorom scenkę jeszcze raz, wyznaczając, czego ma być więcej, czego mniej. Zademonstruję. Rich, pomóż mi.
Machnęła dłonią w kierunku chłopaka. Poderwał się, wzruszając ramionami.
- Kogo mamy grać? - Spytała resztę.
- Emerytów - Rzuciła Lucy bez chwili zastanowienia.
- Okey! W jakiej sytuacji?
Na chwilę nastąpiła pełna wyczekiwania cisza, którą przerwał Mike słowem: "Powódź"
May pogratulowała im w myślach ciekawego wyzwania. Spojrzała na Richa i jednocześnie, w niemym porozumieniu, oboje zgięli się w pół, udając połamaną, trzęsącą się parę staruszków.
- Henry! Heeenry! - Zaskrzeczała nienaturalnie podwyższonym głosem - Henry! Pamiętałeś, żeby założyć pieluchę?
Rich zgiął się jeszcze niżej, zaglądając między nogi. Potem podniósł głowę i podrapał się po jej czubku.
- Nie pamiętam, żebym zapomniał - Odparł, również naśladując starczy ton. Między słowami udało mu się mlasnąć językiem kilka razy.
- To czemu podłoga taka mokra?
Rich wzruszył ramionami, podpierając się na niewidocznej lasce.
- A ty pamiętałaś o pielusze?
- Coooo? - Wrzasnęła, udając, że nie dosłyszy.
- Pielusze - Powtórzył.
- Nie wiem, gdzie twoje kalusze.
- Szkoda - mlasnął - bo mi w skarpety mokro.
W tym momencie May przerwała scenkę i spytała widownię o ocenę.
- Więcej powodzi.
- Dobra. Mniej czego?
- Mniej pieluch - Rzucił Russel.
- Gramy!
Rich zaczął od razu:
- Nie mam pieluchy!
- To załóż kalusze!
Zaczęli przekrzykiwać się jak stare małżeństwo, jednocześnie udając, że pokój w szybkim tempie wypełnia się wodą. Wyciągali szyje, jak najwyżej pozwalały na to obolałe kręgosłupy, kiedy fale szargały nimi w różne kierunki. Ostatecznie ostatnie ich słowa tonęły wśród niezrozumiałego bulgotu tak samo, jak oni w pantomimicznej powodzi.
Ukłonili się nisko, a ich występ wynagrodzono gromkimi oklaskami.
Nikogo nie trzeba było namawiać do zabawy. Włączył się każdy obecny, na zmianę rzucając pomysłami i próbując wyrwać się na środek. W taki sposób w salonie pojawił się Harry Potter z Ronem podczas wyprzedaży ryb. Ktoś poprosił o więcej "wingardium leviosa", więc w drugiej wersji w ustach Rona wciąż brzmiała kwestia: "aaah leviosaaaaaah..." wypowiedziane obscenicznym tonem, kiedy Harry powtarzał "Stoph it, Ron!" dostając niewidzialnymi flądrami po twarzy.
Duet odgrywający scenkę pt. "Wypalające się świeczki" przedstawił nazbyt dramatycznie i z niepotrzebnym realizmem los topiącego się wosku, więc w poprawce musieli przedstawić "Mniej świec i więcej świec". Ich dialog zaczął się od słów:
- Mam krótki knot.
- Nie jara mnie to.
Następne wyzwanie podjął solenizant ze swoim kuzynem.
- Striptizerzy! - Zapodała May, czekając na ten moment.
- Podczas ataku ufo! - Dołączył się jeden ze sportowców. Po nim krzyknęła Ingrid:
- Nie, nie! Podczas ataku jeży!
- Niech ktoś włączy odpowiednią muzykę! - Zażądała Lucy.
Z głośników poleciały więc dźwięki AC/DC "The Jack" i chłopcy spełnili zachcianki widowni. Mięli koszulki w dłoniach, odsłaniając skrawki ciał. Bujali pośladkami i wyginali ciała w ponętne pozycje, doprawiając występ bezwstydnymi minami. May klaskała w dłonie, gwiżdżąc i piszcząc jak reszta gości, dopóki aktorzy nie zaczęli unikać kolców atakujących ich jeży. Przeskakiwali jak małpeczki z nogi na nogę, dopóki Mike nie rzucił się w ramiona Luke'a i nie uciekli do korytarza, wyglądając jak wystraszone flamingi.
Gdy wrócili, wszyscy zgodnie zdecydowali, że występowi brakowało jedynie większej ilości ściągniętych ubrań.
- Nie o ubrania tu chodzi, ale o seksapil - wyrwała nagle May.
- Zarzucasz nam brak seksapilu? - Obruszył się na pokaz Luke.
- Zarzuca! - Wtrącił Alan z zapałem - Pokaż im, May! Pokaż im jak to powinno wyglądać!
May wzruszyła ramionami, ignorując chłopaka obok siebie.
- Nie. Wiem, że zebrałeś większe doświadczenie z męskim seksapilem niż ja.
- Seriale kłamią. Męska szatnia po treningu nie pachnie seksapilem tylko spoconymi skarpetami.
- O tym też wiem, Luke.
Chłopak nabrał powietrza w płuca, w ostatniej chwili powstrzymując się od dalszego ciągnięcia tematu przy świadkach.
May poczuła nagle wibracje telefonu w ręce. Na wyświetlaczu pojawił się numer Joan. Odebrała.
- Jesteś zajęta? - Zapytał głos dziewczyny, ale nie czekał na odpowiedź. Kontynuował:
- Zostaw to. Musisz tu przyjść jeszcze dziś. Mam dla ciebie coś ciekawego.
Więc May pożegnała się z wszystkimi uprzejmie, dziękując za zabawę. Obiecała chłopakom, że pójdą jeszcze kiedyś razem na piwo i ruszyła do drzwi. Ingrid zamówiła jej taksówkę i tysiąc razy pytała, czy May ma wszystkie potrzebne rzeczy i kazała jej obiecać, że da im znać, gdy dotrze do akademika. May rozczulała jej troskliwość, więc przytuliła ją mocno na pożegnanie i machała jej entuzjastycznie, gdy Luke odprowadzał ją przez podjazd do drzwi taksówki.
- Ile wiesz od Lilian? - Spytał cicho, podtrzymując ją ostrożnie za ramię.
- Wystarczająco - Odparła. Zatrzymała się nagle, kołysząc się wokół własnego punktu podparcia i wyciągnęła kopertę z kieszeni. Chwyciła znajomego za dłoń i położyła na niej znalezisko.
- O. To dla ciebie. Najlepszego.
Wsiadła do auta i odjechała.

***




Joan lustrowała krytycznym spojrzeniem na podpierającą próg blondynkę. Sprawiała ona wrażenie kobiety mylonej twardymi zasadami świata, tak trudnymi do pojęcia przez większość ludzi upitych. Nie była w stanie zrozumieć, że dzwonek jest w stanie dzwonić krócej niż trwa połowa minuty ani że ściany potrafią ustać w tym samym punkcie bez przerwy, nie ruszając się nawet o milimetr i jeżeli wpadło się raz na ścianę w danym miejscu to znajdując się tam ponownie, prawdopodobnie znów zaistnieje możliwość spotkania tej samej ściany - niezależnie od okazji czy pogody.
- Daje od ciebie żulem - Skwitowała, zakładając ręce na piersi.
- Ty też kwiatkami wiecznie nie pachniesz - Odszczekała się May, pochylając się w jej stronę.
- Masz tu keczup - Brunetka uchyliła drzwi na całą szerokość i czekała cierpliwie aż May skończy wpatrywać się nadgorliwie w biedną, spłoszoną plamę i zastygłe w jej głowie trybiki zazgrzytają, dostarczając wiadomość pt. "O! Faktycznie!"
- To nie keczup. To medal Mistrza Gastro za Wybitne Zasługi w Obalaniu Cheeseburgera.
- Ściągaj. Zapiorę - Poleciła. Źle oceniła jednak wpływ swojego daru perswazji, lub też gotowała się na silniejszy opór ze strony May. Możliwe, że spodziewała się z jej strony krótkiego planu działań ułożonego według logicznej chronologii. W każdym wypadku, wynika że zabrakło tu małego elementu porozumienia między nimi. Joan stała więc jak wryta, patrząc jak blondynka zaczyna potulnie podciągać zwiewny materiał sukienki na środku akademickiego korytarza. Otworzyła szeroko oczy i wciągnęła ją natychmiast do pokoju, sycząc przez zęby:
- Wejdź najpierw!
Idąc dalej tropem sugestii i rytuałów zajmowania się ludźmi nietrzeźwymi, można przypuszczać, że May po pewnym czasie kiwała się na łóżku Joan w jednej z jej koszulek, trzymając w dłoniach szklankę chłodnej wody z cytryną.
- Coś miałaś mi pokazać - Jęknęła, dysząc ciężko. Jej powieki ciągnęły uporczywie ku dołowi. Kiedy jednak opadały, błędnik szalał, wołając o pomstę za te próby otrucia alkoholem. May prowadziła więc walkę pomiędzy zmęczeniem a czułościami z muszlą.
- Teraz to mogę pokazać ci co najwyżej poduszkę - Odparła Joan.
May wzruszyła ramionami.
- To wracam do siebie.
- Nie. Zostaniesz na noc - Zaprzeczyła stanowczo.
- Niby po co?
- Po nic. Zostajesz.
- Nie chcę.
- Nie masz nic do gadania.
- A mam!
Blondynka poderwała się gwałtownie z miejsca.
Dalsza historia była krótka.
Błędnik trafiła jasna cholera.
Okazało się, że dywany to nie ściany.
Ruszają się skurczybyki.
Nogi złapały chwilę zwątpienia.
Czoło przywitało się z krawędzią biurka.
A grawitacja triumfowała.


Próżno ich sypkie zatrzymują śniegi
i lodem wzdęte odpychają brzegi.
Przeszli zawady, bo miłość szła wprzódy,
zmiatała śniegi i topiła lody

Offline

#26 2017-08-05 00:14:56

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 60.0.3112.90

Odp: Whisper

Richard F. Oliver


Szum zasłyszanych rozmów i śmiechów wdzięczył mu w uszach mieszając się z dudnieniem krwi, które zagłuszało wszystko inne. Był pijany. Owszem, znał swoje granice, lecz tym razem tak wyszło, że wystawał poza nią nawet nie palcem u stopy – ale na dobre parę kroków. Nigdy nie był aż tak pijany. Chłodne powietrze znad oceanu śmierdziało glonami i rybami wywołując w nim wrażenie, że siedzi na małej łajbie leniwie kołyszącej się na falach. Pilnował się, by nie zwieszać głowy w dół – wtedy by zwrócił wszystko, co tak pieczołowicie pochłonął w ciągu mijającego wieczora. W momencie, gdy nastała cisza, Richard uświadomił sobie, że szum w uszach był w istocie monologiem wyprowadzonym w jego stronę, który teraz ucichł. Gdy spojrzał w lewo, napotkał spojrzenie tak intensywne, że aż zamrugał.
igP7jsl.png- Co?
igP7jsl.png- Nasz autobus nie przyjechał. Powinien być 5 minut temu – powtórzył Russel. Chyba trzymał się lepiej od niego.
igP7jsl.png- To kiepsko – Richarda było stać jedynie na to stwierdzenie. Przyjrzał się beznamiętnie latarni rzucającej pomarańczowe światło, wokół której latały niczym w letargu ćmy. Leniwie się zdziwił, że jakieś owady nadal żyją w październiku.
igP7jsl.png- Na piechotę dojdziemy tam nad ranem. Wracamy do O’Briena?
igP7jsl.png- To raczej zły pomysł.
igP7jsl.png- Masz lepszy?
Richard zamyślił się, przyglądając się wciąż ćmom. Bezwiednie gładził obiektyw aparatu rozmyślając nad możliwością zrobienia im zdjęcia. Nie było to jego ulubione światło i w nocy miałby raczej problem z uchwyceniem tak małych żyjątek. W dodatku brakowało mu czegoś specjalnego w kompozycji. Russel chyba zauważył, czemu jego towarzysz się przygląda.
igP7jsl.png- Wiesz, że ćmy latają wokół latarni, bo myślą, że to księżyc? Sugerują się jego pozycją latając. Te ćmy pewnie myślą, że lecą prosto.
igP7jsl.png- Naprawdę? – Oliver nigdy o tym wcześniej nie słyszał; nawet się nad tym nie zastanawiał. Zawsze myślał, że to jakiś rodzaj autodestrukcyjnych skłonności. Mimowolnie spojrzał na księżyc. Rozsiewał wokół siebie aurę magicznie dopełnianą drobnymi chmurkami przemykającymi po niebie. Już wiedział, co powinien uchwycić.
Do zrobienia zdjęcia ułożył się niemalże jak do strzelania ze snajperki. Ustawił długie naświetlanie przy odpowiednio wyregulowanej przysłonie, by światło księżyca nie wypaliło białej plamy w kadrze. Wykonał jedynie dwa zdjęcia wstrzymując w trakcie ich robienia oddech, by nie poruszyć obrazu. Pierwsze bardziej skupiało się na grze zimnego światła odbitego przez księżyc w tle z pomarańczowym emitowanym przez latarnię. Richard podejrzewał, że ćmy nie będą widoczne, dlatego drugie ujęcie zostało zrobione z użyciem długiego czasu naświetlania. Wiedział, że w ten sposób uzyska długie, psychodeliczne smugi układające się w orbity wokół latarni, wywołane ruchem owadów. Księżyc w tym ujęciu stanowił jedynie daleką, rozmazaną plamę – ostry obraz skupiał się na latarni.
Po wszystkim ostrożnie zabezpieczył aparat. Miał wrażenie, że po części wytrzeźwiał w trakcie robienia zdjęć. Russel dziwnie milczał, lecz Richard nie miał zamiaru go pytać o powód tego milczenia. Podejrzewał, że zaniemógł od ilości wypitego alkoholu.
Wpadł na pomysł jak rozwiązać ich kłopotliwą sytuację i jednocześnie poczuł uścisk w żołądku, zdając sobie sprawę, że to naprawdę nie jest dobry pomysł.
igP7jsl.png- Możliwe, że mój ojciec jest teraz w barze.
igP7jsl.png- No i? Przenocujemy tam? Ej – Russel pospieszył za Richardem, który bez zwłoki ruszył w stronę swojego byłego domu. Wiedział, że jeśli za wiele będzie myślał, stchórzy.

Przez okna w domu nie było widoczne żadne światło. Weranda jak zwykle była zagracona; wśród cieni wielu starych rzeczy rozpoznawał postawiony siodełkiem do dołu rower, z którego zostały wykręcone koła. Richard Senior miał zamiar w jakiś sposób go stuningować, kupując do niego inne koła. Młodszy Richard nie interesował się tym szczególnie, więc i teraz za wiele na ten temat nie mógłby stwierdzić.
Jego cel nie znajdował się na podjeździe, a więc istniały dwie opcje – ojciec gdzieś nim pojechał, co było mało prawdopodobne o tej porze, lub samochód znajdował się w garażu.
igP7jsl.png- To twój dom? – szepnął Russel jakby wyczuwając, że nie należy głośniej mówić.
Oliver bez słowa wszedł na werandę, na której odnalazł starą bańkę na mleko. W środku zawsze schowane były zapasowe klucze. Wyciągnął je bez wahania ignorując niepokojące łaskotanie po ręce
igP7jsl.png- Na pewno wiesz, co robisz?

I got no secrets I got no friends
But I got a hold of you
They say you're trouble I say you're fine
I always crossed that line

Oboje automatycznie podrygiwali w rytm mocnych basów muzyki, którą puścił Russel, podczs gdy samochód ojca sunął gładko po równym asfalcie oświetlając długimi światłami las po bokach i drogę naprzeciw. Richard zdawał sobie sprawę, że we krwi miał dużo promili, ale niewiele aut można było spotkać w drodze przez las w kierunku uczelni, a co dopiero nocą. Jechał pilnując należytej prędkości.
igP7jsl.png- Piękne niebo, co nie?
igP7jsl.png- No, niebieskie – zakpił Oliver wpadłszy w dobry nastrój. Czuł, że za to auto będzie miał niezłe kłopoty. Coś mu się jednak należało od ojca w dniu urodzin. Nie otrzymał żadnego smsa, nic. Sądził, że przyjmie ten stan rzeczy ze stoickim spokojem ale ilekroć o tym myślał czuł ucisk w żołądku. W jakiś w zasadzie niewytłumaczalny sposób uznał, że takie zwrócenie na siebie uwagi będzie może dobre. Tak w każdym razie uznał, gdy jeszcze mu się kręciło w głowie na przystanku autobusowym.
igP7jsl.png- Widziałem zdjęcia nieba nocą. Wiesz, takie gwiazdy w ruchu. Robisz coś takiego?
igP7jsl.png- Kiedyś parę zrobiłem. Dużo zabawy z tym.
igP7jsl.png- Chciałbym kiedyś zobaczyć taki proces. Podobno to może trwać nawet godziny?
Richard nie bardzo rozumiał, czy tamten do czegoś dąży, czy jedynie umila sobie czas rozmową o niczym. Przytaknął, nie kontynuując więcej rozmowy, przez co jechali w ciszy wsłuchując się w utwór The Raveonettes.
To co się wydarzyło po chwili Oliver zarejestrował z niezwykłą ostrością i przytomnością umysłu, jakby czas dla niego zwolnił. Zauważył na poboczu odbijające światło ogromne źrenice; wcisnął natychmiast hamulec, ale wszystko działo się za szybko. Russelowi bezwładnie poleciały ręce i głowa do przodu, podczas gdy pasy mocno go trzymały w fotelu, plecak Richarda narobił mnóstwo hałasu z tyłu spadając z siedzenia pod fotel kierowcy – mój aparat – zdążyło przemknąć mu przez myśl; przed sobą mógł jedynie bezradnie obserwować dorodnego jelenia, który wybiegł na ulicę w panicznej ucieczce przed zbliżającymi się reflektorami. Zwierzę próbując uniknąć zderzenia z warczącym potworem, skoczyło, przez co prześlizgnęło się po masce; chłopakom mignęło ogromne cielsko przed szybą, po czym usłyszeli donośne dudnienie na dachu. Auto wpadło w poślizg, lecz na szczęście nie wypadło z drogi.
igP7jsl.png- Ja pierdolę, co to było – wyjąkał Russel ciężko dysząc. Richard dyszał nie lepiej czując buzującą adrenalinę.
igP7jsl.png- Nic ci się nie stało? – wymamrotał, szarpiąc się z pasami. Drżące ręce mu w tym nie pomagały.
igP7jsl.png- Kurwa. Ja pierdolę.
Richard niemalże się wysypał z auta nie mogąc utrzymać równowagi. Oparł się bezsilnie o drzwi auta drżąc na całym ciele. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że słyszy żałosne zawodzenie.
igP7jsl.png- Spójrz tylko – to Russel wysypał się z auta z drugiej strony.
Za autem leżał jeleń próbując rozpaczliwie się podnieść na nogi. Już z tej odległości widoczne było, że co najmniej jedną kończynę miał złamaną.
igP7jsl.png- Jezu.
Zwierzę zamarło zwracając ku nim zwieńczony wspaniałym porożem łeb. Padało na niego czerwone światło z tylnych reflektorów samochodu; odbijało się mu również w źrenicach nadając mu jeszcze bardziej dzikiego wyglądu. Richard poczuł pragnienie zrobienia mu zdjęcia, co go aż speszyło. Hooper z kolei ruszył w stronę jelenia, na co ten się szarpnął niespokojnie, co skończyło się tylko wierzgnięciem zadnimi nogami i ludzkim wręcz wyciem.
igP7jsl.png- Nie zbliżaj się do niego.
igP7jsl.png- Co robimy?
igP7jsl.png- Musimy zadzwonić. Do leśnictwa – wymamrotał Oliver. Wszystko widział jakby jaśniejsze i bardziej wyrazistsze z mocno widocznymi fakturami.
igP7jsl.png- Masz numer?
Chłopak wyciągnął trzęsącymi się rękami telefon z kieszeni i popchnął go ku Russelowi po dachu auta. Wydawał się być bardziej opanowany o niego; bez wahania złapał telefon i zaczął przeglądać zawartą w nim książkę telefoniczną.
Po długim milczeniu, które minęło w bezsilnym obserwowaniu leżącego zwierzęcia rozległ się głos Russela.
igP7jsl.png- Halo…?
Richard obrzucił spojrzeniem samochód. Blacha na masce i na dachu była wgnieciona, a szyba cudem ocalała. Wyjął aparat spod fotela zdjęty lękiem o jego stan. Wiedział, że powinien się martwić o inne rzeczy, niż ten aparat, ale było to silniejsze od niego. Urządzenie z zewnątrz wyglądało na całe – w końcu leżało zabezpieczone w pokrowcu. Bez większego namysłu skierował obiektyw ku jeleniowi. W zbliżeniu w obiektywie widział czerwone od światła sierść, ciemną oraz pokrytą czymś lepkim i błyszczącym na nogach. Nie wiedział, czy zdjęcie zostanie uchwycone ostre, czy nie – światło tylnych reflektorów nie było najlepszym źródłem. Schował pospiesznie aparat z poczuciem winy, troszkę jak wtedy, gdy był dziewięcioletnim chłopakiem i przyłapał rodziców w niedwuznacznej sytuacji. Nigdy się o tym nie dowiedzieli.
igP7jsl.png- Leśniczy tu przyjedzie. Prosił, by zostać przy jeleniu, żeby wiedział, gdzie to dokładnie jest – Russel zdał relację z rozmowy najwyraźniej nie zauważywszy tego co zrobił Richard.
igP7jsl.png- Jest w porządku. Czasem go widzę na spacerach.

Jeleń został pozbierany, a leśniczy – mężczyzna po czterdziestce, pełen zapału do swojej pracy – podziękował im, że nie zostawili zwierzęcia na pastwę losu, ani słowem się nie zająknąwszy o tym, że to oni spowodowali ten wypadek. Richard czuł się przez to jeszcze bardziej podle. Reszta podróży zeszła im w milczeniu z trzeszczącym radiem, które nie było w stanie w środku lasu złapać zasięg. Cud, że na uniwersytecie jakikolwiek zasięg był. Auto zaparkowali na najdalszym zakątku parkingu z dala od kamer.
igP7jsl.png- Masz przejebane, co?
igP7jsl.png- No – Oliver jakoś nie mógł się pozbierać z auta. Russel poklepał go po ramieniu.
igP7jsl.png- Jestem w tym z tobą. Widzimy się rano.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#27 2017-08-22 01:00:07

Arbalester
Łoś Przewodnik
Windows 7Chrome 60.0.3112.101

Odp: Whisper

TaNFXNm.png
Ran away from me
And to move brings me up
And relieves my stress
And whenever you're around
I hate everything less

igP7jsl.pngIngrid padła zmęczona na kanapę w salonie i odetchnęła ciężko.
igP7jsl.png- Nareszcie ogarnęliśmy.
igP7jsl.png- Nareszcie Reggie poszedł spać.
igP7jsl.pngDziewczyna zachichotała na wspomnienie jego kuzyna, który choć ledwo wstał, to żegnał ostatnich gości i chciał jeszcze sprzątać, póki żona go nie przekonała, by grzecznie się położył. Ostatecznie skusili ją na Martini, więc postanowili nocować.
igP7jsl.png- Nieźle zabalował.
igP7jsl.pngLuke uśmiechnął się, a potem włączył muzykę z głośników i wyciągnął do niej rękę.
igP7jsl.png- Mogę prosić do tańca?
igP7jsl.pngPrzygryzła wargę, powstrzymując uśmiech. Chwyciła jego dłoń, a po paru krokach wtuliła się w jego tors. Pachniała swoimi letnimi perfumami. Poczuł też wyraźnie jej owocowy szampon, gdy oparła głowę o jego pierś. Rozpoznawał doskonale oba zapachy, wiedział gdzie trzymała perfumy, których użyła i że jej szampon razem z żelem do mycia w łazience w domu bez przerwy spadały z półki.
igP7jsl.pngObjął ją i zakołysali się do utworu, co jakiś czas szalejąc z wyrafinowaną pozą, taką jak obrót czy zmiana tempa lub kroków. Niegłośna muzyka i powolny ruch były miłą odmianą po hałasie i gwarze imprezy, choć Luke potrafił rozkoszować się jednym i drugim. Nigdy nie narzekał na towarzystwo ludzi.
igP7jsl.pngNagłe przyspieszenie melodii zaskoczyło Ingrid; zaśmiała się krótko, gdy się rozdzielili, a O'Brien zaczął dziwną solówkę, w której zawarł gaszenie peta stopą, twista i inne ruchy, których lepiej nie przytaczać. Potem porwał ją w bezładne dreptanie po pokoju i przestał dopiero, gdy muzyka znów zwolniła. Cieszyli się swoją bliskością bez widzów wokół, co mogliby zacząć gwizdać albo się śmiać. Ingrid była dla niego jak letni powiew w ciepły dzień; uspokajała go, koiła nerwy. Cieszył się, że ją miał.
igP7jsl.pngUtwór nie zdążył dobiec końca, kiedy rozległo się walenie do drzwi.
igP7jsl.png- Spodziewasz się jakichś gości jeszcze? - zdziwiła się Ingrid.
igP7jsl.png- Może chłopaki czegoś zapomnieli. - Wzruszył ramionami i razem poszli otworzyć.
igP7jsl.pngW progu stał Peter. Opierał się o ścianę, a mimo to kołysał. Śmierdziało od niego gorzelnią. Gdy drzwi stanęły otworem, z trudem uniósł głowę i spojrzał na Luke'a nieprzytomnie.
igP7jsl.png- Słyszaem, że jest impreza i przyszeełem, żeby złożyć żyszenia...
igP7jsl.png- Boże, Luke, kto to? - szepnęła do niego skonsternowana Ingrid.
igP7jsl.pngPete jakby dopiero wtedy ją zauważył. Wskazał ją palcem i uśmiechnął się krzywo.
igP7jsl.png- To ta dziewczyna? Ładna, ale myślałem, że-
igP7jsl.pngKończąc zdanie, przechylił się raptownie naprzód. Luke wystrzelił do przodu, by go złapać. Nie było to tak trudne, jak późniejsze utrzymanie go w pionie, bo chłopak praktycznie przelewał mu się w rękach bezwładnie, powtarzając w kółko przeprosiny, coraz mniej wyraźnie, tracąc chyba kontakt z rzeczywistością. Tymczasem O'Brien był przerażony stanem przyjaciela. Nigdy go takiego nie widział. Pete mawiał, że ma dwie granice. Jedną przekraczał czasem na imprezach, na których czuł się wystarczająco swobodnie. Drugiej zaś nigdy.
igP7jsl.png- Luke?
igP7jsl.pngLuke spojrzał przepraszająco na dziewczynę, na co ta zacisnęła mocniej usta.
igP7jsl.png- To mój najlepszy przyjaciel, Ingrid. Nigdy się tak nie spił. Boję się o niego.
igP7jsl.pngWiedział, że nie zachowywał się wobec niej do końca w porządku. Obiecał jej w końcu, że tę noc będą mieli dla siebie wyłącznie. Mieli plany. Teraz na pewno nie wypalą. Obserwował ją, jak rozważała sytuację. W końcu wywróciła oczami, machnęła ręką i poszła do kuchni. Usłyszał dźwięk uruchomionego czajnika. Odetchnął z ulgą i złapał pewniej chłopaka. Prowadził go do łazienki, ale tuż przed pokojem Hunter zwymiotował na podłogę. Zaczął znów przepraszać, raz za razem. Tymczasem Luke bał się coraz bardziej. Podniósł go na ręce, przeszedł nad plamą i ułożył w wannie, podsuwając mu miskę na pranie.
igP7jsl.png- Zaraz wracam, okej? - Z wahaniem, upewniając się, że Ingrid nie szła, odgarnął mu włosy ze spoconego czoła. - Tylko posprzątam.
igP7jsl.pngNim się odwrócił, Peter złapał go za rękę.
igP7jsl.png- Nie idź.
igP7jsl.png- Zaraz wrócę, obiecuję.
igP7jsl.pngWpatrywał się w niego ciemnymi oczami z desperacją, jakiej wcześniej u niego nie widział. Zgasła równie szybko, co się pojawiła i Pete go puścił. Luke wyszedł z pokoju, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Poszedł do kuchni z chmurną miną. Ingrid podała mu dwa kubki z herbatą.
igP7jsl.png- Idę spać - oznajmiła beznamiętnie.
igP7jsl.png- Ingrid...
igP7jsl.pngDziewczyna wypuściła głośno powietrze z płuc.
igP7jsl.png- Tak, wiem, przepraszasz. Bardziej mnie zastanawia, czemu dopiero teraz poznaję twojego "najlepszego" przyjaciela?
igP7jsl.png- Wyjechał pół roku temu do Nowego Jorku.
igP7jsl.png- Mhm - mruknęła i otworzyła usta, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnowała i po prostu wyszła.
igP7jsl.pngOdprowadził ją wzrokiem, czując narastającą złość – na samego siebie. Nie chciał sprawiać jej przykrości, ani tym bardziej choć najmniejszego bólu. Jego spojrzenie padło na książkę kucharską, która leżała otwarta na stole, bo komuś ją wcześniej pokazywał. Podszedł do niej, przesunął po niej palcami, wspomniał inny prezent, od innej osoby. Zalewała go fala różnych uczuć, z którymi nie umiał sobie poradzić. Sprawiały, że chciał paść na ziemię i nakryć się w obronie rękami, tak jakby otrzymywał ciosy.

I will go if you ask me to
I will stay if you dare
And if I go, I'm goin' crazy
Let my darlin' take me there

igP7jsl.pngZatrzasnął księgę. Zabrał się za sprzątanie bałaganu przy łazience, a potem ostrożnie wszedł do pokoju, przekręcając za sobą zamek. Koszulka Petera leżała na ziemi, ze słuchawki prysznicowej u góry lała się woda, a sam chłopak próbował nieudolnie wygrzebać się z wanny. Nagle poślizgnął się i upadł. Luke podbiegł do niego.
igP7jsl.pngCo ty wyprawiasz? – warknął ostro, przepełniony bardziej strachem, niż irytacją.
igP7jsl.png– Przepraszam, Luke, nie powinienem był tu przychodzić.
igP7jsl.pngPrzestań, nic się nie dzieje-
igP7jsl.png– Naprawdę. Jesteś z Ingrid, a ja... – urwał nagle, by zakręcić padającą mu na twarz wodę. Luke, który go przytrzymywał za ramiona, by nie próbował znów wstać, czuł jak kostnieją mu ręce od temperatury wody. – Pójdę, przeszkadzam wam.
igP7jsl.pngNigdzie się nie ruszysz w tym stanie. – Luke przygwoździł go mocniej do wanny przy kolejnej próbie wydostania się. – Co się dzieje, Pete? – Przyjaciel mu nie odpowiadał, więc dopytywał dalej: – Coś z twoim tatą?
igP7jsl.png– Tata ma się dobrze.
igP7jsl.png To o co chodzi? Czemu mi nie chcesz powiedzieć?
igP7jsl.pngHunter wlepiał w niego lekko zamglony wzrok. Nagle się uśmiechnął dziwnie i wyciągnął dłoń do jego policzka, delikatnie naciskając siniaka.
igP7jsl.png– Wiesz, że twoje oczy mają kolor parodniowego sińca?
igP7jsl.pngLuke westchnął ciężko, powstrzymując się w ten sposób od palnięcia czegoś głupiego. Jeśli Ingrid była letnią bryzą, to Peter huraganem, burzą z piorunami, grzmotami – głośną i gwałtowną, powalającą wszystko na swojej drodze, czasem niemal destrukcyjną. Nie chodziło o niego samego, jego osobę, ale ich relację, uczucie jakim Luke go darzył. Jednym ruchem, gestem czy spojrzeniem Hunter potrafił wywrócić mu świat do góry nogami. Był jak narkotyk, którego nie potrafił odstawić. Wchodził mu w krwiobieg, uderzał do głowy, a gdy znikał, tracił... Tracił siebie. Dużą cząstkę. Jakby budził się po operacji, w której mu coś wycięto. Śledzionę, nerkę. Serce. Nawiedzał go fantomowy ból.
igP7jsl.pngZabrał teraz jego dłoń ze swojej twarzy i ścisnął mocno, czując kości pod skórą. Tęsknił za dotykiem tych dłoni. Wiele razy śnił o nich, jak wplatają się w jego włosy, jak suną po jego ciele, tak jak kiedyś, tymi samymi trasami, z tym samym naciskiem.
igP7jsl.pngSkoro nie chcesz mi powiedzieć, co się dzieje, to idź spać – powiedział rozkazującym tonem, ostrożnie go puszczając. – Sen dobrze ci zrobi.
igP7jsl.png– Rano – mruknął Hunter, opierając mokrą głowę o jego ramię. Ciuchy natychmiast zaczęły przesiąkać.
igP7jsl.pngRano co?
igP7jsl.pngNie otrzymał odpowiedzi, bo chłopak usnął na nim, najwyraźniej mocno zmęczony. Albo udawał. Luke nie wnikał, zamiast tego cieszył się bliskością "przyjaciela", odpychając stanowczo od siebie myśli o Ingrid, która spała w jego pokoju na piętrze. Mógł wprawdzie przenieść chłopaka na kanapę, a nie siedzieć z nim w okropnie niewygodnej pozycji w łazience, zamknięty na klucz, ale wolał go nigdzie nie ruszać, w razie gdyby miał się zbudzić albo gorzej poczuć i zaświnić mu znów podłogę.
igP7jsl.pngNie miał pojęcia, jak udało mu się zasnąć w tych warunkach i to przy włączonym świetle, ale zdołał. Pobudka zaś była jeszcze gorsza, niż zasypianie. Bolał go każdy mięsień i drżał lekko z zimna, mimo że w którymś momencie ułożył się na podgrzewanej podłodze. Gdy rozlepił w końcu powieki i podniósł się do pozycji siedzącej, dostrzegł trzęsącego się Petera, skulonego w wannie. Przeklął się w myślach, że nie pomyślał o żadnym kocu. Wstał, z trudem prostując kości, przeciągnął się na prawo, na lewo, a potem z niemałym wysiłkiem podniósł chłopaka i zaniósł go na kanapę w salonie, po czym przykrył ulubionym puchatym kocykiem pani domu. Skierował się do kuchni, gdzie powitały go dwa liściki na lodówce, jeden na czerwonej, drugi na żółtej karteczce:
igP7jsl.pngMusimy pogadać. Po zajęciach? - R
igP7jsl.pngPoszłam na poranny wykład. Nie ma mleka. - I
igP7jsl.pngLuke zamyślił się nad wiadomością od kuzyna. To nagłe "musimy" niepokoiło go. Miał nadzieję, że wszystko u niego w porządku. Lub chociaż większość. Niewiele wiedział o tym, jak radził sobie w "dorosłym" życiu i ciążyło mu to na sercu za każdym razem, gdy go wspominał. Tęsknił za tym facetem. Zawsze się dobrze dogadywali. Może to pierwsze kroki do odnowienia relacji?, myślał, spacerując bezwiednie po pomieszczeniu. Odruchowo gładził kark, pogrążony w rozważaniach. Nie znosił uczucia wymykających mu się z przestrzeni ludzi, zwłaszcza tych, na których mu zależało. Jego przestrzeń zaś była ogromna - długa, szeroka, głęboka i wysoka, i wypełniały ją tłumy osób bliższych i dalszych; a jednak bez względu na to, kto przekraczał granicę, to smętne poczucie straty zawsze się pojawiało jak notyfikacja w telefonie. Bip! Właśnie straciłeś kontakt z... Luke miał naturalną zdolność podtrzymywania kontaktów, ale nie nadnaturalną; pewnych sytuacji nie dało się przezwyciężyć i nic na to nie mógł poradzić. Nikt nie był w stanie powiedzieć mu, ile przez to tracił. Ile śmiechu, ile łez.
igP7jsl.pngOdgonił gwałtownie złe myśli jak natrętną muchę i zanurkował w lodówce. Biorąc pod uwagę jej stan, zabrał się za przyrządzanie omletów, dorzucając parę treściwszych składników, jak szynka i pieczarki. Włączył niegłośno radio, pogwizdując do rytmu popowych piosenek. Czekając, aż posiłek się usmaży, łyknął aspirynę, popijając ją herbatą z imbirem, miodem i cytryną. Wciąż miał wczorajsze soczewki na oczach, pomyślał więc, iż czas najwyższy założyć okulary. Odwrócił się, a wtedy dostrzegł Petera, łapiącego z blatu jego szkła. Założył je na nos i zmrużył oczy.
igP7jsl.png- Zapomniałem, że masz mniejszą wadę - odezwał się lekkim tonem, podnosząc z blatu butelkę wódki. - Niezła imprezka była? Ciężko stwierdzić, bo tak czysto, zupełnie nie jak po twojej imprezie. - Poczęstował go tym swoim charakterystycznym, krzywym uśmiechem, z prawym kącikiem ust uniesionym wyżej. - Co się stało z moją koszulką?
igP7jsl.pngLuke starał się skupić na jego twarzy i nie przesuwać wzrokiem po nagiej piersi, zarysowanych mięśniach brzucha. Przewrócił omleta na patelni, aby tylko zrobić coś ze sobą.
igP7jsl.png- Podejrzewam, że jest jeszcze mokra. Weź coś ode mnie.
igP7jsl.png- Ach, tak. Pamiętam. Odkręcałem wodę w wannie, nie?
igP7jsl.pngGospodarz wziął głęboki oddech i przetrzymał go w płucach trochę dłużej, niż to konieczne. Dopiero wtedy odpowiedział:
igP7jsl.png- Tak. Chyba było ci gorąco.
igP7jsl.png- Zaraz wrócę.
igP7jsl.pngUsłyszał, jak wchodził po schodach. Kiedy wrócił, omlety czekały już na nich w nakrytej jadalni. Założył bluzę z logiem drużyny, a kaptur naciągnął mocno na głowę. Przechwyciwszy zdziwione spojrzenie Luke'a, wzruszył ramionami.
igP7jsl.png- Włosy mi jeszcze nie wyschły. - Usiadł obok niego na stole, chociaż miał talerz naprzeciw. Przeniósł go. - No to miejmy to za sobą. Gadałem coś głupiego wczoraj? Mam nadzieję, że nic do... Ingrid? Tak ma na imię?
igP7jsl.png- Tylko do mnie próbowałeś coś powiedzieć, ale na szczęście nie dokończyłeś.
igP7jsl.pngPeter pokiwał głową.
igP7jsl.png- Mogło być gorzej.
igP7jsl.png- I zrzygałeś się tuż przed łazienką. I chciałeś wychodzić mokry w środku nocy. I mówiłeś, że-
igP7jsl.pngHunter nagle wstał, odkładając sztućce. Luke obejrzał się za nim, zaskoczony. Poszedł za nim do korytarza. Patrzył, jak zakładał buty, które wczoraj z siebie ledwo zdjął i czekał, sam niepewien, na co. Na wyjaśnienie, kolejne przeprosiny, a może wybuch złości? Nie wiedział, czego się spodziewać. Miał kompletny mętlik w głowie i z każdą chwilą rozumiał coraz mniej. Przed chwilą wydawało mu się, że było w porządku.
igP7jsl.pngZareagował dopiero, gdy tamten nacisnął klamkę, gotów tak po prostu wyjść. Jak zwykły kolega po zwykłej imprezie, jak gdyby nigdy nic. Zatrzasnął mu drzwi, jak tylko Peter je uchylił. Obaj zamarli. Cisza dzwoniła w uszach. Luke wbijał wzrok w przyjaciela, który skupiał się z kolei na klamce, teraz zasłoniętej ciałem chłopaka.
igP7jsl.png- Chcę-
igP7jsl.png- Nie, to ja chcę wyjaśnień - warknął ostro O'Brien, tracąc nerwy. - Co się, do cholery, dzieje, Pete? Nie możesz tak po prostu-
igP7jsl.png- Masz rację - przerwał mu w pół zdania. - Nie powinienem był przychodzić. Przepraszam. Spiłem się i...
igP7jsl.png- Och, skończ już z tym przepraszaniem! - uniósł się znów Luke. - Nie chcę tego słuchać. Niczego ci nie wypominam. Widzę, że coś jest nie tak. Nie ufasz mi, czy o co chodzi? Nie rozumiem, co robisz... - Ponieważ nadal nie otrzymywał odpowiedzi, zapytał: - Dlaczego wróciłeś z Nowego Jorku?
igP7jsl.png- Chłopak, o którym ci mówiłem... Zerwał ze mną.
igP7jsl.pngLuke szybko zgasił niepożądaną iskierkę radości. Myślał chwilę nad kolejnym pytaniem.
igP7jsl.png- Musiałeś go kochać, skoro trafiłeś do mnie w takim stanie.
igP7jsl.png- Wracam na jakiś czas do Seaberg. Nie wiem, na jak długo - wypalił w końcu Peter.
igP7jsl.png- Nie rozumiem. Myślałem, że NY to było twoje marzenie? Możesz pewnie bez problemu znaleźć nowego współlokatora.
igP7jsl.png- Jednak chcesz, żebym wyjeżdżał? - Hunter prychnął, próbując się przepchnąć do drzwi.
igP7jsl.png- Nie bądź głupi.
igP7jsl.png- Co chcesz, żebym ci powiedział, Luke?!
igP7jsl.png- Prawdę.
igP7jsl.pngZamienili się miejscami, teraz to O'Brien stał naprzeciw drzwi i wlepiał spojrzenie w dłoń przyjaciela, zaciśniętą na klamce, jakby to była bomba, grożąca wybuchem w chwili zluzowania uścisku. Nim Peter zdążył chociaż otworzyć usta, drzwi otworzyły się gwałtownie, uderzając w chłopaka. Do środka wszedł Archibald, a za nim podążała wystraszona Ada.
igP7jsl.png- Przeciąg - powiedział tylko mężczyzna, przepychając się przez korytarz.
igP7jsl.pngMatka za to dotknęła lekko ramienia pokrzywdzonego i wykrzywiła brwi w wyrazie zmartwienia.
igP7jsl.png- Nic ci się nie stało?
igP7jsl.png- Wszystko w porządku, pani Ado. - Uśmiechnął się niemrawo chłopak.
igP7jsl.pngNiczego nie świadoma kobieta pociągnęła nosem.
igP7jsl.png- Co tak ładnie pachnie? - zapytała z zachwytem i skierowała się ku kuchni. - Och, jecie śniadanie? Czy coś jeszcze zostało?
igP7jsl.png- I tak jest pewnie niejadalne - zawyrokował ojciec ponurym tonem.
igP7jsl.png- Może pani zjeść moje, jeśli to pani nie przeszkadza. I tak już wychodziłem.
igP7jsl.png- Och. W takim razie w porządku.
igP7jsl.pngW całym tym zamieszaniu Luke nie zdążył zareagować kolejny raz, by powstrzymać Petera. Zresztą teraz i tak nie mieli co dyskutować. Odetchnął głęboko, starając się opanować nerwy, po czym ruszył do swojego pokoju, unikając kontaktu z rodzicami; obawiał się, że uniesie się na ojca, jeśli go zobaczy. Z każdym krokiem czuł się cięższy. U siebie padł na sofę i ukrył twarz w dłoniach. Telefon w kieszeni zawibrował.
igP7jsl.pngIngrid: przychodzisz dzisiaj?
igP7jsl.pngOdłożył komórkę na bok, odchylając się na oparcie. Wpatrywał bez mrugnięcia w sufit, aż rozbolały go oczy. Wtedy odpisał dziewczynie: "Tak, spóźnię się".
igP7jsl.pngHuragan Hunter wrócił do miasta, a on był zupełnie bezbronny.


2JyT7mY
"Do not pity the dead, Harry.
Pity the living, and, above all, those who live without love.”

Offline

#28 2017-08-22 22:20:39

Dolores
Kucyponek Jednorogi
Windows 7Chrome 60.0.3112.101

Odp: Whisper

2Xtqnr1.png

CZWARTEK, 10/20/2016

Pijani ludzie robili głupie rzeczy. Pijana Lucy nie należała do wyjątków. Od słowa do słowa i nagle znalazła się w swoim aucie zaparkowanym nieopodal małego kościółka na przedmieściach, z Alanem wsuwającym powoli rękę pod jej koszulkę. Między jej nogami stała butelka czerwonego wina, w ustach żarzył się papieros. Cały świat był jakby za mgłą i Chang nie wiedziała czy to z powodu alkoholu, czy pogody, czy jednego i drugiego. W gruncie rzeczy nie obchodziło jej to. Alan wyciągnął papierosa z jej ust i chciał się do nich dobrać.
- Grzeszymy... - wymruczała.
- No to co?
Właśnie. No to co?
Usta złączyły się w pocałunku. Jego ręce wsunęły się pod spódniczkę, jej palce zwinnie dobierały się do paska. Choć na zewnątrz wiało chłodem, temperatura w środku auta stale wzrastała... I wtedy ktoś zapukał w szybę.
- No kurwa!
Alan warknął, Lucy wywróciła oczami ale opuściła szybę. Wraz z podmuchem zimnego powietrza do środka dostała się też głowa drugiego sportowca. Szczerzył się od ucha do ucha, był upalony.
- Gołąbeczki! Zbieramy ekipkę i jedziemy do lasu na paintball. Dołączacie się?
Alan westchnął, Lu wzruszyła ramionami.
- Możemy się dołączyć.
Chłopak, jeszcze bardziej rozpromieniony, pokiwał głową i wysunął głowę z samochodu, by Chang mogła już zamknąć okno. Ta uśmiechnęła się do Alana po czym dała mu całusa w policzek. Już wiedział, że nie wygra i tę noc zamiast na łóżkowych igraszkach, spędzą ganiając się po lesie dzierżąc w dłoniach pistolety na kulki z farbą. Rozżalony chłopak wyciągnął spomiędzy ud Lu butelkę wina. Azjatka ruszyła z piskiem opon. Z radia popłynęły dźwięki Nights in white satin. Szybko wyjechali poza zabudowania przedmieścia, dalej droga wiła się serpentynami wśród gęstych lasów. Tuż nad gruntem unosiła się mgła, dodatkowo ograniczająca widoczność. Ale upojony alkoholem umysł Lucy nie widział w tym żadnej przeszkody. W swoim mniemaniu prowadziła płynnie i z idealną prędkością. Alan także nie protestował, choć może z powodu tego, że bardzo czule zajął się butelką chardonnay. W końcu na horyzoncie zamajaczyły  światła we mgle i studentka wdepnęła w hamulec nieco gwałtowniej niżby tego chciała. Zatrzymała się około metra przed chłopakami wypakowującymi pistolety z bagażnika. Butelka była opróżniona, kurtki założone, zatem można było wyjść w chłodną, jesienną noc. Mgła osnuwała ich łydki, z ust wydobywały się obłoczki pary, na ramionach pojawiła się gęsia skórka.
- Ej, muszę siku...
- Może ci pomóc? - zaoferował się jeden z chłopaków, odkładający właśnie worek pełen różowych kuleczek na trawę.
- Ha ha, dam sobie radę sama.
Lucy posłała mu ironiczne spojrzenie, a chłopak udał smutnego. Zgarnęła z auta paczkę chusteczek i ruszyła w leśną gęstwinę.
Las nocą wzbudzał niepokój. Łuna za mgłą unoszącą się tuż nad ziemią i upojenie alkoholowe sprawiały, że Lucy między drzewami widziała dziwne kształty. Mogłaby przysiąc, że ktoś ją obserwuje. Próbowała powtarzać sobie, że to tylko wytwory jej wyobraźni, że tak naprawdę jedyne na co może się natknąć w tym lesie to wiewiórki albo leśne ptaki, ale na dużo się to nie zdawało. Lu się zwyczajnie bała. A fakt, że nagle z pola jej wzroku zniknęły światła aut i nie słyszała już odgłosów rozmów, wcale jej odwagi nie dodawał. Dziewczyna objęła się ramionami, jakby jej było zimno, chociaż szczelnie opatulała się grubą bluzą Alana a noc była wyjątkowo ciepła jak na tę porę roku. Rozglądała się czujnie, chcąc wypatrzeć coś w chaszczach... I nagle poczuła pieczenie w nodze.
- Kurwa...
Z przerażeniem spojrzała w dół, z piekącej rany ciekła krew. Musiała przez nieuwagę zahaczyć o krzewy. Skarciła samą siebie w myślach i wyciągnęła chusteczkę, by choć trochę zatamować krwawienie. Ta czynność całkowicie ją pochłonęła. Nagle usłyszała szelest liści i trzask łamanych gałązek. Coś dużego przebiegło za nią. Chwilę później po lesie rozległ się przeraźliwy ryk. W tym momencie Lucy przestała udawać przed samą sobą, że wcale się nie boi i rzuciła się do ucieczki przez las. W nocy wydawał się o wiele bardziej przerażający niż za dnia. Gdzieś błysnęły światła ale dziewczyna była zbyt przerażona żeby się nad tym zastanawiać. Wybiegła na ulicę niczym spłoszona sarenka, prosto pod koła pędzącego pickupa. Kierowca wyminął ją z piskiem opon i przekleństwami na ustach, a Lucy krzyk zamarł na ustach. Przez chwilę stała jak wryta a potem nagle zawróciła. Chciała jak najszybciej wrócić do chłopaków. Odechciało jej się nocnych spacerów, paintballu, a nawet potrzeby fizjologiczne jej przeszły. Nie marzyła o niczym innym, niż znaleźć się w ciepłym, bezpiecznym łóżku. Dlatego szła szybkim krokiem, co jakiś czas tylko oglądając się za siebie, czy aby na pewno nikt jej nie śledzi. Pech chciał, że właśnie w momencie, kiedy po raz kolejny obejrzała się za czymś szeleszczącym w krzakach, coś wyrosło pod jej nogami. Dziewczyna z piskiem runęła na leśną ściółkę a jej nogi zatrzymały się na czymś galaretowatym. Uderzyła się w głowę, była oszołomiona. Na chwilę zrobiło jej się ciemno przed oczami, więc zaczęła po omacku badać grunt. Pomiędzy mokrymi od mżawki liśćmi, wyczuła coś dziwnego, ni to kamień, ni to mech... Jej palce splotły się z innymi palcami, a kiedy się odwróciła, zobaczyła przed sobą twarz wykrzywioną w przerażeniu, z szeroko otwartymi, martwymi oczami. Krzyk Lucy mógłby w tym momencie obudzić nieboszczyka.
Dopadła do auta cała rozczochrana i mokra od potu.
- Lulu, co jest? - Alan objął ją ramieniem żeby się nie osunęła na maskę.
- Spadamy stąd! W tym lesie coś jest... - wyjęczała przerażona, ze łzami spływającymi po policzkach.

***

PIĄTEK, 10/21/2016

Rano w akademikach wybuchło niemałe poruszenie spowodowane wizytą dwóch komendantów policji przemierzających korytarz. Wszyscy wyglądali z pokojów, by dowiedzieć się co się stało. Lucy także wyjrzała, ale dopiero po usłyszeniu pukania do drzwi swojego pokoju. Jej współlokatorki nie było a niemożliwe, aby nie zabrała klucza. Zarzuciła bluzę na swoją koszulkę i szorty, w których spała, po czym wychyliła głowę za drzwi. Zdziwiła się widząc za nimi parę mundurowych.
- Panna Lucy Chang?
- Tak... A o co chodzi?
- Pójdzie pani z nami.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#29 2017-09-01 00:25:54

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 60.0.3112.113

Odp: Whisper

Richard F. Oliver

Niedziela, 30-10-2016

I got no secrets I got no friends
But I got a hold of you
They say you're trouble I say you're fine
I always crossed that line

igP7jsl.pngSunęli autem w lesie po gładkiej szosie przecinając ciemności ostrym halogenowym światłem. Muzyka dudniła Richardowi w klatce piersiowej i w głowie niemalże go upajając. We wstecznym lusterku widział czerwoną poświatę, która padała na znikający w tyle krajobraz. Dłoń Russela spoczywała na hamulcu ręcznym jakby w połowie drogi do czegoś. Richard nie mógł się temu przyjrzeć, gdyż wiedział, że jest pijany -  starał się skupić całą uwagę na drodze. Bał się, że gdy oderwie wzrok od drogi, wylądują w rowie, lub na drzewie. Droga była pełna niekończących się zakrętów.
igP7jsl.png- Znalazłeś kiedyś podczas tych swoich porannych spacerów poroże jeleni? Podobno te zrzucone można zbierać.
Richard chciał mu odpowiedzieć, że i owszem, ale jelenie zrzucają poroże na przełomie lutego i marca, a nie teraz - w październiku. Nie mógł z siebie jednak wydobyć głosu. Prócz muzyki dudnił mu w klatce piersiowej niepokój.
igP7jsl.png- Szkoda. Przydałoby mi się na Halloween.
Jechali przez chwilę w milczeniu. Russel nagle pochylił się do przodu wciskając w radiu pauzę.
igP7jsl.png- Widzisz to?
Richard zmrużył oczy patrząc przed siebie. Widział tylko drogę i drzewa po bokach. Zacisnął pocące się dłonie na kierownicy.
igP7jsl.png- Uważaj!
Szarpnięcie za kierownicę. Wciśnięty do końca hamulec. Było już za późno, a dziewczyna, której wcześniej nie zauważył na środku drogi, wpadła z pełnym impetem na maskę.

***

igP7jsl.pngZe snu wyrwało go donośne pukanie do drzwi. Lekko drgnął na łóżku próbując ogarnąć, co się wokół niego dzieje. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że nie znajduje się już w domu Luke'a, który - co było naprawdę miłe z jego strony - pozwolił mu zamieszkać na tydzień u siebie. Przez zasuniętą roletę wpadały pojedyncze promienie słoneczne. Leżał przyciśnięty do ściany utworzywszy z kołdry mur między sobą, a swoim pokojem w akademiku. Mimo, że nie był nakryty, czuł, że lepi się od potu. Poruszył się ostrożnie jak za starych czasów próbując wyczuć kondycję ciała. Odezwało się lekkie zesztywnienie karku i ból pod jednym z żeber.
igP7jsl.png- Richie? Pisałeś wczoraj, że wróciłeś - odezwał się przytłumiony głos zza drzwi.
Richard zauważył obok siebie telefon, gdy usiadł na łóżku.
igP7jsl.png- Chwila, ubiorę się - wychrypiał zaspanym głosem. Zerknął pospiesznie na ekran telefonu. Wyświetliły się ikonki z rozmów z Russelem, Lucy i Lukiem. Pierwszej dwójce wczoraj w końcu odpisał na liczne pytania o niego, że wrócił na kampus, podczas, gdy Luke'owi wysłał jeszcze raz podziękowania za miniony tydzień. Najwyraźniej musiał w trakcie rozmów zasnąć.
igP7jsl.png- Śpisz nago?
Chłopak przypomniał sobie, że ktoś na niego czeka za drzwiami. Nie odpowiedział mu, wstając z łóżka i naciągając na tyłek pospiesznie spodnie. Gdy schylał się po bluzę, żebra znów go zabolały. Przykuśtykał do drzwi i otworzył je w trakcie nakładania bluzy przez głowę. Udało mu się ukryć zanikające już siniaki.
Za drzwiami stał Russel z zakrwawioną twarzą. Oliverowi przemknęło przez myśl, że chyba się jeszcze nie obudził.
igP7jsl.png- Gdybyś widział swoją minę teraz - skomentował ze śmiechem na widok Richarda - Imogen mi to zrobiła.
igP7jsl.png- Walnęła ci w ryj? - spytał Ricky siląc się na żart.
igP7jsl.png- Jutro Halloween, człowieku. Gdzieś ty był przez ten tydzień? Czemu mnie nie wpuścisz? Jest 13, a ty dopiero wstałeś? - Russel z wrodzonym brakiem subtelności przecisnął się obok niego do środka i ruszył ku oknu, by wpuścić trochę światła. Po drodze potknął się o plecak Richarda leżący na podłodze.
igP7jsl.png- Co ty tu robisz? - Ricky zmrużył oczy. Światło na dworze było rozproszone przez chmury, ale nadal go oślepiało.
igP7jsl.png- Pozwól, że to ja mam prawo do zadawania pytań jako pierwszy - skwitował Hooper ogarniając spojrzeniem bałagan panujący w pokoju Richarda. Było to o tyle zaskakujące, że Ricky był pedantem.
Przez chwilę walczyli na spojrzenia.
igP7jsl.png- Dobra, co chcesz wiedzieć? - Ricky zrezygnowany odwrócił wzrok i zabrał się za ogarnianie bałaganu.
igP7jsl.png- To chyba oczywiste. Gdzie byłeś? Dlaczego nie było z tobą kontaktu? - Hooper rozsiadł się wygodnie w fotelu. Nie odkładał telefonu, którym wciąż się nerwowo bawił.
igP7jsl.png- Byłem w mieście. Nie miałem wifi.
igP7jsl.png- I dlaczego znikłeś z uczelni?
Richarda zaczynało drażnić jego zachowanie. Poczynając od tego, że wcale nie miał ochoty o tym mówić, nie rozumiał dlaczego ktoś z kim ma kontakt od niecałych dwóch tygodni rości sobie prawa do wpychania mu się do pokoju i wypytywania o to, co robił. Nawet, jeśli przed jego zniknięciem pisali ze sobą dość dużo, to raczej nie było to normalne.
igP7jsl.png- To przesłuchanie? - burknął wyciągając spod łóżka skarpetki. Russel uniósł dłonie w obronnym geście.
igP7jsl.png- Nie jeż się. Po prostu się martwiłem. Znikłeś następnego dnia po tym wypadku z jeleniem, auta twojego ojca na parkingu przed uczelnią nie było, zero kontaktu, jeszcze ta sprawa z zabitą dziewczyną i już myślałem, że nie wiem, coś ci się stało w trakcie tych twoich porannych spacerków - chociaż nie, znikło auto - no to, że ojciec ci coś zrobił za rozwalenie jego auta...
igP7jsl.png- Rozumiem - przerwał mu Richard czując nieprzyjemny ucisk w żołądku, gdy tak słuchał słowotoku Hoopera wydobywającego się z niego z prędkością karabinu maszynowego. Gdyby ten wiedział, że w rzeczywistości jego podejrzenia się sprawdziły - wszystko jest w porządku. Wyjechałem rano następnego dnia, by oddać ojcu auto, póki jeszcze spał.
igP7jsl.png- Chciałeś mu odstawić jakby nigdy nic rozwalone auto?
igP7jsl.png- Zostawiłem mu w środku liścik z pieniędzmi. Wolałem nie być przy tym osobiście - Oliver uśmiechnął się krzywo.
igP7jsl.png- Ile?
igP7jsl.png- Czy to ważne?
igP7jsl.png- Jechaliśmy razem. Oddam ci połowę.
Richard po raz kolejny upomniał się w duchu, by nie traktować go z góry jak intruza. Wyraźnie chciał dobrze.
igP7jsl.png- Jeszcze nie wiem, ile dokładnie wyniesie naprawa.
Russel pokiwał głową z zaaferowaną miną.
igP7jsl.png- Koniecznie mi daj znać, gdy już się dowiesz.
Richard przytaknął zaścielając łóżko. Russel siedzący w fotelu za jego plecami milczał, więc postanowił przerwać tę ciszę komentując halloweenową stylizację. Nie zdążył spytać, gdyż jego towarzysz zdążył się zebrać do kolejnego pytania - tym razem z większą pokorą.
igP7jsl.png- Powiesz mi, co się w takim razie stało? I gdzie byłeś?
Richard usiadł na łóżku krzyżując mimowolnie ręce.
igP7jsl.png- Gdy czekałem na przystanku autobusowym, zaczepili mnie... nazwijmy ich kibolami. Chodziliśmy do tych samych szkół od zawsze i po prostu niezbyt za mną przepadają.
igP7jsl.png- Pobili cię? - upewnił się Russel ze zdumieniem. Nie uszło uwadze Richarda, że aż przestał się bawić telefonem.
igP7jsl.png- Tak - przyznał niechętnie. Już ta wersja wydarzeń była w jego mniemaniu upokarzająca, a co dopiero ta prawdziwa. Hooper ten jeden raz nie wiedział co powiedzieć, więc Ricky dokończył pospiesznie - nie chciałem się pokazywać w takim stanie na uczelni, bo byłoby od razu mnóstwo pytań. Poprosiłem Luke'a o przenocowanie mnie parę dni, bo ojciec pewnie by mnie nawet nie wpuścił do domu. Ot i cała historia.
Russel jakby się zawiesił słuchając go. Przez chwilę trwała między nimi cisza przerywana raz po raz jękiem umęczonego fotela, gdy ten nerwowo potrząsał nogą założoną na drugą nogę. Richard z chęcią by to sfotografował na długim naświetlaniu - cała sylwetka chłopaka byłaby nieruchoma, a zamazane byłyby jedynie ta ciągle skacząca stopa i telefon, który przerzucał sobie z dłoni do dłoni.
igP7jsl.png- Zgłosiłeś to na policję? - spytał w końcu z autentyczną troską w głosie. Ricky aż się speszył.
igP7jsl.png- Nie.
igP7jsl.png- Dlaczego nie? - Russel przeniósł się z fotela na łóżko obok niego. Ricky zesztywniał z bólu w żebrach, gdy materac się zapadł pod jego ciężarem. Cokolwiek Hooper chciał w ten sposób osiągnąć, najwyraźniej odpuścił wciskając dłonie złożone jak do modlitwy między swoje kolana.
igP7jsl.png- Po prostu nie. Idę pod prysznic - chłopak uciął gramoląc się niezręcznie z łóżka. Sytuacja z przebieralni nadal napawała go uczuciem zażenowania i nie wiedział na ile miała ona wpływ na ich obecne relacje. Nie miał śmiałości jednak o to spytać wprost.
Hooper przytaknął obserwując z nieprzeniknioną miną jak ten szuka ręcznika.

***


igP7jsl.png- Ricky! - usłyszał za sobą tuż przed tym jak miał wejść do męskiej łazienki. Gdy się odwrócił w pierwszej chwili dostał z liścia twarz i zanim zdążył zareagować Lucy rzuciła mu się na szyję - jak mogłeś tak po prostu zniknąć bez słowa i to po tym, co się wydarzyło!
Ricky odruchowo złapał ją w pasie zwyczajnie nie wiedząc co powiedzieć. Piekł go policzek, a teraz odezwały się znów żebra. Stanowczo za dużo kontaktów fizycznych z ludźmi w ciągu ostatniego tygodnia. I to bynajmniej nie takich jakich by sobie życzył.
igP7jsl.png- Przepraszam, nie chciałem cię martwić - zdołał jedynie wydusić.
igP7jsl.png- Wyszło ci dokładnie na odwrót - oświadczyła dobitnie Lucy puszczając go ku jego uldze - będziesz musiał mi się wytłumaczyć.
igP7jsl.png- Może później? - zaproponował zarzucając znacząco ręcznik na ramię.
igP7jsl.png- Możesz później. Pamiętaj, że dziś ozdabiamy magazyn - Lucy konspiracyjnie zniżyła głos.
igP7jsl.png- Uczelnia nie odwołała Halloween? - Ricky przypomniał sobie, że nie zdążył o to zapytać Russela.
igP7jsl.png- Odwołała. I co z tego? Potrzebujemy tego - dziewczyna lekko się obruszyła.
Richard skinął głową na znak, że przyjmuje to do świadomości. Dopiero teraz zauważył, że parę osób im się przygląda. Uznał, że zapewne ze względu na Lucy. Jemu raczej nikt się nie przyglądał. Jako fotograf opanował sztukę wtapiania się w tło do perfekcji. I jako diler w sumie również.
igP7jsl.png- A ty jak się czujesz? - spytał cicho schylając się do niej. To i owo o sprawie zdążył się dowiedzieć z gazet i z doniesień Luke'a oraz Maritzy.
Lucy jedynie potrząsnęła głową, aż włosy rozsypały się jej wokół twarzy. Najwyraźniej nie była to rozmowa na tu i teraz. Obok nich znienacka stanął Russel widocznie znudzony już czekaniem w pokoju Olivera. Ricky zdążył zauważyć, że chłopak obrzuca Lucy naburmuszonym spojrzeniem, lecz szybko wykwitł mu na twarzy uśmiech.
igP7jsl.png- Muszę lecieć - oświadczył przepraszającym tonem. Lucy obrzuciła spojrzeniem jego charakteryzację.
igP7jsl.png- Oh, cześć. Niezłe - oświadczyła dotykając lekko paznokciem sztuczną ranę, jaką miał na czole.
igP7jsl.png- Dzięki. W zasadzie chciałem cię spytać, czy masz coś, czym mógłbym to zmyć - spytał nerwowo podrygując na piętach.
igP7jsl.png- Jasne - zgodziła się Lucy dość uprzejmie. Widać jednak było, że bliższych kontaktów między nimi specjalnie nie było - pojawisz się dziś w magazynie, by pomóc nam go ozdabiać?
Russel potarł nerwowo parodniowy zarost na brodzie.
igP7jsl.png- Mam nadzieję, że zdążę się pojawić.
Brwi Lucy powędrowały wysoko, gdy to usłyszała. Mniej pewna siebie osoba pod jej spojrzeniem pewnie natychmiast potwierdziłaby swój udział. Najwyraźniej Hooper był na tyle pewny siebie, że poprzestał tylko na unikaniu jej wzroku.
igP7jsl.png- Postaram się - zapewnił ją.
Richarda bawiło obserwowanie tej gierki, ale czuł się zbyt niekomfortowo nie wziąwszy jeszcze prysznica, więc postanowił opuścić pole tej niewerbalnej bitwy.
igP7jsl.png- To do zobaczenia później - oświadczył, po czym wszedł do łazienki machnąwszy im przedtem ręką na pożegnanie.

***

Russel Hooper


I got a secret, I can’t tell it
It’s eating me up here, I can’t help it
I’m not a good man, I got a secret, and it’s…


igP7jsl.pngRussel stał na parkingu wstrząsany drgawkami z zimna. Z nieba siąpił deszcz, a go samego szczypała skóra na twarzy nienawykła do kosmetycznych operacji. Próbował chronić się przed nieprzyjemnym wiatrem pod kapturem, ale niewiele to dało. Nerwowo wyjął z kieszeni telefon i włączył Messenger, by pospieszyć spóźnialskiego. Nie uszło jego uwadze, że ustawił sobie nowe profilowe - typowy muł siłowniowy pokazujący bica z klatą. Sarknął pod nosem klikając pole do wpisania tekstu, jednak ekran dotykowy, który zdążył już się pokryć kroplami deszczu, odmówił posłuszeństwa. Hooper potarł go o bluzę, lecz jedynie co uzyskał, to losowe litery, które telefon zaczął sam wypisywać. Chłopak zaklął chowając telefon z powrotem. Zostało mu przestępowanie z nogi na nogę.
Donośny bas z rapsów uprzedził przyjazd czarnej beemki. Jej czarnoskóry kierowca od ich ostatniego spotkania zdążył się opitolić na łyso i teraz w guście Russela wyglądał, jakby się urwał z GTA. Nie dało się być mniej dyskretnym niż on teraz.
igP7jsl.png- Siema, CJ - przywitał się kpiąco, wsuwając na skórzane siedzenie. Uderzyły go fale ciepła i muzyki wydobywające się z wewnątrz.
igP7jsl.png- Kolejny - sarknął kierowca, którego imię nawet się zgadzało - Carl.
Bez ociągania się wykręcił auto i wyjechał z parkingu na drogę prowadzącą do miasta, podczas gdy Russel w milczeniu szukał jakiejś innej muzyki.
igP7jsl.png- Jeszcze trochę i będziesz musiał mi płacić za milczenie.
igP7jsl.png- Jak jakiejś dziwce? Tak się składa, że też coś na ciebie mam - odparował Hooper opuszczając oparcie i wyciągając się wygodnie. Przy Carlu jego pewność siebie często była jedynie udawana, gdyż niespecjalnie czuł się przy nim bezpiecznie, a co dopiero przy jego kumplach.
igP7jsl.png- Nie kładź nóg na desce rozdzielczej - uprzedził go Carl biorąc agresywnie zakręt - no, co niby masz na mnie?
igP7jsl.png- To was nazywają pieszczotliwie kibolami?
igP7jsl.png- Zdarza się. Co za gówno - Carl znów przełączył na swoje rapsy, gdy wybrzmiał wstęp jakiejś rockowej piosenki.
igP7jsl.png- Nie zdarzyło wam się kogoś pobić w zeszłym tygodniu? - spytał Russel z przyklejonym sztucznym uśmiechem do twarzy. Założył ręce za głowę, co nadało mu jeszcze bardziej nonszalanckiego wyglądu.
igP7jsl.png- W zeszłym tygodniu były rozgrywki futbolu w Burlington. Jak nie wierzysz, możesz sobie zobaczyć.
Russel bez wahania przejrzał zdjęcia Carla, na których on ze swoimi kumplami i dziewczynami szczerzą się do obiektywu na tle stadionu The Gut. Uniósł brwi ze zdziwieniem. Jeśli Ricky kłamał, to jego kłamstwo miało naprawdę krótkie nogi.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#30 2017-09-04 11:52:52

Faworek
Faworek wrocławski ziemniakiem natarty
WindowsChrome 60.0.3112.113

Odp: Whisper

M A Y A    R H O D E S




May zlustrowała mieszkanie, nie poruszając głową. Było małe. Z ciasnego korytarza, gdzie wcisnąć się mogły maksymalnie trzy osoby jednocześnie wychodziły cztery pary drzwi: jedne prowadziły z powrotem na klatkę, te naprzeciw niej skrywały pomieszczenie owiane całkowitym mrokiem, w którym można było odróżnić jedynie biel zmiętolonego prześcieradła, na lewo znajdowała się prawdopodobnie toaleta, bo po prawej przez próg widoczny był już salon połączony z kątem naśladującym jadalnię i aneksem kuchennym. Wszystko urządzone było w ciemnym tonie na tle ścian o barwie czerwonego wina.

- Co ci się stało?
May skrzyżowała spojrzenie zamglonych oczu ze wzrokiem Marshalla, kuzyna Joan, ukrywając pod subtelnym uśmiechem iskry poirytowania, które budziły w niej chęć wdeptania jego twarzy w parkiet.
- Widzisz, kompilacja depresji i zaburzeń lękowych w połączeniu z alkoholem i narkotykami doprowadziły mnie do tego, że potknęłam się o dywan i uderzyłam o biurko - Odpowiedziała płynnie, raźno, bez zająknięcia, a Marshall chłonął z przejęciem każde słowo wypowiedziane w miękkim tonie sopranu, dopóki po skończonej wypowiedzi nie dotarł do niego ich sens. Spojrzał jeszcze raz na błękitny plaster z nadrukowanymi na nim okrągłymi, uśmiechniętymi szeroko buźkami afrykańskich zwierząt. Joan przykleiła go jej dziś rano, mówiąc, że ze swą bladą cerą, oziębłym spojrzeniem i szwami na czole wygląda jakby wampiry zaczęły już wychodzić z trumien i będzie straszyć dzieci na ulicy, więc potrzebne jej trochę wesołości na twarzy. Nie było szans przywołać jej na usta May, więc Joan wyręczyła się kolorowym plasterkiem, osłaniając dodatkowo rozcięcie nad prawą brwią.
- Rozumiem - jego wargi rozciągnęły się, ukazując rząd równych zębów w otoczce zapierającego dech w piersi, szerokiego uśmiechu. Zaskoczyło ją, z jaką zaskakującą płynnością potrafi na miejsce poważnego, skupionego wyrazu przywołać rozweselenie rysujące jego twarz falą zmarszczek. Gestem dał jej znak, by weszła do pokoju na prawo - Nie ściągaj butów.
Posłuchała. Ruszała za nim stukając obcasami o parkiet. Zostawiła torebkę na taborecie za progiem pomieszczenia i omiotła spojrzeniem pobieżnie jego wystrój. Regały pod ścianą stały zapełnione książkami różnego rodzaju począwszy od klasyków fantastyki kończąc na słownikach języka hiszpańskiego, na jednej z półek kurz zbierały pudełka gier karcianych, a światło, które oświetlało pokój biło z dwóch wielkich monitorów stojących w przeciwległym kącie.
- Mam grzane wino. Naleję tobie. Jesteś zmarznięta. Długo byłaś na dworze? Wyglądasz jak sopel lodu. Poczekaj, przyniosę ci sweter. Kto normalny wybiera się w taką pogodę w tak krótkiej spódniczce na spacer?
Głos miał niski, ochrypły i męski. Po ostatnich sylabach wypowiedzianych przez niego słów pozostawało w jej uszach nikłe, mruczące echo, jakby nadzieja na następne dźwięki jego tonu.
- To sukienka - zdołała rzucić, zanim ten zniknął w drugim pokoju, by po chwili wrócić z grubym, wełnianym swetrem i wcisnąć go w jej ręce - I nie przyszłam tu, żebyś udawał drugą Joan. Myślałam, że jako kuzynostwo będziecie mniej podobni.
Marshall zamarł na moment, słysząc jej ostatnie słowa. Poprawił siedzące na nosie okulary sztywnym gestem i odwrócił w jej stronę twarz, rozchylając usta, jakby powstrzymywał się przed odwagą, która skłaniała go do ujawnienia myśli. Tym była pierwsza różnica między nimi, jaką dostrzegła. Joan nie pokazywała zawahania, dlatego trudno było wyczuć, kiedy mijała się z prawdą i które z wypowiedzianych przez nią słów mają większą wartość.
- Właściwie jesteśmy rodzeństwem - Rzekł, podając jej kubek z parującym wciąż alkoholem. Wzięła łyk, czując jak temperatura wypala jej język.
Marshall wskazał jej krzesło, by samemu usiąść naprzeciw.
Wraz z tymi słowami czas zwolnił. Czuła jak alkohol rozpalał jej gardło gorącą słodyczą cynamonu, goździków oraz pomarańczy i szykował się, by dotrzeć do każdego nerwu, aby rozgrzać centymetr po centymetrze jej ciała. Zorientowała się, że zaciska dłoń na kubku mocniej niż powinna, czując parzące ciepło na skórze.
- Słucham? - Zapytała, nie ukrywając zainteresowania. Sweter wylądował na jej kolanach, wyglądając na zawiedzionego z powodu odrzuconych chęci przydania się.
- Nasze matki są siostrami. Bliźniaczkami, mówiąc ściśle. Nie lubię snuć długich opowieści dramatycznych, więc w skrócie historia wygląda bardzo prosto: mój ojciec zdradził moją matkę z jej siostrą. Stąd na świecie pojawiła się Joan - Opowiadał swą historię rodzinną, jakby streszczał jej przepis na sernik na zimno, bez skrępowania ani zażenowania.
Odpalił papierosa, przekrzywiając głowę i zaczął mówić dalej, akcentując zgrabnie zdania:
- Joan długo o niczym nie wiedziała, tak jak cała rodzina. Mój ojciec nie ma do niej praw rodzicielskich. On sam nigdy nawet nie miał ochoty do niczego się przyznawać. Matka Joan utrzymywała ją w przekonaniu, że jej ojciec zmarł w wypadku samochodowym, miesiąc po jej urodzeniu. Reszta rodziny nie próbowała tego zmieniać, bo i tak nikt nie wiedział, co miałby jej w zamian powiedzieć - jego wargi poruszały się płynnie, wypuszczając słowa wraz z siwymi smugami dymu, lecz nagle wykrzywiła je ironia:
- Ojciec, o którym słuchałaś, nigdy nie istniał. Jesteś wynikiem puszczalstwa swojej matki. Teraz znasz prawdę. Nie musisz dziękować.
May wpatrywała się w Marshalla, swą uwagę dzieląc między opowieścią a jego twarzą. Im dłużej gładziła jego rysy spojrzeniem, tym wyraźniej widziała w nich Joan. Już wcześniej, witając się z nim przed drzwiami, uderzyło ją ich podobieństwo, lecz gdy oblizywał wargi, lub wypuszczał obłoczki, jego usta składały się w cynamonową oponkę, miała wrażenie, że siedzi przed nią Joan w męskim wcieleniu.
- Kiedy prawda wyszła na jaw, wszystko się posypało. Moja matka zażądała rozwodu, a kontakty z siostrą skończyły się kilka, albo kilkanaście już lat temu. Joan odcięła się od całej rodziny. Dopiero przed rokiem udało mi się do niej dotrzeć i odnowić nasze relacje.
Zrobił przerwę, by zaciągnąć się mocniej trzymanym między palcami tytoniem.
- Anegdota może nie brzmi śmiesznie, ale wnioski z niej brzmią często zabawnie. Raz udało się mojemu przyjacielowi porównać zawiłość tej historii do sytuacji rodu Lannisterów.
- Fajnego masz przyjaciela - Podsumowała, nie szukając słów, którymi mogłyby podszywać się pod przejęcie przed rozmówcą - Czemu mi to mówisz? Takich ciekawostek nie opowiada się ledwo poznanemu człowiekowi.
Marshall wydawał się zdumiony jej pytaniem, lecz gdy moment zaskoczenia minął, wybuchnął głębokim, szczerym śmiechem.
- Poczułaś się skrępowana? Nie chciałem. To wina Joan. Tyle się nasłuchałem o jej May, że w moim punkcie widzenia od wakacji jesteś obecna podczas każdej mojej rozmowy z nią. Myślę, że skoro jesteście tak blisko, nie ma powodów, by ukrywać takie historie.
- Może jednak nie jesteśmy tak blisko jak myślisz.
Wstała, sięgając po kubki i podeszła do kuchenki, by dolać im obojgu ciepłego wina.
- Może - wzruszył ramionami, dogaszając peta - Może to tylko wrażenie.
- Ma za to ogromne zaufanie do mnie, skoro przysłała mnie do ciebie, wiedząc jakim plotkarzem jesteś.
- Jesteś nadzwyczaj bezczelna - May posłała mu zadowolony uśmiech, nie zaprzeczając ani nie przytakując jego stwierdzeniu. Nie musiała. Miał się przekonać, jak silna jest słuszność jego spostrzeżeń - Właściwie to po co cię tu przysłała? Słyszałem, że masz problem z paroma zdjęciami.
- Żadnych problemów. Nie mam własnego sprzętu, żeby je wydrukować, a są to fotografie, których wolałabym nie wywoływać u specjalisty. - sięgnęła po torebkę, po czym wyciągnęła z niej portfel, a z portfela małą, niepozorną kartę pamięci, którą ukradła Imogen podczas imprezy, z której zbierała Joan. Za sprawą tego urządzenia, uczelnia miała stać się polem popisów May całkiem niedługo - Jest tam też jedno zdjęcie, które nie złapało ostrości tam, gdzie powinno. Myślisz, że dałbyś radę coś z tym zrobić?
Marshall wstał od stołu i wyciągnął dłoń po przedmiot, który May zgrabnym ruchem palców mu oddała. Usiadł na fotelu stojącym przed biurkiem i podłączył kartę do komputera, a na jednym z ekranów za sprawą kilku kliknięć pojawił się cały album zdjęć autorstwa Richarda Olivera. Dziewczyna stanęła za nim, wartując wzrokiem miniatury fotografii, na których uwieczniono okoliczne lasy, zwierzęta albo ludzi z uczelni.
- Ty je robiłaś? Są dobre.
- Znajomy - Odparła krótko enigmatycznym tonem, pochylając się bliżej ekranu. Tafla jej włosów ześlizgnęła się na ramię Marshalla - Zjedź niżej. Jeszcze trochę. Niżej. Niżej. Stój. Powiększ te drugie z prawej.
Ich oczom ukazała się stara stodoła - zabytek miasta otulony mrokiem, którego ramiona agresywnie odpychały płomienie ognia.
Nie. To nie były płomienie. To wyglądało jak wielki jaszczurczy język ognistego demona, który połykał wielki budynek za jednym kłapnięciem, gdy z paszczy buchały mu grube sploty dymu, tworząc wokół nierealną powłokę odbijającą blask. May widziała na tym zdjęciu siłę, groźbę, impuls, którym żył pożar jak i Rich, robiąc zdjęcie. Czuła to ciepło na twarzy, buchające spomiędzy desek stodoły, choć była to raczej zasługa sączonego grzańca.
- Podpaliliście stodołę? - Zapytał, unosząc szeroko otwarte oczy ku May.
- Nie. Joan trafiła na to zdjęcie przypadkiem, szukając tego, co chciałyśmy - Rzekła, przypominając sobie wieczór, kiedy wturlała się pijana do pokoju koleżanki po urodzinach Luke'a.
Mężczyzna nie wyglądał na przekonanego, więc May chwyciła jego dłoń leżącą na myszce komputerowej i przybliżyła fragment obrazu, na którym było widać wychodzącą zza płonącego budynku kobiecą sylwetkę.
- Patrz. Tu ktoś jest. Ma rozmazaną twarz i gdybyś tylko był w stanie coś z tym zrobić, moglibyśmy znaleźć informacje, kto stoi za podpaleniem stodoły.
Marshall rozchylił usta, zastanawiając się, co odpowiedzieć, po czym zapisał kopię na dysku swojego komputera.
- Dam znać Joan, kiedy uda mi się cokolwiek z tego wyciągnąć, ale nie obiecuję efektów jak w hollywoodzkich filmach szpiegowskich. Grafiką zajmuję się od niedawna. Nie znam wszystkich sztuczek.
- Będę wdzięczna - Wymruczała kilka centymetrów nad jego uchem.
- Masz jeszcze jakieś ciekawe zadania?
- Mam jedno, dużo ciekawsze od pierwszego - Odparła, nie powstrzymując kącików ust od rozjechania się na boki - Wróć do folderu. Zjedź niżej. Niżej. Niżej. Jeszcze trochę. Jak kobieta w łóżku mówi ci niżej to też się tak opieprzasz?
W spojrzeniu Marshalla błysnęła dwuznaczna iskra.
- W takich sytuacjach raczej nigdzie się z niczym nie śpieszę - Odparł, po czym skupił się na zdjęciu, które wyświetliła na ekranie May, ponownie operując jego ręką na myszce. Jego wzrok padł na zgrabne kształty Rebeki Hartley, cheerleaderki z uczelnianego zespołu, lecz po miernej reakcji można było domyślić się, że skrywane zwykle uroki młodego, kobiecego ciała nie były mu obcym widokiem.
- To te zdjęcia chcesz wydrukować?
- Większość z tej sesji.
- Niegrzecznym będzie zapytać, po co?
- Tak, ale ja lubię niegrzeczne pytania -  Odrzekła, przekopiowując kolejno wybrane pliki z pamięci karty do folderu na pulpicie. Wybierała te, na których było widać jej twarz oraz te, które ukazywały bardziej intymne szczegóły jej fizyczności - Chcę zrobić niespodziankę ich autorowi. Za zrobienie ich dostał później po mordzie, więc chcę mu pokazać, że ktoś jednak docenia jego starania.
- Z twoich tłumaczeń wynika, że jesteś tu z bardzo szczytnych celów. Chcesz ujawnić sprawców pożaru, sprawić przyjemność koledze...
- Nie wierzysz w to?
- Ani trochę - nie zawahał się, odpowiadając, przy czym ton jego głosu odkrywał jego zadowolenie - Ile kopii potrzebujesz?
- Po dwadzieścia z każdego zdjęcia.
- Po co aż tyle? - Spodziewała się ujrzeć na jego twarzy zdumienie, lecz zamiast tego ukazał jej rozbawienie i ciekawość.
- Kiedy ja sprawiam niespodzianki, sprawiam je z rozmachem - Odpowiedziała beznamiętnym tonem, jakby pytał o oczywistości.
- Tyle, że ja nie mam nawet tyle papieru.
- To go zamów. Poczekam - Uspokajała go, siadając na blacie biurka - Przyślij mi rachunek z hurtowni. Oddam ci pieniądze.
Marshall przechylił głowę i rozpiął guzik koszuli, jakby potrzebował tego do uwolnienia myśli, które własnie skłębiły mu się w głowie.
- Nie chcę pieniędzy od ciebie - Odparł wreszcie - Zrobię to na prośbę kuzynki. Ty możesz za to potowarzyszyć mi przy kończeniu wina, skoro już i tak zmarnowałaś mi wieczór.
- Zmarnowałaś? - Obruszyła się, unosząc brwi, co widocznie go bawiło - Chcesz udawać, że miałeś na dziś jakieś plany?
Czuła się w jego towarzystwie równie swobodnie jak przy Joan, jeśli nie bardziej. Między nimi nie było jeszcze niezręcznych wspomnień, do których nie chciała wracać pamięcią lub nawiązywać w rozmowie. Nic jej nie ograniczało, zupełnie jak podczas wyjazdu podczas wakacji, dlatego pozwalała sobie na powiedzenie lub zrobienie tego, co wobec nowo poznanych ludzi zazwyczaj jest nietaktowne. Marshall dodatkowo sam wypełniał ich rozmowę komentarzami bez zahamowań. Bezwstydnie wysyłał jej pokusy do kolejnych śmiałych kroków zacieśniających znajomość. Śmiali się głośno z żartów i opowieści o sobie nawzajem, a przychodziło to im tak naturalnie i przyjemnie jak przyjaciołom, którzy nadrabiali czas odseparowania. Patrzył przy tym na nią znad oprawek okularów z dociekającą błyskotliwością i łagodnym, ledwo zauważalnym uśmiechem, zaciskając wargi na papierosie.
May zastanawiała się, czy okrutny przypadek kpił z niej, podsuwając jej osobę, która prócz ucieleśnieniem cholernie pociągającego ją sposobu zachowania, była również przykładem męskości, pobudzającym brudne obrazy przelatujące przez jej wyobraźnię za pomocą samego uśmiechu, a jednocześnie został jej przedstawiony jako kuzyn dziewczyny, z którą zaliczyła wakacyjny romans. W kulturze amerykańskiej utarło się, że niesmaczne jest uprawianie seksu z więcej niż jednym członkiem tej samej rodziny, lecz May miała okrutne pragnienie złamania kanonów postępowania. Nie mogła jednak zrobić tego Joan, biorąc pod uwagę historię jej rodziny, którą dziś usłyszała. Przypominała to sobie co minutę, karcąc się w duchu.
Pamiętaj, May: to jej kuzyn.
- Mija czwarta godzina picia. Mogłabyś mi już powiedzieć szczerze, do czego potrzebujesz tych zdjęć - Rzekł, wracając rozmową do powodu, dla którego go odwiedziła. Wcześniej zdążyli porozmawiać o wszystkich złych, lecz cieszących rzeczach: o alkoholu, seksie, paleniu trawy i jego częstych, przelotnych związkach. Bawili się dwuznacznością, ironią, żartem, sugerowaniem lub mówieniem wprost.
- Niech będzie, ale proszę cię, żeby nie wyszło to poza ten pokój. Nie jest to sprawa, której się wstydzę, ale wolę, żeby nie wiedzieli o tym niepotrzebni ludzie - Zgodziła się, opuszczając wzrok na tulony w dłoniach kubek - Mam zamiar okleić sobie nimi swój pokój w szpitalu psychiatrycznym, kiedy skończy mi się przepustka.
- Łącznie z sufitem? - Zapytał dramatycznym tonem.
- Łącznie z sufitem.
- Oh, nie... - Marshall zagryzł pięść, dusząc udawany ból wewnątrz siebie.
- Tak. Tak będzie.
- Joan wie?
May poczuła się nieswojo postawiona w obliczu tego pytania, chociaż nie traktowała go inaczej niż jako żart.
Marshall to jej kuzyn.
Nie rób nic głupiego.

- Nie musi. - Odparła, zakładając jedną nogę na drugą - To raczej moja prywatna sprawa, czyje cycki oglądam.
- Myślałem, że macie wspólne, prywatne sprawy.
- Mamy, ale to nie jest jedną z nich.
- To, co działo się na waszej wycieczce w wakacje też nie jest wspólną sprawą?
- To, co działo się na naszej wycieczce w wakacje jest sprawą zamkniętą - Wytłumaczyła, ale na ustach Marshalla rysowało się już kolejne pytanie, które prawdopodobnie znów zastanawiało się nad widzeniem tego ze strony Joan. Nie chciała go słyszeć. Jego wiedza, że pozwoliły sobie w ostatnie wakacje na więcej szaleństw niż wypadało i przekonanie, że oznaczało to więcej niż jego przelotne romanse, drażniło ją natrętnie. Cykl subtelnych pytań, o to, czy May woli kobiety od mężczyzn w odniesieniu do jego kuzynki komplikował sytuację okrutnie, bo im dłużej siedziała w jego mieszkaniu, przechylając kubek wypełnione alkoholem, tym gorętsze wypełniała ją pokusa, by rozpalić atmosferę między ich ciałami, tak samo jak płonęły jej myśli.
Ale to kuzyn Joan, May.
Nie ruszaj.
To jej kuzyn.
Nie dotykaj.
W sumie brat.
Pieprzony kuzynobrat.
Bratokuzyn.
Kubrat.
Skup się.
To jej kuzyn, May.
Nawet o tym, kurwa, nie myśl.

I sumienie jej świadkiem, że próbowała.
- Gdyby istniały między mną a Joan intymne relacje, czy siedziałabym tu dziś w sukience zbyt krótkiej jak na tę pogodę, próbując uwieść jej kuzyna?
- Czyli to ramiączko nie opadło samowolnie?
Nie zauważyła, by opadło jej ramiączko.
- Nie - Pokręciła delikatnie głową.
Rozchyliła wargi, modląc się, by rzucił się na nią z namiętną zachłannością i zabrał ją do sypialni za ścianą. Serce tłukło się jej w piersi, bojąc się, że może odmówić i w niezręcznym tonie pożegnać ją tego wieczoru.
Marshall zdjął nieśpiesznie okulary, złożył ich zauszniki i odłożył je na blat kuchenny, o który opierał ciężar ciała. Milczał jeszcze kilka chwil, jakby zbierał słowa, by grzecznie postawić dystans między nimi i oświadczyć jej, że mylnie odebrała jego zainteresowanie i ze względu na Joan powinni zachowywać się, jak na dwoje obcych sobie ludzi przystało.
- To dobrze - Rzekł wreszcie, uświadamiając May swym spojrzeniem, że trafiła na godnego przeciwnika w konkurencji bawienia się ludzkimi emocjami - Od godziny zastanawiam się, jak cię rozebrać.
Od chwili przekroczenia jego progu słuchała jego głosu, donośnego śmiechu i oglądała mięśnie jego policzków, rozciągających twarz, przez co dostawała małpiego rozumu, a on doprowadzał ją do tego z premedytacją, widząc jej słabość.
- Czemu tak długo?
- Czekałem aż złamiesz się pierwsza.
Bawił się, oglądając jej rosnącą frustrację i czekał aż przekroczy ona swą granicę, aż obłęd dopadnie jej zmysły, by zapomniała o innych zaporach, o powstrzymaniu i regułach, a kiedy jego dłoń otuliła jej kolano, mogła mu z przyjemnością oddać zaszczyt zwycięstwa tego wieczoru.


Próżno ich sypkie zatrzymują śniegi
i lodem wzdęte odpychają brzegi.
Przeszli zawady, bo miłość szła wprzódy,
zmiatała śniegi i topiła lody

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
speedhunters - l322 - funnyfamily - lezekojota - skillhide