Opowiadania grupowe - forum Depesza

Opowiadania grupowe

Nie jesteś zalogowany na forum.

#41 2018-05-24 19:16:41

Angelue
Admin.
Windows 7Chrome 66.0.3359.181

Odp: Whisper

Richard F. Oliver

Noc, Pn/Wt, 31-10-2016/01-11-2016

igP7jsl.pngStali całą grupką w kółku na parkingu. Richard lubił milczenie, ale w tej właśnie chwili - gdy miał obok siebie Lin, a naprzeciw Russella - bardzo chciał coś powiedzieć. Każdy temat wydawał się być co najmniej niestosowny. Pytanie o to jak się bawiła Lin - odpadało z uwagi, że zostawił ją na pół wieczoru. Rozmowa o wydarzeniach sprzed chwili - odpadała, gdyż nie był to jakiś szczególnie miły temat. Rozmowa z Russellem o czymkolwiek - odpadała, po prostu.
igP7jsl.png- Myślę, że pora zabrać stąd Luke'a - ostatecznie postanowił powiedzieć na głos o drugiej priorytetowej sprawie, która go nękała. Pierwszą był problem, o czym by tu rozmawiać, więc w ten sposób rozwiązywał oba.
igP7jsl.png- Do domu? - mruknęła Lin otulając się ramionami.
igP7jsl.png- Jego rodzice chyba nie byliby zadowoleni widząc go takiego. Do akademika - stwierdził Richard ściągając z siebie bluzę i podając ją dziewczynie. Lin ją przyjęła, może bardziej z uprzejmości niż z potrzeby.
igP7jsl.png- Chyba dobry pomysł - przytaknęła. Nie wydawała się zbytnio szczęśliwa. Richard wyjął z kieszeni klucze do auta Luke'a. Dyskretnie mu je zabrał, gdy tylko zobaczył do jakiego stanu próbuje się doprowadzić.
Russell ziewnął przeciągle.
igP7jsl.png- Ja się chyba wybiorę z chłopakami Carla - stwierdził pocierając zmarznięte dłonie. Był nie w sosie. Nie wyszedł mu planowany podryw.
Richard zachował pokerową twarz. Nie wiedział, że Russell trzyma z kibolami. Nie dał bo sobie tego znać w żaden sposób wcześniej.
igP7jsl.png- Jesteś pewien? Wydaje mi się, że impreza przeniesie się do akademika - stwierdziła Lucy wydmuchując nosem dym papierosowy. Na parking schodziło się coraz więcej studentów, więc dedukcja wydawała się być trafna.
igP7jsl.png- No tak, w końcu zrobiło się dość sztywno - zażartował kwaśno Russell - może dołączymy potem. Nara - mruknął, po czym ruszył w stronę czarnej beemki stojącej przy ulicy.
igP7jsl.png- Tego co ugryzło? - skomentowała Lucy.
igP7jsl.png- Nie wiem. Chodźcie - Richard odruchowo położył dłoń na ramieniu Lin, jakby chciał ją poprowadzić. Gdy zobaczył lustrujące spojrzenie Lucy, natychmiast zabrał rękę. W sumie nie pomyślał, jak by się na coś takiego zapatrywała Lin, w końcu miała chłopaka. Dziewczyna chyba nie zwróciła na to specjalnej uwagi.
Richard otworzył Lucy i Lin drzwi. Myślał, że może któraś usiądzie obok niego, jednak obie usiadły z tyłu. Solidarność jajników.
igP7jsl.png- Dobra, zgarniamy Luke'a i wracamy - stwierdził uruchamiając silnik, jednak Lucy gwałtownie ścisnęła go za ramię.
igP7jsl.png- Poczekaj! Tam idzie mój... przyjaciel, Thomas. Zabierzmy go ze sobą.
igP7jsl.png- Nie zmieścimy się w aucie.
igP7jsl.png- Ściśniemy się.
Ricky spojrzał pytająco na Lin we wstecznym lusterku. Dziewczyna zacisnęła usta w czymś co chyba miało być uśmiechem, po czym wzruszyła ramionami.
igP7jsl.png- Świetnie - stwierdziła Lucy z zadowoleniem w głosie, po czym wyszła z auta, by zawołać chłopaka.
Richard zmierzył go spojrzeniem. W jego oczach wyglądał na typowego lowelasa, który się podoba większości dziewczyn. Przywitał się zdawkowo, gdy ten usiadł na miejscu pasażera obok niego zerkając ukradkiem we wstecznym na Lin, po czym ruszył autem w miejsce, gdzie ostatnio widzieli Luke'a. Minęli po drodze czarną beemkę - Rickie oddał spojrzenie Carlowi, który uważnie się w niego wpatrywał. Dobrze sobie zdawał sprawę z tego, że Carl był "przywódcą" kiboli i że chyba szykują mu się kolejne kłopoty z uwagi na szerzone przez niego oszczerstwa. Mleko się rozlało, miał jedynie nadzieję, że te kłopoty nie dogonią go tej nocy.
igP7jsl.png- O, tam jest -odezwała się znienacka Lin. Richard zerknął w kierunku, który wskazywała - faktycznie Luke kulił się pod ścianą hali w towarzystwie Pete'a. Z gracją haftował pod siebie. Oliver współczuł Pete'owi i im wszystkim na zapas. Pick up O'Briena był monstrualnym autem, którym należało kierować z ostrożnością bez uprzedniego przyzwyczajenia się do niego, więc zgrabne zaparkowanie obok chłopaków chwilę Richowi zajęło.
igP7jsl.png- Nie zmieścimy się - zwrócił uwagę przyjaciel Lucy.
igP7jsl.png- Coś poradzimy - skwitował Richard wysiadając z auta. Thomas najwyraźniej poczuł się w obowiązku mu pomóc, gdyż również wysiadł.
igP7jsl.png- Zawijamy się - oznajmił podchodząc do nich. Smród nabrzeża nie zdołał zagłuszyć kwaśnego odoru, jaki rozsiewał Luke. Pete wydawał się zarówno zmartwiony Lukiem, jak i nieszczęśliwy, że musi tu stać.
igP7jsl.png- Nie zmieścimy się w środku - mruknął Pete obrzucając auto spojrzeniem - pojadę z Lukiem na pace. Nie zostawię go na niej pijanego.
igP7jsl.png- Zaoszczędzicie na praniu tapicerki - skwitował żartobliwie Thomas. Richard uśmiechnął się pod nosem, ale Pete'a jakoś to nie śmieszyło.
igP7jsl.png- Gdzie jedziemy? - sapnął Luke omijając z niesmakiem kałużę rzygowin - i skąd masz klucze do auta?
igP7jsl.png- Dałeś mi je - Richard skłamał bez mrugnięcia.
Gdy pomagał chłopakom władować O'Briena na tył auta, miał wrażenie, że na górze budynku zobaczył jakiś ruch. Było to o tyle dziwne, że hala zdążyła opustoszeć, a na górę i tak ledwo kto przychodził. Zerknął w okna. Budynek bez studentów i z tymi wszystkimi porwanymi ozdobami wyglądał jak opustoszała scena po nagrywaniu jakiegoś horroru klasy B. Mimowolnie poczuł chęć opuszczenia tego miejsca.
igP7jsl.png- Trzymajcie się - rzucił do chłopaków na pace, po czym usiadł z powrotem za kierownicą.


Dziwne, u mnie działa.

Offline

#42 2018-06-17 16:24:37

Arbalester
Szeryf Depeszy
Windows 7Chrome 67.0.3396.87

Odp: Whisper

jQzyJsA.png
Go put that song on that you love on repeat, until we can't take it
I wanna drink pink lemonade, watching movie trailers till it's late

igP7jsl.pngOdwróciła się, by wyjrzeć przez okno na pakę. W świetle latarni dostrzegła niebezpiecznie wychylonego za krawędź auta Luke'a i Petera, zapartego stopami o drzwiczki, ciągnącego go za fraki do tyłu. Sądząc po gwałtownych wstrząsach jej kuzyna, domyśliła się, że znów wymiotował.
igP7jsl.pngWyprostowała się, nachmurzona i zmartwiona. Ignorowała ciągłe spojrzenia Richa w lusterku wstecznym, przypominając sobie, że kierowcy muszą w nie spoglądać, zwłaszcza jeśli dzieją się takie rzeczy na pace. Próbowała liczyć mijane drzewa. Nigdy się to nie udawało, ale sama czynność czasami pomagała jej się wyłączyć. Nawet działało, dopóki przyjaciel Lucy nie przerwał ciszy.
igP7jsl.png- Co tu taka grobowa atmosfera? Ktoś kopnął w kalendarz?
igP7jsl.pngWszyscy spojrzeli na niego z konsternacją i nagle parsknęli śmiechem. Lin poprawiła nerwowo włosy na tę zmianę nastroju. Alkohol zdawał się zupełnie wyparować z jej ciała, a wcale tego nie chciała. Potrzebowała drinka. Ewentualnie z czterech. Szybkich i mocnych. Przestała o tym jednak myśleć, kiedy Richard zwiększył głośność radia i z głośników popłynęła wesoła, wciągająca piosenka. Odruchowo zaczęła kiwać do niej głową, natomiast Lucy na siedzeniu obok wczuła się natychmiast i tańczyła. Colleen obserwowała ją chwilę swoimi migdałowymi oczami, aż wreszcie zaczęła naśladować, a na jej twarzy powoli rozkwitł uśmiech.
igP7jsl.pngFałszowali tekst przy trzecim refrenie, kiedy autem nagle szarpnęło. Wszyscy natychmiast spojrzeli do tyłu, ale to tylko Luke padł płasko. Peter pokazał im uniesione do góry kciuki. Spojrzeli po sobie i roześmieli się znów, obgadując poległego kolegę. Lin opowiedziała im parę historii z ich dzieciństwa  i podróż do akademika szybko im zleciała. Dziewczyna wyskoczyła na zewnątrz, omal się nie przewracając, zapomniawszy jak wysoki to był samochód. Zadrżała, obejmując się ramionami, kiedy nagły, mroźny podmuch potoczył się przez podwórze, niosąc za sobą szeleszczące, wymarłe liście. Przed nią stał budynek, którego część okien błyszczała kolorowymi światłami. Tu i ówdzie wyglądały halloweenowe ozdoby, jak dynie, lampiony i światełka - duszki o żarzących się oczach. Podobało jej się, że ktoś zadał sobie trud, by to tutaj poustawiać; żałowała też, że nie mogła tu zostać.
igP7jsl.pngNagle jej uwagę odwrócił...
igP7jsl.png- Kotek! - pisnęła, padając na kolana przed czarnym kotem, patrzącym na nią zielonymi oczami z dozą pogardy i wyższości, charakterystycznymi dla tegoż gatunku.
igP7jsl.pngTymczasem pozostali wygramolili się z samochodu ostrożniej od niej. Rich pochylił się nad nią, kiedy próbowała pogłaskać zwierzę. Wyjątkowo roztropnie wyciągała dłoń, by mógł ją obwąchać i sam zdecydować, czy chce się zbliżyć. Tymczasem Richard, jak dostrzegła kątem oka, uniósł aparat do twarzy, ale nagle zwiesił ręce.
igP7jsl.png- Colleen?
igP7jsl.png- Czekaj - odpowiedziała cichutko, by nie spłoszyć kota. - Właśnie do mnie podchodzi!
igP7jsl.png- Lin - powtórzył bardziej natarczywie, więc odwróciła powoli głowę, lekko zniecierpliwiona.
igP7jsl.png- No co?
igP7jsl.png- Mogę ci zrobić zdjęcie?
igP7jsl.pngPoczuła, że krew napływa jej do policzków. Obciągnęła szorty, które nagle wydały się za krótkie i obniżyła dotąd niecenzuralnie wypięty tyłek.
igP7jsl.png- Czemu? - zapytała, zbyt zawstydzona by po prostu się zgodzić.
igP7jsl.png- "Czemu"? - powtórzył za nią, unosząc brew. - Cóż, mogę cię pstryknąć, nie pytając o zdanie, jeśli wolisz...
igP7jsl.pngLin nadęła się na to stwierdzenie i podniosła z łokci, płosząc kota.
igP7jsl.png- Och, patrz, co narobiłeś!
igP7jsl.png- Zdecydowanie nie chciał się z tobą zakolegować - zawyrokował Rich.
igP7jsl.png- Ach tak?!
igP7jsl.png- Mhm.
igP7jsl.png- A ty... - Wymierzyła w niego palec, ale jej groźna mina zaraz się rozchmurzyła na następne jego słowa:
igP7jsl.png- Ładny pierścionek.
igP7jsl.png- O. Dziękuję. - Uśmiechnęła się wesoło, skupiając się dla odmiany na biżuterii, obracając ją wkoło. Był to delikatny srebrny pierścionek w motyw roślinny z różyczką i kamieniem księżycowym. Patrzyła na niego w rozmarzeniu, nie zważając na twardy i zimny asfalt parkingu, na którym nadal klęczała. - Zdobyłam po bardzo okazyjnej cenie, w świetnym stanie. Chyba najładniejsza rzecz jaką sobie kiedykolwiek kupiłam.
igP7jsl.png- Pomoże mi ktoś?!
igP7jsl.pngWszyscy odwrócili się na okrzyk Petera, próbującego sprowadzić kapryśnego Luke'a z paki. Nikt jednak nie kwapił się do tego zadania, kiedy zobaczyli, jak O'Brien droczy się z Petem, raz udając, że schodzi, by zaraz przeturlać się na drugi koniec bagażnika. Lin parsknęła i stanęła obok piegowatego nieznajomego.
igP7jsl.png- Ja go wezmę - oświadczyła z zupełną pewnością siebie.
igP7jsl.png- Przepraszam, nie przedstawiliśmy się jeszcze sobie. Peter.
igP7jsl.pngColleen z lekkim zdziwieniem odwróciła do niego głowę i po raz pierwszy mu się przyjrzała. Był wysoki. Szczupły, ale nie chudy. Ciepłe oczy. Włosy idealne do czochrania. Wydawał się bardzo zdeterminowany, by pomóc jej kuzynowi, a nigdy o nim nie słyszała. Oddany, jak na nową znajomość.
igP7jsl.png- Nie każ mi czekać, Colleen.
igP7jsl.pngUśmiechnął się, lekko zakłopotany, a Lin czym prędzej uścisnęła jego wyciągniętą dłoń. Pomyślała, że właściwie to był słodki. Z tego wszystkiego nawet nie zdziwił jej fakt, że znał jej imię.
igP7jsl.png- Bez urazy, ale lepiej, by zajął się tym jakiś chłopak...
igP7jsl.pngAle Lin już wgramoliła się na pakę, chwilę coś poszeptała z kuzynem i zaraz stali oboje oparci o samochód. Colleen objęła go w pasie, bo wyżej nie sięgała tak, by go dobrze trzymać. Rozpoczęła mozolny marsz w stronę wejścia.
igP7jsl.png- To będzie złote - parsknął Richard, wyjmując aparat i uruchamiając zawczasu flesz.
igP7jsl.png- Wiesz, Luke - wydusiła z wielkim trudem, skupiona na każdym kroku, bo dopiero zauważyła rozplątane sznurówki w bucie. - Trochę ci się przytyło od czasu kiedy- Aaaa!
igP7jsl.pngLuke nadepnął na jej sznurówki i oboje stracili równowagę. Z niezwykle wysokim okrzykiem Colleen padła na ziemię, a kuzyn za nią. Jęknęła przeciągle, przygnieciona ciężarem chłopaka i oślepiana fleszem aparatu Richa. Pete zepchnął z niej prawie-zabójcę.
igP7jsl.png- Mówiłem, że to kiepski pomysł.

igP7jsl.png- To dopiero jest głupie. - Z twarzy Lin nie schodziła nadęta mina.
igP7jsl.png- Głupim było zakładać, że sobie poradzisz. - Richard szarpnął ramionami, poprawiając sobie lekkie i niewielkie ciałko Colleen na rękach. Musiał ją wnieść po schodach, bo bolała ją kostka. - Chciałaś coś udowodnić, czy co?
igP7jsl.png- Nie moja wina, że przytył... - naburmuszyła się i włączyła trzymany w rękach aparat, chcąc przejrzeć zdjęcia.
igP7jsl.png- Hej, hej, tylko uważaj. To mój najbardziej ekskluzywny nabytek.
igP7jsl.pngColleen zrobiła wielkie oczy, a gdzieś zza nich dobiegło świńskie parsknięcie, wydobyte z trzewi Luke'a. Dłonie zaczęły jej się pocić nagle, serce na chwilę zamarło ze strachu. Tymczasem na klatce schodowej rozbrzmiewał dalej rechot jej kuzyna, na szczęście powoli zagłuszanego muzyką.
igP7jsl.png- Jak mogłeś mi dać coś tak cennego do rąk?! - wysyczała, coraz bardziej spanikowana.
igP7jsl.png- Po prostu go trzymaj. Co się może wydarzyć?
igP7jsl.png- Nie znasz moich możliwości - mruknęła bardziej do siebie, niż do niego, ale po tym zamknęła usta, wyłączyła aparat i zastygła w możliwie jak najzupełniejszym bezruchu, skupiając się na swoim niezwykle ważnym zadaniu. Rich prychnął z rozbawieniem na jej determinację, ale też już nic więcej nie powiedział.
igP7jsl.pngStanęli wreszcie na pierwszym piętrze i Lin mogła wchłonąć akademicką atmosferę. Z różnych kątów dochodziły różne melodie, wokół pałętali się różni ludzie, każdy inaczej przebrany. Ich oczy zaatakowały tu i ówdzie zainstalowane światła stroboskopowe i laserowe. Ktoś niedawno musiał wystrzelić konfetti, bo walało się po podłodze, ludziach i w pajęczynach na suficie, zdecydowanie powstałych w sposób naturalny. Nastąpiło pewne poruszenie, gdy w tłum wtargali się Peter z Lukiem, parę osób włączyło Snapa, by zaraz dodać mniej lub bardziej śmieszny podpis, chichocząc pod nosem. Pozwoliło to ich dwójce na usunięcie się z centrum uwagi. Rich zaprowadził ją do średniej wielkości pomieszczenia z sofą, fotelami, stolikiem kawowym i telewizorem, pokazującym aktualnie teledysk niepowiązany z graną muzyką. Spośród ostrych woni alkoholu, chemikaliów do prania kostiumów i spoconych ciał, przebijał się lekki zapach starych, zużytych mebli. Z kanapy akurat poderwała się grupka sześciu osób (swoim ściśnięciem między podłokietnikami zaprzeczając prawom fizyki), więc Richard ułożył ją tam nadzwyczaj delikatnie, opuszczając obolałą nogę na stolik. Patrząc po jego stanie powierzchni, Lin zastanawiała się, czy uda jej się odkleić później od niego stopę. Podczas gdy on poszedł po lód, do Colleen dosiadł się kuzyn z przyjacielem. A raczej przyjaciel z kuzynem, bo Luke choć odpuścił sobie wygłupy, to zaczął ostentacyjnie ziewać. Oparł głowę o brodę i snuł spojrzeniem za przesuwającymi się w korytarzu sylwetkami stworów, potworów i bohaterów. Różowowłosa obserwowała za to z zaciekawieniem, jak Peter, odchylony na oparciu, palcami snuł po plecach Luke'a, gestem monotonnym, z góry na dół i z powrotem, w okręgu i wzdłuż mięśni lub kości.
igP7jsl.png- Co robisz? - zapytała wreszcie, kiedy kuzynowi zatrzasnęły się powieki na dobre.
igP7jsl.png- Tak szybciej zasypia, będziemy mieć go wreszcie z głowy - odparł, niby zdenerwowany, ale widziała, że te interakcje sprawiają mu przyjemność.
igP7jsl.pngNie zdążyła dobrze zastanowić się, skąd chłopak wiedział, co usypia O'Briena, bo wrócił Rich.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

#43 2018-12-06 23:28:42

Dolores
Kucyponek Jednorogi
MacintoshSafari 604.1

Odp: Whisper

2Xtqnr1.png
Waiting on a black wave running in a rat maze

WTOREK 11/01/2016 (nad ranem)

Lucy zeskoczyła z auta z czymś co można było nazwać gracją, mając na uwadze ilość alkoholu jaką w siebie wlała tego wieczora. Obciągnęła krótką sukienkę, która podwinęła się w trakcie jazdy. Tom zeskoczył tuż za nią i otoczył dziewczynę swoim ramieniem przyciągając ją bliżej. Poczuła się trochę jakby znów była w liceum, chociaż Argon nie był już tak umięśniony odkąd skończył grać w lacrosse’a, to jego ramię nadal było bardzo znajome. Podobnie jak zapach pieprzu, mięty i drzewa cydrowego, woń perfum, których używał niezmiennie od lat. Razem ruszyli w stronę akademika, kiwając na innych by poszli za nimi. Lucy wygrzebała z torebki swoją legitymację studencką i przyłożyła do czytnika przy wejściu. Drzwi odblokowały się z piknięciem, a Tom otworzył je i przytrzymał dla innych. Weszli z Lu na samym końcu. Na szczęście w recepcji już dawno nikogo nie było, bo prawdopodobnie wyrzuciliby ich jak tylko zobaczyliby pijanego Luke’a. Ale to była jedna z najbardziej imprezowych nocy na kampusie i nikt nie chciał w ten dzień brać nocek. Nawet zważając na to co się ostatnio wydarzyło. Lucy omiotła spojrzeniem pustą recepcję, ściągnęła z ramion płaszcz i chwyciła Thomasa za rękę by pociągnąć go na piętro. W korytarzu unosiła się woń alkoholu i ludzkich ciał. Pomimo muzyki i kolorowych świateł nikt się nie bawił. Ludzie snuli się z kąta w kąt, niektórzy popijali dawno wygazowane piwa albo odpalali papierosy „na spawa”. Lu przewróciła oczy i weszła do pokoju. Tom oczywiście za nią. Noc była jeszcze młoda. Mężczyzna zrzucił pelerunę wampira i zaczął rozpinać guziki koszuli, ale zamarł w połowie, kiedy Lulu zamiast przed nim, uklękła przed mini lodówką. Argon uniósł brew. Dziewczyna wyjęła z lodówki dwie schłodzone butelki wódki. Zaiste noc była jeszcze młoda.
Kiedy wyszli z powrotem na korytarz nikt się nimi specjalnie nie przejął. Dopiero w momencie kiedy Thomas wziął Azjatkę na barana parę osób spojrzało na nich dziwnie. Lu uśmiechnęła się szeroko.
- Ludzie, mamy  aaaaalkooooo! - krzyknęła unosząc butelki pod sufit.
Ktoś podkręcił muzykę, ludzie się używili, zaczęli krzyczeć. I schodzić się na korytarz. Kiedy stopy Lucy dotknęły podłogi podała stojącej najbliżej osobie jedną z butelek, a drugą odkręciła i upiła łyk z gwinta. Ktoś wyjechał na korytarz ze stalową beczką piwa, ktoś zaczął tańczyć. Lu wypatrzyła na kanapach swoich znajomych i dołączyła do nich. Przysiadła na oparciu fotela, na którym przysypiał Luke. Spojrzała na niego z powątpiewaniem.
- Może ktoś go przetransportuje do mojego pokoju...? - zaproponowała, a w jej głosie pobrzmiewało zmartwienie. - Czterdzieści siedem. Mam zapas wody mineralnej i aspiryny.
Dziewczyna o różowych włosach posłała chłopakom znaczące spojrzenia i wyglądało na to jakby Peter w końcu miał zaproponować swoją kandydaturę, kiedy oczy Luke’a gwałtownie się otworzyły. Spojrzał na Lucy z taką jasnością jakby w ciągu swej kilkuminutowej drzemki całkowicie wytrzeźwiał i był gotowy zaraz iść na wykłady, czy robic jakieś inne produktywne rzeczy.
- Nie, nie, nie - uniósł ręce, jakby to miało świadczyć o jego zdolności do czegokolwiek. - Nic mi nie jest.
Skoro tak twierdził, to tak musiało być - przynajmniej w pijanym myśle Lu to była twarda zasada żelaznej logiki. Zatem Azjatka posłała wszystkim caluska, kokieteryjnie zamachała paluszkami i ruszyła w tłum. Po drodze wypiła jeszcze po kolorowym kieliszku smakowej wódki z paroma osobami. Szła przez długi korytarz pełen ludzi. Kolorowe światła zmieniały znane twarze w bezkształtne sylwetki, malowało na nich przerażające grymasy i dziwne krzywizny. W pewnym momencie ciemne sylwetki zamienily się w smukłe pnie drzew. Kolorowe światło z małego reflektora zostało zastąpione przez przytłumiony blask księżyca. Leśne runo trzaskało pod jej stopami. W pewnym momencie stanęła. Oparła się o drzewo a jej palce trafiły na coś lepkiego. Podniosła rękę do nosa, powąchała - żywica. Rozejrzała się wokół siebie, bylo cicho i pusto, nawet zwierzęta nie dawały znaku życia. Po plecach Lucy przeszedł zimny dreszcz, dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie ma na sobie nic prócz sukienki. Nagle przeraziła się nie na żarty. Parę scen z życia zostało wyciętych z jej pamięci.
- Thomas! - krzyknęła w przestrzeń, ale odpowiedziała jej głucha cisza.


Ja pierdolę, ale ameby.

Offline

#44 2019-12-23 02:02:58

Arbalester
Szeryf Depeszy
WindowsChrome 79.0.3945.88

Odp: Whisper

TaNFXNm.png

igP7jsl.png- Jak twoje łapska, O'Brien?
igP7jsl.png- Daj spokój, dobra?
igP7jsl.png- Hej, Luke! Przestań się kryć za swoim rycerzem.
igP7jsl.pngLuke z trudem rozkleił powieki. Za sobą czuł ciepłe ramię i miał ochotę wtulić się w nie, wrócić do snu, ale rozpoznał głosy nad sobą. Wiedział, że należy zareagować. Dwie sylwetki złożyły się po chwili w jego kolegów z drużyny. Widząc ich miny, wyrzuty sumienia powróciły czarną falą obrzydzenia do samego siebie. Otwierał już usta, by spróbować wydusić z siebie jakiekolwiek przeprosiny, ale jeden pociągnął drugiego, znikając im z oczu i zabierając kłótnię ze sobą. Peter przetarł oczy, ciężko wzdychając.
igP7jsl.png- Skoro już się obudziłeś, możemy położyć się spać w normalnym, spokojnym miejscu przeznaczonym do spania?
igP7jsl.pngO'Brien spojrzał na niego z zaskoczeniem.
igP7jsl.png- Nocujesz tutaj?
igP7jsl.png- Jestem zmęczony.
igP7jsl.pngWyglądał bardziej na zmartwionego i przybitego, niż zmęczonego.
igP7jsl.png- Przepraszam, że to widziałeś.
igP7jsl.png- Nie myśl już o tym dzisiaj, dobra?
igP7jsl.pngPete poklepał go po udzie, próbując wymusić na twarz uśmiech. Luke nie potrafił tego odwazjemnić.
igP7jsl.png- Czuję, jakby wszyscy mieli mnie za to znienawidzić.
igP7jsl.png- Może to twój problem, Luke - rzucił Peter, wbijając spojrzenie w grupę tańczących daleko od nich. - Za dużo energii poświęcasz temu, by każdy cię lubił. Po co ci to? Każdy na to zasługuje?
igP7jsl.pngO’Brien czuł, jak w jego wnętrznościach gotuje się ze złości i wstydu, bo jak gorąco by nie zaprzeczał, doskonale wiedział, ile w słowach jego przyjaciela prawdy. Najbardziej go rozsierdziło unikanie patrzenia mu w twarz. Wstał gwałtownie, nieco się chwiejąc, a Pete prędko poszedł w jego ślady. Nieco zaniepokojony wyciągnął ręce w jego stronę.
igP7jsl.png- Radzę sobie - warknął z większą złością, niżby zamierzał. Chcąc nadrobić te buzujące negatywne emocje, wydusił z siebie pomruk, który w wolnym tłumaczeniu miałby oznaczać formę przeprosin.
igP7jsl.pngZebrali się, by znaleźć pokój Lucy. Luke wypatrzył jeszcze w tłumie Colleen, by upewnić się, że wszystko w porządku. Towarzyszył jej Rich i wyglądało na to, że bawiła się świetnie, więc z czystym sumieniem opuścił pokój wspólny.
igP7jsl.png - Czy Lu mówiła, że będzie wracać na noc? - zapytał całkiem trzeźwo, kiedy stanęli w jej pokoju i zobaczyli dwa pojedyncze łóżka.
igP7jsl.png- Nie, ale skoro zaproponowała, byś tu spał, to nie sądzę. Ma współlokatorkę. - Peter wskazał na zagracone stoliki nocne.
igP7jsl.png- Co tu robicie?
igP7jsl.pngObaj odwrócili się natychmiast na pięcie, słysząc za sobą żeński głos. Zza czarnej koronki Luke rozpoznał znajomą.
igP7jsl.png- Hej, Ann. Lu udostępniła mi łóżko na pijacką drzemkę. Nie masz nic przeciwko?
igP7jsl.png- O, Luke. - Dziewczyna machnęła ręką w geście bez sensu. - Gówno widzę w tej koronce. Jasne, nie ma sprawy. Możecie wziąć mój koc, ale wara od łóżka! Dopiero zmieniłam pościel. - Minęła ich i wygrzebała coś ze swojego stolika. Nim wyszła, wymierzyła w nich palcem. - I żadnych panienek.
igP7jsl.png- To nie będzie problemem... - mruknął Pete, gdy drzwi za dziewczyną się zatrzasnęły.
igP7jsl.png- Mów za siebie.
igP7jsl.pngSpojrzeli po sobie i zaraz na ich twarze wypełzły powstrzymywane uśmiechy. Na tę ulotną chwilę wszystko wskoczyło na swoje miejsce, było po staremu. Nim czar prysł, Luke stanął nad łóżkiem, oceniając jego wymiary.
igP7jsl.png- Moglibyśmy...
igP7jsl.png- Nawet nie żartuj - przerwał mu Pete, mijając go i uchylając okno. - Jesteś wielki jak szafa, leżąc bokiem ledwo się sam pomieścisz.
igP7jsl.png- To gdzie będziesz spał?
igP7jsl.png- Znajdę sobie jakąś kanapę - odpowiedział beztrosko.
igP7jsl.png- Kanapę? - prychnął O’Brien, wzdrygając się od powiewu zimnego powietrza. - Ty nie żartuj! Chyba dawno nie było cię na imprezie studenckiej. Wolna kanapa? Śnisz. A ja nie jestem taki szeroki - dodał na koniec, marszcząc brwi i zerkając na swoje ramiona, nieco ugodzony tym komentarzem.
igP7jsl.pngHunter utrzymywał sceptyczną minę, ale kryły się w jego ciemnych oczach iskierki rozbawienia.
igP7jsl.png- Skoro tak mówisz... - Ściągnął niedbale rzucony koc z drugiego łóżka i machnął ręką. - Kładź się pierwszy. Wolę spaść na ziemię, niż zostać przez ciebie zmiażdżonym.
igP7jsl.pngLeżeli wyciągnięci bokiem, prosto jak dwie struny, nie będąc w stanie nawet zgiąć kolan. Wiercili się niczym dżdżownice, próbując znaleźć dostatecznie wygodną pozycję, niegrożącą odcięciem dopływu krwi do którejś z kończyn. Po niecałym kwadransie się uspokoili, ale Luke nie mógł zasnąć. Trzymał przed sobą dłonie i widział nawet w mrokach nocy obite kostki. Nie bolały już; nie kiedy ich nie dotykał, ale wspomnienia wciąż płonęły w nim żarem wstydu i upokorzenia. Czuł się żałośnie - albo dawał się gnoić, albo gnoił kogoś innego. Jeśli tylko pozwoli swoim uczuciom płynąć, zaleją go niekontrolowaną falą. Ten sam schemat powielał z Peterem. Był w związku z Maritzą, wciąż ją kochał, a mimo tego najbardziej martwiło go, by odzyskać zaufanie Huntera. Jak bardzo podłym okazywał się człowiekiem? Maria obdarowywała go niczym innym, jak wyrozumiałością, ciepłem i otwartością. Poznał jej rodziców, rodzeństwo... Spędzali nawet czas z jej starszą siostrą, bokserką. Zapowiadało się na to, że niedługo to Luke stanie się workiem treningowym.
igP7jsl.pngOpuszczające ciało procenty nie pomagały mu dotrzeć do krainy snu, ani kotłujące się w głowie myśli. A już zwłaszcza uniemożliwiały to rozgrzane plecy Petera i kręgi, które mógłby zliczyć, tak ostentacyjnie wbijały się w jego skórę. Równie wyraźnie odczuwał każdy oddech przyjaciela, przekładający się proporcjonalnie na kolejne sztylety wyrzutów sumienia i odrazy do samego siebie. Cały czas zwalczał w sobie odruch, by odwrócić się i objąć go ramieniem. Na pewno byłoby im tak wygodniej, ale należało uszanować granice i życzenia Huntera. Nawet te bardzo niepraktyczne. Przede wszystkim jednak należało uszanować swój związek.
igP7jsl.pngParę niemiłosiernie długich godzin później do pokoju wpadła Anna. Robiąc zadziwiająco mało hałasu, zdjęła kilka części garderoby i padła na swoje łóżko. Luke obejrzał się. Leżała na plecach. Zaklął cicho. Starając się nie skrzypieć sprężynami ani nie ruszyć przyjaciela, wstał i delikatnie obrócił dziewczynę na bok. Na wszelki wypadek wziął poduszkę w kształcie emoji kupy i położył za jej plecami. Kiedy już miał wrócić na swoje miejsce, Peter mruknął przez sen, szarpnął się, przeciągnął i zajął cały materac, bezczelnie podchrapując.
igP7jsl.png- Serio? - szepnął do siebie O’Brien, zdobywając chociaż koc, który zsunął się na podłogę. Usiadł w obrotowym krześle, oparł stopy o ramę łóżka, ledwo opatulił się małym kocykiem, ale ostatecznie, kiedy niebo zaczęło nieco szarzeć, sfrustrowany i zmęczony zasnął. Śnił o rozmowie z Maritzą.

jQzyJsA.png

igP7jsl.pngNajpierw zobaczyła nieznany sobie, nieco zabrudzony sufit. Szukając wskazówek, rozejrzała się. Akademik. Leżała na kanapie, a nogami nie mogła ruszyć, bo opierał się na nich Rich, nieco śliniący się na swoją pięść, podpierającą głowę. Zaśmiała się i szarpnęła dość delikatnie, by nie zbudzić go gwałtownie. Nie do końca to zadziałało. Chłopak stracił oparcie i natychmiast poderwał się, szeroko otwierając oczy. Zaraz jednak opadły do połowy gałek w półprzytomnym spojrzeniu.
igP7jsl.png- Hej - przywitał się zachrypniętym głosem.
igP7jsl.png- Hej.
igP7jsl.pngZachichotała na jego nietęgą minę. Pomimo późnej pory kiedy zasnęli, sama czuła się całkiem wypoczęta i w nieprzyzwoicie dobrym humorze. Wstała, przeciągnęła się, myśląc cały czas o tym, jak zabawnie musiało się tutaj mieszkać. Mogłaby przywyknąć do takiego życia. Wielkich imprez, przebrań, bitew o muzykę, tańców. Oczywiście też do nauki. Pełen pakiet.
igP7jsl.pngPoszli do kuchni - Lin nieznacznie podskakując z każdym krokiem - gdzie siedział już kolega Luke’a, zaś on sam krzątał się przy kuchence, przeszukując szafki i torby z zakupami. Towarzyszyła im nieznana Lin brunetka, opierająca czoło na stole. Wydała z siebie tylko nijaki pomruk, kiedy się przywitali, zdecydowanie pozbawiona energii na cokolwiek więcej.
igP7jsl.png- Co pichcisz? - zagadnęła kuzyna Colleen, siadając obok piegatego kolegi. Nie mogła przypomnieć sobie jego imienia.
igP7jsl.png- Jeszcze nie wiem. Patrzę, co jest i czy wystarczy dla wszystkich - odpowiedział, odwracając się z roztargnionym wyrazem twarzy i coś licząc bezgłośnie. - Myślicie, że ktoś jeszcze dołączy?
igP7jsl.png- Jest ósma, nie sądzę - wyraził swoją wątpliwość Richard, z bolesną miną zerkając na czerwoną godzinę, wyświetlaną na piekarniku.
igP7jsl.png- Naprawdę jest tak wcześnie?
igP7jsl.pngZszokowana Lin spojrzała na swoją komórkę. Ekran wyświetlił kilka nieodebranych połączeń i wiadomości od Tylera. Rozwinęła listę - wszystkie z nocy. Serce zabiło jej mocniej, bo w pierwszej chwili wystraszyła się, że coś się wydarzyło. Szybko odblokowała telefon. Okazało się, że wypytywał gdzie była, co robiła, dlaczego nie odpowiadała. Sprawdziła, czy na pewno wysłał się SMS, w którym o wszystkim go informowała. Dostarczona i odczytana. Lin zmarszczyła brwi. Nie podobał jej się ton jego słów, ale być może przeoczył tamtą wiadomość i to on się wystraszył?
igP7jsl.pngNic mi nie jest, pisałam ci wcześniej, że jadę do akademika z Lukiem. I tak pracowałeś.
igP7jsl.pngNieco zepsuło jej to humor, ale przywdziała z powrotem uśmiech i włączyła się do rozmowy. Na patelni skwierczał boczek, a w garnku bulgotała woda. Poranny zapach śniadania powoli wypędził smród nocnej imprezy. Peter opowiadał o swoim dwukołowcu, podrasowywanym przez niego i ojca w garażu, a Rich szybko podchwycił temat, co zapoczątkowało żywą dyskusję. Lin z subtelnym uśmiechem obserwowała obu chłopaków, z taką pasją rozmawiających o maszynach. Sama nie miała na ich temat bladego pojęcia, więc zadowoliła się podzielaniem swojej uwagi między nich, a kuzyna. Wychwyciła w tym wszystkim imię piegatego znajomego - Petera. Postarała się tym razem wyryć je sobie w pamięci.
igP7jsl.png- Pomóc ci w czymś? - zwróciła się do Luke’a, widząc jak uwija się przy gotowaniu.
igP7jsl.png- Zapomnij, że ci pozwoli. - Peter roześmiał się z lekkim przekąsem, zerkając na O’Briena. Wskazał go palcem. - Jak tylko dostanie patelnię do ręki, lepiej nie podchodzić.
igP7jsl.png- Nie trzeba Lin, już kończę. - Kuzyn uśmiechnął się do niej przelotnie, zaraz znów skupiając się na kuchence. - Ale dzięki.
igP7jsl.pngColleen zmarszczyła nosek, wodząc spojrzeniem od Luke’a do Petera, który też wrócił do dyskusji o motoryzacji. Poczuła się nagle poza kręgiem bliskości, jaki przecież otaczał dawniej ją i kuzyna; zakłuło to zazdrością i smutkiem, a nie spodziewała się tego ranka ani jednego, ani drugiego. Nie powinno to dziwić, skoro ich kontakt rozluźniał się przez parę dobrych lat, a jednak świadomość tego faktu dotarła do niej dopiero teraz. Zagryzła wargę, biorąc do ręki telefon.
igP7jsl.pngŻartujesz sobie? Spałaś w akademiku?
igP7jsl.pngWiesz, co mogło się wydarzyć?
igP7jsl.pngCzy może właśnie tego oczekiwałaś?
igP7jsl.pngDobrze się bawiłaś?
igP7jsl.pngPoleciałem za tobą do innego miasta, a ty sobie leziesz ode mnie na pierwszej imprezie?
igP7jsl.pngTo było dziwne uczucie. Zupełnie jakby płuca zmniejszyły nagle swoją objętość, a ona mogła brać tylko bardzo powolne, krótkie oddechy. Rozbolał ją brzuch, wyrzuty sumienia uderzyły ciężką falą. Miał rację. Pozwoliła sobie zawrócić tym ludziom w głowie i nawet nie obejrzała się za siebie, a przecież Tyler tyle dla niej poświęcił. Nie musiał tego robić, mogli zerwać, ale on chciał trwać przy jej boku.
igP7jsl.png- Lin? Dobrze się czujesz?
igP7jsl.pngRich patrzył na nią z lekką troską. Na samą myśl o tym, jak próbuje mu się wytłumaczyć, zrobiło jej się głupio, więc zamiast tego przywdziała niewinny uśmiech.
igP7jsl.png- Tak, tylko kac.
igP7jsl.png- Na kaca najlepsza jest praca.
igP7jsl.pngDo pokoju weszła jasnowłosa, jasnoskóra dziewczyna, taksując Lin spojrzeniem. Skierowała się od razu do O’Briena i dźgnęła go biodrem.
igP7jsl.png- Co robisz dobrego?
igP7jsl.png- Tak, znajdzie się porcja dla jeszcze jednej osoby. - Luke nie czekał na rozwój rozmówek.
igP7jsl.png- Ekstra.
igP7jsl.pngNieznajoma usiadła obok Petera, naprzeciw Lin, nie odpowiedziawszy na jej grzecznościowy uśmiech. Mimo tego O’Hare nie wyczuła od niej wrogości, choć nie mogła powiedzieć, by zrobiła na niej dobre wrażenie. Obca odrzuciła swoje długie włosy, oczami przewiercając Petera.
igP7jsl.png- Cześć, May.
igP7jsl.png- Cześć, Pete. Nowojorska pogoda nie przypadła ci do gustu?
igP7jsl.png- Można tak powiedzieć.
igP7jsl.pngChłopak natychmiast spuścił oczy i nieco zmarkotniał. Patelnia huknęła w zlewie, aż wszyscy podskoczyli.
igP7jsl.png- Przepraszam - burknął zwrócony do nich plecami Luke.
igP7jsl.pngJej dłonie i palce poczęły wędrować. Obróciły kilka razy sztućce, raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem. Potem wyrównały je do talerza. Wytarły się, nieco spocone, o koszulkę. Zdjęły gumkę z włosów, przeczesały je kilka razy. Poczuła się jak intruz. Nie do końca wiedziała, czemu. Telefon wibrował w kieszeni, a każda z osób przy stole miała inną minę i gdzie indziej patrzyła. Piętnaście, szesnaście. Puściła pukle różowych włosów, wykręciła nerwowo palce. Zauważyła, że przykuła wzrok Richarda. Już otwierał usta, kiedy wstała prędko, przepraszając wszystkich.
igP7jsl.png- Będę wracać. - Uśmiechnęła się niewinnie, unikając kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. - Dzięki za miło spędzony czas.
igP7jsl.png- Jak to, już? - zaprotestował gwałtownie Luke. -  Ale śniadanie...
igP7jsl.png- Przepraszam, ale nie jestem jeszcze i tak głodna.
igP7jsl.png- Zamówiłaś sobie taksówkę? - zapytał trzeźwo Rich.
igP7jsl.png- Tak, za minutę będzie - skłamała gładko.
igP7jsl.pngNa zewnątrz obejrzała się przez ramię, ku oknom, gdzie mniej więcej powinna znajdować się kuchnia. W jednym z nich dostrzegła migającą sylwetkę kuzyna i Richa, obserwującego ją. Przyłożyła palec do ust, a potem pozwoliła, by tartanowe martensy zaprowadziły ją do parku. Podarte rajstopy i szorty nie dawały za wiele ciepła. Choć słońce powoli wspinało się na bezchmurne niebo, powietrze przesycały wilgoć i przenikliwe podmuchy wiatru. Objęła się ramionami, wdychając głęboko zapach przymrozku i gnijących liści. Preferowała wiosnę, ale i jesieni nie potrafiła odmówić uroku. Na drzewach trzymało się wciąż wiele złocistych i rdzawych listków, rozpościerając jednocześnie pod jej nogami barwny dywan, dzięki któremu pomimo stroju i humoru, czuła się jak księżniczka leśnej krainy. Uspokojone już dłonie wsadziła głęboko do kieszeni kurtki Tylera. Butem w czerwoną kratę wzbiła w powietrze szeleszczącą chmurę. Potem uniosła głowę, chuchnęła i obserwowała, jak obłok oddechu rozpływa się w intensywnym turkusie.
igP7jsl.pngStała przed drzwiami mieszkania, ale nie chciała wchodzić. Naszło ją, by zapukać, ale zaraz zmarszczyła brwi z irytacji na samą siebie. Przecież to także jej mieszkanie. Nim nacisnęła klamkę, drzwi otworzyły się na oścież, a Lin została za nadgarstek wciągnięta do środka. Silne ramiona zamknęły się wokół niej, gdy za plecami rozległ się trzask.
igP7jsl.png- Tyler...? - Miała niepewny głos; nie spodziewała się takiej reakcji.
igP7jsl.png- Lin, ty kompletna... wariatko.
igP7jsl.pngJego słowa na przemian przepełniała złość, żal, wyrzut, skrucha. Pokłócili się. Kochali się. Poczuła się nieswojo. Może to przez kciuki wbijające się w jej nadgarstki, a może fakt, że próbował ją obrócić. Gdy skończyli, położyli się bokiem, ciało przy ciele, tak jak często to robili, a on objął się czule i zasnął, i czuła się dobrze. Obie te sprawy sprawiały, że była skołowana, zagubiona, tak jakby kroczyła z kimś za rękę we mgle i nie widziała, do kogo tak naprawdę należała ściskana przez nią dłoń. Chciała przysunąć się bliżej, a jednocześnie obawiała zobaczyć nieznajomą twarz lub co gorsza, niechcianą twarz.
igP7jsl.pngTyler sapnął przez sen, a Lin zacisnęła mocno powieki. Nadgarstki pulsowały bólem, a serce biło mocno.


2tlGTsD
"Art, the ability to make it, gives meaning to sadness in a way that many aren’t able to experience.”

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
nethard - pingwinekmc - bestlife - lifeinvader - nethercraft